<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116</id><updated>2012-02-15T22:34:36.510+01:00</updated><category term='literatura dziecięca'/><category term='Emma Donoghue'/><category term='Ying Chang Compestine'/><category term='David Lodge'/><category term='Françoise Sagan'/><category term='Paul Theroux'/><category term='Xiaolu Guo'/><category term='Javier Marías'/><category term='Sandra Cisneros'/><category term='Ma Jian'/><category term='literatura polska'/><category term='William Faulkner'/><category term='literatura hiszpańska'/><category term='Patti Smith'/><category term='Janusz Głowacki'/><category term='Stephen Crane'/><category term='wyzwanie - nobliści'/><category term='Angela Carter'/><category term='Etel Adnan'/><category term='Imre Kertész'/><category term='John Steinbeck'/><category term='Jeanette Winterson'/><category term='Edith Wharton'/><category term='dramat'/><category term='stos'/><category term='Chris Bachelder'/><category term='literatura chińska'/><category term='czyhanie'/><category term='Wallace Stevens'/><category term='muzycznie'/><category term='filmy'/><category term='lit studies'/><category term='literatura turecka'/><category term='J.M. Coetzee'/><category term='Haruki Murakami'/><category term='literatura południowoafrykańska'/><category term='Zora Neale Hurston'/><category term='poznań'/><category term='Octavio Paz'/><category term='Theodore Dreiser'/><category term='Gail Tsukiyama'/><category term='literatura węgierska'/><category term='Erica Jong'/><category term='Eugeniusz Zamiatin'/><category term='Anchee Min'/><category term='literatura niemiecka'/><category term='Fank McCourt'/><category term='Sue Monk Kidd'/><category term='czytkanie'/><category term='Pierre Thomas Nicolas Hurtaut'/><category term='John Updike'/><category term='kultowe zagadnienia'/><category term='organizacyjne i życiowe'/><category term='Alison Weir'/><category term='Jean Kwok'/><category term='Zofia Nałkowska'/><category term='Magda Szabó'/><category term='literatura kanadyjska'/><category term='literatura japońska'/><category term='wypisy'/><category term='Seamus Heaney'/><category term='literatura francuska'/><category term='literatura amerykańska'/><category term='kącik językofila'/><category term='Dai Sijie'/><category term='LIsa See'/><category term='wyzwanie - klasyka'/><category term='literatura brazylijska'/><category term='Chiny'/><category term='Orhan Pamuk'/><category term='refleksje czytelnicze'/><category term='historia'/><category term='poezja'/><category term='Ana Castillo'/><category term='literatura brytyjska'/><category term='biografia'/><category term='chicana'/><category term='Mario Vargas Llosa'/><category term='Maria Krüger'/><category term='Ray Bradbury'/><category term='literatura peruwiańska'/><category term='Kazuo Ishiguro'/><category term='losowanie'/><category term='literatura irlandzka'/><category term='Rabih Alameddine'/><category term='Paolo Giordano'/><category term='wyprawy dla zabawy'/><category term='projekt - literatura amerykańska'/><category term='Tennessee Williams'/><category term='Umberto Eco'/><category term='literatura włoska'/><category term='Jorge Amado'/><category term='literatura rosyjska'/><category term='literatura popularnonaukowa'/><category term='Elif Şafak'/><category term='Thomas Mann'/><title type='text'>Wszelakie mądrości świata wszelakiego.</title><subtitle type='html'>"Biedny nasz nieoszacowany phofesoh chhonicznie chohy na nieuleczalny wymiot" - mistrz Gombro</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>91</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-5535773605840201512</id><published>2012-02-15T18:14:00.002+01:00</published><updated>2012-02-15T18:16:51.315+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='organizacyjne i życiowe'/><title type='text'>Rekomendacje z bloga "A Striped Armchair"</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Jednym z moich ulubionych blogów w języku angielskim jest &lt;a href="http://astripedarmchair.wordpress.com/"&gt;A Striped Armchair&lt;/a&gt;. Jego właścicielką jest Eva. Ostatnio postanowiła ona rozpocząć &lt;a href="http://astripedarmchair.wordpress.com/2012/01/12/introducing-a-most-particular-compendium/"&gt;nową serię postów&lt;/a&gt;, gdzie polecałaby książki danym molom książkowym, którzy uprzednio wysłali jej mailem tytuły i krótkie opisy około 10 ulubionych książek. Na ich podstawie Eva tworzy rekomendacje. Jak tylko to zobaczyłam, skompilowałam swoją listę i zgłosiłam się, ponieważ od wielu, wielu miesięcy śledzę jej posty i jestem pod wrażeniem jej czytelniczego gustu, otwartego na przeróżne gatunki oraz autorów najrozmaitszych narodowości. Byłam pierwsza! Wczoraj właśnie otrzymałam swoje rekomendacje, którymi jestem zachwycona, zwłaszcza, że o wielu tych książkach i autorach wcześniej nawet nie słyszałam. Jeśli jesteście ciekawi, jakie to rekomendacje, albo jakie książki podałam jako swoje ulubione (wymieszałam trochę tych ulubionych forever i ulubionych w ciągu ostatnich kilku miesięcy), to wystarczy &lt;b&gt;&lt;a href="http://astripedarmchair.wordpress.com/2012/02/14/a-most-particular-compendium-kasia/"&gt;kliknąć tutaj&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-5535773605840201512?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/5535773605840201512/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=5535773605840201512' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5535773605840201512'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5535773605840201512'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2012/02/rekomendacje-z-bloga-striped-armchair.html' title='Rekomendacje z bloga &quot;A Striped Armchair&quot;'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-92986758213252362</id><published>2012-02-13T21:38:00.004+01:00</published><updated>2012-02-13T21:39:30.922+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ana Castillo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chicana'/><title type='text'>"The Mixquiahuala Letters" Ana Castillo</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-J0MCSZZbTEY/Tzl0Ti6WRSI/AAAAAAAAA1I/0aUFXRRwkcs/s1600/mixquiahualaletters.jpg" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="207" src="http://4.bp.blogspot.com/-J0MCSZZbTEY/Tzl0Ti6WRSI/AAAAAAAAA1I/0aUFXRRwkcs/s320/mixquiahualaletters.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;i&gt;The Mixquiahuala Letters&lt;/i&gt; to krótka książeczka autorstwa meksykańsko-amerykańskiej autorki, Any Castillo. Wcześniej udało mi się przeczytać inną jej książkę, trochę obszerniejszą, &lt;i&gt;So Far from God&lt;/i&gt;, gdzie pisarka za pomocą realizmu magicznego rozprawia się z codziennością małego miasteczka w stanie Nowy Meksyk. &lt;i&gt;Letters&lt;/i&gt; jednak różnią się pod względem proporcji poruszanych problemów. Podczas gdy, tak jak &lt;i&gt;So Far&lt;/i&gt;, utwór ten eksploruje tematykę  scalania wielu tożsamości - meksykańskiej, indiańskiej, amerykańskiej, w jedną, to przede wszystkim królują w nim przemyślenia natury feministycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na narrację &lt;i&gt;The Mixquiahuala Letters&lt;/i&gt; składa się wyłącznie czterdzieści listów napisanych przez Teresę do Alicii. Żaden z listów nie jest datowany, a z tekstu można wynieść, że ich kolejność nie jest chronologiczna. Konstrukcja jest ukłonem w stronę Cortázara, gdyż listy można odczytywać w trzech kolejnościach: dla konformisty, cynika i Kichota. Autorka dodaje jednak, że wielbiciele krótkich form literackich mogą po prostu czytać listye po kolei, tak jak są w książce zamieszczone i ponumerowane. Poszłam więc na łatwiznę i tak właśnie zrobiłam, chociaż kusiła mnie kolejność dla cynika. O moim wyborze zadecydował jednak fakt, że każda z tych kolejności wykluczała niektóre listy, a ja chciałam przeczytać całość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ana Castillo jest nie tylko powieściopisarką, ale także, a może przede wszystkim, poetką. Staje się to dość widoczne, gdy czytelnik bliżej przyjrzy się formie jaką listy przyjmują - okazjonalnie podzielone na wersy, jak wiersze, czasem akapity rozpoczynają się bliżej prawej strony kartki, pojedyncze słowa przenoszone są do nowej linijki, brakuje kropek. W całym tekście, angielskie słowo „ja”, „I”, pisane zawsze dużą literą, tutaj jest z małej, nawet jeżeli rozpoczyna zdanie. Poetyckość tej prozy nie opiera się jedynie na formalnych rozwiązaniach tego typu. Opisy, głównie przeżyć wewnętrznych, ale także otoczenia obu kobiet, są często gęste od zaskakujących porównań i epitetów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo niechronolignie przedstawionej fabuły, można na temat życia oraz związku Teresy i Alicii wysnuć następujące wnioski: Obie są dobrymi, wieloletnimi przyjaciółkami po przejściach; Teresa jest Amerykanką meksykańskiego pochodzenia, poetką i pisarką (wierzę, że alter ego autorki), Alicia jest również Amerykanką, już bez iberoamerykańskich korzeni, zagubioną, bardzo szczupłą i długowłosą artystką. Poznały się w stolicy Meksyku podczas warsztatów poświęconych meksykańskiej kulturze. Jakiś czas później (Rok? Pięć lat?) odbywają podróż do Meksyku ponownie, wdają się w dziwne romanse z mężczyznami, a ich znajomość przechodzi raz po raz prawdziwą próbę. Ostatnie listy natomiast podsumowują to, co wydarzyło się w życiu obu kobiet przez kilka ostatnich lat (kiedy, wnioskuję, obie mają po trzyzieści, bądź trzydzieściparę, lat), żadna z nich nie może poszczycić się osiągnięciem pełni szczęścia, co prawdopodobnie ich nie rozczarowuje i nie dziwi, gdyż żadna nigdy nie wierzyła w jej osiągnięcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zarówno Teresa i Alicia próbują się odnajdywać w kolejnych związkach z mężczyznami, pomimo dużej dozy asertywności, zwłaszcza w przypadku Teresy, wiele lat zajmuje im zrozumienie w jaki sposób można żyć wyłącznie sobą i dla siebie. Teresa wielokrotnie dzieli się w listach refleksjami o tym, jak obie zresztą wiedzą, kończy się życie wielu kobiet, początkowo zakochanych, zbyt późno odkrywających, że życie z tym, kogo wybrały jest nie do wytrzymania:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Po jakimś czasie przyzwyczaja się do zaniedbywania siebie jeszcze gorzej niż on. Jej paznokcie są poobgryzane do samych kłykci. Zapomina o jedzeniu, albo je, kiedy nie jest głodna. Jej kłopoty z zasypianiem czynią jej twarz obwisłą niczym kufa starego psa. Ma dwadzieścia sześć lat.&lt;/i&gt; (tłum. moje)&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Takie przemyślenia i wnioski, to nie jedyne manifesty feministyczne. Podczas wyprawy przyjaciółek do Meksyku, muszą one wiele razy bronić swojego prawa do tego, czym są – podróżującymi, młodymi kobietami, które chcą dowiedzieć się podczas podróży jak najwięcej o sobie samych. Spotykając mężczyzn często muszą umieć wybrnąć z definicji tychże na temat „kobiet wyzwolonych,” zazwyczaj uciekając się jednak do sztuczek i kłamstw. Jednocześnie, mimo iż czasami decydują się nawiązać bliższą znajomość z danym mężczyzną, szybko zauważają, że do niczego ona nie prowadzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to pełnokrwista opowieść o przyjaźni niewyidealizowanej, o dorastaniu na przekór oczekiwaniom innych, o niezmordowanym poszukiwaniu siebie. Ana Castillo posiada dość niezwykły styl oraz poczucie humoru. Mam nadzieję przeczytać więcej jej książek, poezji, jak również i feministycznych esejów.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-92986758213252362?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/92986758213252362/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=92986758213252362' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/92986758213252362'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/92986758213252362'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2012/02/mixquiahuala-letters-ana-castillo.html' title='&quot;The Mixquiahuala Letters&quot; Ana Castillo'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-J0MCSZZbTEY/Tzl0Ti6WRSI/AAAAAAAAA1I/0aUFXRRwkcs/s72-c/mixquiahualaletters.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-7923524231036483369</id><published>2012-02-11T19:09:00.001+01:00</published><updated>2012-02-11T19:10:38.332+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='William Faulkner'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt - literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Światłość w sierpniu" William Faulkner</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-VF03j6PLRpQ/TzatpvswKcI/AAAAAAAAA0k/bv0hfnfvpwc/s1600/swiatlosc_w_sierpniu.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="204" src="http://3.bp.blogspot.com/-VF03j6PLRpQ/TzatpvswKcI/AAAAAAAAA0k/bv0hfnfvpwc/s320/swiatlosc_w_sierpniu.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;Mniej więcej w połowie lektury z ust głównego bohatera &lt;i&gt;Światłości w sierpniu&lt;/i&gt; pada pytanie o to kiedy ludzie, w których żyłach płynie inna krew przestaną się nienawidzić. Znając miejsce i czas akcji powieści: stan Mississippi (miasto Jefferson w fikcyjnym hrabstwie Yoknapatawpha), prawdopodobnie koniec lat 20-tych, początek 30-tych XX wieku, pytanie to nie powinno dziwić, jednak czy naprawdę tak wiele od tego czasu się zmieniło?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joe Christmas jest sierotą, nieślubnym dzieckiem, podobno w jednej czwartej Murzynem. „Podobno,” gdyż tak naprawdę nawet on sam nie jest o tym w pełni przekonany. Jego skóra jest biała, z wyglądu może przypomina ludziom trochę obcokrajowca. Dostrzegają jego inność, rezerwę, pozorną wyniosłość. Jednak, gdy tylko się dowiadują, że „ma w sobie murzyńską krew” zaczynają go traktować tak, jakby był Murzynem, czyli podle. Christmas sam nie wie kim jest, od czasu do czasu identyfikuje się z którąś grupą, ale przez większość czasu jest w stanie wojny z obiema – białą i czarną. Rozbita, czy wymykająca się, tożsamość sprawia, że mężczyzna nie ma żadnych wartości, których mógłby się uczepić, wokół których uformować swoje „ja.” Przez kilkanaście ostatnich lat swojego życia bez przerwy ucieka, nawet kiedy stoi w miejscu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Innymi bohaterami, równie odizolowanymi, są: Byron Bunch, Lena Grove i Gail Hightower. Lena i Bunch tworzą parę niczym Maria i Józef. Ona, podróżująca pieszo z samej Alabamy, w zaawansowanej ciąży, w poszukiwaniu ojca dziecka; on, ciężko pracujący, uczciwy i bogobojny (ale nie fanatyczny) trzydziestoparolatek, który się w niej zakochuje. Lena jednak uparcie dąży do odnalezienia ojca dziecka – mężczyzny, nawet nie tyle złego, co głupiego, pustego i miernego. Gail Hightower, natomiast, jest nieczynnym już w zawodzie pastorem, który kompletnie wycofał się z życia publicznego po tym jak społeczeństwo znienawidziło go za to, że niedostatecznie dopilnował swojej, zdradzającej go, żony, która ewentualnie zostaje zamordowana w jednym z hoteli w Memphis. Jedynym znajomym Hightowera jest Byron Bunch. Pastor żyje wciąż przeszłością, ale nie własną, lecz swojego dziadka, zabitego podczas Wojny Domowej. Jego pamięć próbuje odgrywać projekcje, jak to jego waleczny dziadek zostaje zestrzelony z konia podcza bitwy, jednocześnie gdzieś z tyłu głowy pamiętając, że ponoć zastrzelono go w kurniku za wykradanie kur.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohaterów w książce jest znacznie więcej, niektórzy występują tylko epizodycznie, choć Faulkner nie omieszkał nakreślić czytelnikowi pewnych faktów, często nieprzyjemnych, z życia prawie każdego z nich. Jednocześnie jego przedstawienie postaci zawsze jest niesamowicie subiektywne, zazwyczaj jest ono podobane w postaci pół-plotki, którą ktoś komuś opowiada. Czytelnik początkowo próbuje osądzać, przeciwstawić sobie bohaterów i ich postępowania, żeby w końcu przyznać, że nie potrafi i nie powinien tego robić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy mogę tak za jednym zamachem przedstawić wszystkie problemy, które &lt;i&gt;Światłość&lt;/i&gt; porusza? Te najjaskrawsze to rasizm i poszukiwanie tożsamości. Z rasizmem spotykamy się w książce na każdym kroku, nawet te postacie, które stają w obronie czarnoskórych, robią to z dość spaczonych, dziwnych powodów, jak np. panna Burden, stara panna pochodząca z Północy, która od ojca nauczyła się współczucia dla nich, ale tak, jakby to byli ludzie w jakiś sposób gorsi, wymagający litości. Czarnoskóra osoba jest, w domyśle, złodziejem, mordercą, ale także tchórzem. Jest tępa i kłamliwa. Tak na południu USA uważano jeszcze 80 lat temu. Ale bardziej przeraża fakt, że tak się uważa w wielu miejscach do dziś. Poszukiwanie własnej tożsamość i nieumiejętność jej odnalezienia ściśle wiąże się z problemem rasy, czy też, po prostu, tej innej „krwi.” W społeczeństwie tak posegregowanym i obwarowanym murami należy się zadeklarować ze swoją przynależnością, nie ma w nim miejsca na eklektyzm, łączenie zwyczajów, poglądów, opowieści, przekonań. Ktoś znajdujący się na granicy przynależności, tak jak Christmas, nie potrafi się odnaleźć ani w rzeczywistości, ani we własnym umyśle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Innym problemem jest okrutny mizoginizm, wynikający głównie z fanatyzmu religijnego. Kobiety tkwią tutaj w nieszczęśliwych, koszmarnych wręcz, związkach, rodzą dzieci bez przekonania, chociaż z nadzieją, że dziecko sprowadzi na nie miękkość. Poszukują tej miękkości, a dostają twardość i ostrość. Gdy wkracza tu religia i fanatyczne wypowiedzi McEacherna, zastępczego ojca Christmasa, czy Hinesa, który jest z kolei Christmasa biologicznym dziadkiem, możemy dostrzec tę niewzruszoną dychotomię, która na setki lat usprawiedliwiła uznawanie kobiety (czy odmiennych ras / wyznań / tradycji) jako coś gorszego: święte-grzeszne, jasne-ciemne, Biały-Murzyn, mężczyzna-kobieta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała również o niezwykłym faulknerowskim stylu. Proste zdania, potoczny język, a jednak żadne z tych zdań nie jest do końca jasne, występuje między nimi pewna rozłączność, a nawet dysonans. Chyba jeszcze bardziej dobitnie objawia się to w dialogach, gdzie postaciom często ciężko się wyrazić, komunikować z drugą osobą. Sposób prowadzenia narracji przypomina taki dywanik utkany z wielu łat, niektóre z nich mocno wytarte, inne są z nowego, ale dziwacznego materiału – opowiadania w opowiadaniach, ludzkie życiorysy nakreślone w dialogach, albo w podaniach („Mówiono”, „Niektórzy twierdzili...”). To nie francuska powieść realistyczna, gdzie autor mógłby nam opowiedzieć, co która z postaci jadła na obiad każdego dnia swojego życia, oraz co ich pierwsze miłości powiedziały księdzu na pierwszej spowiedzi. Faulkner sam swoich bohaterów chyba do końca nie zna, po trochu nimi jest, a po trochu ich nie rozumie. Być może bohaterowie nasunęli mu się na myśl, gdy doświadczał tej dziwnej światłości w sierpniu, kiedy można odczuć nieuniknioną zapowiedź jesieni, a jej obserwator zdaje się cofać do czasów, które pamiętamy nie z książek, ale czujemy instynktownie, że były, zanim postawiliśmy między sobą mury i wykopaliśmy fosy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/11/projekt-literatura-amerykanska.html"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-wYVp61Qw7_0/TuJctQNGrGI/AAAAAAAAAuM/d1YOAnJdn9M/s320/litamthum.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5684207612208786530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="left"&gt;&lt;img src="http://i1205.photobucket.com/albums/bb439/weight-of-water/audio.gif" style="width: 18px; height: 18px;"&gt;Smog - “Red Apple Falls”&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i1205.photobucket.com/albums/bb439/weight-of-water/audio.gif" style="width: 18px; height: 18px;"&gt;Landing - “Centrefuge”&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-7923524231036483369?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/7923524231036483369/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=7923524231036483369' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7923524231036483369'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7923524231036483369'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2012/02/swiatosc-w-sierpniu-william-faulkner.html' title='&quot;Światłość w sierpniu&quot; William Faulkner'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-VF03j6PLRpQ/TzatpvswKcI/AAAAAAAAA0k/bv0hfnfvpwc/s72-c/swiatlosc_w_sierpniu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-8627921991789502486</id><published>2012-02-10T20:09:00.003+01:00</published><updated>2012-02-10T20:37:54.483+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>Piątkowy raport książkowy (3) - będący stosem</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;Ach te raporty i raporty! Ale wystrój się zmienił, bo tamtego miałam już tak strasznie dosyć. A teraz jest przestronnie, czysto, i nawet nie straciłam nic z moich pobocznych linków i innych cudów. Bardzom kontent.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza raportami wkrótce rozpoczną się i recenzje, bo ukończyłam wczoraj o 3:30 &lt;i&gt;Światłość w sierpniu&lt;/i&gt; (Ups, to chyba było dzisiaj w takim razie). Raport zresztą nie będzie raportem typowym, ale stosem. Miałam nic nie kupować do kwietnia, ale cóż. Po drodze miałam urodziny, jakoś tak zmiękłam po brzegach - Bo jak to tak, książki nie kupić sobie na urodziny? A czemu tylko jedną? Dostałam na urodziny 15% rabatu od thriftbooks.com, Walentynkowe zniżki od Barnes &amp; Noble, no i tyle było z moich postanowień. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto efekty:&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-aAVIatnnQyA/TzVjWOmBMKI/AAAAAAAAA0Y/ALWuKBqj3CE/s1600/stos_feb.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-aAVIatnnQyA/TzVjWOmBMKI/AAAAAAAAA0Y/ALWuKBqj3CE/s320/stos_feb.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;Od góry:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;A People's History of the United States&lt;/i&gt; Howard Zinn.&lt;/b&gt; Bardzo się jaram tą książką. Historia USA przedstawiona z perspektywy ludzi wykluczonych - kobiet, ludzi o innej rasie niż biała, biednych itd. Ci co przeczytali, albo ją uwielbiają, albo jej nienawidzą (tak ciężko przyjąć kilka słów krytyki!). Jak tylko zakończę czytać &lt;i&gt;The Life and Times of Mexico&lt;/i&gt;, to się za nią zabieram.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Binocular Vision&lt;/i&gt; Edith Pearlman.&lt;/b&gt; Zbiór opowiadań, których akcja toczy się w wielu niezwykłych miejscach na świecie. Poza tym &lt;a href="http://www.amazon.com/Binocular-Vision-New-Selected-Stories/dp/0982338295"&gt;przepiękna okładka&lt;/a&gt; i oprawa graficzna książki w ogóle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Pedro Páramo&lt;/i&gt; Juan Rulfo.&lt;/b&gt; Jedna z najważniejszych meksykańskich powieści. Uznaje się, że to właśnie ta książka rozpoczęła nurt realizmu magicznego. Także nie mogę się doczekać lektury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Latinos&lt;/i&gt; Earl Shorris.&lt;/b&gt; Książka tego samego autora, który napisał &lt;i&gt;The Life and Times of Mexico&lt;/i&gt; - jedną z moich obecnych lektur. Historia Meksyku jest trochę zbyt chaotyczna, pełna anegdot, może i ciekawych, ale trochę zbijających z tropu. Być może kompulsywne przytaczanie anegdot przez Shorrisa będzie się lepiej spełniało w tej książce - przedstawieniu Latynoamerykanów żyjących w USA.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;The Bradshaw Variations&lt;/i&gt; Rachel Cusk.&lt;/b&gt; Już od dawna chciałam przeczytać coś tej autorki. Na razie wypróbuję ten tytuł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;The Collected Stories&lt;/i&gt; Amy Hempel.&lt;/b&gt; W Polsce panuje szał na Alice Munro (patrz: książka poniżej), a wygląda na to, że Amy Hempel, podobnie jak Munro, jest mistrzynią opowiadania. Jestem bardzo ciekawa, jak zbudowane są jej opowiadania, zwłaszcza, że wiele z  nich jest raptem na półtorej strony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Hateship, Friendship, Loveship, Marriage&lt;/i&gt; Alice Munro.&lt;/b&gt; Jakże i ja mogłabym jej nie spróbować? Zwłaszcza, że klaustrofobiczna tematyka, to małe miasteczko z którego się ucieka, jest mi bliska. Zobaczymy jak się ta znajomość rozwinie. Ogólnie, jak widać, wzięło mnie na opowiadania, a to po części dlatego, że sama mam zamiar się zabrać za ich pisanie. O!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Beijing Coma&lt;/i&gt; Ma Jian.&lt;/b&gt; Kolejne spotkanie z Jianem!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Feminisms: An Anthology of Literary Theory and Criticism&lt;/i&gt; edytowana przez Robyn R. Warhol i Diane Price.&lt;/b&gt; Kiedyś miałam pożyczoną, teraz sama sobie sprawiłam. Bardzo przydatna podczas pracy naukowej w skali makro i mikro (ja tylko reprezentuję na razie tę ostatnią).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kot mojego męża zawinął się w kłębek i wygląda jak ciasto z czarną bitą śmietaną. A ja mam parcie na kuchnię w tej chwili, zrobię sałatkę z tuńczykiem, to mi na pewno przejdzie, będę mogła wrócić do książek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię piątki, nawet kiedy są zupełnie zwyczajne.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-8627921991789502486?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/8627921991789502486/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=8627921991789502486' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/8627921991789502486'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/8627921991789502486'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2012/02/piatkowy-raport-czytelniczy-3-bedacy.html' title='Piątkowy raport książkowy (3) - będący stosem'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-aAVIatnnQyA/TzVjWOmBMKI/AAAAAAAAA0Y/ALWuKBqj3CE/s72-c/stos_feb.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-3994716479787060593</id><published>2012-02-03T20:37:00.001+01:00</published><updated>2012-02-10T22:00:50.032+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Etel Adnan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chiny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gail Tsukiyama'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='William Faulkner'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ana Castillo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chicana'/><title type='text'>Piątkowy raport książkowy (2)</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;b&gt;Właśnie przeczytane:&lt;/b&gt; &lt;i&gt;Women of the Silk&lt;/i&gt; Gail Tsukiyamy. Jak już wspominałam tydzień temu, kiedy to byłam w trakcie jej lektury, powieść nie należała do zbyt szczególnych, ani wyjątkowych. Ot, takie czytadełko, które kończy się nijak. Styl uniwersalny, każde dziecko po kilku lekcjach poprawnego, miłego, kreatywnego pisania mogłoby napisać podobną powieść. Zbyt wiele informacji o chińskich zwyczajach, czy historii też nie otrzymujemy, raczej takie ogóły, które można wyczytać praktycznie gdziekolwiek. Wielkie Łee Tam.&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-SYECmqY5-zs/Tyw0KetMuXI/AAAAAAAAAzc/mIRKSTRdti0/s1600/faulkner.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-SYECmqY5-zs/Tyw0KetMuXI/AAAAAAAAAzc/mIRKSTRdti0/s320/faulkner.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;b&gt;Teraz czytam:&lt;/b&gt; &lt;i&gt;Światłość w sierpniu&lt;/i&gt; Williama Faulknera. Niesamowity kontrast z książką powyżej. Już od pierwszych zdań dają się zauważyć niezwykły styl oraz wnikliwa obserwacja odzwierciedlona w opisach otoczenia, które roztapiają się na języku i wplatają we włosy. Od razu zaczęłam się zastanawiać, jak to jest, że świetnego autora można rozpoznać od pierwszych zdań. Od razu też naszły mnie wątpliwości, czy zachwycam się zdaniami Faulknera, bo należą one do Faulknera (i ja o tym wiem), czy dlatego, że po prostu są one najzwyczajniej w świecie dobre. Wiele bym dała, by ktoś kiedyś przeprowadził na mnie eksperyment i dał mi do poczytania kilka książek różnych autorów bez podawania tytułu i autora. Rezultaty mogłyby być czasem zaskakujące.&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-I-f3wo2qsEo/Tyw0QBYTkiI/AAAAAAAAAzo/b0Ifrj64bgM/s1600/etel_ana.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-I-f3wo2qsEo/Tyw0QBYTkiI/AAAAAAAAAzo/b0Ifrj64bgM/s320/etel_ana.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;b&gt;W następnej kolejności:&lt;/b&gt; Albo &lt;i&gt;The Mixquiahuala Letters&lt;/i&gt; meksykańsko-amerykańskiej autorki, Any Castillo, krótkiej powieści w listach, której forma jest pewnego rodzaju hołdem w stronę Cortazara (listy można czytać w trzech różnych kolejnościach: kolejność dla konformisty, dla cynika i dla Kichota). Albo &lt;i&gt;Sitt Marie Rose&lt;/i&gt; Etel Adnan – libańsko-amerykańskiej pisarki – bardzo krótka powieść charakteryzująca się, z tego co zdążyłam o niej przeczytać, dość wymagającą narracją, gdzie kilku narratorów opowiada o śmierci Marie Rose Boulos, poddanej egzekucji przez chrześcijańską milicję, podczas gdy w Libanie trwa wojna domowa.&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-3994716479787060593?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/3994716479787060593/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=3994716479787060593' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3994716479787060593'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3994716479787060593'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2012/02/piatkowy-raport-ksiazkowy-2.html' title='Piątkowy raport książkowy (2)'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-SYECmqY5-zs/Tyw0KetMuXI/AAAAAAAAAzc/mIRKSTRdti0/s72-c/faulkner.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-5697540142111403297</id><published>2012-01-27T22:11:00.000+01:00</published><updated>2012-01-27T22:11:37.486+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wallace Stevens'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chiny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gail Tsukiyama'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='William Faulkner'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Octavio Paz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fank McCourt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>Piątkowy raport książkowy (1)</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;b&gt;Właśnie przeczytane:&lt;/b&gt; &lt;i&gt;Prochy Angeli&lt;/i&gt; Franka McCourta. Nie miałam nigdy zbyt wiele do czynienia ze wspomnieniówkami, ta nie wykazała się niczym szczególnym, ale nie chcę na tej podstawie oceniać wspomnień ogółem. McCourt opisuje swoje dzieciństwo, które spędził w Irlandii lat 20-tych i 30-tych, jako bardzo biedny dzieciak z bardzo biednej rodziny. Sugestywnie opisane jest irlandzkie miasto Limerick, bardzo wyraźnie nakreślone postacie, jednak oprócz dotkliwego zanurzenia w tamtych realiach czytelnik nie dostaje wiele więcej. Ot, przechodzimy dorastanie i dojrzewanie z biednym chłopcem, aż w końcu dociera do swojej (och, ach!) upragnionej Ameryki. No i jako bonus otrzymujemy tak dawno utracone poczucie wdzięczności za to, że mamy co jeść i w co się ubrać.&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-cI-y93uNWfY/TyMN27Yx6eI/AAAAAAAAAyU/C_5D4bRXNLE/s1600/womenofthesilk.jpg" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:0em"&gt;&lt;img border="0" height="250" src="http://2.bp.blogspot.com/-cI-y93uNWfY/TyMN27Yx6eI/AAAAAAAAAyU/C_5D4bRXNLE/s320/womenofthesilk.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;b&gt;Teraz czytam:&lt;/b&gt; &lt;i&gt;Women of the Silk&lt;/i&gt; Gail Tsukiyamy (Po polsku ukazała się inna jej powieść - &lt;i&gt;Ulica tysiąca kwiatów&lt;/i&gt;). Nic specjalnego, niestety, historia ciekawa, miła i przyjemna. Bardzo grzeczna książka, styl, że tak się wyrażę, uniwersalny. Pei, jako ośmioletnia dziewczynka, pozostawiona jest przez ojca w internacie, gdzie mieszkają dziewczęta pracujące w fabryce jedwabiu. Rodzice nie mogą wykarmić całej rodziny, więc postanawiają, że Pei może im pomóc pracując w fabryce. Zwłaszcza, że z niejasnej przepowiedni wróżbity wywnioskowali, że dziewczynka nigdy nie wyjdzie za mąż. Ciekawska i bystra Pei szybko się przystosowuje do nowych okoliczności, chociaż bardzo tęskni za rodziną, zawiera przyjaźnie i uczestniczy w życiu internatu i fabryki. Zobaczymy co to będzie dalej, bo na razie historia płynie wolno i łagodnie, niczym jednorożec poprzez chmury.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;W następnej kolejności:&lt;/b&gt; Prawdopodobnie &lt;i&gt;Światłość w sierpniu&lt;/i&gt; Faulknera, bo już dawno nie przeczytałam nic klasycznie tęgiego, no i w jakiś sposób jestem ciekawa jak na mnie ten Faulkner zadziała. To bynajmniej nie jest pierwsza rzecz tego pisarza, z którą się zmierzę, aczkolwiek ostatni raz, to czytałam fragmenty "Wściekłości i wrzasku" jakieś 5 lat temu (!!!).&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-EG5Q7GPTrlg/TyMRAJzNgwI/AAAAAAAAAyg/MJxNU52nlLU/s1600/poezstevens.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-EG5Q7GPTrlg/TyMRAJzNgwI/AAAAAAAAAyg/MJxNU52nlLU/s320/poezstevens.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;b&gt;Poezja:&lt;/b&gt; Wciąż czytam wytrwale &lt;a href="http://www.amazon.com/Collected-Poems-Octavio-Paz-1957-1987/dp/0811211738/ref=sr_1_1?ie=UTF8&amp;qid=1327697638&amp;sr=8-1"&gt;wiersze Octavia Paza&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://www.amazon.com/Collected-Poems-Wallace-Stevens/dp/0679726691/ref=sr_1_1?s=books&amp;ie=UTF8&amp;qid=1327697706&amp;sr=1-1"&gt;tomik wierszy zebranych Wallace'a Stevensa&lt;/a&gt;. Ten pierwszy jest prawdziwie upiorny, i to nie w sensie, że zły, ale dlatego, że bazuje na opozycji "jestem" / "nie ma mnie," na opozycji istnienie - nieistnienie. Czytanie Paza to trochę jak granie w duchową gumę (TAK!), gdzie jak sie nadepnie na gumę to przekracza się pewien poziom między istnieniem, nieistnieniem, albo istnieniem na niby, ale potem wystarczy się okręcić, albo podskoczyć, i już z powrotem jest się prawdziwym. No a Stevens... Sama nie wiem. Raz mnie urzeka feerią barw i odcieni, a raz zraża do siebie jakimś takim fiubździu znikąd, jakimś poetyczno-retorycznym odgiętym małym palcem przy piciu herbaty z filiżaneczki. Ale może to przejdzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym postanowiłam każdej nocy przed zaśniecięm przeczytać kilka wierszy Emily Dickinson. Na spokojne sny.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-5697540142111403297?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/5697540142111403297/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=5697540142111403297' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5697540142111403297'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5697540142111403297'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2012/01/piatkowy-raport-ksiazkowy-1.html' title='Piątkowy raport książkowy (1)'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-cI-y93uNWfY/TyMN27Yx6eI/AAAAAAAAAyU/C_5D4bRXNLE/s72-c/womenofthesilk.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-1035548224911959074</id><published>2012-01-23T22:10:00.000+01:00</published><updated>2012-01-23T22:10:48.693+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='John Updike'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt - literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Uciekaj, Króliku" John Updike</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-QWgtUGKVoP0/Tx3J0J56WPI/AAAAAAAAAyI/8JGkP_YSwjw/s1600/rabbitrun.jpg" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://2.bp.blogspot.com/-QWgtUGKVoP0/Tx3J0J56WPI/AAAAAAAAAyI/8JGkP_YSwjw/s320/rabbitrun.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;Przy mojej poprzedniej recenzji &lt;i&gt;Domu Ciszy&lt;/i&gt; Pamuka wspominałam, że główni bohaterowie mnie często drażnili. To było jednak nic w porównaniu z tym, jak szlag mnie trafiał podczas lektury &lt;i&gt;Uciekaj, Króliku&lt;/i&gt; Updike'a, gdzie spotkałam się bodaj z najbeznadziejniejszą, najdurniejszą postacią w historii mojego czytelnictwa, postacią, której na imię Harry Angstrom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Angstrom, zwany również Królikiem, był w czasach licealnych dobrym graczem w kosza. A obecnie jest ot, takim sobie typem, akwizytorem na dorobku, z żoną i dzieckiem (i następnym w drodze). Żona trochę popija, siedzi w domu, ogląda bez przerwy telewizję. Pewnego dnia Królik wraca do domu, ma za zadanie odebrać dziecko od teściów, ale małżonka tego wieczoru wyjątkowo mu się nie podoba, zwłaszcza, że znowu pije, więc Królik po prostu wychodzi, nie wraca do domu, jeździ bezsensownie samochodem, początkowo zmierza na południe, ale jakoś jednak zawraca z powrotem do swojego miasta Mount Judge, w stanie Pensylwania. Tam nocuje u swojego byłego trenera, potem wybiera się z nim na spotkanie z podejrzanymi panienkami, z jedną z nich się wiąże i pomieszkuje u niej. Wszystko zmierza do dość przykrego końca, ale niestety żadne z wydarzeń i odbytych rozmów nie sprawia, że bohater dojrzewa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co w nim takiego beznadziejnego? Harry w ogóle nie zastanawia się nad swoim postępowaniem. Po prostu robi to, co w danej sytuacji przychodzi mu do głowy. Słowa typu “przyjaźń”, “przywiązanie”, “miłość” to dla niego jakieś takie szmaty do wycierania gęby. Ale czy to znaczy, że jest cyniczny? Nie, skądże. On w ogóle nie jest cyniczny, do tego trzeba jednak trochę nad światem porozmyślać. On po prostu jest imbecylem, który nigdy nie zastanawiał się nad znaczeniem tych słów. Nie wiem czy Updike próbował stworzyć jakiegoś everymana – taki tam przeciętny mężczyzna reprezentujący klasę średnią, z rodziną na utrzymaniu itd., ale stworzył jedynie bezczelnego bezmózgowca, których może i jest wszędzie pełno, ale czytanie o nich i o ich zerowym rozwoju, to jednak dość bolesne zajęcie. Rozumiem, że Updike chciał w pewien sposób ukazać osobę, która wyłamuje się z więzów poczucia winy i obowiązku, nadającym ton życiom wielu podobnych mężczyzn (i kobiet) z klasy średniej. Być może bezmyślność jest tutaj jedynym wyjściem z sytuacji, taka “czysta karta” w głowie, bez morałów i skrupułów (narzuconych przez innych), czy elementarnego, lecz może tylko wyuczonego, współczucia. Królik zresztą nie jest zupełnie bezuczuciowy w jakiś socjopatyczny sposób. Dla niego uczucia są jak zapachy muszą być dla zwierzęcia, mocne, ale chwilowe, ulotne, następujące po sobie bardzo prędko. I zero przemyśleń dlaczego, po co.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Styl, którym jest napisana książka także drażni, zwłaszcza, kiedy na pierwszym planie opisów jest Królik – bohater, moim zdaniem,  niewarty nawet zdania. Niektóre sceny jednak są pierwszorzędne, chociażby scena ostatecznej tragedii.Ciekawe są też postacie kobiece, np. Kochanki Królika, bystrej, jednak nie dosyć, żeby przejrzeć imbecylstwo swojego nowego partnera, albo jego żony, Janice, tak głęboko obawiająceja się zdania własnej matki, że ucieka w szybkie małżeństwo (przyspieszone także ciążą), aby tylko mieć swój własny dom i nie być już (przynajmniej nie tak często) krytykowaną. Dobrze więc, że przeczytałam książkę do końca, mimo iż miałam ochotę ją rzucić w kąt w połowie (co absolutnie nie byłoby dobrym pomysłem, biorąc pod uwagę, że czytałam ją na Kindle'u), ale niesmak po spotkaniu z dennym Królikiem pozostaje. John Updike musiał sobie jednak Angstroma bardzo ukochać, bo dopisał kolejne części o jego życiu (&lt;i&gt;Przypomnij się, Króliku&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Jesteś bogaty, Króliku&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Królik odpoczywa&lt;/i&gt;). Ja jednak do nich nie zajrzę, ani w najbliższym, ani w dalszym, czasie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/11/projekt-literatura-amerykanska.html"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-wYVp61Qw7_0/TuJctQNGrGI/AAAAAAAAAuM/d1YOAnJdn9M/s320/litamthum.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5684207612208786530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-1035548224911959074?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/1035548224911959074/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=1035548224911959074' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/1035548224911959074'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/1035548224911959074'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2012/01/uciekaj-kroliku-john-updike.html' title='&quot;Uciekaj, Króliku&quot; John Updike'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-QWgtUGKVoP0/Tx3J0J56WPI/AAAAAAAAAyI/8JGkP_YSwjw/s72-c/rabbitrun.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-7162015308846089862</id><published>2012-01-20T19:15:00.001+01:00</published><updated>2012-02-11T19:12:56.791+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura turecka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyzwanie - nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Orhan Pamuk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Dom ciszy" Orhan Pamuk</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-LkID_w9jJU8/Txmt-hYaM8I/AAAAAAAAAxk/nvezMmHABH0/s1600/dom_ciszy.jpg" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="315" src="http://4.bp.blogspot.com/-LkID_w9jJU8/Txmt-hYaM8I/AAAAAAAAAxk/nvezMmHABH0/s320/dom_ciszy.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;i&gt;Dom ciszy&lt;/i&gt; to prawdopodobnie jedna z najbardziej przerażających książek Pamuka, a na pewno jedna z bardziej przerażających, które czytałam ostatnio w ogóle. To również pierwsza książka tego autora, w której nagromadzenie mocno irytujących bohaterów było tak zatrważające. Ani przerażanie, ani znaczne dawki irytacji nie sprawiają jednak, że książkę czyta się źle, ani że się jej zwyczajnie nie lubi, chociaż pewnie zaliczyłabym ją do mniej przeze mnie lubianych powieści tureckiego pisarza (lecz wciąż niesamowitych). Było to zresztą dla mnie pewną nowością – denerwujący bohaterowie, a jednak świetna lektura, jak to tak?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początek lat osiemdziesiątych, miejsce akcji to niewielkie tureckie miasto, Cennethisar, które rozwinęło się dopiero na przestrzeni ostatnich kilka dekad. Powieść składa się z przeplatanych narracji pięciu powiązanych ze sobą postaci, których wzajemne relacje doprowadzają do nieoczekiwanej tragedii:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Recep&lt;/b&gt;, karzeł, nieślubny syn męża Fatmy, tutaj już około czterdziesto-pięćdziesięcioletni. Jest służącym Fatmy (którą nazywa “jaśniepanią”). Tak naprawdę jedyny bohater prowadzący narrację, do którego poczułam sympatię, chociaż zastanawia jego pasywność względem, powiedzmy sobie szczerze, wrednej, Fatmy, oraz jego skrytość, oszczędność w wyrażaniu sądów i uczuć w rozmowach z innymi, pomimo niezwykle towarzyskiego charakteru. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Fatma&lt;/b&gt; to dziewięćdziesięcioletnia staruszka, spędzająca czas głównie w łóżku, w swoim pokoju, ewetualnie doglądająca pustej szkatułki, z której dawniej jej mąż, &lt;b&gt;Selahattin&lt;/b&gt; kazał wyjmować kosztowności do sprzedania, bo nie posiadali innych środków utrzymania. Z zawodu był lekarzem, zajmował się jednak bez przerwy pisaniem encyklopedii, która miała oświecić zabobończy i otumaniony Wschód. Teraz szkatułka jest pusta, mąż już od dawna nie żyje, więc Fatma oddaje się rozmyślaniom o przeszłości. Najszczęśliwsze wspomnienia to te z dzieciństwa. Jednak odkąd wyszła za mąż, jako jeszcze kilkunastoletnia pannica, rozpoczyna się jej ponadsiedemdziesięcioletnia udręka i wieczne obrzydzenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie poznajemy &lt;b&gt;Hasana&lt;/b&gt;, kilkunastoletniego, zagubiongo chłopaka, który przyłączył się do grupy narodowców. Ich działalność sprowadza się głównie do wyłudzania haraczy od okolicznych sprzedawców i wypisywania nocą na ścianach politycznych haseł. Jego ojciec, Ismail, jest kulawym sprzedawcą biletów, bratem Recepa (i tak jak on – nieślubnym dzieckiem Selahattina), prawdopodobnie zbyt łagodnym, by stanowczo zająć się wychowaniem Hasana. Chłopak jest uległy wobec swoich kolegów, roi marzenia o byciu kimś, podczas gdy największą trudność stanowi dla niego skupienie się na nauce matematyki i angielskiego. Potrafi wpadać w destruktywną wściekłość, kiedy jest dostatecznie podjudzony przez kolegów, albo gdy jego własna słabość zbyt wyraźnie do niego dociera. Zakochany w &lt;b&gt;Nilgün&lt;/b&gt;, siostrze Faruka i Metina, na jej własne nieszczęście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Faruk&lt;/b&gt;, wnuk Fatmy i Selhattina, syn &lt;b&gt;Doğana&lt;/b&gt;, rozczarowanego i wcześnie zmarłego starosty i polityka, historyk, który pije na umór, dużo rozmyśla o życiu i opowieści, podczas gdy sam sobie z własną życiową opowieścią kompletnie nie radzi. Opuściła go żona, historia przestaje mieć dla niego jakikolwiek sens. Szuka w archiwum pobliskiego miasta, Gebze, jakiś faktów, które ułożyłyby się w całość, notuje na chybił trafił ceny żywnoci sprzed kilkuset lat, drobne fakty o kradzieżach i pobiciach. Przy najbliższej okazji pije, a wtedy wszystkie fakty, jak i idea przyczynowości, rozłażą się w jego świadomości, o czym zresztą często opowiada Nilgün. Postać zupełnie nieodpowiedzialna i nieprzystająca do rzeczywistości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie &lt;b&gt;Metin&lt;/b&gt;, który jest, moim zdaniem, najbardziej w &lt;i&gt;Domu ciszy&lt;/i&gt; irytujący. Próbuje wbić się w towarzystwo jakichś nowobogackich dzieciaków, zakochuje się w jednej z dziewczyn i kompletnie nie próbuje jej zrozumieć, nawet kiedy ma ku temu okazję. Zachowuje się zupełnie idiotycznie i niezrozumiale, być może jego inteligencję przytępiła ta kretyńską grupa dzieciaków, z którymi przestaje. Roi sobie problemy, wciąż się przyrównuje do innych, jednocześnie żywiąc do nich nienawiść, podobnie jak Hasan, w swojej wyobraźni widzi siebie w przyszłości, kiedy jest już tym osławionym, nierealnym Kimś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo takich okropnych typów, dla których trudno wysupłać jakieś pokłady współczucia, dlaczego uważam tę lekturę za udaną? Bo każdego z tych bohaterów można usprawiedliwić, chociaż częściowo zrozumieć, pomimo ich trudnego charakteru. Jaka spokojna byłaby nasza biała duszyczka, gdybyśmy mogli każdą z tych postaci osądzić i oczernić, po czym tak je zostawić, westchnąć i odejść. Jest to jednak niemożliwe, zbyt wiele w tych denerwujących, niedorzecznie postępujących postaciach z nas. Fatma z małej dziewczynki nagle musi zmienić się w żonę, na dodatek żonę człowieka innego niż wszyscy, na co niczyje rady nie mogły jej przygotować. Jej marzeniem zawsze było pozostać czystą, kiedy przyznaje w swych rozmyślaniach, że “[c]hce pozostać taka jaka jest, ale żeby jej nikt nie widział," rozumiemy, że w pewien sposób nigdy nie dojrzała, nie nauczyła się stawać sobą poprzez, pomimo i dzięki innym, ale odrzuciła związki międzyludzkie niemalże całkowicie. Hasan, jako chłopiec z biednej rodziny jest przez wszystkich lekceważony, nie godzi się z wyznaczonym mu miejscem w szeregu, a jednocześnie pewnie skrycie wie, że nie ma żadnego wyjątkowego talentu, a zwykła nauka jest dla niego zbyt mało spektakularna. Faruk jet trochę spadkobiercą swojego ojca i dziadka, wiecznych marzycieli zamartwiających się losami kraju. A Metin jest tylko młodym chłopakiem, który wychowywał się bez rodziców, sam musi zarabiać na siebie udzielając korepetycji, i wbija sobie do głowy, że pieniądze to wszystko, bo prawdopodobnie tylko one potrafią zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa. Poza tym, kto z nas nigdy nie zachował się choć raz jak idiota, albo z powodu ubzduranej miłości, albo z chęci przynależenia do danej grupy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to właśnie uwielbiam powieści tego pisarza, one nigdy nie pozwalają na jednoznaczny osąd zupełnie nieoczekiwanych działań i myśli bohaterów. I to nie dlatego, że "nie należy osądzać tak w ogóle," ale dlatego, że mój osąd mógłby mnie samą zbyt głęboko zapiec. Jeśli próbowałabym rzucić w któregokolwiek bohatera z powieści Pamuka ciężkim granatem surowych sądów, mogłoby się okazać, że eksploduje on tuż przy mojej własnej skórze.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="left"&gt;&lt;img src="http://i1205.photobucket.com/albums/bb439/weight-of-water/audio.gif" style="width: 22px; height: 22px;"&gt;Agape Rose - “&lt;a href="http://agaperose.bandcamp.com/album/scars-like-medals-ep"&gt;Scars Like Medals EP&lt;/a&gt;”&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i1205.photobucket.com/albums/bb439/weight-of-water/audio.gif" style="width: 22px; height: 22px;"&gt;Autumn Chorus - “&lt;a href="http://autumnchorus.bandcamp.com/"&gt;The Village To The Vale&lt;/a&gt;”&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-7162015308846089862?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/7162015308846089862/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=7162015308846089862' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7162015308846089862'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7162015308846089862'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2012/01/dom-ciszy-to-prawdopodobnie-jedna-z.html' title='&quot;Dom ciszy&quot; Orhan Pamuk'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-LkID_w9jJU8/Txmt-hYaM8I/AAAAAAAAAxk/nvezMmHABH0/s72-c/dom_ciszy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-3848114685944407131</id><published>2012-01-14T18:54:00.003+01:00</published><updated>2012-01-14T19:01:25.555+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura chińska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ma Jian'/><title type='text'>"Wytwórca makaronu" Ma Jian</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Fi7SZaFHq2o/TxHBjzG5cRI/AAAAAAAAAxA/lpCZpAXtz0w/s1600/The_Noodle_Maker_A_Novel.large.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Fi7SZaFHq2o/TxHBjzG5cRI/AAAAAAAAAxA/lpCZpAXtz0w/s320/The_Noodle_Maker_A_Novel.large.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5697547824359108882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;Na początku poznajemy zawodowego pisarza i zawodowego krwiodawcę, oboje zajęci są jedzeniem i dyskusją o wyższości, bądź niższości, koncentrowania się na zarabianiu pieniędzy. Pisarz ma wyznaczone przez rząd zadanie: napisać powieść o kimś, kogo życie oraz poczynania przypominają te Lei Fenga, bohatera komunistycznych Chin. Jednak pisarzowi w głowie kołaczą się zupełnie inne postacie – młoda aktorka, która popełnia samobójstwo na scenie; ojciec, który chce się pozbyć niedorozwiniętej córki; malarz ukrywający gadającego, trójnogiego psa. O nich też w końcu pisze opowiadania przedstawione w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wytwórcy makaronu&lt;/span&gt;. Żadna z jego postaci nie ma pozornie w sobie nic z bohatera, to tylko zwykli ludzie, którzy egzystują pośród bardzo ciasnych i sztywnych labiryntów, często absurdalnych, totalitarnych praw. A może właśnie przez to są bohaterami sto razy realniejszymi od Lei Fenga?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten niewielki zbiór luźno powiązanych opowiadań bardzo przypadł mi do gustu i już nie mogę się doczekać lektury innych tytułów autorstwa Ma Jiana. Bardzo prosty, aczkolwiek sugestywny, styl. Niesamowita, przerażająca wyobraźnia. To nie są historie o tym, że ktoś jest winny, że Partia jest winna, albo Zachód, albo jakiś X, Y, Z. To są historie o tym, że każdy z nas jest winny: swojej samotności, niezrozumieniu, egoizmowi. Nikt nie jest oceniany, żadne zachowanie nie podlega dyskusji na kartach książki – każdy czytelnik może tę dyskusję przeprowadzić we własnym umyśle. Na końcu tylko trójnogi pies próbuje kwestionować zastany świat, jednocześnie opowiadając o tym, jak on sam urządziłby świat. Przypomina to trochę rozmowy z rasą koni Houyhnhnm w “Podróżach Guliwera.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo wiele dowiedziałam się z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wytwórcy&lt;/span&gt; o tym, jak żyje się w Chinach obecnie, długo po Kulturalnej Rewolucji, jak i po Polityce Otwartych Drzwi 1978 roku. Moje “bardzo wiele” to wciąż jednak tylko skromne wyobrażenie, muśnięcie terroru. Jednakże dzięki kolejnym takim lekturom jak &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wytwórca makaronu&lt;/span&gt; będę mogła dowiedzieć się i zrozumieć jeszcze więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak w ogóle to tytuł polski jest koszmarny. Przy czym, trzeba się pzyznać, nie wiem jaki dokładnie jest tytuł chiński (I do jakich prowadzi konotacji). Znam jedynie tytuł angielski (po angielsku zresztą to czytałam), który wyraża jednak to samo. Jak to jest, że tytuł angielski i polski wyrażają dokładnie to samo, i ten pierwszy brzmi całkiem w porządku, przynajmniej neutralnie, a ten drugi brzmi strasznie nienaturalnie? Niby początkowo do głowy w zastępstwie przychodzi “Makaroniarz,” ale to utarło się jako nazwa na Włocha, i to w dodatku raczej obraźliwa. Więc czym to zastąpić? Ech, pozostałości magisterki z translacji, zawsze można znaleźć sobie jakąś zagwozdkę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i1205.photobucket.com/albums/bb439/weight-of-water/audio.gif" style="width: 22px; height: 22px;"&gt;HRSTA - “Ghosts Will Come and Kiss Our Eyes”&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i1205.photobucket.com/albums/bb439/weight-of-water/audio.gif" style="width: 22px; height: 22px;"&gt;Dadamah - “This is not a Dream”&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-3848114685944407131?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/3848114685944407131/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=3848114685944407131' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3848114685944407131'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3848114685944407131'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2012/01/wytworca-makaronu-ma-jian.html' title='&quot;Wytwórca makaronu&quot; Ma Jian'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Fi7SZaFHq2o/TxHBjzG5cRI/AAAAAAAAAxA/lpCZpAXtz0w/s72-c/The_Noodle_Maker_A_Novel.large.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-8932085769563847093</id><published>2012-01-11T20:26:00.004+01:00</published><updated>2012-01-11T20:39:17.923+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura brazylijska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jorge Amado'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Gabriela: Kronika pewnego miasta interioru" Jorge Amado</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/--ULLOm0wiK0/Tw3kthDtU5I/AAAAAAAAAwo/Q7pLOlKyhrE/s1600/wae0011-Amado-Jorge-Gabriela-Kronika-pewnego-miasta.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 204px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/--ULLOm0wiK0/Tw3kthDtU5I/AAAAAAAAAwo/Q7pLOlKyhrE/s320/wae0011-Amado-Jorge-Gabriela-Kronika-pewnego-miasta.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5696460574312715154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;Skończyłam dwa dni temu czytać powieść jednego z bardziej znanych, choć wciąż słabo znanych na Zzachodzie, pisarzy brazylijskich – Jorge Amado. Jej polski tytuł jest dość zniechęcający - &lt;i&gt;Gabriela: Kronika pewnego miasta interioru&lt;/i&gt;. Oryginalny tytuł, w pięknym języku portugalskim (wydaje się trudny!) to &lt;i&gt;Gabriela, Cravo e Canela&lt;/i&gt;, co można przetłumaczyć dosłownie jako: Gabriela, goździki i cynamon. Prawda, że tak o wiele lepiej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak naprawdę jednak, gdyby tytuł mógł być miksturą tytuły polkiego i oryginalnego, wówczas najlepiej oddawałby to, co znajduje się w środku. Jest to bowiem historia miasta, którego nieuświadomionym motorem zmian jest w jakiś sposób właśnie Gabriela. Owo “pewne miasto interioru” to Ilhéus, stworzone i początkowo administrowane przez plantatorów kakao. Akcja rozpoczyna się około roku 1925, kiedy to bardziej znamienite jednostki zaczynają marzyć o “postępie” i rozwoju miasta. Zmiany wprowadza Mundinho Falcão, przybysz względnie nowy, ambitny kawaler, który nie chce pozostawać w cieniu swoich dwóch starszych i politycznie uzdolnionych braci. On i jego zwolenicy spotykają się jednak z ostrym sprzeciwem osiemdziesięcioletniego Ramira Bastosa, plantatora, jednego z pierwszych przybyszów, głownego założyciela miasta. Według niego  Ilhéus nie jest gotowy na zmiany, ale tak naprawdę Ramiro obawia się, że jego zasługi pośród tego całego “postępu” zostaną zapomniane. Przez kilkaset stron dostajemy więc przede wszstkim walkę o władzę w latynoamerykańskim stylu, trochę jak u Marqueza, choć pewnie w mniej onirycznym wydaniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i Gabriela, dziewczyna chłopskiego pochodzenia, która migruje z nieurodzajnych, wyschniętych okolic do naszego portowego miasta. Akurat Pan Nacib, syryjczyk zwany przez wszystkich “Arabem,” poszukuje kucharki do swojego baru, jest dość zdesperowany, bo nie jest łatwo znaleźć kogoś, kto odpowiednio przyprawi Bahijskie jedzenie. Gabriela jednak okazuje się strzałem w dziesiątkę. Nie tylko zresztą dobrze gotuje, ale kiedy już zmyje z siebie kurz i bród długiej podróży, okazuje się, że jest przepiękną, młodą dziewczyną, pachnącą goździkami, o skórze koloru cynamonowego. Tak zaczyna się udręka Pana Naciba, udręka Gabrieli i walka o rację, władzę oraz postęp w mieście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Gabriela&lt;/i&gt; to skarbnica pełnokrwistych bohaterów, nigdy dobrych-białych, nigdy złych-czarnych, oraz wydarzeń, które, jak to za starych dobrych czasów, były dyskutowane przez każdego na ulicy i w barach, i gdzie wszyscy wiedzieli wszystko o wszystkich. Sama nie przeżyłabym takiej inwigilacji w swoim życiu, ale muszę się przyznać, że czytanie o takich plotkarskich miasteczkach, gdzie ludzie zawsze trzymają się razem, nawet czasem pomimo różnych animozji, wywołuje u mnie ciepłe uczucia. Jest tutaj też sporo o kwestii kobiecej i o dwulicowości mężczyzn, którzy nocami chodzili do (wielu w tym mieście) burdeli, a także utrzymywali kochanki, podczas gdy kobieta mogła być za niewierność zastrzelona jak pies. Stopniowo jednak miasto ewoluuje, także w tej kwestii, w bardziej człowieczym kierunku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idealna lektura na (pseudo)zimowe wieczory (Śniegu ni ma w strefie umiarkowanej również po drugiej stronie Atlantyku). Chętnie przeczytam kiedyś inne powieści Jorge Amado.&lt;/p&gt;&lt;p align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i1205.photobucket.com/albums/bb439/weight-of-water/audio.gif" style="width: 22px; height: 22px;"&gt;Bark Psychosis - “Hex”&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i1205.photobucket.com/albums/bb439/weight-of-water/audio.gif" style="width: 22px; height: 22px;"&gt;Barzin - “Songs for Hinah”&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i1205.photobucket.com/albums/bb439/weight-of-water/audio.gif" style="width: 22px; height: 22px;"&gt;Ida - “Will You Find Me”&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-8932085769563847093?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/8932085769563847093/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=8932085769563847093' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/8932085769563847093'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/8932085769563847093'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2012/01/gabriela-kronika-pewnego-miasta.html' title='&quot;Gabriela: Kronika pewnego miasta interioru&quot; Jorge Amado'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/--ULLOm0wiK0/Tw3kthDtU5I/AAAAAAAAAwo/Q7pLOlKyhrE/s72-c/wae0011-Amado-Jorge-Gabriela-Kronika-pewnego-miasta.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-3162788572070217374</id><published>2012-01-04T21:01:00.008+01:00</published><updated>2012-01-04T21:17:01.981+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultowe zagadnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura dziecięca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maria Krüger'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>Kasiunia czytka, czyli "Karolcia" i "Witaj, Karolciu"</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-w8Y6kCTJOzc/TwSxwE13TNI/AAAAAAAAAwE/dI6yh4lq6lg/s1600/karolcia_maria-krueger.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-w8Y6kCTJOzc/TwSxwE13TNI/AAAAAAAAAwE/dI6yh4lq6lg/s320/karolcia_maria-krueger.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5693871268394650834" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;W swojej ojczyźnianej melancholii wróciłam jakiś czas temu pamięcią do dziecięcych lektur i w rezultacie zamówiłam na allegro 3 książki, które uwielbiałam jako 8-letnia dziewczynka (I które następnie przesłano do mnie nad oceanem). Dwie z nich to historie o Karolci. Trzecia to &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Oto jest Kasia&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W odróżnieniu od &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kasi&lt;/span&gt;, książek o Karolci, z tego co pamiętam, nie tknęłam od pierwszego przeczytania, kiedy miałam 7-8 lat. Dlaczego? Nie bardzo wiem, skoro historie tej dziewczynki z włosami w kucyk zostały ze mną aż do dzisiaj, aczkolwiek dość już zamazane („Jakiś koralik spełniający marzenia, jakaś kredka niebieska...”). Bardzo chętnie odświeżyłam sobie pamięć i nie mogłam się nadziwić jak dobrze i niezwykle czyta się te książeczki. Z powrotem stałam się malutka, chociaż dostrzegałam w niektórych fragmentach rzeczy zupełnie dorosłe (Kafkowskie pokoje z urzędnikami na drodze do Prezydenta Miasta! To kompletne niezrozumienie dzieci przez rodziców, jakby byli z innego świata!). Bardzo przyjemne doświadczenie, przypomniałam sobie jak sugestywnie jako dziecko wyobrażałam sobie koralik i jego blaknięcie, czy wyjątkowy połysk niebieskiej kredki. Przypomniałam sobie też jak podczas wyprowadzki ze starego mieszkania, jakieś dwa lata po przeczytaniu „Karolci”, szukałam w szparach podłogi koralika. Ale go nie znalazłam. Może to i lepiej, bo to musiało być bardzo smutne – utracić spełniający życzenia koralik, kiedy już się zużył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-YfEp6XElW74/TwSx45QENOI/AAAAAAAAAwQ/bU9GfAEJnb4/s1600/witaj-karolciu-kr-ger-maria_0_b.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-YfEp6XElW74/TwSx45QENOI/AAAAAAAAAwQ/bU9GfAEJnb4/s320/witaj-karolciu-kr-ger-maria_0_b.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5693871419902145762" /&gt;&lt;/a&gt;Pomimo niewątpliwej kultowości &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Karolci&lt;/span&gt;, chyba jeszcze bardziej podobała mi się druga część - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Witaj, Karolciu&lt;/span&gt;, być może dlatego, że z kredką było trochę trudniej – rzeczy, które można narysować są ograniczone (Jak zauważa Karolcia w szpitalu, nie można narysować zdrowia) oraz, zależnie od tego kto jak umie rysować – niedoskonałe. Intryguje też dosyć surrealistyczne zakończenie z zaczarowaną królewną, dość nieprzyjemną, kiedy to tytułowa bohaterka i jej przyjaciel, Piotr, muszą wyrysować resztę kredki, by pomóc ją „odczarować.” Och, i nie zapominajmy o jednym z najważniejszych bohaterów – mądrym, niebieskim kocie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chętnie poczytałabym inne książki autorstwa Marii Krüger, zwłaszcza &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ucho, dynia, sto dwadzieścia pięć&lt;/span&gt;, bo ją także pamiętam z dzieciństwa. Może kiedyś, gdy dopadnie mnie kolejna fala melancholii...&lt;/p&gt;&lt;p align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i1205.photobucket.com/albums/bb439/weight-of-water/audio.gif" style="width: 22px; height: 22px;"&gt;Tanya Donelly - “Whiskey Tango Ghosts”&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i1205.photobucket.com/albums/bb439/weight-of-water/audio.gif" style="width: 22px; height: 22px;"&gt;Work Drugs - “Summer Blood”&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i1205.photobucket.com/albums/bb439/weight-of-water/audio.gif" style="width: 22px; height: 22px;"&gt;Madeline - “Black Velvet”&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-3162788572070217374?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/3162788572070217374/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=3162788572070217374' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3162788572070217374'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3162788572070217374'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2012/01/kasiunia-czytka-czyli-karolcia-i-witaj.html' title='Kasiunia czytka, czyli &quot;Karolcia&quot; i &quot;Witaj, Karolciu&quot;'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-w8Y6kCTJOzc/TwSxwE13TNI/AAAAAAAAAwE/dI6yh4lq6lg/s72-c/karolcia_maria-krueger.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-3329189147648269593</id><published>2011-12-31T19:15:00.005+01:00</published><updated>2011-12-31T19:30:48.604+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='organizacyjne i życiowe'/><title type='text'>2011</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://cternetea.deviantart.com/"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-MWVBybekRf8/Tv9S27T67dI/AAAAAAAAAvs/Rl82dkFZrJ0/s320/colors_by_Cternetea.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5692359557607255506" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;2011 był dziwny i trochę bolesny. Prywatne trzęsienia ziemi. Rok rozpoczęty wczytywaniem się w dziadowskie horoskopy w poszukiwaniu wskazówek życiowych, a zakończony nieśmiałą myślą, że wiem co mam w ciągu kolejnych lat do zrobienia (już bez pomocy horoskopów). To pierwszy taki rok od paru lat, kiedy to dowiedziałam się o sobie tak wiele.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale teraz ten rok już minął, co przynosi pewną ulgę, jednak czy nowa data zmienia cokolwiek? 2012, jeśli będzie dobry, nie byłby tak dobry bez bolesnych i nieznośnych zmagań roku 2011.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytelniczo odkryłam sto tysięcy światów, chociaż dopiero w drugiej połowie roku. Niespodziewanie w centrum mojego czytelniczego zainteresowania znalazły się &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Chiny&lt;/span&gt;, co pewnie ewoluuje w zainteresowanie literaturą innych krajów azjatyckich. Od dłuższego czasu także fascynuję się &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;literaturą amerykańskich imigrantów&lt;/span&gt;, czy literaturą etniczną USA - krótko mówiąc, autorów, którzy w swoim pochodzeniu mają (co najmniej jeden) łącznik (przynajmniej w pisowni angielskiej) - Mexican-American, Chinese-American, Cuban-American, African-American itd. Powoli odkrywam też &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;poezję latynoamerykańską&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wszystko, co czytam jest odzwierciedlone na blogu. Niestety, ponieważ początkowym zamysłem było zapisywanie wrażeń ze wszystkich przeczytanych książek. Ale czasami nie ma co się zmuszać. Poza tym nie jestem zbyt wielką fanką recenzowania książek naukowych, albo niektórych non-fiction, a ich przeczytałam w tym roku co najmniej z tuzin. Ciężko też recenzować poezję, przynajmniej mnie, więc to też odpadło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałabym też, żeby ten blog odrobinę się zmienił. Przez ten rok trochę zapomniałam, że to przede wszystkim moje miejsce, którego organizowanie ma być dla mnie przyjemnością. Zamiast tego często dawałam się zamknąć w formułce tego, jak blog książkowy i notki na nim powinny wyglądać. Postaram się teraz częściej pisać o tym, o czym chcę. Może więcej będzie notek o lekturach, w trakcie których jestem, bo zauważyłam że mam więcej do powiedzenia o książce, kiedy ją właśnie czytam, niż wtedy kiedy ją skończę. Być może będzie więcej cytatów i wypisów (niekoniecznie po polsku). A może zwyczajnie trochę więcej tzw. "prywaty," co niekoniecznie należy mylić z "wynurzeniami osobistymi i schizami." Od tego mam innego sekretnego bloga ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam przeczucie, że 2012 będzie albo rokiem końca świata, albo najlepszym rokiem w moim życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakkolwiek by on nie wyglądał, nie zabraknie w nim książek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec, na pokprzepienie mojej imigracyjnej duszy, ten oto wiersz Stanisława Barańczaka przytaczam w całości (fragment o zawiązywaniu sznurowadła już nieaktualny, ale reszta, że tak powiem, "jak w mordę strzelił"):&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;DRUGA NATURA&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po paru dniach oko się przyzwyczaja&lt;br /&gt;do wiewiórki, szarej, a nie rudej jak Pan Bóg przykazał,&lt;br /&gt;do samochodów, przeciętnie o półtora metra za długich,&lt;br /&gt;do zbyt czystego powietrza, w którym rysują się świeżo malowane&lt;br /&gt;reklamy na dachach, obłoki i pożarowe drabinki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po paru tygodniach przyzwyczaja się ręka&lt;br /&gt;do innej pisowni jedynki i do nieprzekreślania siódemki,&lt;br /&gt;nie mówiąc o opuszczaniu kreski nad "n" w podpisie.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Po paru miesiącach nawet język umie układać się w ustach&lt;br /&gt;w ten jedyny sposób, który zapewnia właściwą wymowę "the".&lt;br /&gt;Jeszcze parę miesięcy i, przyklękając na ulicy, aby zawiązać sznurowadło,&lt;br /&gt;uświadamiasz sobie, że robisz to, aby zawiązać sznurowadło,&lt;br /&gt;nie po to, aby rutynowo zerknąć przez ramię,&lt;br /&gt;czy ktoś za tobą nie idzie.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Po paru latach śni się sen:&lt;br /&gt;stoisz przy zlewie w kuchni leśniczówki&lt;br /&gt;w pobliżu miejscowości Sieraków, gdzie po maturze, nieszczęśliwie zakochany, spędzałeś wakacje,&lt;br /&gt;twoja lewa dłoń unosi czajnik, prawa kieruje się w stronę gałki kranu.&lt;br /&gt;Sen, jakby uderzył w ścianę, staje nagle w miejscu,&lt;br /&gt;z męczącym natężeniem skupiając się na niepewnym szczególe:&lt;br /&gt;czy gałka była porcelanowa, czy mosiężna.&lt;br /&gt;Śpiąc jeszcze, wiesz przeraźliwie jasno, że od tego wszystko zależy.&lt;br /&gt;Budząc się, wiesz równie jasno, że nigdy się nie przekonasz.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-IuxxkYYuwM8/Tv9UZ8rwidI/AAAAAAAAAv4/SCXmfmkOEa0/s1600/squirrel02.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 269px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-IuxxkYYuwM8/Tv9UZ8rwidI/AAAAAAAAAv4/SCXmfmkOEa0/s320/squirrel02.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5692361258782722514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-3329189147648269593?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/3329189147648269593/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=3329189147648269593' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3329189147648269593'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3329189147648269593'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/12/2011.html' title='2011'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-MWVBybekRf8/Tv9S27T67dI/AAAAAAAAAvs/Rl82dkFZrJ0/s72-c/colors_by_Cternetea.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-1440997319710805452</id><published>2011-12-18T19:43:00.007+01:00</published><updated>2011-12-28T02:18:32.090+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chiny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ying Chang Compestine'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dai Sijie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Xiaolu Guo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura chińska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>Chiny x 3</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-ABiIkBw-fHo/Tu44Mv2uGMI/AAAAAAAAAu8/jd6ga08CWiU/s1600/revolution_isnot.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 205px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-ABiIkBw-fHo/Tu44Mv2uGMI/AAAAAAAAAu8/jd6ga08CWiU/s320/revolution_isnot.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5687545171071080642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Revolution is not a dinner party&lt;/span&gt; autorstwa Ying Chang Compestine jest, wydawać by się mogło z projektu okładki i blurbów, pomyślana jako książka “dla każdego przedziału wiekowego,” więc także dla dzieci. Ja nigdy bym dziecku do przeczytania tej książki nie dała, chyba że chciałabym je psychicznie zadręczyć. Akcja powieści toczy się w miejscowości Wuhan, w okresie rewolucji kulturalnej w Chinach, a narratorem jest 9-letnia dziewczynka, Ling, córka lekarzy. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Revolution&lt;/span&gt; charakteryzuje się sporym ładunkiem emocjonalnym, Ling opisuje niewiarygone upokorzenia i horrory, których ofiarami są jej najbliźsi, jej spokojny dom stopniowo zostaje zniszczony, dosłownie jak i w przenośni. Koszmar zaczyna się od kiedy do tego samego budynku wprowadza się Towarzysz Li, wokół którego formuje się Czerwona Gwardia (młodzież w wieku gimnazjalnym i licealnym, której było wolno denuncjować ludzi w każdym wieku, także własnych nauczycieli i rodziców, niszczyć ich mienie, oraz publicznie upokarzać). Od tej chwili każda najdrobniejsza pomyłka i potknięcie kosztuje rodzinę Ling, oraz nią samą, bardzo wiele.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść bardzo interesująca, trzymająca w napięciu. Świetnie próbuje ukazać czytelnikowi okropieństwa związane ze wspomnianą rewolucją (palenie książek, ścinanie kobietom włosów publicznie, usuwanie ze stanowisk lekarzy i wstawianie na ich miejsce chłopów po 8-tygodniowym kursie medycznym). Mimo to zalatuje sztampą już po pierwszych kilku rozdziałach. Bohaterowie są czarno-biali - całość tak zwanego proletariatu jest ukazana jako stado bezmyślnych, zawistnych owiec. Osoby warte współczucia to jedynie te z tzw. klas wyższych, ofiary zeźlonej “gawiedzi.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę bardziej "szaro" (w opozycji do "czarno-biało") ujmuje to autor kolejnej książki &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Balzac and the Little Chinese Seamstress&lt;/span&gt; (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Balzak i chińska krawcówna&lt;/span&gt;) Dai Sijie (tłumaczenie własne):&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-2TdZQ4HD6oM/Tu44YBiyMOI/AAAAAAAAAvI/4sXdzx5K5Jk/s1600/balzac_chinese.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 125px; height: 193px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-2TdZQ4HD6oM/Tu44YBiyMOI/AAAAAAAAAvI/4sXdzx5K5Jk/s320/balzac_chinese.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5687545364797862114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;[B]urżuazyjni intelektualiści, którzy z winy komunistów doświadczyli tyle trudności, byli od nich, w swojej moralności, nie mniej surowi.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;Balzak to historia o dwóch chłopcach (18 i 17 lat), którzy zostali odesłani, znowu w rezultacie rewolucji kulturalnej, do odległej od ich miejsca zamieszkania wioski, aby przejść tam proces reedukacji. Reedukacja w większości przypadków jest jednak dożywotnia i chłopcy, synowie lekarzy (znowu) nie mają zbyt wiele szans na powrót do poprzedniego życia. Jednak nawet w prymitywnej, górskiej wiosce dzieją się rzeczy, które mają ogromny wpływ na naszych bohaterów. Do najważniejszych zaliczają się: spotkanie z krawcówną, oraz tajemnicza walizka pełna zachodniej, oczywiście zakazanej, literatury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba jednak przyznać, że pomimo dość intrygującego zakończenia, które może być zinterpretowane na kilka sposobów, sama historia jest stounkowo mdła i nijaka. Niewiele dowiadujemy się na temat głównych bohaterów, przyjmujemy, że w jakiś sposób ewoluowali, zmienili się, ale nie bardzo wiemy w jaki. Podobno książka była sporym hitem we Francji (gdzie autor zamieszkał, kiedy wyjechał z Chin), czy w USA. Szczerze powiedziawszy, nie wiem dlaczego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-jFs9NiS8o1c/Tu44nl027_I/AAAAAAAAAvU/ZvznA7HZRag/s1600/maly-slownik-chinsko-angielski-dla-kochankow.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 198px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-jFs9NiS8o1c/Tu44nl027_I/AAAAAAAAAvU/ZvznA7HZRag/s320/maly-slownik-chinsko-angielski-dla-kochankow.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5687545632235384818" /&gt;&lt;/a&gt;A ostatnia na dzisiaj książka to też był, swojego czasu, hicior - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Concise Chinese-English Dictionary for Lovers&lt;/span&gt; (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mały słownik chińsko-angielski dla kochanków&lt;/span&gt;) autorstwa Xiaolu Guo, nominowana w 2007 do Orange Prize. Tutaj akcja nie dzieje się ani w Chinach, ani w okresie rewolucji kulturalnej (uff) – a w Londynie, w czasach jak najbardziej współczesnych. Młoda Zhuang przybywa do UK, aby przez rok uczyć się języka. To pomysł jej rodziców, posiadaczy niewielkiej fabryki butów, którzy liczą, że mając kogoś ze znajomością angielskiego, będą mogli prowadzić szerzej zakrojone interesy. Narracja jest (znowu) pierwszoosobowa, ale jednak dość szczególna – jako swojego rodzaju pamiętnik pisany od razu po angielsku, a więc, zwłaszcza początkowo, pełen błędów gramatycznych, ortograficznych i składniowych. Ciekawy eksperyment, jednak nie tak udany jak np. we &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wszystko jest iluminacją&lt;/span&gt; J. Safrana Foera. Nasza Zhuang, okrutnie naiwna, poznaje mężczyznę, artystę, dwa razy od niej starszego, po czym wprowadza się do niego. Oprócz wzajemnego niezrozumienia i zmagań bohaterki z językiem angielskim nie otrzymujemy wiele więcej. Bardzo interesująca jest jedynie miesięczna podróż bohaterki do Europy, w trakcie której w jakiś sposób dorasta. Szkoda, że nie trwała ta podróż dłużej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo minusów w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Słowniku&lt;/span&gt; wiele jest cennych refleksji na temat bycia obcym w nowej kulturze i języku, z czym jestem w stanie zidentyfikować się całym sercem.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-1440997319710805452?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/1440997319710805452/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=1440997319710805452' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/1440997319710805452'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/1440997319710805452'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/12/chiny-x-3.html' title='Chiny x 3'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ABiIkBw-fHo/Tu44Mv2uGMI/AAAAAAAAAu8/jd6ga08CWiU/s72-c/revolution_isnot.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-5119963507110290331</id><published>2011-12-15T23:06:00.006+01:00</published><updated>2011-12-15T23:24:04.116+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos'/><title type='text'>Stosy ostatnie przed postem książkowym.</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Pora na ostatnie stosy przez długi, długi czas. Mam dość do czytania przez następne pół roku, i to pod warunkiem, że na czytanie będę poświęcać 10 godzin dziennie. Postanowiłam nie kupować książek aż do 1 kwietnia. Czy dam radę? Pewnie nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto ostatnie zakupy, większość używana i kupiona po naprawdę niskich cenach (co by się usprawiedliwić):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-SNKwnh--VSA/TupyB97iQtI/AAAAAAAAAuY/xhGsVgmy59o/s1600/P1020630.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 314px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-SNKwnh--VSA/TupyB97iQtI/AAAAAAAAAuY/xhGsVgmy59o/s320/P1020630.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5686482857638380242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od góry:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“Gabriela, Clove and Cinnamon” Jorge Amado&lt;/span&gt; – jedna z najbardziej znanych książek &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Jorge_Amado"&gt;jednego z najbardziej znanych współczesnych pisarzy brazylijskich&lt;/a&gt;. I moje pierwsze spotkanie z literacką Brazylią w ogóle. Ostatnio głównie celuję w literaturę latynoamerykańską oraz chińską (tudzień imigrantów z tych terenów), so się odzwierciedla w tych, jak i poprzednich stosach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“The Interpretation of Dreams” Zygmunt Freud&lt;/span&gt; – czytałam już lata temu, ale niewiele pamiętam. Zamierzam naiwnie szukać tam odpowiedzi na kilka pomniejszych życiowych pytań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“Malinche” Laura Esquivel&lt;/span&gt; – Autorka “Przepiórek w płatkach róży” napisała fabularyzowaną biografię kontrowersyjnej dla Meksykanów postaci &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Malintzin"&gt;Malintzin&lt;/a&gt;. Po hiszpańsku. Będę się zmagać z hiszpańską składnią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“Reading Lolita in Teheran” Azar Nafisi&lt;/span&gt; – ta książka stosunkowo dawno była dość popularna również w Polsce i polskiej blogosferze. Nabyłam ją w ramach edukacji o Bliskim Wschodzie (a zresztą kosztowała tylko dolara).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“Middlesex” Jeffrey Eugenides&lt;/span&gt; – teraz wielkim hitem jest najnowsza powieść Eugenidesa - “The Marriage Plot,” która faktycznie z opisu wydaje się bardzo intrygująca. Tymczasem nabyłam coś starszego tego autora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“The Thoughts of Thoreau”&lt;/span&gt; - Któż, cyniczny czy romantyczny, nie potrzebuje czasem &lt;a href="http://pl.wikiquote.org/wiki/Henry_David_Thoreau"&gt;złotych myśli Henry'ego Davida Thoreau&lt;/a&gt;?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“The Mythology of Mexico and Central America” John Bierhorst&lt;/span&gt; – Mitologie! Tych nigdy za wiele.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“Every Man Dies Alone” Hans Fallada&lt;/span&gt; - “Każdy człowiek umiera samotnie,” zakup zainspirowany &lt;a href="http://miastoksiazek.blox.pl/2011/11/Poniedzialkowy-gosc-Przeczytalam-ksiazke.html"&gt;tym wpisem z serii Poniedziałkowy Gość&lt;/a&gt; na blogu Miasto Książek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“Soul Mountain” Gao Xingjian&lt;/span&gt; – chiński noblista. Niewiele wiem o tej książce, ale mam przeczucie, że będzie fantastyczna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-0GTArgPEiyA/TupyLbzEv0I/AAAAAAAAAuk/Lda7c2TFmDI/s1600/P1020633.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 298px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-0GTArgPEiyA/TupyLbzEv0I/AAAAAAAAAuk/Lda7c2TFmDI/s320/P1020633.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5686483020274777922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stos kolejny, od góry:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“Ex Libris” Anne Fadiman&lt;/span&gt; – Słynna książeczka z esejami o książkach. Już ją nawet zdążyłam przeczytać - drastycznie pretensjonalna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“Wild Dreams of a New Beginning” Lawrence Ferlinghetti&lt;/span&gt; – tomik wierszy jednego z najaktywniejszych duchów amerykańskiej poezji lat 60-tych i 70-tych, współzałożyciela kultowego City Lights Booksellers &amp; Publishers.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“Baltasar and Blimunda” Jose Saramago&lt;/span&gt; – Jak dotąd znane mi jest tylko “Miasto Ślepców”. Polowałam na “Ewangelię wg Jezusa Chrystusa”, ale nie znalazłam w dobrej cenie, więc pocieszyłam się tym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“She Had Some Horses” Joy Harjo&lt;/span&gt; – tomik poetki będącej rdzenną Amerykanką (jej przodkowie to Czirokezi). Z jakiegoś powodu uwielbiam już sam tytuł tomiku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“A Sister to Scheherazade” Assia Djebar&lt;/span&gt; – ta powieść algierskiej pisarki i tłumaczki jest ponoć dość ciężka, gęsta i zagmatwana. Zobaczymy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“Lost in Translation” Eva Hoffman&lt;/span&gt; – tej książki nie mogę się doczekać. Autorka, mając 13 lat, wraz z rodziną emigrowała z Krakowa do Vancouver w Kanadzie (a następnie do USA). Opisuje trudy zaaklimatyzowania się w nowym miejscu, odnalezienia się w nowym języku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“Dreaming in Cuban” Cristina Garcia&lt;/span&gt; – saga rodzinna kubańsko-amerykańskiej autorki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“The Death of Artemio Cruz” Carlos Fuentes&lt;/span&gt; – jeden z najważniejszych meksykańskich pisarzy i jego najczęściej czytana powieść. Również nie mogę się doczekać!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“The Noodle Maker” Ma Jian&lt;/span&gt; – jeden z najbardziej znanych współczesnych chińskich pisarzy. Obecnie mieszka w Londynie, a w tym roku &lt;a href="http://www.guardian.co.uk/world/2011/jul/29/author-ma-jian-banned-from-china"&gt;zabroniono mu wizyt do Chin&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“Orientalism” Edward Said&lt;/span&gt; – kulturoznawczo-literacko-teoretyczny klasyk. Oczywiście, że z chęcią łyknę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Grimm's Fairly Tales&lt;/span&gt; – A co mi tam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“The Life and Times of Mexico” Earl Shorris&lt;/span&gt; – Jestem w trakcie lektury, fantastyczna książka, traktuje naturalnie o historii Meksyku, ale jest napisana zupełnie inaczej, niż książki historyczne. Może jak ją skończę, to będzie mi się chciało ją zrecenzować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“The Collected Poems of Octavio Paz 1957-1987”&lt;/span&gt; - pora zacząć bum na latynoamerykańską poezję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-FsU8EVJNg64/TupyeSQzZII/AAAAAAAAAuw/cZkyttTxrcA/s1600/P1020636.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-FsU8EVJNg64/TupyeSQzZII/AAAAAAAAAuw/cZkyttTxrcA/s320/P1020636.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5686483344132629634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze cztery pozycje, o których zapomniałam, jak już zrobiłam zdjęcia stosów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“Nobodies. Modern American Slave Labor and the Dark Side of the New Global Economy” John Bowe&lt;/span&gt; – Wszystko co dotyczy imigracji oraz imigrantów bardzo mnie interesuje. I, niestety, ta książka o smutnym tytule i podtytule jest o nich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“A History of the Wife” Marilyn Yalom&lt;/span&gt; – Od paru miesięcy jest to również moja historia. Autorka ma na swoim koncie także książkę o historii piersi.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;“Neruda. Selected Poems”&lt;/span&gt; - Kolejny tomik Nerudy, bo ten co kupiłam poprzednio miał fatalne tłumaczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;“A Different Mirror: A History of Multicultural America” Ronald Takaki&lt;/span&gt; – Historia imigracji do Ameryki oraz jej wielokulturowości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ach, no i to już chyba wszystko. Mam do zrecenzowania jakieś 3 zaległe książki, a za chwilę zaczynam następną. “Shirley” Charlotte Bronte zarzuciłam, jakoś nie czuję się na siłach czytać o uczuciach panienek, przynajmniej nie obecnie. Jak widać zresztą, czekają na mnie stosy innych książek, które o wiele bardziej mnie interesują!&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-5119963507110290331?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/5119963507110290331/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=5119963507110290331' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5119963507110290331'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5119963507110290331'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/12/pora-na-ostatnie-stosy-przez-dugi-dugi.html' title='Stosy ostatnie przed postem książkowym.'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-SNKwnh--VSA/TupyB97iQtI/AAAAAAAAAuY/xhGsVgmy59o/s72-c/P1020630.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-7399490547366609739</id><published>2011-12-09T19:57:00.005+01:00</published><updated>2011-12-10T01:23:24.458+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ray Bradbury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt - literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><title type='text'>"451 stopni Fahrenheita" Ray Bradbury</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;Przeglądając &lt;a href="http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/11/projekt-literatura-amerykanska.html"&gt;moją listę literatury amerykańskiej&lt;/a&gt;, z którą chcę się w najbliższym czasie zapoznać trudno nie oprzeć się wrażeniu, że &lt;span style="font-style:italic;"&gt;451 stopni Fahrenheita&lt;/span&gt; Raya Bradbury'ego jest elementem nie pasującym do reszty, jednak ta książka znalazła się na wielu (jeśli nie wszystkich) listach pt. “American literature” na goodreads.com, więc zdecydowałam się i ja umieścić ją na swojej. Bradbury jest autorem książek fantasy, science fiction, jak i horrorów. Żaden z tych gatunków totalnie mnie nie interesuje (wyjątek stanowi pisarstwo Ursuli K. Le Guin). Zwłaszcza kiedy okładka wygląda tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-Vabe_N6Jp7E/TuJbOluwNsI/AAAAAAAAAuA/whFBGuz3ry0/s1600/P1020616.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Vabe_N6Jp7E/TuJbOluwNsI/AAAAAAAAAuA/whFBGuz3ry0/s320/P1020616.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5684205985899493058" /&gt;&lt;/a&gt;Czego, na boga ojca, można się spodziewać po książce z taką okładką? Ale przecież książki autorstwa Kilgore'a Trouta, alter ego Kurta Vonneguta, także miały podobne okładki, były sprzedawane w podejrzanych pseudo-księgarniach, a jednak zawierały niesamowicie ciekawe, paraboliczne treści. Więc, oczywiście, nie ma co oceniać książki po okładce. Po prostu ją przeczytajmy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta króciutka powieść to kolejna dystopia, w której można odnaleźć co nieco &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nowego wspaniałego świata&lt;/span&gt;, a także &lt;a href="http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/02/my-eugeniusz-zamiatin.html"&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;My&lt;/span&gt; Zamiatina&lt;/a&gt;. Główny bohater, Guy Montag, jest strażakiem, który pali książki. Większość ludzi już zapomniała, że kiedyś strażacy gasili pożary, a nie je wywoływali. Alarm w miejscu pracy Montaga rozbrzmiewa wtedy, kiedy ktoś donosi na posiadaczy książek. A książki są niszczone, gdyż prowadzą do nierówności, niepotrzebnej wiedzy, depresji. W świecie zobrazowanym w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;451 stopni Fahrenheita&lt;/span&gt; najważniejsza jest ciągła dekoncentracja, skupienie się na nic nie znaczących informacjach, dźwiękach, rozmowach. Ulubioną rozrywką żony głównego bohatera jest siedzenie w pokoju, gdzie na trzech ścianach wyświetla się jej “rodzina”, gdzie każdy gada jakieś głupoty i kłóci się o nie wiadomo co (przypomina to trochę obecne reality show). Montag jednak ukradkiem zabiera po jednej książce z miejsc, w które zostaje wezwany, aby je spalić, i udaje mu się zebrać małą biblioteczkę. Pewnego dnia decyduje się skontaktować z pewnym profesorem, aby ten pozwolił mu zrozumieć dlaczego książki, I wiedza z nich czerpana, są tak ważne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie powiem, żebym spotkała się tu z wielką oryginalnością, podobieństwa do wyżej wspomnianych dwu powieści chodziły za mną przez większość czasu. Styl i język są bardzo proste, jest trochę odwołań do klasyków - przełożony Montaga, postać raczej mroczna i cyniczna, obznajomiona z literaturą całkiem nieźle, przeprowadza niby-monolog między zwolennikami i przeciwnikami książkowej wiedzy cytując właśnie pisarzy. Jak to z dystopijną literaturą, która przetrwała próbę czasu, bywa, jest ona dość profetyczna. Wydana w 1953, przewidziała ogromne telewizory (prawie na całą ścianę), ale przede wszystkim to rozkojarzenie, tę potrzebę zajmowania się wiecznie czym innym. Czy wszyscy nie przypominamy trochę żony Montaga, kiedy w ciągu minuty zaglądamy w telewizor, potem w laptopa, a potem w jakieś czasopismo? Nie ma co ukrywać też, że obecnie najbardziej popularne strony to te, gdzie są same obrazki, gify z bawiącymi się kotami, ewentualnie komiksy z minimalną zawartością tekstu przez gąszcz których internauta scrolluje całe wieczory. A książki? Cóż... Zakładając najczarniejszy scenariusz, wydaje mi się, że nikt nigdy nie będzie musiał ich palić, ludzie po prostu kompletnie przestaną je czytać, a ci co nie przestaną, będą traktowani z pobłażaniem, jak gdyby jeszcze nie dorośli do poważnych zadań. Hmm, w zasadzie jak tak się zastanawiam, to ten najczarniejszy scenariusz już jest obecny ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogólnie rzecz biorąc, jest to ciekawa, choć niewymagająca, lektura zwłaszcza dla wielbicieli wszelkich antyutopii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co mnie na koniec książki zdziwiło dość mocno, to cztery strony komentarza od autora umieszczone na samym końcu. Ja zazwyczaj czytam wszystko w książce, łącznie ze wstępem, podziękowaniami i notą bibliograficzną, więc jak mogłabym pominąć komentarz autora? Bardzo żałuję jednak, że to zrobiłam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W samej powieści, wspomniany już przełożony, Beatty, w pewnym momencie jako jeden z powodów, dla których książki stały się dla społeczeństwa niewygodne, podaje mniejszości, którym nie podobało się to czy owo w danych powieściach. Było to dziwne dla mnie, ale pomyślałam sobie, że to polifoniczność powieści, te sprawy - w dialogach wyrażane są bardzo różne postawy, żeby człowiek mógł się nad nimi zastanowić. Ale nie. Okazuje się jednak, że jest to pogląd samego autora, który w dość cierpkich, mocnych słowach wyraża się o wszelakich mniejszościach, narodowych, czy religijnych, a także, naturalnie, o feministycznych. Tak duże rozgoryczenie wynika z faktu, że jakiś teatr uniwersytecki nie chciał wystawić jego sztuki, bo nie ma tam kobiecych ról, albo że dostał list od Afro-Amerykanina, że murzyni w jego innej powieści są jacyś stereotypowi. Bardzo wrażliwy ten Bradbury, nie ma dwóch zdań. W związku z kilkoma incydentami musiał w dosadnych, ocierających się niemal o wulgarność, słowach wyrazić swoją niechęć w stosunku do mniejszości. Zawsze mi się wydawało, że od ostatnich dekad to właśnie ponowne odczytanie klasyków przez dane mniejszości, wzbogaca te lektury, ale według Raya Bradbury'ego mniejszości chcą jedynie zniszczyć to, co im nie odpowiada. Cóż, to pewnie bardzo stary komentarz, chcę wierzyć, że od tego czasu autor zmienił zdanie w tej kwestii. W każdym bądź razie, komentarz ten pozostawił duży niesmak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;a href="http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/11/projekt-literatura-amerykanska.html"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-wYVp61Qw7_0/TuJctQNGrGI/AAAAAAAAAuM/d1YOAnJdn9M/s320/litamthum.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5684207612208786530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-7399490547366609739?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/7399490547366609739/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=7399490547366609739' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7399490547366609739'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7399490547366609739'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/12/451-stopni-fahrenheita-ray-bradbury.html' title='&quot;451 stopni Fahrenheita&quot; Ray Bradbury'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Vabe_N6Jp7E/TuJbOluwNsI/AAAAAAAAAuA/whFBGuz3ry0/s72-c/P1020616.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-3651196381986144665</id><published>2011-12-08T20:06:00.003+01:00</published><updated>2011-12-08T20:22:21.253+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura japońska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Haruki Murakami'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"1Q84" Haruki Murakami</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-fsaUtPu-_Cg/TuEOIKueFNI/AAAAAAAAAto/_ClmqtPXOMc/s1600/1Q84.png"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 224px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-fsaUtPu-_Cg/TuEOIKueFNI/AAAAAAAAAto/_ClmqtPXOMc/s320/1Q84.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5683839738199282898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;Wreszcie. Przeczytane. Całość &lt;span style="font-style:italic;"&gt;1Q84&lt;/span&gt; Murakamiego. Moje wrażenia nie różnią się znowu tak bardzo od &lt;a href="http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/01/1q84-haruki-murakami.html"&gt;mojej recenzji pierwszego tomu sprzed prawie roku&lt;/a&gt;. Nie jaram się. Szczerze powiedziawszy, mimo iż &lt;a href="http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/10/o-amerykanskim-wydaniu-1q84-i-o-innych.html"&gt;początkowo byłam zachwycona rozwiązaniem amerykańskiego wydania – wszystkich tomów w jednym&lt;/a&gt;, przeczytanie całości momentami mnie przerastało, chociaż nie mam problemu z czytaniem dużych cegieł. Wręcz przeciwnie, raczej darzę je zawsze lekko cieplejszym uczuciem, niż książki chude. Moja okazjonalna niechęć do kontynuowania lektury &lt;span style="font-style:italic;"&gt;1Q84&lt;/span&gt; wynikała zwyczajnie z faktu, że mnie tym dziełem Murakami nie zachwycił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tom pierwszy jest zdecydowanie najnudniejszy. Może zresztą tak mi się wydaje, bo czytałam go dwukrotnie (a nie jestem fanką powrotów do już przeczytanych książek). Pozostałe dwa tomy poiadają trochę więcej werwy, ale wciąż nie specjalnie intrygują. Od &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kafki nad morzem&lt;/span&gt; nie mogłam się oderwać, pamiętam do dziś, jak stałam na dworcu autobusowym czekając na mój autobus, totalnie zaczytana, nie zdając sobie za bardzo sprawy co się wokół działo. Ale z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;1Q84&lt;/span&gt; musiałam się zmuszać, żeby nareszcie ukończyć to ceglisko, które mogło być, szczerze powiedziawszy o 200 stron krótsze, nie tracąc nic ze swojego przekazu. Jest tu wiele niepotrzebnych powtórzeń, które niekoniecznie mają wiele wspólnego z “czytacie tom drugi, to ja wam przypomnę co było w pierwszym”. Powtórzenia zdarzają się czasem na przestrzeni tego samego rozdziału. Irytowały mnie też opisy codziennych czynności, łącznie z oddawaniem moczu. Nie jestem pruderyjna, ale szczerze powiedziawszy nie interesuje mnie jak długo i ile bohater sika. Gdybym miała ochotę poczytać o tym, to sięgnęłabym po prozę Bukowskiego. Rozumiem, że autor chciał zobrazować w jakiś sposób samotność i odizolowanie bohaterów poprzez ten nacisk na powtarzanie prostych czynności. Ale działało mi to na nerwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z bohaterami trudno było się “zaprzyjaźnić”, przynajmniej mnie. Najciekawszy był Ushikawa, którego bliżej poznajemy w trzecim tomie, najbardziej intrygujący, najbardziej ludzki, a jego instynkt i zmysł łączenia i kojarzenia faktów bardziej interesujące, niż w jakiś sposób zimne talenty Aomame (bezlitosne, acz skutezne, rozciąganie mięśni), czy Tengo (matematyka). Życie tych dwojga ostatnich jest tak pozbawione miłości, uczucia, ciepła, że trudno uwierzyć, iż obydwoje faktycznie prawdziwie się kochają. Jest w tym coś nienaturalnego, ale nie nienaturalnego-Murakamiowego, ale zwyczajnie, pospolicie &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;nienaturalnego&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to na pewno najbardziej romantyczna książka Murakamiego. Może właśnie dlatego miejscami tak kuleje. Trudno o miłości pisać nawet takim gigantom jak Murakami. Jest w tej powieści wiele nawiązań do innych autorów, jest Proust, jest Czechow, jest naturalnie Orwell, jak i odwołań do muzyki klasycznej. Nie otrzymujemy żadnych odpowiedzi odnośnie wielu wątków, ale taki już jest Murakami, do tego nas przyzwyczaił. Jednak wszystko jakieś powtórzone, już gdzieś było. Mam wrażenie, że to całe przechodzenie na drugą stronę, odbijanie się w paralelnym świecie, że to wszystko to samo, co było już i w “Kronice ptaka nakręcacza” I w “Końcu świata i hard-boiled wonderland”. Przeczytałam już trochę powieści japońskiego pisarza, ale wciąż wiele mi pozostało, więc mam nadzieję, że ten pomysł nie powtarza się w jego pisarstwie jednak zbyt często...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzieś tam w długiej kolejce książek czeka na mnie “Tańcz, tańcz, tańcz”, ale na razie od Murakamiego robię sobie sporą przerwę.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-3651196381986144665?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/3651196381986144665/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=3651196381986144665' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3651196381986144665'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3651196381986144665'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/12/1q84-haruki-murakami.html' title='&quot;1Q84&quot; Haruki Murakami'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-fsaUtPu-_Cg/TuEOIKueFNI/AAAAAAAAAto/_ClmqtPXOMc/s72-c/1Q84.png' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-3920868747224968819</id><published>2011-11-25T21:47:00.005+01:00</published><updated>2011-11-25T22:07:37.055+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura kanadyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Emma Donoghue'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Pokój" Emma Donoghue</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-3sphBzQRCWY/TtAAlaX0noI/AAAAAAAAAtc/Zf1J_sEU4Po/s1600/room-novel-emma-donoghue-paperback-cover-art.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 303px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-3sphBzQRCWY/TtAAlaX0noI/AAAAAAAAAtc/Zf1J_sEU4Po/s320/room-novel-emma-donoghue-paperback-cover-art.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679039772848594562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Zupełnie przypadkiem zaczęłam czytać tę książkę. Pomimo jest bestsellerowego statusu, nie wiedziałam o niej nic, chociaż okładkę anglojęzycznego wydania widziałam dosłownie wszędzie. Czytałam ją na Kindle'u, więc nie natknęłam się na żadne blurby, opisy i recenzje. Po prostu zacęłam czytać od strony nr 1...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dopiero po kilku stronach zorientowałam się... "ten chłopczyk, który jest narratorem, jest uwięziony razem z matką w Pokoju!" A nocą przychodzi Stary Nick, podczas gdy chłopiec, Jack, śpi zamknięty w szafie, by gwałcić jego matkę, która po 7-miu latach zamknięcia już się nie opiera. Brzmi to wszystko znajomo? fritzlowo? kampuschowo? Tymi historiami właśnie inspirowała się autorka. Tania sensacja? Nie wydaje mi się. Kiedy słyszymy o podobnych historiach, to, oczywiście, uważamy, że to okropne; chcąc nie chcąc, z gazet i telewizji dowiadujemy się szczegółów, nie możemy uwierzyć itd., ale nasza wyobraźnia jakoś blokuje nasz umysł przed wyobrażeniem sobie codziennego życia, uczuć i emocji tych ofiar. Po to ukazują się właśnie takie książki, żeby boleśnie wspomóc naszą lękliwą wyobraźnię, żeby zrozumieć lepiej nieszczęście, które mogło paść na każdego z nas. Gdyby styl i przedstawienie były badziewne, nijakie i mdłe, taka powieć rzeczywiście byłaby niewybaczalnym czerpaniem korzyści z sensacji. &lt;i&gt;Pokój&lt;/i&gt; jest jednak kawałkiem ciepłokrwistej i mięsistej literatury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Język &lt;i&gt;Pokoju&lt;/i&gt; jest niezwykły, bo, jak wspomniałam, narratorem jest pięcioletni Jack, który nie zawsze wypowiada się poprawnie, ale celnie, i czasem dosadnie, opisuje rzeczywistość wokół. Na początku nie zna zresztą innej rzeczywistości, niż Pokój. Dzięki niemu, jego obrazowaniu, w książce jest nawet pewna doza humoru, chociaż nastrój jest i tak ciężki przez cały czas trwania powieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Abstrahując od sensacyjnych historii, które częściowo są wynikiem cywilizacyjnych dolegliwości - samotności, stresu, odrzucenia - każdy może odpowiedzieć sobie sam na pytanie czym jest Pokój. Dla mnie Pokojem jest nie samo fizyczne pomieszczenie, ale ciasny związek między Jackiem, a matką - między dziećmi i rodzicami w ogóle. Jest coś bardzo toksycznego w tym związku, w sposób jaki przedstawia to książka. Jack ratuje matkę, ale potem, już na wolności, jest dla niej trochę ciężarem, starając się narzucić jej reguły ustanowione, przez nią samą przecież, w Pokoju. Rodzice rysują dzieciom pewne ograniczenia, reguły, pewien "pokój", a gdy sami próbują się z tych ograniczeń wyłamywać, dzieci nie pozwalają im na to, nie potrafią tego zrozumieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Pokój&lt;/i&gt; czytało się szybko, a nawet trochę nerwowo. Potem długo ciężka atmosfera mnie nie opuszczała, nie mogłam się od niej uwolnić. Świetna, poruszająca lektura. Zazdroszczę autorce wyobraźni i odwagi do eksperymentowania z językiem, bo wielu autorów chyba się tego obawia. Spróbuję kiedyś znaleźć inną powieść Emmy Donoghue, bo bardzo jestem ciekawa co tam jeszcze spłodziła jej wyobraźnia i czy klimat będzie równie gęsty.&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-3920868747224968819?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/3920868747224968819/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=3920868747224968819' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3920868747224968819'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3920868747224968819'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/11/pokoj-emma-donoghue.html' title='&quot;Pokój&quot; Emma Donoghue'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-3sphBzQRCWY/TtAAlaX0noI/AAAAAAAAAtc/Zf1J_sEU4Po/s72-c/room-novel-emma-donoghue-paperback-cover-art.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-4231192836104620992</id><published>2011-11-22T23:38:00.004+01:00</published><updated>2012-02-11T19:22:32.955+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt - literatura amerykańska'/><title type='text'>Projekt: Literatura amerykańska</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Wymyśliłam sobie skromny projekt na własne potrzeby. Ciągle odkrywam pokłady, dosłownie, literatury amerykańskiej z którą nie miałam jeszcze do czynienia, a w moim wypadku wypadałoby mieć z nią bardziej intensywny romans (jestem amerykanistką z powołania, jak i z konieczności)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-nUfxfCfauOs/Tsw3SsD-RhI/AAAAAAAAAtQ/p--lYz62mJM/s1600/litam.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 470px; height: 420px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-nUfxfCfauOs/Tsw3SsD-RhI/AAAAAAAAAtQ/p--lYz62mJM/s320/litam.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5677974024412349970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skompilowałam więc listę 50 pozycji, które wcześniej, czy później muszę przeczytać, i które w taki czy inny sposób są klasyczne, albo ważne. Kilka z nich czytałam już wcześniej, albo we fragmentach (Moby Dick), albo sto lat temu (Zabić drozda). Niektórym autorom daję nową szansę, bo nie specjalnie się z nimi polubiłam przy okazji innych lektur (Nathaniel Hawthorne, F. Scott Fitzgerald). Innych znów autorów bardzo sobie cenię i chcę kontynuować lekturę ich dzieł (John Steinbeck, Tennessee Williams). Daję sobie na tę listę czas nieograniczony, ale chciałabym czytać co najmniej 2-3 książki z listy w ciągu kwartału.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oryginalne tytuły podaję w nawiasie, chyba że tytuł oryginalny jest taki sam jak polskiego tłumaczenia, albo polskie tłumaczenie nie istnieje (na szczęście takich przypadków było niewiele).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;a href="http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/12/451-stopni-fahrenheita-ray-bradbury.html"&gt;&lt;strike&gt;&lt;b&gt;Ray Bradbury&lt;/b&gt; - “Fahrenheit 451”&lt;/strike&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;b&gt;Herman Melville&lt;/b&gt;  - “Moby Dick”&lt;br /&gt;3. &lt;b&gt;Herman Melville&lt;/b&gt;  - “Kopista Bartelby” (“Bartleby the Scrivener”)&lt;br /&gt;4. &lt;b&gt;Nathaniel Hawthorne&lt;/b&gt; - “Marmurowy Faun” (“Marble Faun”) albo “Dom o siedmiu szczytach” (“The House of Seven Gables”)&lt;br /&gt;5. &lt;b&gt;F. Scott Fitzgerald&lt;/b&gt; - “Czuła jest noc” (“Tender is the Night”)&lt;br /&gt;6. &lt;b&gt;F. Scott Fitzgerald&lt;/b&gt; - “Piękni i przeklęci” “(The Beautiful and the Damned”)&lt;br /&gt;7. &lt;b&gt;Mark Twain&lt;/b&gt; - “Przygody Hucka” (“The Adventures of Huckleberry Finn”)&lt;br /&gt;8. &lt;b&gt;Thomas Wolfe&lt;/b&gt; - “Spójrz ku domowi aniele” (“Look Homeward, Angel”)&lt;br /&gt;9. &lt;a href="http://thegiantbookpile.blogspot.com/2012/02/swiatosc-w-sierpniu-william-faulkner.html"&gt;&lt;strike&gt;&lt;b&gt;William Faulkner&lt;/b&gt; - “Światłość w sierpniu” (“Light in August”)&lt;/strike&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;10. &lt;b&gt;William Faulkner&lt;/b&gt; - “Absalomie, Absalomie...” (“Absalom, Absalom!”)&lt;br /&gt;11. &lt;b&gt;Jonathan Franzen&lt;/b&gt; – “Wolność” (“Freedom”)&lt;br /&gt;12. &lt;b&gt;Robert Penn Warren&lt;/b&gt; - “Gubernator” (“All King's Men”)&lt;br /&gt;13. &lt;a href="http://thegiantbookpile.blogspot.com/2012/01/uciekaj-kroliku-john-updike.html"&gt;&lt;strike&gt;&lt;b&gt;John Updike&lt;/b&gt; - “Uciekaj, Króliku” (“Rabbit, Run”)&lt;/strike&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;14. &lt;b&gt;David Foster Wallace&lt;/b&gt; – jeszcze się nie zdecydowałam&lt;br /&gt;15. &lt;b&gt;Willa Cather&lt;/b&gt; – “Moja Antonia” (“My Antonia”)&lt;br /&gt;16. &lt;b&gt;Richard Yates&lt;/b&gt; - “Wielkanocna Parada” (“Easter Parade”)&lt;br /&gt;17. &lt;b&gt;John Dos Passos&lt;/b&gt; - “42 równoleżnik” (“The 42nd Parallel”)&lt;br /&gt;18. &lt;b&gt;William S. Burroughs&lt;/b&gt; - “Nagi Lunch” (“Naked Lunch”)&lt;br /&gt;19. &lt;b&gt;Saul Bellow&lt;/b&gt; - “Herzog”&lt;br /&gt;20. &lt;b&gt;Flannery O'Connor&lt;/b&gt; – opowiadania&lt;br /&gt;21. &lt;b&gt;Thomas Pynchon&lt;/b&gt; - “49 idzie pod młotek” (“The Crying of Lot 49”)&lt;br /&gt;22. &lt;b&gt;Jack London&lt;/b&gt; - “Maleńka pani wielkiego domu” (“The Little Lady of a Big House”)&lt;br /&gt;23. &lt;b&gt;Sinclair Lewis&lt;/b&gt; - “Babbitt”&lt;br /&gt;24. &lt;b&gt;Upton Sinclair&lt;/b&gt; - “Grzęzawisko” (“The Jungle”)&lt;br /&gt;25. &lt;b&gt;Frank Norris&lt;/b&gt; - “Potęga giełdy” (“The Pit”)&lt;br /&gt;26. &lt;b&gt;Stephen Crane&lt;/b&gt; - “Maggie, Girl of Streets”&lt;br /&gt;27. &lt;b&gt;Raymond Chandler&lt;/b&gt; – opowiadania&lt;br /&gt;28. &lt;b&gt;Henry James&lt;/b&gt; - “The Turn of the Screw”&lt;br /&gt;29. &lt;b&gt;Henry James&lt;/b&gt; - “Portret Damy” (“The Portrait of a Lady”)&lt;br /&gt;30. &lt;b&gt;Truman Capote&lt;/b&gt; - “Śniadanie u Tiffany'ego” (“Breakfast at Tiffany's”)&lt;br /&gt;31. &lt;b&gt;Carson McCullers&lt;/b&gt; - “Serce to samotny myśliwy” (“The Heart is a Lonely Hunter”)&lt;br /&gt;32. &lt;b&gt;James Baldwin&lt;/b&gt; - “Głoś to na górze” (“Go Tell It on the Moutain”)&lt;br /&gt;33. &lt;b&gt;Paul Auster&lt;/b&gt; – jeszcze się nie zdecydowałam&lt;br /&gt;34. &lt;b&gt;Amy Tan&lt;/b&gt; – “Klub radości i szczęścia” (“The Joy Luck Club”)&lt;br /&gt;35. &lt;b&gt;Arthur Miller&lt;/b&gt; – “Czarownice z Salem” (“The Crucible”)&lt;br /&gt;36. &lt;b&gt;Henry David Thoreau&lt;/b&gt; - “Obywatelskie nieposłuszeństwo” (“Civil Disobedience”)&lt;br /&gt;37. &lt;b&gt;Eugene O'Neill&lt;/b&gt; – jeszcze się nie zdecydowałam&lt;br /&gt;38. &lt;b&gt;John Steinbeck&lt;/b&gt; - “Zima naszej goryczy” (“The Winter of Our Discontent”)&lt;br /&gt;39. &lt;b&gt;John Steinbeck&lt;/b&gt; - “Na wschód od Edenu” (“East of Eden”)&lt;br /&gt;40. &lt;b&gt;John Fante&lt;/b&gt; - “Pył” (“Ask the Dust”)&lt;br /&gt;41. &lt;b&gt;Richard Wright&lt;/b&gt; - “Syn swego kraju” (“Native Son”)&lt;br /&gt;42. &lt;b&gt;Sherwood Anderson&lt;/b&gt; - “Miasteczko Winesburg: Obrazki z życia w stanie Ohio” (“Winesburg, Ohio”)&lt;br /&gt;43. &lt;b&gt;Louisa May Alcott&lt;/b&gt; - “Małe kobietki” (“Little Women”)&lt;br /&gt;44. &lt;b&gt;Frederick Douglass&lt;/b&gt; - “Narrative of the Life of Frederick Douglass”&lt;br /&gt;45. &lt;b&gt;Cormac McCarthy&lt;/b&gt; - “Rącze konie” (“All the Pretty Horses”)&lt;br /&gt;46. &lt;b&gt;Harriet Beecher Stowe&lt;/b&gt; - “Chata wuja Toma” (“Uncle Tom's Cabin”)&lt;br /&gt;47. &lt;b&gt;Jack Kerouac&lt;/b&gt; - “W drodze” (“On the Road”)&lt;br /&gt;48. &lt;b&gt;Tennesee Williams&lt;/b&gt; - "Cat on a Hot Tin Roof"&lt;br /&gt;49. &lt;b&gt;Toni Morrison&lt;/b&gt; - “Pieśń Salomonowa” (“Song of Solomon”)&lt;br /&gt;50. &lt;b&gt;Harper Lee&lt;/b&gt; - “Zabić drozda” (“To Kill a Mockingbird”)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mnie samej obecnie wydaje się ten projekt dość osobliwy, bo ostatnio uganiam się za prozą latynoamerykańską i chińską, ale już CZAS NAJWYŻSZY poznać te wzystkie tytuły, a przynajmniej mieć wytyczne w postaci tego projektu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy może korzystać z tego pomysłu na projekt, jeśli pociąga go literatura amerykańska :) Może korzystać z mojej listy, albo używać jej jako przewodnika, albo w ogóle skompilować kompletnie inne tytuły. Niby literatura amerykańska jest taka oczywista i wydawałoby się "oklepana", ale jednak kiedy przyglądam się tej liście i myślę o polskich księgarniach, to aż tak wiele tych tytułów w nich nie znajdziemy. A warto je wygrzebać z biblioteki, czy allegro. Zupełnie inna się wyłania Ameryka u Steinbecka, Londona, Williamsa czy Crane'a, niż ta stereotypowa, wygładzona i wystylizowana przez przygłupie media.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to nic, biorę się do czytania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-4231192836104620992?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/4231192836104620992/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=4231192836104620992' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/4231192836104620992'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/4231192836104620992'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/11/projekt-literatura-amerykanska.html' title='Projekt: Literatura amerykańska'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-nUfxfCfauOs/Tsw3SsD-RhI/AAAAAAAAAtQ/p--lYz62mJM/s72-c/litam.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-4795493133166923393</id><published>2011-11-18T19:25:00.006+01:00</published><updated>2011-11-18T19:46:03.263+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='organizacyjne i życiowe'/><title type='text'>Zastój, przestój.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-47dC99LHVw0/TsanX_Ei-WI/AAAAAAAAAss/Mz69JnisYbw/s1600/yellow_bird_seeking_by_sesfitts-d4g99nh.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; heighhttp://www.blogger.com/img/blank.gift: 203px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-47dC99LHVw0/TsanX_Ei-WI/AAAAAAAAAss/Mz69JnisYbw/s320/yellow_bird_seeking_by_sesfitts-d4g99nh.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5676408410856421730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;p align="center"&gt;autor: &lt;a href="http://sesfitts.deviantart.com/"&gt;sesfitts&lt;/a&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Zrobił się listopad, w całej strefie umiarkowanej na całym świecie. U mnie świeci słońce, już przybite i niepewne. Zimne. Nie wiem czy "zastój" to właściwe słowo na moje obecne czytelnictwo. Przecież czytam. Tylko, że dwie cegły. &lt;i&gt;IQ84&lt;/i&gt; Murakamiego wydane w jednym tomie (jestem w połowie) oraz &lt;i&gt;Shirley&lt;/i&gt; Charlotte Brontë. I mam nauczkę, żeby naraz nie czytać dwóch cegieł, bo teraz nie wiem, kiedy będzie mi dane przeczytać coś nowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A kolejka czeka!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałabym nabyć &lt;a href="http://booklips.pl/newsy/jesmyn-ward-zdobywczynia-national-book-award/"&gt;książki, które zdobyły National Book Award&lt;/a&gt;. &lt;i&gt;Salvage the Bones&lt;/i&gt; Jesmyn Ward bardzo mnie intryguje podjętym tematem. Podobnie &lt;a href="http://www.poetryfoundation.org/poem/180105"&gt;zwycięska poezja&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio podczytuję poezję Pabla Nerudy, mam dwujęzyczny zbiór jego wierszy - angielskie tłumaczenie i hiszpański oryginał. Nawet fakt, że angielskie tłumaczenie jest wyraźnie bardziej "wydumane" od oryginału (i pozwala mi to stwierdzić jedynie średnia znajomość języka hiszpańskiego) nie przeszkadza mi w rozkoszowaniu się tą poezją. Gdzież ten Neruda się podziewał całe moje życie?&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-4795493133166923393?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/4795493133166923393/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=4795493133166923393' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/4795493133166923393'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/4795493133166923393'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/11/zastoj-przestoj.html' title='Zastój, przestój.'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-47dC99LHVw0/TsanX_Ei-WI/AAAAAAAAAss/Mz69JnisYbw/s72-c/yellow_bird_seeking_by_sesfitts-d4g99nh.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-414813714754580724</id><published>2011-11-14T20:14:00.004+01:00</published><updated>2011-11-14T21:15:26.368+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jean Kwok'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Girl in Translation" Jean Kwok</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-uvcP2rsfv90/TsF2qb2BMwI/AAAAAAAAAr4/choOjbWqQAA/s1600/girl-in-translation.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 198px; height: 298px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-uvcP2rsfv90/TsF2qb2BMwI/AAAAAAAAAr4/choOjbWqQAA/s320/girl-in-translation.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674947476864447234" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Czas na superzaległą recenzję, bo książkę ukończyłam chyba z miesiąc temu. "Girl in translation" autorstwa Jean Kwok to po części powieść autobiograficzna o tym jak to matka i córka przenoszą się z Hong Kongu do Stanów Zjednoczonych, a konkretnie do samego Nowego Jorku. Pomaga im siostra matki - zatrudnia ją w swojej szwalni, znajduje mieszkanie... Szybko jednak okazuje się, że ta pomoc jest rodzajem zemsty. Główna bohaterka, dziewczynka o imieniu Kimberley, musi po szkole pomagać mamie w szwalni, bo praca jest bardzo ciężka, a zarobki minimalne. Kim ma też dużo problemów w szkole, ale szybko zaczyna świetnie sobie radzić, dzięki swojemu talentowi, o którym wspomina już na pierwszej stronie - szybkiemu i efektywnemu przyswajaniu wiedzy. Na tym właściwie opiera się cała książka - jak to dziewczynka z Chin, zamieszkała w brooklińskiej dziurze, początkowo nie znająca prawie ani słowa po angielsku, osiąga wspaniałe wyniki w nauce, dzięki wytrwałości i wrodzonej błyskotliwości. Hmm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, nie jest to lektura Szczytów, ale całkiem przyjemnie się ją czytało do herbaty, do ciastka itd. Ale jak to bywa z literaturą łatwą, miałam problem z obranym przez autorkę (chociaż pewnie nieświadomie) dyskursem. Bo nic nie denerwuje bardziej jak ukazanie bohaterki i jej matki w szponach beznadziejnego kapitalizmu (uosobionego przez ciotkę Paulę, która jest właścielką szwalni, umieściła siotrę i siostrzenicę w ohydnym mieszkaniu, i oczekuje za to wdzięczności), które znoszą tę beznadzieję przez lata, bo "nie ma wyjścia." Ale morał oczywiście z tego m być taki: "Znoś te wszystkie okropieństwa, ucz się dużo, pracuj, to nic że nie masz nic do jedzenia i minus dziesięć w mieszkaniu, a wyjdziesz na ludzi. Może i kapitalizm / państwo źle cię traktuje, ale jak to wytrzymasz przez X lat, to może i tobie się poszczęści, tak jak innym." Obłędnie paskudny dyskurs!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam też problem z samym przyjazdem bohaterek do Stanów. W Hong Kongu matka była nauczycielką muzyki świetnie grającą na kilku instrumentach, a córka oczywiście najlepszą uczennicą. Ojciec, który był dyrektorem szkoły, gdzie uczyła matka, zmarł wiele lat wcześniej. Rozumiem ogólne, chociaż puste, stwierdzenie że Hong Kong to nie Nowy Jork, ale motywacja do przeprowadzki do USA jest kompletnie niejasna. W pewnym momencie matka mówi Kim, że "w Hong Kongu nie byłoby dla niej przyszłości". Cokolwiek to znaczy. Może nie mogłaby sobie tam kupić wypasionej hajzy i auta, ale myślę, że jako tak uzdolnione dziecko, a w przyszłości wykstzałcona dorosła, mogłaby prowadzić zupełnie satysfakcjonujące życie. W USA zresztą też teoretycznie nie mogłaby mieć przyszłości, gdyby nie wytrwałość i determinacja. Przecież nowe życie w którymś momencie mogłoby przerosnąć dziewczynkę, zaczęłaby chodzić na wagary, parać się podejrzanymi zajęciami, wejść w konflikt z prawem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc w kilku momentach logika wyborów i decyzji bohaterki i jej matki jest lekko wybrakowana, ale to jest jedna z tych cech charakterystycznych dla czytadeł (albo raczej-czytadeł): logika jest miejscami upchnięta w dziurę, po to, żeby fabuła mogła się swobodnie kręcić.&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-414813714754580724?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/414813714754580724/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=414813714754580724' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/414813714754580724'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/414813714754580724'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/11/girl-in-translation-jean-kwok.html' title='&quot;Girl in Translation&quot; Jean Kwok'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-uvcP2rsfv90/TsF2qb2BMwI/AAAAAAAAAr4/choOjbWqQAA/s72-c/girl-in-translation.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-1414340942117332919</id><published>2011-10-28T22:27:00.005+02:00</published><updated>2011-10-28T23:03:25.024+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje czytelnicze'/><title type='text'>O amerykańskim wydaniu "1Q84" i o innych radościach książkowego mola</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Pamiętam, że nie mogłam się latem tego roku nadziwić, że w Stanach jeszcze ani jeden z tomów &lt;i&gt;1Q84&lt;/i&gt; Murakamiego w angielskim tłumaczeniu nie ujrzał światła dziennego. Przecież wszystkie jego inne książki, w ślicznym wydaniu, można znaleźć w każdej księgarni? Więc chyba jest na Murakamiego w USA jakiś tam popyt? Tak to sobie rozmyślałam. Tymczasem jakieś pare tygodni temu serfuję po Amazonie, a tutaj BACH zapowiedź - 25 października wychodzi &lt;i&gt;1Q84&lt;/i&gt; - WSZYSTKIE CZĘŚCI W JEDNYM TOMIE! Tłumaczem jak zwykle jest Jay Rubin. Podrapałam się po głowie, pomyślałam ponownie nad Murakamim i jego mega-opusie, i powyszukiwałam wydania tej książki w innych krajach. Wszystkie te, które widziałam, szwedzkie, rosyjskie, chińskie, no i z tego co pamiętam także japońskie, były w trzech tomach.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-PO0tYEHMk7g/TqsWU2nnKHI/AAAAAAAAAjs/EyVdGFC2JuY/s1600/1Q84.gif"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 224px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-PO0tYEHMk7g/TqsWU2nnKHI/AAAAAAAAAjs/EyVdGFC2JuY/s320/1Q84.gif" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5668649103490754674" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Muszę przyznać jednak, pomimo tego, że być może zamysłem Murakamiego było wydanie tej powieści w trzech tomach, wstrzemięźliwe podejście amerykańskiego wydawnictwa (Knopf) bardzo mi zaimponowało. Bo nie ukrywam, że zawsze uważałam ten pomysł z trzema częściami za denerwujący (a może też i durny po prostu). A tu proszę - jeden elegancki tom - 944 strony. Poza tym całość w jednym tomie jest zwyczajnie &lt;b&gt;tańsza&lt;/b&gt;. Oryginalna cena to 30 dolarów (~90 złotych), a na Amazonie można dostać ją za $16. Ale to już taka specyfika Amazona. Wydanie jest zresztą w twardej oprawie, &lt;a href="http://www.amazon.com/gp/customer-media/product-gallery/0307593312/ref=cm_ciu_pdp_images_0?ie=UTF8&amp;index=0"&gt;prześliczne, z niezwykłą obwolutą&lt;/a&gt;. W Muzie natomiast wszystkie części kosztują ~130 złotych. Jak mamy jakiś upuścik w księgarni, to może być i odrobinę mniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedyne co jest lekko irytujące w tej całej sprawie, to to, że &lt;a href="http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/01/1q84-haruki-murakami.html"&gt;pierwszy tom &lt;i&gt;1Q84&lt;/i&gt; już czytałam&lt;/a&gt;. Ale to nic, i tak planuję obecnie zakupić amerykańskie wydanie i przeczytać tę pierwszą część jeszcze raz. Właściwie to muszę się pospieszyć z decyzją, bo Amazon w każdej chwili może zmienić zdanie co do 16 dolarów ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto, czerpię z radości jakie daje nabywanie darmowej (lub prawie darmowej) klasyki na Kindle'a, więc ściągnęłam sobie pełen dorobek Charlotte Brontë i zaczęłam czytać &lt;i&gt;Shirley&lt;/i&gt;, bo widzę, że wyszło polskie wydanie, a pani Katarzyna nie może zostać w tyle za innymi polskimi molami! Dziewiętnastowieczna angielszczyzna trochę czasami obciąża zwoje mózgowe, ale to kwestia przyzwyczajenia. Czekam też na polskie recenzje tej powieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w ogóle to ostatnio kupiłam sobie nowego i nagrodzonego (Man Booker Prize) Juliana Barnesa - "The Sense of an Ending" (też zresztą wydana przez Knopf). Zamierzam przeczytać zaraz po skończeniu jednej z kilku rzeczy, które czytam obecnie, bo jestem &lt;b&gt;ogromnie&lt;/b&gt; ciekawa. Mam jakieś niesamowicie dobre przeczucia, co do tej książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-3nkB48aL3I4/TqsWMk5nlpI/AAAAAAAAAjg/JFBaQXXzB5k/s1600/barnessense.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-3nkB48aL3I4/TqsWMk5nlpI/AAAAAAAAAjg/JFBaQXXzB5k/s320/barnessense.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5668648961295488658" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-1414340942117332919?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/1414340942117332919/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=1414340942117332919' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/1414340942117332919'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/1414340942117332919'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/10/o-amerykanskim-wydaniu-1q84-i-o-innych.html' title='O amerykańskim wydaniu &quot;1Q84&quot; i o innych radościach książkowego mola'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-PO0tYEHMk7g/TqsWU2nnKHI/AAAAAAAAAjs/EyVdGFC2JuY/s72-c/1Q84.gif' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-5270287488626039939</id><published>2011-10-27T22:22:00.004+02:00</published><updated>2011-10-27T22:30:25.549+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chiny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Anchee Min'/><title type='text'>"Katherine" Anchee Min</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-QrYtkegPId4/Tqm_JrMFoVI/AAAAAAAAAjU/XkZV2pkyXB0/s1600/katherine.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 315px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-QrYtkegPId4/Tqm_JrMFoVI/AAAAAAAAAjU/XkZV2pkyXB0/s320/katherine.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5668271778955632978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Kiedy przeczytałam krótki opis tej książki, jak zwykle przyznając później, że nie powinnam była tego robić, to wydawało mi się, że będzie to jakaś lekka lekturka o tym, jak to Amerykanka przyjeżdża do Chin, uczy angielskiego, no i jej uczniowie otwierają się na Zachód, a ona od nich też się czegoś tam uczy. Takie pitu-pitu. Okazało się jednak, że nie jest tak leciutko i zwiewnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, książkę czyta się szybko, ciężko mi było się od niej oderwać. Jednak sama opowieść stawała się miejscami dość mroczna badając, aczkolwiek dość powierzchownie, ciemne miejsca międzyludzkich związków. Znaleźć tu można też pewną dawkę duchowego erotyzmu, zmysłowego przywiąznia i zemsty. I pomimo tak pompatyczno-dramatycznego opisu, nie jest to też jakiś romans. Dzięki bogu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akcja &lt;i&gt;Katherine&lt;/i&gt; jest osadzaona w Szanghaju, w pierwszej połowie lat 80-tych. Główna bohaterka i narratorka powieści, Zebra, powoli i boleśnie wybudza się z bezuczuciowego trwania, do którego przyzwyczaił ją komunistyczny reżim oraz 29 lat podejrzliwości i braku zaufania wobec innych. Wybudza się dzięki Katherine – Amerykance, która przyjeżdża do Chin, aby pracować nad swoim doktoratem o chińskiej kobiecie (Chociaż, jak na doktorantkę, trzeba przyznać, że jej wiedza o Chinach zdaje się czasem bliska zeru). Pomiędzy nimi staje jednak Lwia Głowa, młody mężczyzna o ogromnych ambicjach, oraz zakochana w nim do msachostycznych niemożliwości Jaśmina. No i nie zapomnijmy o wszechobecnej inwigilacji Partii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo dość wartko toczącej się akcji i różnych smaczków, wciąż dużo miejsca zajmuje próba rozszyfrowania i wytłumaczenia charakteru Chińczyków, jako wytwóru wielu dekad komunistycznych rządów, maoizmu i rewolucji kulturalnej. Nie jest to wybitne dzieło, ale jeśli ktoś planuje, tak jak ja, w przyszłości zgłębiać historię Chin i jej literaturę, powinien zacząć od prostych literackich utworów eksploatujących podobne tematy. &lt;i&gt;Katherine&lt;/i&gt; świetnie spełnia się w tej roli.&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-5270287488626039939?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/5270287488626039939/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=5270287488626039939' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5270287488626039939'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5270287488626039939'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/10/katherine-anchee-min.html' title='&quot;Katherine&quot; Anchee Min'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-QrYtkegPId4/Tqm_JrMFoVI/AAAAAAAAAjU/XkZV2pkyXB0/s72-c/katherine.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-8819688818800915119</id><published>2011-10-24T22:10:00.003+02:00</published><updated>2011-10-26T22:18:54.884+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Patti Smith'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Just Kids" Patti Smith</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-5R7BHI6AkQg/TqXGgUExWHI/AAAAAAAAAi8/uLiAZVUuPoM/s1600/justkids.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 199px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-5R7BHI6AkQg/TqXGgUExWHI/AAAAAAAAAi8/uLiAZVUuPoM/s320/justkids.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667153964562471026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Zazwyczaj w literackiej fikcji nie dziwi, kiedy dany bohater znajduje się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i spotyka odpowiednie postacie. W końcu tak się konstruuje powieść – niesamowite zrządzenia losu. Wspomnienia Patti Smith nie są jednak fikcją, a jednak opierają się na identycznej konstrukcji – wielbiąca poezję i sztukę dziewczyna wyjeżdża do Nowego Jorku (odpowiednie miejsce), pod koniec burzliwych lat 60-tych (odpowiedni czas) i poznaje młodziutkiego artystę – Roberta Mapplethorpe'a (odpowiednia postać).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W &lt;i&gt;Just Kids&lt;/i&gt; Patti Smith wspomina swój związek z Robertem i ich (czasem bardziej, czasem mniej) wspólne życie do momentu wydania przez nią pierwszej płyty „Horses” (1975). Nowy Jork lat 60-tych i 70-tych jest niezwykle barwnym tłem dla całej historii. Smith spotyka przez te opisane szczegółowo 7-8 lat wiele niesamowitych, ikonicznych już postaci, tak, że czasem czytelnik ma wrażenie, że wędruje ze Smith w charakterze Wergiliusza, niczym Dante, po jakimś artystycznym niebie – jest tutaj Janis Joplin, Jimi Hendrix, Andy Warhol, Allen Ginsberg, Gregory Corso...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba pamiętać, że wówczas Patti Smith była kompletnie nieznaną osobą. Do Nowego Jorku dotarła bez żadnego konkretnego planu i praktycznie bez pieniędzy, wiedziała po prostu, że już nie może dłużej pracować w fabryce w swoich rodzinnych stronach, że może to kiedyś zabić jej duszę (Co zresztą jest odzwierciedlone w tekście jednej z pierwszych jej piosenek – &lt;a href="http://www.oceanstar.com/patti/lyrics/pissfact.htm"&gt;Piss Factory&lt;/a&gt;). Przez miesiąc była bezdomna, nawet mając już pracę (której znalezienie trwało bardzo długo), jako sprzedawczyni w sklepie z egzotyczną biżuterią. Pewnego dnia młody, nieśmiały chłopak kupuje u niej bransoletkę, która jej zawsze też bardzo się podobała.I w tak oto niepozorny sposób zaczyna się ich historia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie jest jednak bajka o dwójce kreatywnych ludzi, którzy mieszkają w cudownym Nowym Jorku. Tak naprawdę podczas czytania byłam lekko przybita, bo warunki w jakich ta dwójka żyła, i uparcie tworzyła, przez wiele lat pozostawiały wiele do życzenia. Wynajmowali obskurne mieszkania w niewesołych dzielnicach, często brakowało im pieniędzy na jedzenie - musieli wybierać między kupieniem farb, a kupieniem kanapek. Czasem zresztą Patti podkradała te pierwsze, co szczerze wyznaje. Piękna jest determinacja z jaką oboje starają się otaczać niezwykłymi przedmiotami, pozostać zainspirowanymi, pomimo okropnie szarego, kamiennego otoczenia i codzienności, gdzie nawet wspomniane gwiazdy i ikony wydają się zdesperowane i zszarzałe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Just Kids&lt;/i&gt; mówi też o gorzkiej prawdzie – aby czegoś dokonać nie wystarczy mieć w głowie paru „fajowych” pomysłów i rozmyślać „jakby to było gdyby”. Trzeba być zmotywowanym aż do kości, a inspiracja ma być jak częste klapsy wzmagające krążenie. I ciężko pracować trza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że wkrótce już ukaże się polskie tłumaczenie!&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-8819688818800915119?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/8819688818800915119/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=8819688818800915119' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/8819688818800915119'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/8819688818800915119'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/10/just-kids-patti-smith.html' title='&quot;Just Kids&quot; Patti Smith'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-5R7BHI6AkQg/TqXGgUExWHI/AAAAAAAAAi8/uLiAZVUuPoM/s72-c/justkids.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-5721708111748189269</id><published>2011-10-21T19:42:00.005+02:00</published><updated>2011-10-21T19:52:40.963+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos'/><title type='text'>Stosy orientalne</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Nareszcie prezentuję stosy nowych zdobyczy. Naturalnie od czasu &lt;a href="http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/04/stosy-niewybaczalne.html"&gt;kiedy ostatnio prezentowałam podobny wpis&lt;/a&gt; zdążyłam kupić prawdopodobnie około setki książek, ale nigdy nie miałam czasu zrobić wpisu na ten temat, a teraz prezentuję tylko te zakupione w ciągu ostatniego miesiąca. I postaram się już być bardziej aktualna, bo uwielbiam prezentować stosiki, jak również oglądać je u innych :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obecnie wśród moich zakupów dominuje literatura pisarzy chińsko-amerykańskich i chińsko-francuskich. Pierwszy stos składa się wyłącznie z takich tytułów. W następnym miesiącu prawdopodobnie skupię się na zdobywaniu literatury „czysto” chińskiej. Drugi stos ma natomiast co nieco Bliskiego Wschodu, trochę Ameryki Łacińskiej, i trochę wszystkiego innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książki są po angielsku, oprócz jednej, która jest po hiszpańsku. Jeżeli istnieje polskie wydanie (wg Biblionetki) podaję tytuł polski w nawiasie, chyba że jest identyczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-76CnBGnfY3c/TqGwssFlmvI/AAAAAAAAAik/kunjDYEc2FM/s1600/stos01.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-76CnBGnfY3c/TqGwssFlmvI/AAAAAAAAAik/kunjDYEc2FM/s320/stos01.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5666004088004123378" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Stos 1, od góry:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Katherine&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Anchee Min&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;China Men&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Maxine Hong Kingston&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Balzac and the Little Chinese Seamstress&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;Balzac i chińska krawcówna&lt;/i&gt;) &lt;b&gt;Dai Sijie&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Empress&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;Cesarzowa&lt;/i&gt;) &lt;b&gt;Shan sa&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Girl in Translation&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Jean Kwok&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Revolution is not a Dinner Party&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Ying Chang Compestine&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Women of the Silk&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Gail Tsukiyama&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;The Good Earth&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;Łaskawa ziemia&lt;/i&gt;) &lt;b&gt;Pearl S. Buck&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Empress Orchid&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;Cesarzowa Orchidea&lt;/i&gt;) &lt;b&gt;Anchee Min&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Spring Moon&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Betty Bao Lord&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-y4QvyrGCads/TqGw2uxzXHI/AAAAAAAAAiw/1rZfwdFB22s/s1600/stos02.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-y4QvyrGCads/TqGw2uxzXHI/AAAAAAAAAiw/1rZfwdFB22s/s320/stos02.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5666004260525137010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Stos 2, od góry:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;The Flounder&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;Turbot&lt;/i&gt;) &lt;b&gt;Gunter Grass&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;All the King's Men&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;Gubernator&lt;/i&gt;) &lt;b&gt;Robert Penn Warren&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Magister Ludi: The Glass Bead Game&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;Gra szklanych paciorków&lt;/i&gt;) &lt;b&gt;Hermann Hesse&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;The Black Book&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;Czarna księga&lt;/i&gt;) &lt;b&gt;Orhan Pamuk&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Five Decades: Poems 1925-1970&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Pablo Neruda&lt;/b&gt; - cudowna rzecz, dwujęzyczne wydanie.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;How the Garcia Girls Lost Their Accents&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Julia Alvarez&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Flying Leap&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Judy Budnitz&lt;/b&gt; - w Polsce wydano zbiór opowiadań „Ładne duże amerykańskie dziecko”, ale tego nie.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Cuentos folklóricos latinoamericanos&lt;/i&gt; - ludowe podania latynoamerykańskie po hiszpańsku.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;The Bastard of Istanbul&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;Bękart ze Stambułu&lt;/i&gt;) &lt;b&gt;Elif Şafak&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Post Gibran. Anthology of New Arab American Writing&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Grape Leaves: A Century of Arab-American Poetry&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Guns, Germs and Steel: The Fates of Human Societies&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;Strzelby, zarazki, maszyny: Losy ludzkich społeczeństw&lt;/i&gt;) &lt;b&gt;Jared Diamond&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic tak bardziej nie ożywia, jak świeże stosy. Pora robić herbatę i zabierać się do czytania!&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-5721708111748189269?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/5721708111748189269/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=5721708111748189269' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5721708111748189269'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5721708111748189269'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/10/stosy-orientalne.html' title='Stosy orientalne'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-76CnBGnfY3c/TqGwssFlmvI/AAAAAAAAAik/kunjDYEc2FM/s72-c/stos01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-7186110691733947587</id><published>2011-10-19T22:06:00.006+02:00</published><updated>2011-10-26T22:20:06.393+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyzwanie - klasyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Edith Wharton'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Wiek niewinności" Edith Wharton</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-I6gURt1eDAQ/Tp8uqiMOWuI/AAAAAAAAAgM/_HEjFNQVs5c/s1600/theageofinnocence.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 197px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-I6gURt1eDAQ/Tp8uqiMOWuI/AAAAAAAAAgM/_HEjFNQVs5c/s320/theageofinnocence.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5665298164522834658" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;i&gt;Wiek niewinności&lt;/i&gt; to kolejna ważna pozycja w literaturze amerykańskiej. Ukazała się w roku 1920, ale akcja osadzona jest w latach 70-tych XIX wieku. Główny bohater, Newland Archer, ma się ożenić z uwielbianą przez chłodną nowojorską socjetę May Welland. Na horyzoncie, i ku niezadowoleniu tejże socjety, pojawia się tajemnicza hrabina Ellen Olenska, w której Archer się zakochuje. Pomimo ślubu z May, związek Ellen i Newlanda rozwija się, chociaż niezbyt nahalnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo trzeba przyznać, że nie jest to typowy romans. Połączenie między tymi dwoma bohaterami jest bardziej emocjonalne, niż fizyczne. Zresztą nie ma o typowym romansie mowy wśród wyższej nowojorskiej klasy, która nie znosi skandalu i „rzeczy nieprzyjemnych”; klasy, która obserwuje, dostrzega i ocenia. Tym zresztą dla mnie jest tytułowa niewinność – udawaniem, że nic oprócz niewinności nie istnieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sam główny bohater nie jest postacią zbyt fascynującą. O wiele ciekawsze są postacie kobiece: Ellen Olenskiej i May Welland. Ta pierwsza przybywa z Europy po seperacji z mężem, polskim hrabią zresztą, który uosabia wszelakie zło. Z książki nie dowiadujemy się o jego zachowaniu, możemy tylko się domyślać, że prawdopodobnie znęcał się nad żoną i miał wiele kochanek. Pomimo powrotu Ellen do Nowego Jorku, do „swoich” jest tam traktowana chłodno, gdyż odważyła się porzucić męża. Tajemniczość i nieprzeciętność Ellen przyciągają Newlanda znudzonego kamienną etykietą swojej klasy. Wydaje mi się, że jest ona dla niego pewnym symbolem, ucieczką, innym światem. Jest tą trawą, która wydaje się bardziej zielona po drugiej stronie płotu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;May natomiast jest typową reprezentantką nowojorskiej pani domu. Łagodna i praktyczna, niespecjalnie interesuje się ambitną literaturą, którą zaczytuje się jej mąż. Wie o charakterze jego znajomości z Ellen, ale daje o tym znać jedynie subtelnie. Subtelność z jaką przekazują sobie uczucia bohaterowie tej powieści jest chyba jej największym atutem... No ale co z tą May? Niby służy jako typowa nudna reprezentantka tego, czego Newland już nie chce. Ale czy na pewno? Jej walka z Olenską (która jest jej kuzynką, i którą zresztą w jakiś tam sposób kocha) jest cichym upomnieniem się o swoje prawa. Jest w niej też trochę nieoczekiwanej przebiegłości. Bardzo ciekawa postać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie była to lektura szczególnie spalająca mnie w ogniu kompulsywnego przewracania stron, ale na pewno obrazuje ciekawie część społeczeństwa amerykańskiego, jakie było wtedy i jakie, prawie 150 lat później, jest obecnie. Styl Wharton zazwyczaj celnie i w wyważony sposób obrazuje dane sceny, jednak czasem bywa trochę rozwlekły. Polecam wszystkim zainteresowanym literaturą klasyczną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Autorka, wielka fanka angielskiego malarza Joshuy Reynoldsa, nazwała tę powieść tak samo, jak nazywa się jedno z jego dzieł:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-BRpyJ0HRwpE/Tp8u3fGdVgI/AAAAAAAAAgY/hX8td3yA9Oc/s1600/N00307_9.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 258px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-BRpyJ0HRwpE/Tp8u3fGdVgI/AAAAAAAAAgY/hX8td3yA9Oc/s320/N00307_9.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5665298387031643650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-7186110691733947587?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/7186110691733947587/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=7186110691733947587' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7186110691733947587'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7186110691733947587'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/10/wiek-niewinnosci-edith-wharton.html' title='&quot;Wiek niewinności&quot; Edith Wharton'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-I6gURt1eDAQ/Tp8uqiMOWuI/AAAAAAAAAgM/_HEjFNQVs5c/s72-c/theageofinnocence.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-7410797079189882885</id><published>2011-10-14T19:51:00.008+02:00</published><updated>2011-10-26T22:22:31.297+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chiny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Xiaolu Guo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura chińska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"20 odsłon zachłannej młodości" Xiaolu Guo</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-by2V0_YJIMw/Tph3gMxrk5I/AAAAAAAAAgA/QfsYFP5gzlM/s1600/20-Odslon-zachlannej-mlodosci.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 195px; height: 280px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-by2V0_YJIMw/Tph3gMxrk5I/AAAAAAAAAgA/QfsYFP5gzlM/s320/20-Odslon-zachlannej-mlodosci.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5663407926487520146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;W przerwach między &lt;i&gt;Wiekiem niewinności&lt;/i&gt; zdarzyło mi się przeczytać niewielką książkę autorstwa chińskiej pisarki Xiaolu Guo, która nie tylko trudni się pisarstwem zresztą, ale i kręceniem filmów. Swojego czasu inna jej powieść była stosunkowo dobrze znana przez polskich czytelników - &lt;i&gt;Mały słownik chińsko-angielski dla kochanków&lt;/i&gt;. Ku mojemu zdziwieniu, odkryłam właśnie przed chwilą, że przeczytany przeze mnie utwór też ukazał się na polskim rynku, i to rok temu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;20 odsłon zachłannej młodości&lt;/i&gt; to 20 momentów z życia dwudziestoparoletniej Fenfang. Dziewczyna postanawia porzucić swoją, pogrążoną w makabrycznej stagnacji, wioskę, i wyrusza do Pekinu. Tam po paru latach różnych, niezbyt ciekawych, zajęć, udaje jej się zostać statystką, a następnie początkującą scenarzystką. Nie jest to jednak historia w stylu „od pucybuta do milionera”. Fenfang, mimo iż dorosła, jest jak zagubione dziecko. Zdaje sobie sprawę, że niczego nie osiągnęła, chociaż kombinacja: wielkie miasto + jej młody wiek stanowiły same w sobie ogromną obietnicę (skąd ja to znam...). W ogromnym Pekinie prowadzi niemalże koczownicze życie, często zmieniając mieszkania (albo uciekając przed byłym chłopakiem, który miał w zwyczaju ją nachodzić i niszczyć wszystkie jej rzeczy; albo z powodu niezapłaconego czynszu), i jedząc zazwyczaj tylko nudle, popijając je kawą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo podoba mi się styl prowadzenia opowiadania: potoczny, ale i bardzo stoicki. Fenfang stoicko opisuje destrukcyjne działania byłego chłopaka, aresztowanie przez policję ludową, powrót do rodzinnej wioski po siedmiu latach. Chociaż jeśli o to ostatnie chodzi, jest to najbardziej emocjonalny moment, więc chyba jednak z tego stoicyzu się wyłamuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Współczesne, komunistyczne Chiny i Pekin. Realia tak różne od tych, które ja znam. A jednak byłam w stanie się świetnie zidentyfikować z bohaterką. Wygląda na to, że bolączki wchodzenia w dorosłość (bądź też po prostu nie radzenie sobie z nią) są uniwersalne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem jakie jest polskie tłumaczenie, ja czytałam &lt;i&gt;20 odsłon&lt;/i&gt; po angielsku, czyli w zasadzie oryginał. „W zasadzie”, bo autorka razem z tłumaczką ponownie napisała tę powieść, która w Chinach ukazała się pod tytułem &lt;i&gt;Fenfang i jej 37,2&lt;/i&gt; (To jak nasze 36,6 ;)). Ponownie napisała, czyli wiele rzeczy zmieniła, jak zresztą wyjaśnia w posłowiu. Mam nadzieję, że w polskim tłumaczeniu udało się zachować wspomniany przeze mnie styl. Ale raczej nie powinno być z tym problemu, zwłaszcza że z tytułem świetnie sobie ten tłumacz poradził (A wiadomo, tytuły najgorsze ;)).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A już niedługo STOSY, STOSY!&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-7410797079189882885?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/7410797079189882885/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=7410797079189882885' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7410797079189882885'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7410797079189882885'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/10/20-odson-zachannej-modosci-xiaolu-guo.html' title='&quot;20 odsłon zachłannej młodości&quot; Xiaolu Guo'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-by2V0_YJIMw/Tph3gMxrk5I/AAAAAAAAAgA/QfsYFP5gzlM/s72-c/20-Odslon-zachlannej-mlodosci.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-3424998592842021786</id><published>2011-10-07T20:53:00.004+02:00</published><updated>2011-10-07T21:15:19.848+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='organizacyjne i życiowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje czytelnicze'/><title type='text'>O sztuce pisania powieści i o nagrodach literackich refleksji kilka...</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Ostatnio zdarzyło mi się przeczytać &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;jedną z tych książek wydaj-sobie-sam&lt;/span&gt;, aby przekonać się jakiej jakości mogą być utwory spod znaku self-publishing. Jej tytuł, ani autor/ka, nie są ważne, bo nie chodzi o to, żeby się pastwić i wyżywać, a podzielić pewną refleksją, która mnie naszła, gdy czytałam tę książkę. Nazwijmy ją więc Książką X.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznijmy od tego, że autorowi/autorce należą się brawa za ukończenie powieści. Ja sama zaczynałam ich tryliony, ale nigdy nie udało mi się z czymkolwiek wyjść poza 5 pierwszych stron. Aby ukończyć książkę potrzeba nie lada determinacji i dobrze, że autor/ka ją posiada, jeśli chce kontynuować pisanie. Ale skupmy się na samej książce: Historia była przewidywalna, bohaterowie jak z papieru, dialogi sztywne. Trudno, taki jest w końcu charakter wielu wydawnictw dostępnych na rynku, niektóre z nich stają się nawet bestselleremi. Co jednak razi najbardziej, i czego w utworach na księgarnianych półkach nie znajdziemy, to koślawe, ciężkie, niejednokrotnie zwyczajnie śmieszne, zdania.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Napisać powieść! To jeszcze jest do zrobienia. Ale napisać przekonujące, poprawne, lekkie zdania, z których powieść się składa – to już dość śliski, zdradliwy grunt.&lt;/span&gt; Tego właśnie nauczyłam się z tej książki – że pisać powieść trzeba tak, aby... czytelnik nie dostrzegał zdań! Czytając Książkę X często nie można było się skupić na tym, co się działo, bo co chwila wzrok i mózg czepiał się zdań, w których było coś nie tak – a to przecinek nie w tym miejscu gdzie trzeba, a to związek frazeologiczny źle zastosowany, a to niepotrzebne powtarzanie danego przyimka, albo kompletne niezgranie przymiotnika z czasownikiem (stylistycznie, a czasem i gramatycznie). A potem pomyślałam o tych wszystkich pisarzach... Nie tylko o Tołstojach i Flaubertach, ale i o tych bardziej współczesnych: uznanych i niepowtarzalnych, eksperymentalnych i nieszablonowych, jak i o autorach zwykłych czytadeł spod znaku harlequinów i chick-lit. Niektórzy nas nudzą, niektórych uwielbiamy, niektórzy rozczarowują, inni zaskakują. Wszyscy oni jednak pracują nad każdym zdaniem jak dzikie woły, nad każdą kropką, przymiotnikiem, porównaniem, tylko po to, żebyśmy my, czytelnicy, mogli lekko płynąć na tych zdaniach i podążać za akcją i klimatem opowieści, jej emocjami. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Dopiero czytając źle skonstruowane zdania Książki X, zdałam sobie sprawę jak boleśnie trudnym zadaniem jest pisanie, sama czynność układania zdań, przekształcanie tego co w głowie na bezlitośnie obwarowany regułami i niuansami system języka.&lt;/span&gt; Rzemieślnictwo. Jednak oprócz ciężkiej pracy, autor powinien posiadać pewnego rodzaju intuicję językową, którą, w przeciwieństwie do tajemniczych talentów danych od boga, można w sobie wyrobić. Czego autorowi/autorce z całego serca życzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niby żadnej Ameryki nie odkryłam, a jednak! W każdym razie, pomimo śmieszności, Książka X była warta tych symbolicznych paru złotych, skoro, paradoksalnie, dała mi pokochać literaturę i pisarstwo jeszcze mocniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz a propos nagród książkowych:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Piórpopusz”&lt;/span&gt; Mariana Pilota wygrał Nike, i bardzo dobrze, bo opis właśnie tej książki najbardziej mnie zaintrygował. Niestety żadnej z nich nie czytałam, czego się okrutnie wstydzę. Być może, gdybym przeczytała je wszystkie, miałabym kompletnie inne zdanie na temat werdyktu jury. Wydawnictwo Literackie w niedawnym newsletterze obiecało, że „Piórpousz” pojawi się także w formie elektronicznej, i trzymam ich za słowo, bo obecnie przebywam na obczyźnie i nie mogę sobie kupić papierowej wersji :(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A nagroda Nobla? Cóż, pomimo mojej miłości do poezji, skłamałabym, gdybym powiedziała, że kiedykolwiek słyszałam o Tomasie Tranströmerze. Teraz chętnie bym jakiś jego tomik przeczytała, ale widzę, że z Amazona to, co jeszcze było, natychmiast się zmiotło. A o polskich przekładach to chyba w ogóle nie ma mowy. Na szczęście na Google Books jest dostępny tomik &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„The Great Enigma”&lt;/span&gt;, dostępny niemalże w całości. A więc teraz zamierzam go zgłębić, o!&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-3424998592842021786?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/3424998592842021786/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=3424998592842021786' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3424998592842021786'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3424998592842021786'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/10/o-sztuce-pisania-powiesci-i-o-nagrodach.html' title='O sztuce pisania powieści i o nagrodach literackich refleksji kilka...'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-1385204494461809641</id><published>2011-10-04T00:55:00.009+02:00</published><updated>2011-10-26T22:22:14.515+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chiny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LIsa See'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Kwiat śniegu i sekretny wachlarz" Lisa See</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-J3mbyRX47ls/Too-DGkztZI/AAAAAAAAAVw/QWTVGIcj6Z0/s1600/Snow_Flower_and_the_Secret_Fan_A_Novel.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 207px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-J3mbyRX47ls/Too-DGkztZI/AAAAAAAAAVw/QWTVGIcj6Z0/s320/Snow_Flower_and_the_Secret_Fan_A_Novel.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5659404104769975698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;„Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz” zaczęłam czytać zupełnie przypadkowo, i jak to bywa w tego typu przypadkach, książka ta okazała się, w pewnym sensie, odkryciem. „W pewnym sensie”, ponieważ wciąż zbyt wiele jej brakuje, żeby w jakiś emocjonalnym sensie, o intelektualnym nie wspominając, mną wstrząsnęła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kwiat Śniegu” to powieść osadzona w XIX-wiecznych Chinach, będąca przedstawieniem losów dwóch kobiet, z których jedna jest narratorką. Lily, bo tak jej na imię, jako siedmioletnia dziewczynka podpisuje kontrakt z inną dziewczynką w jej wieku – Kwiatem Śniegu, kontrakt o przyjaźni mającej trwać całe ich życie. Taka przyjaźń, zwana &lt;i&gt;laotong&lt;/i&gt;, może być tylko pomiędzy dziewczynkami, które wykazują podobieństwo w najważniejszych kwestiach. W przypadku bohaterek są nimi np. fakt, iż obie urodziły się w roku konia, mają identyczną liczbę rodzeństwa, oraz... równie malutkie stopy. Niestety, różnią się statusem społecznym, co zaważy na przyszłości ich związku, chociaż w dość nieoczekiwany sposób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Główna bohaterka-narratorka jest raczej denerwująca w relacjach z Kwiatem Śniegu, chociaż wdzięcznie snuje nam ona całą historię. Jej przyjaciółka wydaje się znacznie bardziej skomplikowaną postacią, w której odnajdujemy jakiś cichy opór, nieuskrzydlonego ptaka, pasję, która znajduje ujście jedynie w kontaktach z Lily, ale także w łóżkowych zabawach z mężem. Relacja dwóch dziewczynek, a potem kobiet, jest najważniejsza dla całej powieści, jednak nie jest ona zbyt szczegółowo zgłębiona, podobnie jak psychika bohaterek. Z jednej strony to źle, ale z drugiej, takie rozwiązanie pozostawiam więcej pytań i niedopowiedzeń dla czytelnika, jego wyobraźni i doświadczeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najciekawszym elementem tej książki jest zdecydowanie zanurzenie jej w kulturze Chin XIX wieku, i to jest właśnie to moje „odkrycie”. Wcześniej miałam do czynienia jedynie z twórczością Amy Tan, gdzie rzeczywistość amerykańska przeplata się z chińską, ale najwyraźniej to jeszcze nie było to. Nie wiem na ile realia opisane przez Lisę See są prawdziwe dla kultury chińskiej sprzed 150 lat, ale nawet jeśli w wielu tych niuansach jest chociażby i ziarnko prawdy, warto o nich czytać, poznawać je, próbować zrozumieć, jak żyli tamci ludzie, jakie były ich problemy, i jak odległe były one od problemów europejczyków. Dość szczegółowy opis krępowania stóp jest naprawdę przerażający ale obnażył on moją prawie zupełną jak dotąd ignorancję w tym temacie. Bardzo ciekawe są opisy przedślubnych, wieloletnich obrzędów, kiedy to dziewczynki przygotowują swój posag, ale nie znają nawet twarzy swojego przyszłego męża. Albo obrzędy pogrzebowe, gdzie najbliższa rodzina zobowiązuje się przemierzyć drogę z domu na miejsce pochówku na kolanach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zapomnijmy również o skandalicznym traktowaniu kobiet, która była mniej warta od krowy, czy konia, chyba że udało jej się "zabezpieczyć swoją pozycję" w domu rodząc wielu synów. Narodziny córki były bowiem najgorszym nieszczęściem. Córka była dodatkową gębą do wykarmienia, którą i tak trzeba było oddać kiedyś innej rodzinie. W tak podłych warunkach kobiety zdołały stworzyć jednak własne pismo – nüshu, którym mogły się posługiwać pisząc do siebie listy. Tak jak robią to bohaterki tej powieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawa, wartka lektura. Nie zmieniła może mojego wszechświata, ale sprawiła, że zainteresowałam się podobnymi lekturami, które zamierzam niedługo zamówić. (Bardzo pomocna okazała się lista &lt;a href="http://www.goodreads.com/list/show/2418.Great_Chinese_Historical_Fiction"&gt;Great Chinese Historical Fiction&lt;/a&gt; na goodreads.com). A może ktoś z Was mógłby mi coś podobnego również polecić?&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-1385204494461809641?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/1385204494461809641/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=1385204494461809641' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/1385204494461809641'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/1385204494461809641'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/10/kwiat-sniegu-i-sekretny-wachlarz-lisa.html' title='&quot;Kwiat śniegu i sekretny wachlarz&quot; Lisa See'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-J3mbyRX47ls/Too-DGkztZI/AAAAAAAAAVw/QWTVGIcj6Z0/s72-c/Snow_Flower_and_the_Secret_Fan_A_Novel.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-2995086892773649926</id><published>2011-09-29T22:01:00.005+02:00</published><updated>2011-10-26T22:22:44.382+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chris Bachelder'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Abbott Awaits" Chris Bachelder</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-nLV30IQ98lo/ToTOxV_JzsI/AAAAAAAAAVo/jiQefwp17IE/s1600/abbott.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 208px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-nLV30IQ98lo/ToTOxV_JzsI/AAAAAAAAAVo/jiQefwp17IE/s320/abbott.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5657874378995125954" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;W tym samym czasie, kiedy czytałam „Szkarłatne godło odwagi”, przemęczona trochę jej powagą, sięgałam po „Abbott Awaits”, wcześniej kompletnie nieznanego mi pisarza*, Chrisa Bacheldera. Krótka książeczka jest opisem życia wewnętrznego niejakiego nauczyciela akademickiego - Abbotta. Podzielona jest na trzy letnie miesiące – czerwiec, lipiec i sierpień, a każda z części to bardzo krótkie rozdziały – od pół do dwóch stron. Abbott spotyka niewielu ludzi poza swoją ciężarną żoną i dwuletnią córeczką. W ogóle niewiele się dzieje, jeśli wziąć pod uwagę warstwę fabularną. Rozdziały opisują zwykłe zdarzenia: spacer z córką, malowanie pokoju, wyprawę do sklepu zoologicznego. Jednak każda z tych czynności wywołuję w głównym bohaterze „reakcję” - przefilozofowanie otrzymanej od rzeczywistości treści. Jak np. w rozdziale, gdzie drzemka córki Abbotta trwa podejrzanie długo, a ten zamiast pójść do jej pokoju, wyobraża sobie, że być może ona nie żyje i zamęcza się myślami o tym jak bardzo by go to bolało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W książce jest dużo humoru, ale powtarzając za Gogolem: Im dłużej przypatrujemy się śmiesznej historii, tym smutniejsza się ona staje. Każdy rozdział ukrywa w sobie coś z wyrzutu wobec świata i rzeczywistości. Podkreślenie bezsensu codziennych czynności, ich brzydoty, nawet żartobliwe, z jednej strony stwarza wrażenie niewdzięczności, narzekactwa. Ale z drugiej strony rodzi też zrozumienie, bo codzienność każdego z nas, bardzo często, jest właśnie brzydka, bezsensowna, pusta. I jakkolwiek próbujemy zmuszać się do zachwytu nad chmurami za oknem, zapachem kwiatów, słodyczą zakupionych jabłek, żeby wycisnąć choć trochę niezwykłości i niepowtarzalności; do jakiegokolwiek bezdomnego, biednego, pechowego nieszczęśnika się porównujemy, żeby udowodnić sobie jak wiele mamy – zapchana ubikacja, niezapłacony rachunek, kłótnia z partnerem, a nawet wielogodzinna, polegająca na tych samych czynnościach, zabawa z dzieckiem, zawsze jakoś sprowadzą nas „na ziemię”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każde żmudne i znojne wydarzenie dnia może jednak kryć w sobie jakiś nieznany skarb. Po prostu nie ma sensu udawać, że droga do tego skarbu była wspaniała i cudowna. O tym jest ta książka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chris Bachelder jest w Polsce absoltnie nieznany i niewydany**. Cóż, nie on pierwszy i nie ostatni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;br /&gt;*dowiedziałam się o nim z recenzji w „The Nation”.&lt;br /&gt;*oprócz „listu” w zbiorowym wydawnictwie pt. „42 listy miłosne”.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-2995086892773649926?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/2995086892773649926/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=2995086892773649926' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2995086892773649926'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2995086892773649926'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/09/abbott-awaits-chris-bachelder.html' title='&quot;Abbott Awaits&quot; Chris Bachelder'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-nLV30IQ98lo/ToTOxV_JzsI/AAAAAAAAAVo/jiQefwp17IE/s72-c/abbott.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-6883349091208509843</id><published>2011-09-26T22:23:00.003+02:00</published><updated>2011-10-26T22:23:28.432+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyzwanie - klasyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stephen Crane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Szkarłatne godło odwagi" ("The Red Badge of Courage") Stephen Crane</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-WBNwyk_MsrA/ToDfsNFulXI/AAAAAAAAAVQ/iBOeLVFO1Dk/s1600/redbadge.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 209px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-WBNwyk_MsrA/ToDfsNFulXI/AAAAAAAAAVQ/iBOeLVFO1Dk/s320/redbadge.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5656767082498266482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Wydana w 1895 „The Red Badge of Courage” jest ponoć jedną z najważniejszych powieści w literaturze amerykańskiej i ja jak zwykle przeczytałam to dzieło dopiero teraz będąc już znękaną, znerwicowaną babą po studiach (anglistycznych). Ale może to i właśnie lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka jest dość krótka, w obojętnie jakich wydaniach rzadko kiedy ma więcej niż 200 stron. Przez te strony nie jest jednak tak łatwo przebrnąć. No ale zacznijmy od początku: Stephen Crane – pisarz, poeta i dziennikarz. Także korespondent wojenny. Zmarł na gruźlicę w wieku 28 lat (!) w roku 1900. Swoim pisarstwem wpisywał się w nurt naturalistyczny, czego „Godło” jest dość dobitną prezentacją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohaterem powieści jest Henry Fleming, którego narrator nigdy nie nazywa po imieniu, a raczej protekcjonalnie - „the youth” („młodzieniec”, może dziś powiedzielibyśmy po prostu „młody”). Nasz „młody” jest na wojnie (secesyjnej, po stronie Północy), przynależy do 304-go regimentu. Zawsze marzył o pójściu na wojnę, romantyczne wyobrażenia o niej nigdy go nie opuszczały. Kiedy jednak dochodzi do pierwszej walki, Henry ucieka z pola bitwy, bo wydaje mu się, że jego strona i tak przegra... Unia jednak wygrywa to starcie z Konfederatami, a Henry kryje się po lesie przeżuwając samotnie swój wstyd. Potem jednak dołącza do wracających z bitwy żołnieży, zabrudzonych prochem, krwawiących, utykających... Sam nie odniósł żadnej rany, co jeszcze bardziej przypomina mu o ucieczce. Szczęście jednak uśmiecha się do niego, bo... zdziela go w łeb strzelbą jeden z powracających żołnierzy, zdenerwowany nagabywaniem Fleminga. Kiedy wraca do kompanów, wszyscy myślą, że odniósł tę ranę w walce, a on nie zaprzecza. Podczas następnej bitwy, dla odmiany, Henry walczy jak szatan, chociaż wybudza się ze wszystkich dotychczasowych iluzji na temat wojny, zwłaszcza po tym jak podsłuchał rozmowę oficera z generałem, gdzie oboję wyrażają się o jego regimencie, jak gdyby to był zaledwie worek z piaskiem, który ma zatkać krytyczną dziurę. A on sam jest jedynie ziarnkiem piasku w tym worku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co jest niezwykłego w tej powieści? Jej kinematograficzność. Została ona wydana na długo przed tym, jak sugestywne i mocne wojenne sceny można było zobaczyć w filmach. Lwia część książki to opisy bitew i związanych z nimi hukiem, rozgardiaszem, potem, krwią, ranami i bólem. Crane nie daje naszej wyobraźni ani chwili wytchnienia, jest dla niej bardzo wymagający. To właśnie sprawia, że trudno przebrnąć przez książkę, chociaż zdecydowanie warto. Stephen Crane ma niepowtarzalny, „malarski” styl, którym czaruje już od pierwszego zdania książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść wojenna. Pewnie antywojenna, wszystko zależy od interpretacji i spojrzenia. Zadaje fundamentalne pytania, z którymi prawdopodobnie zmagają się na całym świecie żołnierze i dziś: Czym jest odwaga? Męstwo? Czyżby nie wyrzutem sumienia? Próbą zamaskowania wstydu? Czy żołnierz jest tylko trybikiem, ziarnkiem piasku właśnie? Czy jego życie jako jednostki zupełnie się nie liczy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A natura towarzysząca walkom, bliskość lasu, śpiewu ptaków – ta natura pozostaje niewzruszona, niewidoma na cierpienie, głucha na krzyki rannych. Trwa pomimo i trwa sama dla siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strasznie tęga i poważna wyszła mi recenzja, ale też taka ta powieść jest. Tylko w niektóych okazjonalnych dialogach między żołnierzami można doświadczyć odrobinę humoru. Polecam tę poważną pozycję wszystkim, którzy ciekawi są, jak ludzki umysł radzi sobie w ekstremalnych okolicznościach; wszystkim którzy chcą razem z Flemingiem „się spróbować”, nie z wizją nacierającego wroga, ale z sobą samym i swoimi dotychczasowymi wyobrażeniami o odwadze i męstwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Szkarłatne godło odwagi” ukazało się w Polsce (pewnie jako wznowienie, może nowy przekład) jakiś rok temu, wydane przez wydawnictwo Interwers, w dziwnej serii 'Skandale i sensacje literackie'. Dziwne, czy nie, ważne, że jest na polskim rynku. Gdyż klasyki amerykańskiej często w polskich księgarniach brak. A szkoda.&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-6883349091208509843?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/6883349091208509843/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=6883349091208509843' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/6883349091208509843'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/6883349091208509843'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/09/szkaratne-godo-odwagi-red-badge-of.html' title='&quot;Szkarłatne godło odwagi&quot; (&quot;The Red Badge of Courage&quot;) Stephen Crane'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-WBNwyk_MsrA/ToDfsNFulXI/AAAAAAAAAVQ/iBOeLVFO1Dk/s72-c/redbadge.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-382473379998279771</id><published>2011-09-22T22:33:00.009+02:00</published><updated>2011-10-03T21:51:46.216+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='organizacyjne i życiowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura francuska'/><title type='text'>Mega-wpis zbiorczy o różnościach</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Dobrze, czas na ogarnianie bloga. Za dużo się dzieje ostatnimi dniami, zmiany życiowe i tym podobne dyrdymały. Ale jest dość dobrze, bo:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-c_cRJJpGwXY/TnufeELbcaI/AAAAAAAAAUw/ttVsi6TlGAE/s1600/IMG_4051.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-c_cRJJpGwXY/TnufeELbcaI/AAAAAAAAAUw/ttVsi6TlGAE/s320/IMG_4051.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5655289095960359330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym, cóż, nie ma co ukrywać tego faktu, posiadam teraz Kindle'a. Jest fenomenalny i świetnie mi się z niego czyta, muszę przyznać, że chyba jest wygodniejszy niż książka. Poręczniej jest go trzymać, kiedy się leży, że tak intymnie to opiszę. No i klasyka za darmo, za darrrmo. Już widzę jak całą zimę siedzę i czytam kompletny dorobek Jacka Londona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-6mW45e-Ourk/Tnuf3KjKVpI/AAAAAAAAAU4/MssUTJQ7OqA/s1600/IMG_4142.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-6mW45e-Ourk/Tnuf3KjKVpI/AAAAAAAAAU4/MssUTJQ7OqA/s320/IMG_4142.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5655289527167243922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym, oczywiście, że między &lt;a href="http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/08/grona-gniewu-john-steinbeck.html"&gt;Gronami&lt;/a&gt;, a &lt;a href="http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/09/house-on-mango-street-sandra-cisneros.html"&gt;Mango&lt;/a&gt; przeczytałam kilka książek, po czym byłam zbyt leniwa, żeby natychmiast skrobnąć jakąś recenzję. A jeśli nie zrobię tego najpóźniej dzień po skończeniu książki, to odechciewa mi się robić tego zupełnie i muszę się okrutnie przymuszać, a nie zawsze mam na to siłę. Ale wypiszę króciutko co jeszcze tego sierpnia przeczytałam i dorzucę moje arcyfascynujące wrażenia, plus ilustracja, żeby było dekoracyjnie i przaśnie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-FzbJThEkHDE/TnujSzZiR5I/AAAAAAAAAVA/01LuqpBSod4/s1600/01.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 217px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-FzbJThEkHDE/TnujSzZiR5I/AAAAAAAAAVA/01LuqpBSod4/s320/01.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5655293300524074898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;„Cząstki elementarne” Michel Houellebecq&lt;/b&gt; – Książka oferuje niewiele oprócz niemożebnie dołujących rozmyślań o ludzkości. U Palahniuka jest podobnie, ale tam przynajmniej bywa zabawnie. Tutaj niekoniecznie. Mam wrażenie, że Houellebecq jest wieloletnim frustrataem, który pisze, żeby sobie ulżyć. Zresztą, można by to samo powiedzieć o wielu innych pisarzach, jednak z jego pisarstwa niestety nic nie mogę wynieść dla siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;„Everything is Illuminated” Jonathan Safran Foer&lt;/b&gt; – Bardzo dobra rzecz, na którą pewnie bym nie trafiła bez pomocy znajomej. Kiedy przeczytałam w jednym z blurbów (po co ja je w ogóle czytam?), że książka przełamuje nasze dotychczasowe postrzeganie języka, to pomyślałam sobie „Hm, no jasne, co druga niby to robi”. Ale ta powieść faktycznie tego dokonuje. Jest tutaj też humor, dzięki bogu, bo po "Cząstkach elementarnych" miałam ochotę kłaść się już do grobu, humor specyficzny i niesmowity, chociaż historia (czy też historie) same w sobie nie są optymistyczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;„Women Hollering Creek and other Stories” Sandra Cisneros&lt;/b&gt; – Opowiadania ujdą, "The House on Mango Street" było jednak lepsze. Niektóre bywały przynudnawe, a w przypadku opowiadań jest to niemalże zbrodnia. Większość z nich opisuje życie Meksykanów w USA z kobiecej, bądź dziecięcej, perspektywy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;„The Monster and Other Stories” Stephen Crane&lt;/b&gt; – Crane ma potencjał zostania jednym z moich ulubionych piszących facetów. Trzy opowiadania w tomie, który posiadam, są jak wyraziste, proste i zdecydowane szkice, nie pozbawione jednak nuty impresjonistycznej poetyckości. Nic dziwnego, Crane był także poetą, a jego wiersze charakteryzują się oszczędnością w słowach. Obecnie jestem w trakcie lektury jego najbardziej znanej powieści „The Red Badge of Courage” ("Szkarłatne godło odwagi"), więc recenzja już wkrótce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;„Main Street” Sinclair Lewis&lt;/b&gt; - Ten, dość zapomniany, noblista zaskoczył mnie na plus. Książka opowiada nam historię młodej kobiety, która wychodzi za lekarza z małej miejscowości w stanie Minnesota, w nadziei, że jako wyedukowana i pełna radości życia osoba będzie mogła zmieniać i wpływać na kształt tej miejscowości. Na miejscu spotyka się jednak z oporem, a raczej upartą biernością, zaśniedziałych, filisterskich mieszkańców. Wbrew pozorom, ta prosta hostoria, zadaje wiele pytań nam samym. Czy nie czujemy się lepsi od innych bez żadnego powodu? Czy sami przypadkiem nie mamy w sobie wiele z filistrów?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"In The Neighborhood: The Search for Community on an American Street, One Sleepover at a Time" Peter Lovenheim&lt;/b&gt; - Nie bardzo wiem dlaczego zaczęłam czytać tę książkę, ale jakoś tak wyszło. Autor brata się z sąsiadami, aby udowodnić, że sąsiedzkość i sąsiedzi, to ważna instytucja w społeczeństwie, która obecnie została zaburzona. Jego zdaniem to coś na kształt znajomych, którzy mogą okazać się ważni w krytycznych momentach (nie tylko wtedy, kiedy mąki brak), ze względu na ich lokalizacyjną bliskość. Jego "badania" przeprowadzone są na jakiejś megabogatej ulicy w Rochester, NY, więc czułam się od bohaterów tej książki-reportażu dość oddalona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Drink Cultura: Chicanismo" José Antonio Burciaga&lt;/b&gt; - Dwadzieściaparę lekkich, i często żartobliwych, miniesejów o obecności kultury meksykańskiej w Stanach Zjednoczonych. Tutaj możemy się dowiedzieć o badziewności Taco Bell, o faktycznej ostrości papryczek jalapeño, o wadze święta obchodzonego w USA - Cinco de Mayo, i tym podobnych. Bardzo miła lektura, chociaż chętnie przeczytałabym coś podobnego, ale napisanego przez kobietę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Peeping Tom Tom Girl" Marisela Norte&lt;/b&gt; - Tomik wierszy kalifornijskiej poetki, która jest w zasadzie performance poet, więc jej wiersze pewnie nie brzmią na papierze tak dobrze, jak podczas publicznego odczytu. Podobno Norte pisze zawsze jadąc autobusem z domu do pracy, więc jej wiersze zawsze kończą się wtedy kiedy ma wysiąść. Ten przejazd autobusem przez Los Angeles rzeczywiście się w tej poezji czuje - obserwowanie świata za oknem i podsłuchiwanie ludzi, którzy stoją obok, a każdy widok i każde słowo przypominają o czymś z przeszłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Moje ulubione słowo angielskie ostatnimi czasy to &lt;a href="http://dictionary.reference.com/browse/kurfuffle"&gt;kerfuffle&lt;/a&gt;. Wygrało ono z wcześniejszym moim faworytem: &lt;a href="http://dictionary.reference.com/browse/smorgasbord"&gt;smorgasbord&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;a href="http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,10295401,Niszczylam_cialo__pielegnowalam_intelekt.html"&gt;Jest świetny wywiad z Elif Şafak&lt;/a&gt;. Pragnę teraz tego "Czarnego Mleka"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- No i kto wygra w tym roku Nike? Mnie zaintrygował Marian Pilot "Pióropuszem". Bardzo też bym chciała przeczytać "Obsoletki", ale trzech dych to ja za niecałe sto stron nie zapłacę. Wyd. Czarne szaleje niestety.  &lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-382473379998279771?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/382473379998279771/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=382473379998279771' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/382473379998279771'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/382473379998279771'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/09/mega-wpis-zbiorczy-o-roznosciach.html' title='Mega-wpis zbiorczy o różnościach'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-c_cRJJpGwXY/TnufeELbcaI/AAAAAAAAAUw/ttVsi6TlGAE/s72-c/IMG_4051.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-3636677495076842115</id><published>2011-09-02T22:39:00.004+02:00</published><updated>2011-10-26T22:23:57.346+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sandra Cisneros'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chicana'/><title type='text'>"The House on Mango Street" Sandra Cisneros</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-9kDlV8lvl7U/TmE_r2XwiCI/AAAAAAAAAUg/TF4C_SgxhjM/s1600/houseonmangost.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 207px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-9kDlV8lvl7U/TmE_r2XwiCI/AAAAAAAAAUg/TF4C_SgxhjM/s320/houseonmangost.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5647865430261401634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Sandra Cisneros to amerykańska autorka meksykańskiego pochodzenia, kompletnie w Polsce nieznana, w Stanach zdołała sobie zaskarbić uznanie przynajmniej części mainstreamowej krytyki. No i zdobyła wielu czytelników. „The House on Mango Street”, wydana po raz pierwszy w 1984, to jej najbardziej znana książka. Cisneros to też całkiem nieza poetka. Może nawet poetką jest ona przede wszystkim, co zresztą znajduje swoje odbicie w konstrukcji tej minipowieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohaterką jest Esperanza, podobnie jak autorka, mieszkanka Stanów, a konkretnie Chicago, meksykańskiego pochodzenia. Z rodzicami, jako dziewczynka może 12-13 letnia przeprowadza się wraz z dość dużą rodziną po raz kolejny – tym razem na tytułową ulicę Mango. Jej największym marzeniem jest własny dom, własne miejsce („własny pokój” Woolf?), którego nie musi z nikim dzielić i gdzie nie musi po kimkolwiek sprzątać. Pomimo powierzchownego obrzydzenia obecnym domem i ulicą, każdy z rozdziałów książki opisuje sytuacje, które zachodzą właśnie w tych miejscach – to łaty i skrawki pamięci nieodwracalnie zszyte właśnie z tymi miejscami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozdziały, średnio mają długość jednej strony, często przypominają swoim stylem rachityczne wiersze. Świat jednej ulicy widziany oczami dorastającej dziewczynki. Zdania są krótkie, często naszpikowane potocznymi wyrażeniami. Wiele postaci zostaje jedynie naszkicowanych, ale szkice są celne. Są to przede wszystkim młode dziewczyny, które prędzej czy później dostosowują się do modelu meksykańskiej kobiety, jak Rafaela, którą mąż zamyka w czwartkowe wieczory w domu, kiedy idzie grać w karty, bo uważa, że jest tak piękna, że może uciec. Albo te, które słono płacą za swoje wcześniejsze dostosowanie, jak Minerva, młoda matka dwójki dzieci, od której mąż uciekł. Wszystko brzmi delikatnie banalnie, może jak romansidłotwory z serii „true story, bro”, ale narracja, taka infantylna, a jednoczesnie spostrzegawcza i lakoniczna, nadaje się do relacjonowania tego typu historii idealnie, nie dopuszcza taniego sentymentalizmu, czy umoralniania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Należy tutaj też pamiętać o perspektywie meksykańskich imigrantów i ich rodzin, bez nadziei na lepsze jutro, postrzeganych, także i dziś, przez amerykańskie społeczeństwo i rząd, jako „problem, z którym trzeba coś zrobić”. „Problemem” są głównie imigranci nielegalni, ale nawet Ci przybywający legalnie nie mają łatwego życia. Szczególnie ciężko mają kobiety – meksykanie są bardzo konserwatywni, jeśli chodzi o model rodziny i model idealnej kobiety (matka wielu dzieci, wstająca o świcie, by przygotować tortille, pobożna, łagodna, spolegliwa). Bieda i odrzucenie, które cierpią w nowym kraju popycha je jednak w zupełnie odwortnym kierunku, zwłaszcza młode dziewczynki, które bardzo szybko zachodzą w ciążę, muszą wychodzić za mąż, nie kończą szkół...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Interesuję się problematyką życia imigrantów w USA, więc podobnych lektur będzie u mnie na pewno więcej. Teraz otworzyłam sezon najbardziej oczywistą i, przynajmniej w Stanach, najbardziej znaną powieścią o tej tematyce. Gdyby kiedyś udało Wam się ją zdobyć, to polecam. Sama niebawem chyba przeczytam ją jeszcze raz, bo jej przeczytanie zajmuje najwyżej jeden wieczór, a jest to jedna z ciekawszych narracji z jakimi się ostatnio spotkałam.&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-3636677495076842115?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/3636677495076842115/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=3636677495076842115' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3636677495076842115'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3636677495076842115'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/09/house-on-mango-street-sandra-cisneros.html' title='&quot;The House on Mango Street&quot; Sandra Cisneros'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-9kDlV8lvl7U/TmE_r2XwiCI/AAAAAAAAAUg/TF4C_SgxhjM/s72-c/houseonmangost.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-7207117454473537609</id><published>2011-08-01T18:51:00.004+02:00</published><updated>2011-10-26T22:24:10.264+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='John Steinbeck'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Grona gniewu" John Steinbeck</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Postanowilam, ze przez najblizsze kilka tygodni moje recenzje beda krotsze niz zazwyczaj, glownie dlatego, ze jestem w obcych krajach i mam tu moc rozrywek (co nie zmienia faktu, ze zdazylam przeczytac juz dwie ksiazki), a ponadto nie mam tutaj polskich znakow, mocno za nimi tesknie, a recenzje bez nich beda wygladaly kretynsko (taka mala rzecz, a taka niezbedna, te ogonki i kropki).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-bKf4Uwds2ow/Tjba6xdxD8I/AAAAAAAAAUQ/CAxlTLnej5U/s1600/grona.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 255px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-bKf4Uwds2ow/Tjba6xdxD8I/AAAAAAAAAUQ/CAxlTLnej5U/s320/grona.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5635932686946209730" /&gt;&lt;/a&gt;Dzisiaj notka bedzie o “Gronach gniewu” Johna Steinbecka. Za kazdym razem, kiedy czytam cos autorstwa tego dobrotliwie wygladajacego noblisty, jestem pod wrazeniem ogromnego ladunku wspolczucia i wiary w ludzkosc, ktorymi wypelnia on swoja proze. “Grona gniewu” to opowiesc o rodzinie drobnych rolnikow, ktora, z powodow materialnych, musi sie wyniesc z Oklahomy na Zachod, a konkretniej – do Kaliforni. Ksiazka zorganizowana jest tak, ze polowa rozdzialow jest faktycznie o losach rodziny, te rozdzialy sa dluzsze. A druga polowa to krotkie, czasem niemalze poetyckie, w wiekszosci bolesnie szczere, opisy zycia amerykanskiego spoleczenstwa w czasie Wielkiego Kryzysu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W drodze rodzina Joadow traci niektorych czlonkow swojej rodziny, niektorzy umieraja, inny po prostu odchodza, znikaja. Jedna z najwazniejszych postaci jest matka. Jej imie nigdy nie pada w powiesci, jest po prostu matka. Zawsze posluszna mezowi, podczas podrozy stawia sie i rozkazuje, aby tylko nie dopuscic do rozbicia rodziny. Nie poddaje sie, do konca walczy z ciezkimi okolicznosciami. Jedna z najpiekniejszych postaci w literaturze z jakimi dane mi bylo sie zapoznac, chociaz pewnie jest to postac troche (moze bardzo?) nierealna. Spotykamy sie tez z Rosasharn, ciezarna, zagubiona corka. Albo z Tomem, synem, ktory wyszedl z wiezienia, gdzie siedzial za morderstwo w obronie wlasnej, a ktory, nie mozna sie oprzec wrazeniu, jest prawdopodonie jedna z najniewinniejszych postaci w tej powiesci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie da sie nie dostrzec antykapitalistycznego tonu calej ksiazki, wiele obserwacji w niej zawartych moznaby odniesc do dzisiejszych zjawisk, np. bezpostaciowa, bezksztaltna, kafkowska i potworna postac Banku, ktory daje i odbiera, a ktorego pracownicy jedynie "wypelniaja jego wole". Jest w niektorych rozwazaniach Steinbecka moze i troche przesady, ale czasem trzeba troche przerysowac, zeby uwydatnic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i zakonczenie. Zupelnie nieoczekiwane. I otwarte.&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-7207117454473537609?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/7207117454473537609/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=7207117454473537609' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7207117454473537609'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7207117454473537609'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/08/grona-gniewu-john-steinbeck.html' title='&quot;Grona gniewu&quot; John Steinbeck'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-bKf4Uwds2ow/Tjba6xdxD8I/AAAAAAAAAUQ/CAxlTLnej5U/s72-c/grona.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-4833737763521621470</id><published>2011-07-21T01:31:00.005+02:00</published><updated>2011-10-26T22:24:25.144+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyzwanie - klasyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Thomas Mann'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyzwanie - nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura niemiecka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Buddenbrookowie" Thomas Mann</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-4ZcvRPRiKS0/TidmhdCuQ8I/AAAAAAAAAT4/4QvW5FlAZPc/s1600/buddenbrookowie.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 201px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-4ZcvRPRiKS0/TidmhdCuQ8I/AAAAAAAAAT4/4QvW5FlAZPc/s320/buddenbrookowie.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5631582583967859650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Gdybym nadawała swoim notkom ciekawsze tytuły niż sztampowo – tytuł i autor, to zatytułowałabym dzisiejszy wpis „Buddenbrookowie, czyli studium neurozy,” gdyż wszyscy najważniejsi bohaterowie tej powieści cierpią na nią, w takim bądź innym wydaniu. „Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny,” bo taki jest pełen tytuł, to powieść, którą Tomasz Mann zaczął pisać w wieku 22 lat, a ukończył ją w mając lat 25. A nie ma chyba bardziej neurotycznego przedziału wiekowego, niż ta niby-sielska dwudziestoparoletnia „młoda dorosłość.” I w tym miejscu, nawet z moją nikłą znajomością biografii noblisty, jego życie oraz opowieść o kupieckiej rodzinie z Lubeki zazębiają się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głównym bohaterem jest &lt;b&gt;Tomasz&lt;/b&gt; Buddenbrook, obowiązkowy, sumienny, ciężko pracujący dla dobra spółki, odnoszący sukcesy nawet w polityce. Najstarszy syn, chluba ojca. Na początku poznajemy go jako zwyczajnego bystrego chłopca, który wyraża chęć pracy w kantorze wraz z ojcem, zdobywania zawodowego doświadczenia. Z czasem staje się coraz bardziej zauważalne, że Tomasz Buddenbrook jest tylko aktorem dźwigającym swoją rolę jak krzyż, podczas gdy jego wnętrze wypełnia tłamszona chęć nieokreślonego wyzwolenia, wspólnoty, być może nieśmiertelności. Nie ma on jednak w sobie wiele z bohatera romantycznego, który mógłby mieć podobne rozterki. Tomasz Buddenbrook do końca pozostaje w więzieniu burżuazyjnego etosu i wizerunku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny bohater wybitnie neurotyczny to &lt;b&gt;Chrystian&lt;/b&gt;, hipochondryk i fantasta. Nie jest zainteresowany kupiectwem, ani uregulowanym życiem. Jako kompletne przeciwieństwo Tomasza, biega do teatru, gdzie wręcza bukiety aktorkom, spędza wieczory w karczmach i opowiada na zebraniach rodzinnych niestosowne historie z pobytu w Ameryce Południowej. Czasem jednak wydaje mu się, że nie potrafi przełknąć jedzenia, że nerwy z jednej strony jego ciała „są za krótkie”, że ma nieprzepartą ochotę wyskoczyć przez okno. Z bladego chłopczyka zmienia się w karykaturalnego człowieczka, przypominającego niemalże jedną z lalek dziecinnego teatru, który otrzymał jego siostrzeniec Hanno…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O &lt;b&gt;Hanno&lt;/b&gt; również warto wspomnieć. Syn Tomasza, jedynak, chorowity i nadwrażliwy. Opisy jego niespokojnego snu potrafią wywołać u czytelnika niemalże przerażenie, a na pewno jakiś nieokreślony dyskomfort. Po matce chłopiec dziedziczy miłość do muzyki, która ostatecznie pozostanie jego jedyną miłością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i na koniec zostawiłam sobie bohaterkę najbardziej mnie intrygującą – &lt;b&gt;Tonię&lt;/b&gt; Buddenbrook. Siostra Tomasza, córka zdolnego kupca, Jana. Całe życie podejmuje się czynności, aby „zrobić coś dla nazwiska Buddenbrook” i wszystkie one okazują się niewypałami, które pogrążają rodzinę. Tonia, pod koniec książki nieco komiczna starsza kobieta przekonana o swojej „znajomości życia”, na początku powieści jest uroczą dziewczyną, która na letnisku poznaje młodego chłopaka „z ludu”, przyszłego lekarza i zakochuje się w nim. Rodzice jednak (oczywiście) nie zgadzają się na taki układ, więc Tonia wyrzeka się tej miłości, wychodzi za innego kupca i tuż przed odjazdem ze świeżo zaślubionym mężem pyta ojca, czy jest z niej teraz zadowolony.&lt;br /&gt;„Upadek rodziny” musiał wyniknąć z jakiegoś błędu, hamartii – winy tragicznej. Wydaje mi się, że dla każdego ten błąd będzie w innym miejscu powieści. Dla mnie jest on wynikiem tego pierwszego małżeństwa Toni, zawiera się w tym pytaniu do „tatusia” – „Czyś teraz zadowolony ze mnie?” Przy czym nie jest to wcale pytanie sarkastyczne, ale pełne nadziei i poczucia wypełniania jakiegoś nadrzędnego obowiązku. Biedna Tonia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała powieść jest taka jak przedstawienie Toni – współczucie i ironia, złośliwość i zrozumienie, dystans i wzruszenie są zmieszane ze sobą w taki sposób, że czytelnik oscyluje niemalże dziko między smutkiem, a drwiną w stosunku do bohaterów. A lista intrygujących postaci nie kończy się na tych czterech wymienionych przeze mnie… Trudno nie wspomnieć też o skrupulatnych opisach śmierci każdego, kogo ona w tym dziele spotyka, oraz o ciekawym podkreśleniu użycia języka i sposobu mówienia, jako część charakterystyki danego bohatera. To pierwsza rzecz Manna z jaką miałam okazję obcować i jest to prawdziwy majstersztyk, pewnego rodzaju sarkastyczny pastisz powieści realistycznej, sagi rodzinnej. Teraz to naprawdę nie mogę się doczekać „Czarodziejskiej góry.”&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-4833737763521621470?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/4833737763521621470/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=4833737763521621470' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/4833737763521621470'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/4833737763521621470'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/07/buddenbrookowie-thomas-mann.html' title='&quot;Buddenbrookowie&quot; Thomas Mann'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-4ZcvRPRiKS0/TidmhdCuQ8I/AAAAAAAAAT4/4QvW5FlAZPc/s72-c/buddenbrookowie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-3416813863997943211</id><published>2011-05-27T16:56:00.003+02:00</published><updated>2011-05-27T17:09:13.448+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='organizacyjne i życiowe'/><title type='text'>Przerwa</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Cóż, jak widać zrobiłam sobie długą przerwę, która jeszcze długo potrwa. Utknęłam w połowie "Buddenbrooków" Manna, nie dlatego, że źle się to czyta (wręcz przeciwnie), ale dlatego że nastały obecnie Kompletnie Inne Zajęcia. Te Zajęcia to przygotowania do rozmowy z komisją na studia doktoranckie. Oczywiście jest to moje własne i prywatne marzenie ściętej głowy, ale takie też trzeba mieć. Więc zobaczymy. Czeka mnie jeszcze cały czerwiec oczytywania się, ale niestety nie fikcji ;) Przez ten czas będę rzadko tu pisała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całkiem prawdopodobne, że wkrótce jednak skrobnę notkę o antykwariatach w Poznaniu, bo ostatnio często z moim kolegą robiliśmy ich rekonesans, a warto byłoby taki przewodnik aktualny "wpuścić do sieci", bo może się przydać wielu osobom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadmienię jeszcze tylko, że wczoraj oglądałam "Siekierezadę" na podstawie opowiadania Stachury i jest to prawdopodobnie jeden z najlepszych filmów jakie w życiu widziałam. Gorąco polecam.&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-3416813863997943211?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/3416813863997943211/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=3416813863997943211' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3416813863997943211'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3416813863997943211'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/05/przerwa.html' title='Przerwa'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-7494212180666715444</id><published>2011-05-07T17:09:00.004+02:00</published><updated>2011-10-26T22:25:23.448+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura turecka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyzwanie - nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Orhan Pamuk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Cevdet Bej i synowie" Orhan Pamuk</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/--8Z6BPxolbM/TcVhAqmiArI/AAAAAAAAATQ/uXUb6O_uB6I/s1600/Cevdet-bej-i-synowie.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 223px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/--8Z6BPxolbM/TcVhAqmiArI/AAAAAAAAATQ/uXUb6O_uB6I/s320/Cevdet-bej-i-synowie.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5603991975396246194" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;740-stronicowa powieść "Cevdet Bej i synowie" stanowi coś w rodzaju sagi rodzinnej. &lt;i&gt;Coś w rodzaju&lt;/i&gt;, dlatego że częściowo wyłamuje się ona z konwencji typowej sagi. Podzielona na trzy części, w pierwszej przedstawia samego Cevdeta Beja, jednego z pierwszych muzułmańskich kupców. Jest rok 1905. Cevdet Bej pragnie wieść dostatnie i spokojne życie, mimo to dręczy go jakiś niepokój, niepewność. Najlepiej wyraża się on w sposobie w jaki Cevdet próbuje w pewnym momencie bagatelizować i naśmiewać się z pytania "Jaki jest sens życia?", chociaż początkowo budzi w nim ono jakiś niesmak zmieszany z przerażeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Część druga jest najobszerniejsza i stanowi trzon całej powieści. W odróżnieniu od części pierwszej, skupionej jedynie na handlarzu, ma ona trzech bohaterów, trzech przyjaciół. Jednym z nich jest syn Cevdeta, Refik. Wraz ze starszym bratem stara się pracować w firmie ojca. Ma młodą, śliczną żonę, która niedługo urodzi mu dziecko. Mimo to narasta w nim coraz większy niepokój - ten nierozwikłany spadek po ojcu. Refik jednak nie umie go zbagatelizować, odstawić na bok, tak jak czynił to ojciec. Opuszcza żonę i dziecko, odwiedza przyjaciela Ömera, który pracuje przy budowie tunelu gdzieś na wsi. Tam oddaje się utopijnym marzeniom i projektom o modernizacji wsi... Wspomniany przyjaciel z kolei pragnie być zdobywcą, jednak ideał zdobywania przeistacza się ostatecznie w przywilej posiadania. Ömer staje się po części tym, czym kiedyś zwykł pogardzać. Jest jeszcze trzeci przyjaciel, Muhittin. Niespełniony poeta, którego strach przed byciem ignorowanym wiąże z nacjonalizmem. Potrzebuje on jakiejkolwiek wiary, która podczepiła by go do życia, życia kpiącego od emocji, nawet jeśli to emocje wymuszone, udawane. Część trzecia natomiast skupia się na synu Refika - Ahmecie. Ahmet jest malarzem i utopijne idee jego ojca, jak również i uśpione niepokoje i lęki jego dziadka, są w nim nadal żywe. Książka kończy się dyskusją którą prowadzi Ahmet ze swoją dziewczyną na temat zasadności istnienia sztuki oraz jej tworzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest coś ponadczasowego w zgryzotach i troskach trzech przyjaciół. Coś niezwykle szczerego w ich postawach, które nie są ani godne pochwały, ani szlachetne, ani prostoduszne. Nawet bez całkowitego zrozumienia politycznych realiów, wciąż można się odnaleźć w każdej z tych postaci, zauważyć, że tak naprawdę jest się po trochu każdą z nich. Nawiązania do historii współczesnej Turcji i uwikłanie bohaterów w politykę to zresztą coś, co bardzo u Pamuka cenię, nawet jeżeli nie do końca orientuję się w tym temacie. On robi to zresztą diabelnie umiejętnie. Wyobrażam sobie, że w sztuce to musi być takie kuszące, żeby odciąć się od polityki, bo podczas kreowania swojej własnej rzeczywistości, można dokonać tego w prosty sposób. W życiu jest jednak trochę inaczej. A skoro klasyczna powieść ma odzwierciedlać tak zwane prawdziwe życie, mamy tutaj i politykę... "Cevdet Bej i synowie" to właśnie taka klasyczna powieść. Część pierwsza przypominała mi trochę "Lalkę" Prusa, natomiast rozmowy trzech głównych bohaterów przywodziły na myśl "Szkołę uczuć" Flauberta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale chyba najcenniejsze w tej książce jest ukazanie bólu stawania się samym sobą. Takie stawanie się prowadzi do zmian, ciężkich do zniesienia dla nas, a czasem w ogóle nie do zniesienia dla innych, dla najbliższych osób. Stawanie się sobą to ciągła walka, ostrze wymierzone przeciwko tym, którzy woleli nas przedtem, jeszcze przed chwilą, bez ostrza w ręce, w starej skorupie. To ostrze jednak zawsze nieodwołalnie i ostatecznie dotyka nas samych. To rozczarowanie, że jednak nic nie można zrobić. Poznał je Refik, który wrócił do "starego" życia, chociaż już nigdy taki sam "jak przedtem". Poznał je Ömer, który najbardziej bał się śmieszności, a został tym, z czego kiedyś sam drwił. I poznał je Muhittin, który wyrachowanie zajął się nacjonalizmem, bo wypatrzył dla siebie niszę, gdzie w końcu mógł być za coś podziwiany. Być może w Ahmecie, pojawiającym się w części trzeciej, jest nadzieja. W końcu jemu udaje się jakoś przezwyciężyć sceptycyzm odnośnie sztuki, którą tworzy. Ale kto wie, może tylko na chwilę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Należy też zwrócić uwagę na sposób w jaki kobiety postrzegane są przez głównych bohaterów - są dodatkowym bagażem, który ogranicza wolność. Oczywiście jest to bardzo tendencyjne i zdarza się w wielu, WIELU innych powieściach. Jednak tutaj można dość łatwo wyczuć i zauważyć, że te kobiece postacie są zupełnie niewinne, bezbronne wobec zmian, które zachodzą w ich partnerach. W sposobie w jaki Refik traktuje żonę, Perihan, albo Ömer swoją narzeczoną, można zauważyć jak to właśnie im, mężczyznom, zależy na doszukaniu się winy w ich partnerkach, przypisaniu im właściwości, których sami się brzydzą. Robią to na siłę, przesadzają, przerysowują. Kobiece postacie nie mają nigdy szansy wypowiedzenia się, są nieme.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mógłby ktoś napisać tę powieść jeszcze raz z kobiecej perspektywy :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak czy siak, to jest Orhan Pamuk, którego pisarstwo wielbię. Już powstaje półeczka-ołtarzyk gdzie stoją tylko jego powieści. Sposób w jaki prowadzona jest narracja w jego powieściach ujmuje mnie. Wszystkie gesty, które bohaterowie wykonują są tak samo ważne, jak to co mówią. Ich dialogi, tak powściągliwe, mówią czasem więcej niż całe opasłe tomy. Mam słabość do twórczości tego pisarza. Ale to chyba zdrowo. Niestety nie zostało mi już wiele do przeczytania... Już tylko "Dom ciszy", "Biały zamek", "Stambuł" i "Czarna księga" (ma wyjść w czerwcu). Z jednej strony chciałabym czytać je wszystkie już teraz, natychmiast. Ale z drugiej, to wypadałoby je jakoś rozparcelować w czasie, żeby starczyły na jak najdłużej. Jedną z rzeczy najbardziej przykrych jest przeczytanie wszystkiego, co napisał twój ulubiony autor. Pamiętam jak niepocieszona byłam, kiedy, jako nastolatka, będąc fanką Marka Hłaski, przeczytałam wszystkie jego powieści i opowiadania, a nawet jakieś jego recenzje filmów, które pisał dla kasy, WSZYSTKO. I się skończyło. Zawsze można czytać od nowa, ale to nie to samo...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ach, a dzisiaj robię sobie Filmowy Wieczór, który minie mi tak jak wszystkie Filmowe Wieczory od paru tygodni, czyli:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-Fhs29nTx3cs/TcVhN2pbrGI/AAAAAAAAATY/_ERkzw6JAIQ/s1600/wa_prnt.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 183px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Fhs29nTx3cs/TcVhN2pbrGI/AAAAAAAAATY/_ERkzw6JAIQ/s320/wa_prnt.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5603992201967938658" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-7494212180666715444?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/7494212180666715444/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=7494212180666715444' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7494212180666715444'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7494212180666715444'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/05/cevdet-bej-i-synowie-orhan-pamuk.html' title='&quot;Cevdet Bej i synowie&quot; Orhan Pamuk'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/--8Z6BPxolbM/TcVhAqmiArI/AAAAAAAAATQ/uXUb6O_uB6I/s72-c/Cevdet-bej-i-synowie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-3293582526745310578</id><published>2011-04-27T14:00:00.003+02:00</published><updated>2011-10-26T22:25:35.815+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Paul Theroux'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Wielki bazar kolejowy" Paul Theroux</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-SD4uFHOihCE/TbgHMi3vj5I/AAAAAAAAAR4/LwK4_YYteGc/s1600/wielkibazarkolejowy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 194px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-SD4uFHOihCE/TbgHMi3vj5I/AAAAAAAAAR4/LwK4_YYteGc/s320/wielkibazarkolejowy.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5600234048735645586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;To dziwna książka. W księgarniach można ją znaleźć na półce z literaturą podróżniczą. W zamyśle to JEST literatura podróżnicza, jak autor sam tłumaczy, powstała jako odpowiedź na istniejącą wówczas literaturę tego rodzaju, która, jego zdaniem, była zbyt optymistyczna, dwulicowa, daleka od prawdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paul Theroux wyrusza w podróż pociągiem przez Azję we wrześniu 1973 roku. Skrupulatnie opisuje w zeszytach stan przedziałów, które mu przypadły, rozmowy z pasażerami, widoki za oknem. Tak naprawdę dość rzadko zatrzymuje się gdzieś na dłużej, a i to ma posmak postoju raczej, tymczasowości, braku gruntu pod nogami. Czytając ma się wrażenie, że także siedzimy w pociągu, a krajobraz zmienia się tuż przed naszymi oczami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie dowiadujemy się zbyt wiele o krajach, które odwiedza Theroux. Ani nawet o ludziach, którzy je zamieszkują. Ci ostatni dostarczają tylko czasem anegdot, czasem zabawnych, czasem żenujących, kiedy indziej szokujących. Sam autor także serwuje nam takie historyjki. Ale tak naprawdę nie o to tutaj chodzi. Literatura podróżnicza, czy nie, "Wielki bazar kolejowy" to tak naprawdę przeszywająco smutne dzieło. Nie dlatego, że Theroux widzi biedę w Indiach - ludzi półżywych, lub nieżywych, leżących pokotem na dworcach i ulicach. Nie dlatego, że obserwuje zniszczenia Wietnamu, pięknego, malowniczego kraju, w którym mimo wszystko obywatele starają się normalnie żyć. Nie dlatego, że Rosjanie piją bez przerwy alkohol i chodzą okutani w futrzane czapy i podwójnie grube kurtki z powodu spowolnionego przez alkoholizm krążenia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta książka jest smutna, ale także wyjątkowa, bo jej bohater-autor, jest ilustracją samotności. Nie od razu spostrzegłam wartość i emocjonalny ładunek "Bazaru", chociaż go przeczuwałam. Stało się to bardziej klarowne pod koniec, podczas ostatnich 100 stron. Każdy kilometr zbliża naszego bohatera do odczucia samotności, tęsknoty za czymś, co nie istnieje, czego nie udało się zaspokoić. Chyba również przeżywa on rozczarowanie, być może ta podróż miała mu coś uświadomić, była celem do czegoś, a jedynie obnażyła pewne prawdy, o których Theroux nie chciał wiedzieć. Między innymi to, że jesteśmy zawsze sami, w każdej drodze. Obojętnie czy jest to droga pociągiem przez Azję, czy droga o własnych siłach przez życie. Stanowi to też pewien paradoks, bo przecież podróż kojarzy się z poznawaniem nowych ludzi, miejsc, radością. Owszem, autor bardzo często z kimś rozmawia, ale te rozmowy przypominają tylko o różnicach, braku współistnienia z kimkolwiek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przejście od żądnego przygód, nastawionego optymistycznie pisarza do znerwicowanego, zniechęconego, rozczarowanego człowieka odbywa się bardzo subtelnie i niemal niepostrzeżenie przez pierwsze 350 stron. Ale właśnie ta subtelność jest tak niezwykła, tak prawdziwa. Jestem niezmiernie ciekawa teraz drugiej części, "Pociąg widmo do Gwiazdy Wschodu", gdzie autor przebywa tą samą drogę trzydzieści lat później. Jestem ciekawa, czy ma się już dobrze. Jestem ciekawa, czy można jednak się pogodzić z tak okrutnym odkryciem nieuchronności poczucia samotności. Ciekawa jestem dokąd zaprowadzi go ta druga podróż.&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-3293582526745310578?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/3293582526745310578/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=3293582526745310578' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3293582526745310578'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3293582526745310578'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/04/wielki-bazar-kolejowy-paul-theroux.html' title='&quot;Wielki bazar kolejowy&quot; Paul Theroux'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-SD4uFHOihCE/TbgHMi3vj5I/AAAAAAAAAR4/LwK4_YYteGc/s72-c/wielkibazarkolejowy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-3644987204322129592</id><published>2011-04-25T18:13:00.004+02:00</published><updated>2011-10-26T22:25:49.619+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Françoise Sagan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura francuska'/><title type='text'>"Witaj, smutku" Françoise Sagan</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-ND8xR1to6Zk/TbWmDoodXMI/AAAAAAAAARo/4KI1nZvvwyk/s1600/witajsmutku.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 204px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-ND8xR1to6Zk/TbWmDoodXMI/AAAAAAAAARo/4KI1nZvvwyk/s320/witajsmutku.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5599564293082012866" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;"Witaj, smutku" to bardzo krótka powieść wydana po raz pierwszy w 1954. Był to debiut Françoise Sagan, która miała wówczas 18 lat. Dzięki szokującym właściwościom tej książki, Sagan "wypłynęła" i kontynuowała pisarstwo, aczkolwiek niewiele się słyszy o jej innych powieściach. Jeżeli zostały napisane w podobny sposób jak ta pierwsza, to w zasadzie nie można się temu brakowi popularności dziwić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17-letnia bohaterka "Witaj, smutku", Cecylia, wyjeżdża razem z hedonistycznym ojcem i jego najnowszą kochanką na wakacje nad morze. Potem dołącza do nich Anna, znajoma ojca, jego rówieśnica, i po kilku dniach kochanka, Elza, idzie w odstawkę. Anna jest jednak inna, opanowana, zdystansowana. Gardzi dawnym towarzystwem Cecylii i jej ojca i nie pochwala życia, które jak dotąd oboje prowadzili. Bardzo szybko ojciec oświadcza, że planują się z Anna pobrać. Ta ostatnia stara się wywrzeć jakiś wpływ na dziewczynce, zmusić ją do nauki do egzaminu poprawkowego. Cecylii to nie w smak "siedzieć nad Bergsonem", kiedy jest taki upał, za oknem morze, a w głowie pierwsze seksualne doznania z 25-letnim studentem o imieniu Cyryl. W związku z tym dziewczyna obmyśla chytry plan, aby odciągnąć ojca od Anny, a wszystko kończy się tragicznie. Tragedia nie zmienia jednak ani ojca, ani córki. Jedynym pokłosiem emocjonalnym u tej ostatniej jest czasem odczuwalny, "wzbierający o świcie", smutek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I cóż tu począć z tym dziełem? Zrozumiałe, że w latach pięćdziesiątych mogła szokować. Nawet nie sama obecność seksu, kochanek, alkoholu i zamotanej w to wszystko nastolatki. Ale jej wyrachowanie, brak uczuć oraz duma z tego braku. Z jednej strony jest tu jakiś potencjał, idealnie ukazana emocjonalna chwiejność młodej osoby, niepewność odnośnie własnych myśli. Także strach przed nieznanym, przed Anną, która miała być dla Cecylii matką. Dziewczynka jednocześnie pragnie tej matki (straciła swoją, kiedy była mała), ale myśl o takiej zmianie przeraża ją. Warto też podkreślić wielką miłość między ojcem, a córką, nawet o lekko kazirodczym zabarwieniu. Zapewne oboje nie chcieli nic zmieniać w tym układzie, choć w przypadku ojca była to bardziej podświadoma niechęć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drugiej strony jednak... To jest fatalnie napisane! Ja rozumiem, że Sagan była sama w wieku swojej bohaterki, kiedy to pisała, ale to naprawdę niczego nie usprawiedliwia. Książka to książka, tekst jest tekstem i podlega ocenie bez taryfy ulgowej ze względu na wiek i inne. A tu opowieść jest naprawdę kulejąca momentami. W zasadzie człowiek się zastanawia dla kogo to zostało napisane. Główne problemy wydają się przeznaczone jednak dla dorosłych, ale styl jest podobny do tego, jaki można znaleźć w dość kiepskich powieściach dla młodzieży. A już najgorsze są wszelkie opisy zbliżeń miłosnych i pocałunków. Rany boskie, włos się na głowie jeży!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posiadam jeszcze dwie powieści tej francuskiej pisarki, bo były w pakiecie na allegro razem z "Witaj, smutku" (wszystko za 4 zł), ale raczej ich nie przeczytam. Zwłaszcza, że jedna z nich na pierwszej stronie ma np. takie zdanie: &lt;i&gt;Wsłuchany w rytm własnego serca, zdyszany po miłości, odzyskiwał powoli normalny oddech opierając wilgotne od potu czoło o to ramię tak dobrze znane i tak utracone.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jednak nie moje klimaty.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-3644987204322129592?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/3644987204322129592/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=3644987204322129592' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3644987204322129592'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3644987204322129592'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/04/witaj-smutku-francoise-sagan.html' title='&quot;Witaj, smutku&quot; Françoise Sagan'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-ND8xR1to6Zk/TbWmDoodXMI/AAAAAAAAARo/4KI1nZvvwyk/s72-c/witajsmutku.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-1457775984882838309</id><published>2011-04-21T21:03:00.006+02:00</published><updated>2011-10-26T22:26:05.278+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Javier Marías'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura hiszpańska'/><title type='text'>"Twoja twarz jutro. Gorączka i włócznia" Javier Marías</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-1KwHJY4NlxI/TbCCRBKE_oI/AAAAAAAAARY/bhFf5pZfcMU/s1600/twojatwarzjutro.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 222px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-1KwHJY4NlxI/TbCCRBKE_oI/AAAAAAAAARY/bhFf5pZfcMU/s320/twojatwarzjutro.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5598117565701619330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;Bohaterką dzisiejszego wpisu jest książka Javiera Mariasa, pierwsza część trylogii "Twoja twarz jutro" pt. "Gorączka i włócznia". To moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Rzadko miałam jak dotąd do czynienia z literaturą hiszpańską w ogóle, co jest kolejnym powodem do książko-molowego wstydu. Zresztą chyba w ogóle jestem tych wstydów kolekcjonerką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Narracja powieści jest pierwszoosobowa. O wszystkim opowiada nam Hiszpan, Jacques Deza, który po separacji z żoną żyje w Anglii. Najpierw pracuje dla radia BBC, potem zostaje zwerbowany do tajemniczej grupy jako obserwator ludzkich charakterów, prognostyk ich przyszłych poczynań, gdyż jako jeden z niewielu ma zdolność dostrzegania w innych ich prawdziwej natury, wypatrywania prześwitów w znojnie wytwarzanych wizerunkach. Działalność ta w jakiś sposób łączy się z wydarzeniami  II Wojny Światowej oraz hiszpańskiej wojny domowej, chociaż nie dowiadujemy się zbyt wiele na temat tego powiązania z pierwszego tomu. Jest w tej książce coś, co przypomina mi "Tajemniczy płomień królowej Loany" Umberto Eco... Może to obecność takich pół-sennych, pół-reportażowych powrotów do wydarzeń historycznych, może to te czarno-białe obrazki przedstawiające stare plakaty, które możemy pod koniec książki oglądać razem z bohaterami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opowieść stanowi monolog wewnętrzny, trochę bardziej spójny i klasyczny jednak, niż niektóre znane dotychczas "strumienie świadomości". Charakterystyczna jest zwłaszcza dygresyjność, nasz bohater potrafi rozprawiać przez bardzo długi czas o rzeczach dość nieistotnych i odmiennych od tego, co robił i o czym mówił jeszcze parę stron wcześniej, przy czym opowieść nic a nic na tym nie traci. Na pewno się nie nudzi. Jest wręcz hipnotyzująca, a czytelnik ma poczucie, że płynie poprzez strony i rozdziały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głównym tematem "Gorączki i włóczni", a pewnie i całej trylogii jest konstytuowanie prawdy, co jednocześnie stanowi oksymoron, gdyż przyjmuje się zazwyczaj, że prawda po prostu &lt;i&gt;jest&lt;/i&gt;. Mimo to, czytając tę książkę, w pewnym momencie przyznaje się samemu sobie, że prawda jest tworzona, na tysiące sposobów, przez miliony ludzi. Jest przywłaszczana, zmieniana w kłamstwo, następnie na powrót w prawdę, przekazywana, parcelowana, składana w nowe formy. Bardzo podobały mi się te fragmenty, które traktowały o mówieniu, języku, pisaniu jako o nieskończonych, wzajemnie się "nadpisujących" i "dopisujących" zjawiskach, chociaż miałam wrażenie, że nie do końca jest to fakt przez narratora (może autora?) aprobowany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedyne zastrzeżenie, które mam, a i to raczej na wyrost, to jakieś takie specyficzne potraktowanie kobiet w tej powieści. Tzn. zacznijmy od tego, że prawie tutaj nie występują, a jeśli już, to w jakiś taki delikatnie arogancko przedmiotowy sposób. Nie wiem czy ja jestem jakaś przewrażliwiona bardziej obecnie, czy faktycznie jest tu coś niezbyt w tym temacie, ale czułam momentami zażenowanie okołokobiecymi refleksjami narratora. Ale chyba zbyt wcześnie, żeby to osądzić tylko po pierwszej części.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No więc zobaczymy co nam przyniosą pozostałe dwie części. Sama nie wiem, czy fakt, że ta powieść to, jak szumnie wydawnictwo z tyłu książki ogłasza, "tryptyk", bardziej mnie drażni, czy cieszy. Na pewno kupię resztę, kiedy tylko się ukaże, bo warto. Tylko kiedy? Znowuż - z tyłu okładki obiecują, że już niedługo. Trzymam za słowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i okładka. Jest przepiękna.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-1457775984882838309?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/1457775984882838309/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=1457775984882838309' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/1457775984882838309'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/1457775984882838309'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/04/twoja-twarz-jutro-goraczka-i-wocznia.html' title='&quot;Twoja twarz jutro. Gorączka i włócznia&quot; Javier Marías'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-1KwHJY4NlxI/TbCCRBKE_oI/AAAAAAAAARY/bhFf5pZfcMU/s72-c/twojatwarzjutro.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-7768204021811603937</id><published>2011-04-18T22:10:00.010+02:00</published><updated>2011-04-21T21:19:47.621+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos'/><title type='text'>Stosy niewybaczalne.</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="2"&gt;Trzeba w końcu ożywić to miejsce, bo ostatnio coś przymarło. Obroniłam nareszcie pracę magisterską, człowiek się tyle uczył, że nie bardzo wie co ma ze sobą zrobić teraz. Ale w końcu mogę czytać! Fikcję! Robię to zresztą, kiedy tylko mogę, ale niestety nie całymi dniami, tak jak bym chciała, bo odłożyłam sobie na "po obronie" dosłownie wszystkie sprawy, które powoli jakoś załatwiam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No ale dość ględzenia. Pora na stosy. Stosy są niewybaczalne, gdyż ja po prostu muszę natychmiast zaprzestać kupowania książek. To musi ustać. Jest ich zbyt wiele. Dlaczego po prostu nie zapiszę się do biblioteki jak normalny człowiek? Co mnie powstrzymuje? Tylko czy wtedy faktycznie kupowałabym mniej książek? Jakoś wątpię...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książki te zakupiłam na przestrzeni ostatnich tygodni, a jeszcze czekają na mnie paczki z allegro w innym miejscu zamieszkania. Oj oj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-mW58htqVQ_U/TayciEpGk1I/AAAAAAAAAQs/H8kx4vLRzAg/s1600/01.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-mW58htqVQ_U/TayciEpGk1I/AAAAAAAAAQs/H8kx4vLRzAg/s320/01.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597020546090308434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od góry:&lt;br /&gt;"Wielki bazar kolejowy" &lt;b&gt;P. Theroux&lt;/b&gt; - już trochę nawet zaczęłam czytać. Zapowiada się niesamowicie. Muszę dokupić też "Pociąg Widmo do Gwiazdy Wschodu".&lt;br /&gt;"Twoja twarz jutro. Gorączka i włócznia" &lt;b&gt;J. Marías&lt;/b&gt; - także jestem w trakcie lektury, już bliżej końca właściwie. Bardzo dobra książka i mam nadzieję, że już wkrótce Sonia Draga wyda kolejne dwa tomy.&lt;br /&gt;"Pływająca opera" &lt;b&gt;J. Barth&lt;/b&gt; - trochę się zabieram do tego pisarza niezdarnie. Jestem jakby w połowie jego zbioru opowiadań, które są bardzo dobre, ale miałam je na niezbindowanym ksero i się zgubiły w syfie Mrocznych Kserówek. Muszę poszukać i skończyć.&lt;br /&gt;"Zrozumieć życie" &lt;b&gt;N. Gordimer&lt;/b&gt; - już druga książka tej autorki, którą kupiłam, bo była przeceniona. Jakieś ciężkie czasy na nią padły.&lt;br /&gt;"Jednostkowość literatury" &lt;b&gt;D. Attridge&lt;/b&gt; - z serii "Horyzonty nowoczesności". Kolejne przyjemnostki o literaturze i jej naturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-Wl7ECeortcE/TayfXoN_tgI/AAAAAAAAAQ0/TC3HEF3mAD0/s1600/02.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Wl7ECeortcE/TayfXoN_tgI/AAAAAAAAAQ0/TC3HEF3mAD0/s320/02.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597023665196611074" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od dołu:&lt;br /&gt;"Sekretne życie lalek" &lt;b&gt;V. Nelson&lt;/b&gt; - znowu obszary literaturokulturoznawcze.&lt;br /&gt;"Dom ciszy" &lt;b&gt;O. Pamuk&lt;/b&gt; - O Boże, jakże się cieszę! Każda lektura jego książek stała się jak randka. Jestem zakochana w jego pisarstwie, motylki w brzuchu i cała reszta (?).&lt;br /&gt;"Podróż sentymentalna" &lt;b&gt;L. Sterne&lt;/b&gt; - trochę klasyki. Zawsze byłam ciekawa tego tytułu.&lt;br /&gt;"Buddenbrookowie" &lt;b&gt;T. Mann&lt;/b&gt; - i jeszcze więcej klasyki. Chodzę wokół tego Manna i chodzę, niczym lisek wkoło drogi, może teraz go rozpocznę, skoro już coś posiadam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto udało mi się nabyć w bardzo niskiej cenie niedużego formatu albumy z Arkad przedstawiające malarstwo, które zawiera motywy odnośnie najbardziej ostatecznych i granicznych spraw tego świata, czyli: Kot i Seks:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-ZN6ebNxkMQs/TayhDrT3KAI/AAAAAAAAAQ8/fhdis0KfHEo/s1600/03.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-ZN6ebNxkMQs/TayhDrT3KAI/AAAAAAAAAQ8/fhdis0KfHEo/s320/03.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597025521452394498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/--VGJ8iEdPCU/TayhU53dAwI/AAAAAAAAARE/xtccg0ByAjI/s1600/04.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/--VGJ8iEdPCU/TayhU53dAwI/AAAAAAAAARE/xtccg0ByAjI/s320/04.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597025817417548546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym zdarzyło mi się przeczytać mniej znaną sztukę Szekspira pt. "Perykles, władca Tyru" i nawet miałam zamiar opisania wrażeń tutaj, ale było to dawno i zapał do tego minął. Sama sztuka jest jednak dość ciekawa, chociaż może w dużym stopniu pozbawiona tych celnych spostrzeżeń i ripost do których przyzwyczaiły wcześniejsze jego sztuki. Ale uzmysłowiło mi to, że jednak, kurcze, należy tego Szekspira czytać i wracać do niego, bo jest niesamowitą kopalnią motywów, relacji, postaw i charakterów. Inspirujące.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dzisiaj to mam nastrój na dołujące piosenki Beatlesów:&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="425" height="344" src="http://www.youtube.com/embed/k9Itt02QOO0?fs=1" frameborder="0" allowFullScreen=""&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-7768204021811603937?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/7768204021811603937/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=7768204021811603937' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7768204021811603937'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7768204021811603937'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/04/stosy-niewybaczalne.html' title='Stosy niewybaczalne.'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-mW58htqVQ_U/TayciEpGk1I/AAAAAAAAAQs/H8kx4vLRzAg/s72-c/01.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-5671342490161064721</id><published>2011-04-01T15:57:00.005+02:00</published><updated>2011-10-26T22:26:25.647+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rabih Alameddine'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Hakawati. Mistrz opowieści" Rabih Alameddine</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-sh2BpmWMnj0/TZXfPnYMDcI/AAAAAAAAAQc/EyqLtd90ZyY/s1600/hakawati-mistrz-opowiesci.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 205px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-sh2BpmWMnj0/TZXfPnYMDcI/AAAAAAAAAQc/EyqLtd90ZyY/s320/hakawati-mistrz-opowiesci.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5590619971811806658" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Ech. Tu właściwie mogłabym skończyć z moją recenzją. Nie tylko dlatego, że książka była dość nijaka, ale też dlatego, że jestem obecnie zarobiona. Uczę się jak dzika. Nie mam czasu na czytanie książek, chociaż nic innego nie robię tylko czytam. Albo powtarzam to, co przeczytałam. Pozostaje powtórzyć: ech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale wracając do książki. Nie miałam wcale jakichś specjalnych oczekiwań, wiedziałam, że będzie to raczej coś czytadłowatego. Kiedyś przeczytałam fragment tej książki i spodobało mi się, koncept z przeplataniem fabuły różnymi opowieściami, które jakoś tam się wszystkie ze sobą łączą - wydawało mi się, że to dobre. I może sam zamysł ciekawy, ambitny, ale jakoś w tej książce się nie klei. Czułam się jakbym oglądała jedną z tych nowoczesnych bajek dla dzieci, gdzie wszystko skacze, wiruje i zmienia się zanim zdążę w ogóle się zorientować co się tak naprawdę dzieje. Więc mamy tutaj główną fabułę: jest główny bohater, Osama, który opowiada dzieje swojej rodziny. I są jeszcze opowieści, niby związane z fabułą główną, ale moim zdaniem ten związek jest grubo przesadzony. Osobą która spaja oba te "pola" opowieści jest postać dziadka Osamy, zawodowego hakawatiego, czyli mistrza opowieści właśnie. Zanim przystąpiłam do czytania najbardziej ciekawa byłam tych baśni, ale okazało się, że historia rodziny Osamy jest sto razy bardziej interesująca (co nie znaczy jednak, że była specjalnie fascynująca). Opowieści niby mają egzotyczny smaczek, jakieś tam morały, ale tak naprawdę były okrutnie nudne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niby mamy tu postacie z rodziny głównego bohatera, nie do końca określone, nie do końca opisane, co wzbudza zainteresowanie, czyni je tajemniczymi. Jest też bardzo delikatna sugestia odnośnie homoseksualizmu samego Osamy, jak i jego wujka Dżihada. Ale nie znajdziemy tutaj przemian, dojrzewania, refleksji, walki samego z sobą. Czyta się to to i czyta, tu baśń, tam papuga, tutaj jakieś bombardowania się czasem dzieją, a tam pałace emira. Miło chociaż, że dowiadujemy się co nieco o Libanie, o jego skomplikowanych dziejach, o jego wielokulturowości, ale wszystko takie ugrzecznione, udekorowane... Nic dziwnego, w końcu Alameddine napisał książkę dla amerykańskich czytelników, którzy pewnie o Bliskim Wschodzie wolą czytać w takiej konwencji - baśnie, opowieści, egzotyka, kolorowy Bejrut. Jakieś tam może i były rozruchy, ale tak bardziej z boku, jako dodatkowy kolorek. Spływały one po wszystkich bohaterach jak woda po kaczce. A po mnie jak woda po kaczce spłynęła lektura tej książki.&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-5671342490161064721?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/5671342490161064721/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=5671342490161064721' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5671342490161064721'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5671342490161064721'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/04/hakawati-mistrz-opowiesci-rabih.html' title='&quot;Hakawati. Mistrz opowieści&quot; Rabih Alameddine'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-sh2BpmWMnj0/TZXfPnYMDcI/AAAAAAAAAQc/EyqLtd90ZyY/s72-c/hakawati-mistrz-opowiesci.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-699537435073750628</id><published>2011-03-19T20:22:00.008+01:00</published><updated>2011-10-26T22:26:44.300+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Seamus Heaney'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura irlandzka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyzwanie - nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Kolejowe dzieci" Seamus Heaney</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-ID4JSztOx4g/TYUGn7M8rWI/AAAAAAAAAQM/n83c-2vz0co/s1600/kolejowe_dzieci.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 241px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-ID4JSztOx4g/TYUGn7M8rWI/AAAAAAAAAQM/n83c-2vz0co/s320/kolejowe_dzieci.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5585878195799633250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Z tym tomikiem poezji w tłumaczeniu Piotra Sommera miałam przyjemność już tydzień temu. Trochę mnie uspokoił, wyciszył, ale bez zbędnego, i zawsze jednak fałszywego, pocieszania. Wcześniej do Heaney'a rzadko mi było po drodze, a kiedy już coś czytałam tego irlandzkiego poety, to nie czułam jego twórczości ani sercem, ani duszą, ani nawet rozumem (a ten ostatni oczywiście jest najgłupszy). Moje okazjonalne podchody były zawsze do wierszy w oryginale. Teraz więc dla odmiany postanowiłam przeczytać je w tłumaczeniu, bez najeżania się, w pieleszach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tomik zawiera nie tylko wybrane wiersze (raczej z wczesnego etapu twórczości), jak również i krótkie eseje, które wspominając dzieciństwo, twórczość, ale i niepewną, kruchą jakość życia w Belfaście na początku lat 70-tych, jakoś nierozerwalnie łączą się z resztą poezji wybranej przez tłumacza. Czytałam trochę od niechcenia, nie mając wyrzutów sumienia, że nie czytam w oryginale, nie porównując tłumaczeń z ich angielskim pierwowzorem. Seamus Heaney nie stał się dla mnie poetą życia, ale jednak, dzięki temu wydaniu, jest trochę bliższy, jaśniejszy. Nie objawia się w "Kolejowych dzieciach" jako noblista, wielki irlandzki pisarz, którego powinnam znać od A do Z, ale jako mały chłopiec wpisany w wiejski, bagienny krajobraz. Uspokoił mnie, zmienił tor mojego myślenia, wyegzorcyzmował kilka złych myśli i zaklął je w paru linijkach. Jestem jemu, jak i tłumaczowi, bardzo za to wdzięczna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poezja jednak wyzwala, jeśli jej się poddać.&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kopać&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;(Digging)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomiędzy kciukiem a wskazującym palcem&lt;br /&gt;Tkwi przysadziste pióro; jak spluwa w garści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod oknem przenikliwie zgrzyta&lt;br /&gt;Wbijana w piach i żwir łopata -&lt;br /&gt;To ojciec, kopie. Ja z góry patrzę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aż jego naprężony wśród rabatek grzbiet&lt;br /&gt;Zegnie się - i podniesie młodszy o dwadzieścia lat&lt;br /&gt;I będzie się pochylał w rytmie kartoflanych bruzd,&lt;br /&gt;Gdzie chodził kopać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;But stawiał na krawędzi, trzonek&lt;br /&gt;Oparty o kolano był mocną dźwignią.&lt;br /&gt;A on obrywał łęty, wbijał błyszczące ostrze&lt;br /&gt;I wysypywał młode kartofle, któreśmy zbierali -&lt;br /&gt;Lubiliśmy ich twardość oraz chłód.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bóg świadkiem, staruszek umiał trzymać szpadel.&lt;br /&gt;Tak jak i jego ojciec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle torfu co dziadek w jeden dzień&lt;br /&gt;Nie wyciął żaden kopacz na Tonerowym bagnie.&lt;br /&gt;Kiedyś zaniosłem mu butelkę mleka&lt;br /&gt;Zakorkowaną byle jak papierem. Przerwał&lt;br /&gt;Żeby je wypić, i dalejże znakować torf&lt;br /&gt;I ciąć na równe kostki, i rzucać darń&lt;br /&gt;Za siebie, i schodzić coraz głębiej&lt;br /&gt;Po dobry torf. I kopać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten zimny zapach kartofliska, plaskanie i chlupoty&lt;br /&gt;Namokłego torfu, i ciach-ciach przecinanie&lt;br /&gt;Żywych korzeni, to wszystko staje przed oczami.&lt;br /&gt;Ale ja nie mam szpadla, żeby robić to, co oni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym&lt;br /&gt;Tkwi przysadziste pióro.&lt;br /&gt;Nim będę kopać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Przełożył Piotr Sommer)&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-699537435073750628?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/699537435073750628/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=699537435073750628' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/699537435073750628'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/699537435073750628'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/03/kolejowe-dzieci-seamus-heaney.html' title='&quot;Kolejowe dzieci&quot; Seamus Heaney'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-ID4JSztOx4g/TYUGn7M8rWI/AAAAAAAAAQM/n83c-2vz0co/s72-c/kolejowe_dzieci.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-2101502989809508480</id><published>2011-03-11T12:33:00.008+01:00</published><updated>2011-03-13T17:10:53.354+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzycznie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lit studies'/><title type='text'>Znowu stos + Lacan + inne cuda</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;br /&gt;To jest nauczka za niekupowanie książek regularnie i jak Bóg przykazał. Skoro trochę nie kupowałam, to teraz tama puściła i robi się już naprawdę nieciekawie. Co pół roku potrzebuję nowego regału. A było to tak: chodziłam sobie po mieście porozglądać się po zupełnie dziewczyńskich sklepach, ale myślę sobie "Co mi tam, wejdę do Matrasa." I to już był ogólnie koniec, bo w Matrasie przeceny. W ten oto sposób dorobiłam się poniższego stosu, oprócz tej książki na samej górze:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-eYppFXMu2xg/TXoJpzIj2yI/AAAAAAAAAP0/Cq7ASqoxl80/s1600/IMG_0056.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 180px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-eYppFXMu2xg/TXoJpzIj2yI/AAAAAAAAAP0/Cq7ASqoxl80/s320/IMG_0056.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5582785301784550178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka na samej górze to "Kulturowa teoria literatury" z Universitasu, zdobyłam ją na allegro. Niżej jest cieniutka książeczka pt. "Cztery życia wierzby" chińskiej pisarki &lt;b&gt;Shan Sa&lt;/b&gt;. Nie wiem czemu ją wzięłam, chyba gdzieś czytałam jakąś pozytywną recenzję jej książki. Poza tym podoba mi się to imię, nikt mi teraz nie powie, że nie mam szans. Hehe, sucharskie dowcipy najlepiej smakują w piątki. Dalej jest "Namalowane okno" &lt;b&gt;José Carlosa Somozy&lt;/b&gt;. Już dawno chciałam coś przeczytać tego autora. Następnie dwa tomy dzienników &lt;b&gt;Anaïs Nin&lt;/b&gt;, co prawda są to tomy II i III, ale nie ma co narzekać, zwłaszcza, że każdy tom był po 9,90 (Normalna cena to 39,90). Licytuję teraz się na allegro o tom I, ale trochę czarno widzę to przedsięwzięcie (EDIT 13.03: A jednak wygrałam! Tom I za 10,50!). No a na ostatek "Trudny wybór" &lt;b&gt;Nadine Gordimer&lt;/b&gt;. Jestem bardzo ciekawa tej noblistki. Zresztą może powinnam się wstydzić, że jeszcze nic jej nie czytałam, ale wtedy również musiałabym się wstydzić za tysiące innych nieprzeczytanych autorów i tytułów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i kupiłam jeszcze w tym nieszczęsnym Matrasie zakładkę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-o1toU6zavaA/TXoM1-aauBI/AAAAAAAAAP8/NFyxKsOykVI/s1600/IMG_0060.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-o1toU6zavaA/TXoM1-aauBI/AAAAAAAAAP8/NFyxKsOykVI/s320/IMG_0060.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5582788809505552402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-h3I71pttlwo/TXoRT4mF7TI/AAAAAAAAAQE/Xpa6xDkh13E/s1600/przewodnik-lacan.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 167px; height: 234px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-h3I71pttlwo/TXoRT4mF7TI/AAAAAAAAAQE/Xpa6xDkh13E/s320/przewodnik-lacan.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5582793721386495282" /&gt;&lt;/a&gt;A jeżeli chodzi o czytanie, to ukończyłam niedawno skromnych rozmiarów lekturę, ale niezmiernie pożywną - pozycję z serii Przewodników Krytyki Politycznej: "Lacan" Slavoja Žižka. Podczytując sobie różne rzeczy z teorii literatury natrafiałam dość często na nawiązania do filozofii Lacana i tyczyły się one zawsze czegoś, co naprawdę by mnie zainteresowało, co w jakiś sposób tyczyło się mojej własnej osoby, czy paru pytań, które sobie od dłuższego czasu zadaję. Tak więc pożyczyłam tę książkę od mojego brata, żeby się z myślą francuskiego psychoanalityka lepiej zapoznać. Muszę przyznać, że to krótkie wprowadzenie jeszcze bardziej mnie zaintrygowało, nakreśliło pewne pojęcia, za którymi wiem, że warto podążać. Žižek jest z rodzaju tych "wykładowców", którzy "gawędzą" - przybliża nam Lacana dzięki nawiązaniom do Shakespeare'a, bieżących wydarzeń, popkultury. Szkicuje myśl psychoanalityka tak, aby nie był on oderwany od nas (w sensie - "nas we współczesnym świecie"), nie sprowadzał się do teorii i terminów, które istnieją jedynie same dla siebie. Bardzo polecam wszystkim, którzy podobnie jak ja są zaintrygowani psychoanalizą, bardziej tą teoretyczną, niż kliniczną. Ten przewodnik nie odpowiada na wszystkie kwestie, ani nie rozwija żadnych z nich w pełni (no ej, ma w końcu 160 stron), ale z pewnością motywuje do dalszej lektury i dalszych poszukiwań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w ogóle to słucham ostatnio strasznie dużo muzyki z lat 80-tych, zupełnie bezwstydnie. Oczywiście najwspanialsze są różne perełki New Wave, ale szczerze mówiąc i Sandrą nie pogardzę (Marija Magdalina!), a tym bardziej Michaelem Jacksonem. Nie wiem, może to oznaka jakiegoś nagłego starzenia się. Ale dobrze mi się myśli przy tych nachalnych bitach. Dla porównania czasami puszczę stację radiową z muzyką z lat 90-tych i feee! To już nie to samo, ani trochę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A najbardziej to teraz męczę 'Greatest Hits' Tears for Fears. Czemu nie urodziłam się 16 lat wcześniej w UK? Teraz przynajmniej bym nie miała tych wszystkich problemów, tylko mieszkała w jakimś domku i trajkotała z sąsiadami o pogodzie dzień w dzień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Epicka rzecz: "I wanted to be with you alone / And talk about the weather"&lt;br /&gt;&lt;iframe width="425" height="344" src="http://www.youtube.com/embed/-sZzCyJVb4o?fs=1" frameborder="0" allowFullScreen=""&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-2101502989809508480?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/2101502989809508480/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=2101502989809508480' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2101502989809508480'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2101502989809508480'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/03/znowu-stos-lacan-inne-cuda.html' title='Znowu stos + Lacan + inne cuda'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-eYppFXMu2xg/TXoJpzIj2yI/AAAAAAAAAP0/Cq7ASqoxl80/s72-c/IMG_0056.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-228582014097537131</id><published>2011-03-07T20:15:00.006+01:00</published><updated>2011-03-07T21:10:07.147+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos'/><title type='text'>Stosik końca zimy</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio kupuję niewiele książek, bo 1) i tak mam ich za dużo, 2) nie mam obecnie za wiele czasu na ich czytanie, chociaż (ponieważ) czytam non-stop do obrony. Mimo wszystko przez ostatni miesiąc zdołał się uzbierać taki stos (jak zwykle jakość fotografii fatalna, bo zawsze zabieram się za robienie zdjęć wieczorem i przy sztucznym oświetleniu):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-vMzs1X_1WJM/TXUvdpQ30xI/AAAAAAAAAPs/Zn_RZLCgOK4/s1600/marchpile.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 188px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-vMzs1X_1WJM/TXUvdpQ30xI/AAAAAAAAAPs/Zn_RZLCgOK4/s320/marchpile.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5581419499534930706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedziemy od góry. Pierwsze trzy książki dostałam za jakieś grosze ("Matki" i Mahfuza za 2,99 każda w... Tesco):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- "Wiatr Księżyca" &lt;b&gt;Antonio Muñoz Molina&lt;/b&gt; - Z nazwiskiem już się zetknęłam, ale zupełnie nie wiem czego się spodziewać. Czasami lubię takie spotkania z Nieznanym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- "Matki" &lt;b&gt;Teodora Dimowa&lt;/b&gt; - Chyba będzie ambitnie i boleśnie, więc jak znalazł dla mnie. Poza tym jak się człowiek natyka na książkę z PIW-owskiej serii Biblioteka Babel za 3 złote, to nie dyskutuje, tylko bierze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- "Złodziej i psy" &lt;b&gt;Nadżib Mahfuz&lt;/b&gt; - Przeczytałam już "Opowieści starego Kairu" i bardzo mi przypadła ta książka do gustu. Zobaczymy jak będzie z tą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejne książki zamówiłam z nowej księgarni Biura Literackiego &lt;a href="http://www.poezjem.pl/"&gt;Poezjem.pl&lt;/a&gt;. Polecam zakupy w tym sklepie, fanom poezji zwłaszcza, mają naprawdę cudowne ceny. Ja poniższe 6 tytułów kupiłam za 101 złotych (łącznie z bardzo tanim kosztem przesyłki), a są warte co najmniej dwa razy więcej:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Trzy tomiki wierszy, wszystkie w przekładzie Piotra Sommera (lub, w przypadku Raine'a, także Jerzego Jarniewicza): "Wszystko będzie dobrze" &lt;b&gt;Derek Mahon&lt;/b&gt;, "Wolny przekład" &lt;b&gt;Craig Raine&lt;/b&gt;, "Kolejowe dzieci" &lt;b&gt;Seamus Heaney&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- "Zapisy rozmów. Wywiady z poetami brytyjskimi" &lt;b&gt;Piotr Sommer&lt;/b&gt; - Przeglądałam trochę i jestem ogromnie podekscytowana tymi wywiadami! Mimo iż nie specjalizuję się w poetach brytyjskich. Szkoda, że nie ma odpowiednika z poetami amerykańskimi. A może jest, tylko ja jak zwykle nic o tym nie wiem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- "Od pieśni do skowytu. Szkice o poetach amerykańskich" &lt;b&gt;Jerzy Jarniewicz&lt;/b&gt; - Wywiadów może nie ma, ale za to są szkice! Też sprawiają, że się rozpływam i nie mogę się doczekać, kiedy będę miała na nie więcej czasu. Ze mnie to jest jednak straszny nerd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- "Margines, ale..." &lt;b&gt;Tadeusz Różewicz&lt;/b&gt; - No w tym momencie w ogóle dochodzimy do szczytu szczytów mojej radości, bo ja pożeram wszystko, co ukazuje się Różewicza, a ta pozycja jest szczególna i nietypowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ochy i achy! A jeszcze od Poezjem dostałam kalendarz. I masę zakładek, a tych nigdy za mało, bo czytam zawsze sto książek naraz. Ciekawa jestem jak długo te atrakcyjne ceny się utrzymają, jeżeli jeszcze przez jakiś dłuższy czas, to na pewno znowu zrobię tam wkrótce szałowe zakupy. Może tym razem więcej polskich poetów?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Zupełnie zapomniałam o wydanej w latach 80-tych "Historii literatury Stanów Zjednoczonych w zarysie" w dwóch tomach (I - Wiek XVII-XIX, II - Wiek XX) autorstwa Andrzeja Kopcewicza i Marty Sienickiej. To moja najnowsza zdobycz z Allegro, dopełnienie posiadanej "Historii literatury amerykańskiej XX wieku" wydawnictwa Universitas :) &lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-228582014097537131?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/228582014097537131/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=228582014097537131' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/228582014097537131'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/228582014097537131'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/03/stosik-konca-zimy.html' title='Stosik końca zimy'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-vMzs1X_1WJM/TXUvdpQ30xI/AAAAAAAAAPs/Zn_RZLCgOK4/s72-c/marchpile.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-5911635839116483660</id><published>2011-03-05T20:46:00.005+01:00</published><updated>2011-10-26T22:26:55.793+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Janusz Głowacki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Good night, Dżerzi" Janusz Głowacki</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-TM9Z1ty8sJI/TXKTNIbu5NI/AAAAAAAAAPc/t-866vYUc4I/s1600/Good-night-D%25C5%25BCerzi.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 312px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-TM9Z1ty8sJI/TXKTNIbu5NI/AAAAAAAAAPc/t-866vYUc4I/s320/Good-night-D%25C5%25BCerzi.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580684742076851410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Jestem okrutnie demode, ponieważ przeczytałam "Good night, Dżerzi" dopiero teraz, kiedy opadły odłamki i paprochy po wielkim boomie na tę książkę. Ale może to i lepiej. Szczerze mówiąc tyle się o niej naczytałam i była tak popularna, że byłam już prawie zdecydowana jednak jej nie nabywać. Mimo wszystko nabyłam. Z czego bardzo się cieszę, bo to wspaniała książka. Wcześniej nie czytałam Głowackiego absolutnie nic, ani nawet linijki, i teraz wiem, że nie jest to na pewno powód do chwalenia się, wręcz przeciwnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozreklamowana jako luźna biografia Jerzego Kosińskiego, według mnie nie jest biografią w ogóle, nawet mocno poluźnioną. Jest bardziej pewną wariacją na temat wyobrażenia (wyobrażeń) osoby Kosińskiego, a to z kolei służy tylko jako narzędzie do rozważań na temat fikcji w życiu, autokreacji, kreacji świata wyobrażonego. Wszystko to, i więcej - sny, anegdoty, plotki, stapiają się w jedno. Ten nadmiar fikcji, który sami wytwarzamy, paradoksalnie prowadzi do głodu za rzeczywistością, za prawdą, świadectwami. Dlatego właśnie wszyscy są początkowo oczarowani Kosińskim. Nie z powodu "Malowanego ptaka" samego w sobie. Ale dlatego, że powiedział im to co pragnęli usłyszeć - nie: "Napisałem tę książkę", "Stworzyłem tę fikcję", ale: "Przeżyłem to."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo niemalże jednoznacznie pesymistycznego wydźwięku tej uciążliwej i kompulsywnej autokreacji, która dotyczy każdego z nas, jest w tym pewna nutka optymizmu. Przede wszystkim dla pisarzy: przyzwolenie na pełną wolność, na rozciąganie wszelkich pomysłów, pozbycie się wstydu, kreację totalną i nieposkromioną. Z zastrzeżeniem jednak, żeby "nie drażnić lwa", nie karmić spragnionych "najprawdziwszej prawdy" publiczności deklaracjami "Przeżyłem/am to."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak naprawdę głównym bohaterem nie jest Dżerzi. Mamy tutaj jednak główną bohaterkę, jedną jedyną i niepowtarzalną - Maszę. Masza pochodzi z Moskwy, gdzie przeżyła naprawdę smutne i zimne dzieciństwo oraz młodość, aby w Nowym Jorku razem ze starszym od niej mężem (bardziej na zasadzie sponsora) dorosnąć, przy czym dorastanie jest równie brutalne, jak wiek młodzieńczy. Sposób w jaki opisuje otoczenie, przeszłość, swoje sny jest jedyny w swoim rodzaju, niesamowicie "swojski", prosty, a jednocześnie hermetyczny, wprowadzający w świat należący tylko do niej, do którego nikt inny nie ma wstępu. Wszystko czego pragnie, to przestać się bać. Po przeczytaniu książki nie wiem czy jej się to udało. Ale wiem, że na pewno należy obecnie do moich najulubieńszych kobiecych bohaterek literackich wszechczasów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tą lekturą wiąże się zresztą ciekawa opowiastka. Mamy taką sąsiadkę, która bardzo lubi czytać i podobno podczas lektury "Good night, Dżerzi" tak się różnymi co mocniejszymi wątkami zbulwersowała, że wyrzuciła ją (nie doczytując do końca) do kosza. Wielkie brawa za tą niekłamaną manifestację cnotliwości ;)&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-5911635839116483660?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/5911635839116483660/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=5911635839116483660' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5911635839116483660'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5911635839116483660'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/03/good-night-dzerzi-janusz-gowacki.html' title='&quot;Good night, Dżerzi&quot; Janusz Głowacki'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-TM9Z1ty8sJI/TXKTNIbu5NI/AAAAAAAAAPc/t-866vYUc4I/s72-c/Good-night-D%25C5%25BCerzi.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-2654304939237194728</id><published>2011-02-27T18:41:00.003+01:00</published><updated>2011-10-26T22:27:07.259+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='David Lodge'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura brytyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"The British Museum is Falling Down" David Lodge</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-Pt45mDAfEAY/TWqNITa7mqI/AAAAAAAAAPM/RvBg8QBY3Is/s1600/britishmuseum.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 212px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Pt45mDAfEAY/TWqNITa7mqI/AAAAAAAAAPM/RvBg8QBY3Is/s320/britishmuseum.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578426262243482274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Jednak poczucie humoru Lodge'a jest jedyne w swoim rodzaju i trochę za nim tęskniłam. Ostatnio przeczytałam jakąś jego powieść chyba 2 lata temu i była to "Zamiana", która średnio przypadła mi do gustu. Ale poprzednio, jeszcze dawniej, przeczytane "Small World", albo "How Far Can You Go?" były naprawdę dobre. Być może po przełożeniu na polski David Lodge śmieszy mniej. To się okaże, kiedy pewnego razu sięgnę po "Autor, autor."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Malutka książeczka, będąca przedmiotem tej recenzji, jest także dostępna po polsku pt. "British Museum w posadach drży" i była wydana stosunkowo dawno temu przez Rebis. Na 160 stronach dostajemy dzień z życia doktoranta, Adama Appleby, który pracuję nad swoją rozprawą w British Museum właśnie. Jednak zamiast skupić się na pracy naukowej, Adam rozmyśla o beznadziejności swojego życia w obliczu kolejnej, czwartej ciąży swojej żony przy, paradoksalnie, niemalże zupełnej ascezie pożycia małżeńskiego ich dwojga. A wszystkiemu winny katolicyzm! Bo on i jego żona, jako praktykujący katolicy, nie używają ani prezerwatywy, ani tym bardziej pigułki, która w tym czasie (pierwsza połowa lat 60-tych) jest wciąż nowinką. Zamiast tego stosują tzw. "kalendarzyk" i mierzenie temperatury. W ten sposób "dorobili się" już trójki dzieci, chociaż jedyne z czego się utrzymują to stypendium naukowe męża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adam, zamiast skupić się na komponowaniu i sporządzaniu kolejnych fiszek w bezpiecznym zaciszu czytelni British Museum, pakuje się w różne dziwne, komiczne sytuacje. Wiele z nich to zresztą aluzje do innych dzieł literackich, czy sposobów kreowania rzeczywistości przez innych pisarzy: Virginię Woolf, Jamesa Joyce'a, Franza Kafkę... To dość niewiarygodne ile zdarzeń i motywów Lodge upchał w książce tak króciutkiej. Muszę przyznać, że pod względem kompozycji, gdzie zdarzenia zachodzą po sobie, wiążą się ze sobą, tworzą napięcie i nieoczekiwanie wyjaśniają się, musi to być najlepsza powieść tego autora jaką dotąd przeczytałam. Generalnie w jego pisarstwie odczuwalny jest niemalże nabożny szacunek do standardowej konstrukcji powieści, ze wszystkimi zwrotami akcji i realizmem opisów, przy jednoczesnych postmodernistycznych odwołaniach do innych dzieł, czy zjawisk popkultury. Urzeka mnie to, bo sama nigdy bym tak nie potrafiła, nawet po 100.000 latach kursów kreatywnego pisania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i warto przyjrzeć się jaką udręką może być życie seksualne dla tych dwojga bohaterów! Brrrrr! David Lodge nie tylko w tej książce wskazuje na archaiczność i oderwanie od rzeczywistości ustaleń i poglądów kościoła katolickiego. Ale zawsze robi to inteligentnie, wszelkie sobory i inne takie mogłyby go uznać za równego sobie przeciwnika w dyskusji. Gdyby tylko chciały, a pewnie nie chciałyby ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam tę książkę każdemu, kto potrzebuje się odprężyć i pośmiać, ale nie przy czymś skończenie durnym, a wręcz przeciwnie - przy intrygującej literaturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(P.S. Uwielbiam okładki tych &lt;a href="http://www.penguin.co.uk/nf/Search/QuickSearchProc/1,,Author_1000020069,00.html"&gt;nowych wydań książek Lodge'a przez Penguin Books&lt;/a&gt;. Ja mam akurat starsze wydanie, gdzie okładka wygląda jak do powieści dla 9-latków.)&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-2654304939237194728?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/2654304939237194728/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=2654304939237194728' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2654304939237194728'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2654304939237194728'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/02/british-museum-is-falling-down-david.html' title='&quot;The British Museum is Falling Down&quot; David Lodge'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Pt45mDAfEAY/TWqNITa7mqI/AAAAAAAAAPM/RvBg8QBY3Is/s72-c/britishmuseum.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-8049257351796642943</id><published>2011-02-24T14:07:00.004+01:00</published><updated>2011-10-26T22:27:20.812+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zora Neale Hurston'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Their Eyes Were Watching God" Zora Neale Hurston</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-pn_nzwjAaRQ/TWZYVqZb-RI/AAAAAAAAAO8/UsEVF1PYWBw/s1600/theireyes.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 212px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-pn_nzwjAaRQ/TWZYVqZb-RI/AAAAAAAAAO8/UsEVF1PYWBw/s320/theireyes.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5577242317726415122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Kolejny tytuł należący do kanonu amerykańskiej literatury, który w Polsce jest kompletnie nieznany, m.in dlatego, że tłumaczenia brak. Oh well, bywa. Książka, napisana w 1936 i wydana rok później, została "ponownie" odkryta w latach 70-tych inspirując takie afroamerykańskie pisarki jak Alice Walker i Toni Morrison.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta niewielkich rozmiarów lekturka opisuje historię Janie Crawford, czarnej kobiety poszukującej miłości, szczęścia, a przede wszystkim, samej siebie. Odnajduje ona to wszystko w trzecim z kolei małżeństwie z dużo młodszym od siebie mężczyzną o ksywce Tea Cake. Podczas trwania poprzednich dwóch związków, główna bohaterka tylko uczy się czym miłość nie jest oraz, że, zżynając z Kundery, "życie jest gdzie indziej." Tea Cake jest odmianą, zabiera Janie w różne miejsca, uczy ją jak cieszyć się życiem. Jest nieprzewidywalny, zawsze pogodny. Toteż bohaterka opuszcza swój dom, niegdyś zamieszkały także przez jej męża - burmistrza, któremu się ostatecznie zmarło, i przenosi się ze swoją wyczekaną prawdziwą miłością na bagna Everglades (bo akcja ogółem toczy się w stanie Floryda).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, jak to bywa w tej smutnej literaturze, cała historia nie kończy się dobrze. Bo tak nie może być, że kobita sobie robi co chce, lekceważy zdanie społeczności w temacie swojego zamążpójścia i zarządzania spadkiem, i idzie w tango z jakimś tam facetem, który jest nikim, bo przecież nic nie ma! Co gorsza, Janie dąży do spełnienia swoich marzeń, i one nawet do pewnego stopnia spełniają się, ale to nie daje jej praw do happy endów. Zastanawiałam się nad tym ogólnym "problemem madame Bovary", gdzie każdy bohater próbujący "wyjechać za linię" dostaje okrutnie po łapach od losu. Tak jest zawsze! Ale z drugiej strony, jeżeli byłby ten happy end, książka automatycznie stałaby się w pewnym sensie... mniej wartościowa. Mniej realna? Bez wiarygodnej konkluzji?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To trochę przykre. Czy sztuka naśladuje życie, czy na odwrót? Dostaniemy po tych łapach, czy nie, sięgając po więcej? Mam jeszcze dużo lat (ups, chyba), żeby się tego dowiedzieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako że jestem ogromną fanką szeroko pojętego "stylu" i przywiązuję ogromną wagę nie tyle do tego o czym jest książka, ale do tego jak jest napisana, nie mogłam nie docenić bardzo specyficznego języka tej powieści. Przede wszystkim, bohaterowie mówią tutaj afroamerykańskim dialektem angielskiego, Ebonics, który jest niesamowicie wiernie, że się tak wyrażę, "stranskrybowany" na karty książki i miałam dużo frajdy czasami odczytując te fragmenty na głos, chociaż nie zawsze płynnie ;) Autorka narrację prowadzi już standardowym angielskim, ale sam sposób obrazowania pozostaje dość niesamowity. Jest coś w zdaniach Hurston, co przypomina modernistyczną poezję. Są krótkie, proste, ale można je zobaczyć, czasami powąchać, czy posmakować. Niektóre fragmenty to prawdziwe perełki, małe prawdy wyrażone w nieskomplikowany sposób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głównie dla zasmakowania tego jedynego w swoim rodzaju obrazowania polecam (niestety tylko tym na razie, którzy znają angielski) lekturę "Their Eyes Were Watching God", ale nie tylko. Mimo iż ta historia nie wstrząsnęła jakoś specjalnie moim światem, to jest w niej coś nieuchwytnego, jak promienie słońca... ich kolory to żółty? pomarańczowy? biały? I jak je zatrzymać?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiadomo. Ale dobrze, ciepło, kiedy są. Ze szczęściem chyba jest tak samo.&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-8049257351796642943?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/8049257351796642943/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=8049257351796642943' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/8049257351796642943'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/8049257351796642943'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/02/their-eyes-were-watching-god-zora-neale.html' title='&quot;Their Eyes Were Watching God&quot; Zora Neale Hurston'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-pn_nzwjAaRQ/TWZYVqZb-RI/AAAAAAAAAO8/UsEVF1PYWBw/s72-c/theireyes.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-4789629922459014122</id><published>2011-02-17T20:06:00.005+01:00</published><updated>2011-10-26T22:28:45.521+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mario Vargas Llosa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyzwanie - nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura peruwiańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Ciotka Julia i skryba" Mario Vargas Llosa</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-Zpl7412Ru_c/TV16qzPXuzI/AAAAAAAAAOk/csdhIK2wsc4/s1600/ciotkajulia.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 215px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Zpl7412Ru_c/TV16qzPXuzI/AAAAAAAAAOk/csdhIK2wsc4/s320/ciotkajulia.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5574746789482314546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Moje pierwsze spotkanie z prozą Llosy, nie licząc podejścia do "Miasta i Psów" lata świetlne temu, którą zarzuciłam chyba po pięćdziesięciu stronach. Być może kiedyś ją odgrzebię i zrobię nowe podejście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba przyznać od razu, że jest to na wskroś literatura iberoamerykańska. Nie tylko dlatego, że (naturalnie!) akcja toczy się w Peru i autorem jest peruwiańczyk. Iberoamerykańskość tej książki jest zawarta w klimacie, w sposobie snucia historii, w swoistego rodzaju impulsywności, pasji, braku powściągliwości u (większości) bohaterów. Lubię zanurzać się w takie literackie otchłanie, dla których muszę sama się trochę zmienić, aby je zrozumieć. Zazwyczaj przydarza mi się to właśnie przy lekturze pisarzy południowoamerykańskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ciotka Julia i skryba" to powieść, którą można podzielić na dwie części. Pierwsza z nich jest opowieścią o prywatnym życiu narratora, o jego pracy w rozgłośni radiowej, dość olewczym studiowaniu prawa i o jego romansie z kobietą o 14 lat starszą, rozwódką - ciotką Julią właśnie. Ja osobiście z ciotką miałam problem, bo w całym tym zestawie współpracowników głównego bohatera (Marita - alter ego autora), jego znajomych, innych ciotek i krewnych, ciotka Julia wydała mi się postacią najbardziej nijaką. Niby dowiadujemy się, że miała złośliwe poczucie humoru, ale niewiele z niego dostajemy w książce. Trudno jest zrozumieć dlaczego narrator jest aż tak zdeterminowany by z nią pozostać. On sam zresztą nigdy tego nie objaśnia nikomu. Kiedy rozpoczęłam lekturę byłam przekonana, że ciotka Julia będzie inspirowała i motywowała Marita do pisania (Tak, że będzie dla niego taką Yoko Ono!), ale gdzie tam! Być może taki brak umotywowania i uzasadnienia dla zaistnienie tej miłości to celowy zabieg, ale jeżeli tak, to moim zdaniem chybiony. Ciężko zrozumieć uczucie, które wzięło się nie wiadomo jak i które podtrzymuje się na nie wiadomo czym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O wiele ciekawsza jest druga część powieści, czyli opowieści radiowe Pedra Camacho. Camacho pracuje dla tego samego radia, co główny bohater, jako scenarzysta i reżyser słuchowisk radiowych, które zyskują sobie ogromną ilość fanów. Fabuły tych opowieści są niesamowite, niewiarygodne, pełne tragizmu. Są jak połączenie najświętszych objawień i najbardziej wyuzdanego tańca. Pedro pracuje niemalże 20 godzin dziennie przez cały tydzień pisząc je, instruując aktorów, przeprowadzając próby i nagrania. Nigdy nie zapisuje sobie wcześniejszych wątków, nigdy nie zagląda do wcześniejszych odcinków... Żyje tylko tym, co wymyśla. A to kończy się, w przypadku dalszych wytworów wyobraźni - wielką apokalipsą, a w przypadku ich autora - smutnym, nijakim końcem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pedro Camacho jest jedną z ciekawszych postaci literackich z jakimi ostatnio się zetknęłam. Fakt ten wynagradza mi trochę absolutną bezbarwność ciotki Julii. Mimo wszystko chyba spodziewałam się więcej cudów po tym autorze, a nie ma nic gorszego niż takie oczekiwania. Llosa potrafi snuć historie i historyjki różnej maści i robi to naprawdę dobrze, a czasem z dość specyficznym poczuciem humoru (Takim, gdzie nie wiadomo czy śmiać się, czy raczej płakać / zbulwersować / przerazić). Więc czego mi brakowało? Czego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A któż to wie?&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-4789629922459014122?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/4789629922459014122/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=4789629922459014122' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/4789629922459014122'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/4789629922459014122'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/02/ciotka-julia-i-skryba-mario-vargas.html' title='&quot;Ciotka Julia i skryba&quot; Mario Vargas Llosa'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Zpl7412Ru_c/TV16qzPXuzI/AAAAAAAAAOk/csdhIK2wsc4/s72-c/ciotkajulia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-6094363931967195345</id><published>2011-02-11T22:59:00.007+01:00</published><updated>2011-10-26T22:28:58.814+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura rosyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Eugeniusz Zamiatin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"My" Eugeniusz Zamiatin</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-0eyPF96BNRs/TVW_rW7b-vI/AAAAAAAAAOc/vfhhOXrX9mA/s1600/my-zamiatin.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 157px; height: 245px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-0eyPF96BNRs/TVW_rW7b-vI/AAAAAAAAAOc/vfhhOXrX9mA/s320/my-zamiatin.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5572570865551014642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;To dziwna powieść. Napisana w 1920, oficjalnie wydana w ZSRR dopiero w 1988, była inspiracją dla Orwella przy kreowaniu świata w "1984". Eugeniusz Zamiatin, z zawodu inżynier, jest po trosze protoplastą postaci głównego bohatera - ∆-503, także inżyniera-konstruktora. Jest przekonany o słuszności Państwa Jedynego w którym żyje, o zasadności mieszkania oszklonego, aby wszyscy mogli go widzieć, o sensowności planu dnia, który współdzieli razem ze wszystkimi innymi ludźmi. Wszyscy o tej samej godzinie wstają, idą do pracy, uprawiają seks, myją się, chodzą na spacer. A jednak pewnego dnia nie czuje się najlepiej... ma sny! Lekarz stwierdza u niego "duszę". A skutkiem posiadania duszy jest miłość do enigmatycznej I-330. (Choć słowo "miłość", zdaje się, nigdy w tej książce nie pada. Chyba że w odniesieniu do proto-Wielkiego Brata - tutaj zwanego Dobroczyńcą).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postacie kobiece, jak zauważył w nocie tłumacza na końcu książki Adam Pomorski, są motorem akcji tej powieści. Co jest, muszę przyznać dość szczególne. Więc jest rewolucjonistka I-330, jest ciepła, pulchna O-90, na którą główny bohater ma "zapis" - czyli może uprawiać z nią seks w Dni Seksualne. No i Ю, niechciana i zakochana. Niespełniona. Wszystkie starają się ciągnąć ∆-503 w swoją stronę, a on tylko się temu, chętnie lub niechętnie, poddaje, mimo iż przez cały czas ma się wrażenie, że to jednak on działa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Styl jest jedyny w swoim rodzaju. Porwane zdania, bohaterowie nigdy nie mogą odpowiednio wyrazić swoich myśli. Mówią półsłówkami. Główny bohater, który jest narratorem powieści, już na początku wyraża swoje ubolewanie, że nie jest poetą, który mógłby wychwalać życie w Państwie trochejami i anapestami. Ale jest tylko inżynierem, człowiekiem nauki, który komunikuje swoje myśli w ten sposób:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;"Słońce - przez sufit, przez ściany; słońce z góry, z boków, odbite - od dołu. O - na kolanach R-13, malutkie kropelki słońca w jej niebieskich oczach. Odtajałem jakoś przy nich, doszedłem do siebie."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;"Poranny dzwonek - wstaję - i całkiem co innego: za szkłem sufitu, ścian, wszędzie, zewsząd, na wskroś - mgła."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;"Korytarz. Tysiąctonowa cisza. Pod półokrągłymi sklepieniami -  żarówki, bezkresny, migotliwy, drżący wielokropek."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ten oto sposób "My" jest wyraźnie obrazem modernistycznym, gdzie opisane są same impresje, to co widoczne, zilustrowane w specyficzny dla mówiącego sposób. Ale nie znajdujemy tu opisu uczuć towarzyszącym temu, co widzialne. Jeżeli nawet bohater podejmuje próby ich wyrażenia, jego słowa wyobcowują te uczucia jeszcze bardziej. W jego ustach stają się one cięższe niż przedmioty, ale jeszcze bardziej niż przedmioty puste. Wyjątkiem są tylko słowa opiewające Dobroczyńcę, albo Państwo Jedyne. Wówczas mowa wzbogaca się, jest niemal ekstatyczna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo interesująca jest też krytyka naukowego, empirycznego postrzegania. Jeżeli bohater w coś wierzy, jest to tylko matematyka. Poezja, razem ze stopami metrycznymi, także uznawana jest za pewnego rodzaju naukę ścisłą. W ten sposób wszystko posiada sens, jest proste, oczywiste. Jednak nawet w matematyce istnieją liczby urojone - pierwiastek z -1, który nie daje spokoju ∆-503. Pierwiastek, który jest symbolem wszystkiego, o czym ∆-503 wolałby zapomnieć, ale co wraca do niego, zwłaszcza w chwilach zwątpienia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tej książki nie czyta się łatwo, ale muszę przyznać, że pod względem konstrukcji i stylu jest to jedna z najoryginalniejszych powieści z jakimi miałam jak na razie do czynienia. Język i sposób obrazowania są idealnym odbiciem tego sterylnego, zaprogramowanego świata i ich mieszkańców. To nie ułatwia zadania czytelnikowi, ale z drugiej strony udowadnia, że komunikacja pomiędzy tak różnymi mentalnościami jest, mimo wszystko, możliwa.&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-6094363931967195345?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/6094363931967195345/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=6094363931967195345' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/6094363931967195345'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/6094363931967195345'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/02/my-eugeniusz-zamiatin.html' title='&quot;My&quot; Eugeniusz Zamiatin'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-0eyPF96BNRs/TVW_rW7b-vI/AAAAAAAAAOc/vfhhOXrX9mA/s72-c/my-zamiatin.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-582251645213734068</id><published>2011-02-08T10:55:00.007+01:00</published><updated>2011-02-08T11:20:22.702+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='losowanie'/><title type='text'>And the winner is...</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Dokumentuję przebieg losowania książki "Samotność liczb pierwszych". W losowaniu wzięli udział bloggerzy, którzy zgłosili się pod postem poniżej, a było ich pięcioro:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TVEUfOI4vyI/AAAAAAAAAN0/9uYBcmEqT-4/s1600/los_01.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TVEUfOI4vyI/AAAAAAAAAN0/9uYBcmEqT-4/s320/los_01.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5571256740637884194" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z karteczek powstały takie żabki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TVEU4U6AMAI/AAAAAAAAAN8/bHxewKzI-xQ/s1600/los_02.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 209px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TVEU4U6AMAI/AAAAAAAAAN8/bHxewKzI-xQ/s320/los_02.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5571257171951235074" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żabki trafiły do woreczka - maszyny losującej:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TVEVKmnebMI/AAAAAAAAAOE/92bpnUTKFPY/s1600/los_03.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 276px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TVEVKmnebMI/AAAAAAAAAOE/92bpnUTKFPY/s320/los_03.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5571257485943008450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I padło na...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TVEVTq4UizI/AAAAAAAAAOM/DdNf3aMDGD8/s1600/los_04.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TVEVTq4UizI/AAAAAAAAAOM/DdNf3aMDGD8/s320/los_04.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5571257641706228530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Jusssi&lt;/b&gt;! Gratuluję :) A pozostałym uczestnikom życzę powodzenia w następnych losowaniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro już ukazuję się publicznie, to muszę ponarzekać na ciężki los ostatecznego i nieodwołalnego wykańczania pracy magisterskiej. Wykańczanie (mnie i pracy) trwa od tygodni i pozostawia niezbyt dużo czasu na czytanie książek i pisanie o nich. Teraz będę wszystkie te wypociny drukować i oprawiać na dniach, co doprowadza mnie do skrajnej nerwicy i maniactwa, bo już widzę te wszystkie błędy i niedopatrzenia, które zostaną tam NA ZAWSZE. Więc czytam to i czytam i czytam i poprawiam... ECH!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale w zasadzie, to jestem z tej pracy zadowolona :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdołałam jednak przeczytać ostatnio "My" &lt;b&gt;Zamiatina&lt;/b&gt;, być może wkrótce zbiorę się w sobie, żeby ten tytuł zrecenzować.&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-582251645213734068?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/582251645213734068/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=582251645213734068' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/582251645213734068'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/582251645213734068'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/02/and-winner-is.html' title='And the winner is...'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TVEUfOI4vyI/AAAAAAAAAN0/9uYBcmEqT-4/s72-c/los_01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-2231192014427259898</id><published>2011-02-01T22:15:00.003+01:00</published><updated>2011-02-01T22:25:33.395+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='losowanie'/><title type='text'>LOSOWANIE - "Samotność liczb pierwszych"</title><content type='html'>Zapraszam wszystkich potencjalnie zainteresowanych lekturą "Samotności liczb pierwszych" Paolo Giordano do zgłaszania się w komentarzach. Spośród zgłoszonych osób wylosuję tę, której prześlę książkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść ta jest częścią szerszej akcji "przeciwko samotności", po przeczytaniu należy ją przesłać dalej innej osobie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zasady są proste.&lt;br /&gt;1. Osoba, która otrzyma książkę, po przeczytaniu jej, pisze recenzję na swoim blogu.&lt;br /&gt;2. Ogłasza swoje losowanie.&lt;br /&gt;3. Losuje następną osobę i posyła książkę dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgłaszać można się do końca tygodnia, czyli do &lt;b&gt;6-ego lutego&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jeśli ktoś jest zainteresowany moją recenzją, znajduje się ona poniżej :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-2231192014427259898?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/2231192014427259898/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=2231192014427259898' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2231192014427259898'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2231192014427259898'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/02/losowanie-samotnosc-liczb-pierwszych.html' title='LOSOWANIE - &quot;Samotność liczb pierwszych&quot;'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-5609647035672840073</id><published>2011-01-30T13:38:00.006+01:00</published><updated>2011-10-26T22:29:09.457+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Paolo Giordano'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura włoska'/><title type='text'>"Samotność liczb pierwszych" Paolo Giordano</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TUVcWhHb6uI/AAAAAAAAANg/kJR7EV5MuYQ/s1600/samotnosc-liczb-pierwszych.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 200px; height: 293px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TUVcWhHb6uI/AAAAAAAAANg/kJR7EV5MuYQ/s320/samotnosc-liczb-pierwszych.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5567958056229923554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Chyba nie ma większego sensu streszczać fabuły tej książki, chociażby w jednym zdaniu, bo każdy kto choć od czasu do czasu przebywa na blogach książkowych, zna ją już na pamięć. Jeżeli jednak pamięć wydaje się trochę niekompletna, to dla przypomnienia wystarczy podać imiona: Alice, Mattia. Jeżeli to nie pomaga, odwiecznie pomocny jest &lt;a href="http://www.wab.com.pl/?ECProduct=914"&gt;opis na stronie wydawnictwa&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść czyta się jednym haustem, nie jest to wymagająca lektura. Z drugiej strony nie ma w niej taniego sentymentalizmu, romanśności, pitulenia, zbędnych słów. To mnie najbardziej zastanawia. Styl tej powieści. Jest wzorowy, słowa, porównania, dialogi zawierają tylko to, co absolutnie muszą zawierać, żeby czytelnik miał ochotę czytać dalej. Nie jest to jednak jednoznaczna pochwała. W stwierdzeniu, że styl jest wzorowy mieści się też zarzut. Sposób w jaki napisana jest ta książka przypomina trochę matematykę Matii, wszystko ma swoje rozwiązanie. Albo fizykę samego Giordano - działa, bo tak jest zaprojektowane. Brakuje tutaj czegoś, co mogłabym sobie przywłaszczyć. Co byłoby tylko moje. W tym idealnym, zimnym projekcie nie ma miejsca dla potencjalnego mieszkańca, tylko dla zwiedzających.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale może taki właśnie jest cel. Może ta historia tylko w ten sposób, takimi środkami mogła zostać przedstawiona. Bo historia jest także chłodna, wręcz mroźna. Przypomniała mi młodszą mnie, kiedy stroniłam od ludzi. Oraz starszą mnie, kiedy nauczyłam się, że to nie jest najlepsze wyjście. Ale bohaterowie się tego nie nauczą. Kiedy dorastają, tylko naśladują życie. Wiemy też, że nie ma dla nich ratunku. Ten prosty fakt jest wyzwaniem dla dzisiejszej romansiarskiej literatury przydającej miłości, aromaterapii i psychoterapeutom właściwości leczniczych i przywracających do "normalności". Tutaj nikt  z niczego nie "wyjdzie", nikt nie spojrzy na nic "z innej strony".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To prawdziwe jak ostrze noża. Zimne jak matematyka, ale w przeciwieństwie do matematyki - bez rozwiązania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zakończenie jest wielkim plusem tej książki. To jeden z tych sugestywnych obrazów, które wykraczają w tej powieści trochę poza "wzorowy styl", o którym piszę wyżej. Paolo Giordano jest obiecującym pisarzem i jeżeli o mnie chodzi mógłby pójść bardziej w stronę tego obrazowania, tej fotografii odbijającej odczucia bohaterów. Zobaczymy, będę miała jego nazwisko na uwadze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książkę wygrałam w losowaniu, typu "podaj dalej", które bardzo mi przypadło do gustu. Przyszła do mnie od Kingi (&lt;a href="http://dwiepasje.blogspot.com/"&gt;Dwie pasje i tysiące marzeń&lt;/a&gt;), która wylosowała mnie &lt;a href="http://dwiepasje.blogspot.com/2011/01/samotnosc-liczb-pierwszych-wyniki.html"&gt;z tej fantastycznej matrioszki&lt;/a&gt;. Ja swoje losowanie także zorganizuję już wkrótce, więc jeżeli jesteście zainteresowani tym tytułem, bądźcie czujni ;)&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-5609647035672840073?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/5609647035672840073/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=5609647035672840073' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5609647035672840073'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5609647035672840073'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/01/samotnosc-liczb-pierwszych-paolo.html' title='&quot;Samotność liczb pierwszych&quot; Paolo Giordano'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TUVcWhHb6uI/AAAAAAAAANg/kJR7EV5MuYQ/s72-c/samotnosc-liczb-pierwszych.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-2892559329111563558</id><published>2011-01-27T01:02:00.006+01:00</published><updated>2011-10-26T22:29:22.068+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lit studies'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Umberto Eco'/><title type='text'>"Nie myśl, że książki znikną" Jean-Claude Carrière, Umberto Eco</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TUC2KmbZwwI/AAAAAAAAANQ/gaxZaCqwuzc/s1600/Nie-mysl-ze-ksiazki-znikna.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 199px; height: 280px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TUC2KmbZwwI/AAAAAAAAANQ/gaxZaCqwuzc/s320/Nie-mysl-ze-ksiazki-znikna.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5566649432660361986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;"Nie myśl, że książki znikną" to pozycja przede wszystkim dla tych, co wchodzą do każdej księgarni, którą mijają, i często z takich podróży wracają z nową książką, chociaż w domu czeka już 150 podobnych i jeszcze nieprzeczytanych 'nowości'. Czyli np. dla mnie. Rozmowy z Jeanem-Claudem Carrièrem i Umbertem Eco zamieszczone w tym tomie są jak bibliofilska pornografia, jakiegokolwiek tematu sobie nie obiorą - celem, środkiem i przyczyną jest książka. Czy to w postaci zwoju, czy jako inkunabuł (ale lans z tymi inkunabułami), czy encyklopedia na CD-ROM-ach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podoba mi się lekkość z jaką panowie rozmawiają o wszystkim, bo pomimo książkowej tematyki, jest tu też miejsce na podróże, wspomnienia z dzieciństwa, film... Eco i Carrière dzielą się z nami wiedzą, której nie wydają się jedynie posiadać, oni nią żyją, oddychają. Kiedy stykam się z takimi ludźmi, czy to pośrednio, jak w tym przypadku, czy poznaję ich w życiu realnym, jest w tym zawsze coś pocieszającego. Człowiek, pomimo całej niedoskonałości, może chłonąć wiedzę i dzielić się nią, chłonąć to, co uważa za najciekawsze, kreować swoistą mozaikę wiedzy, którą przedstawi kiedyś komuś innemu, w rozmowie, ze swojej perspektywy... I może tego kogoś zainspiruje do stworzenia własnej mozaiki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnego rodzaju mozaiką są zbiory książek każdego z nas, jak przedstawia to Jean-Claude Carrière. Nie wyglądają jak biblioteka pełna klasyki, ani jak księgarnia pełna nowości. Są odzwierciedleniem upodobań, a nawet naszej małej prywatnej historii. Chowają się w nich może tytuły, których się wstydzimy, ale nie potrafimy się z nimi rozstać. Albo takie, które nie podobały nam się wcale, ale dostaliśmy je od kogoś bardzo ważnego. W moich książkach jest mnie może więcej, niż chciałabym przyznać, biorąc pod uwagę jak bardzo wystawione są one na widok publiczny ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawróciła mnie też ta książka na kolekcjonowanie. Postanowiłam kolekcjonować to, co od dawna chciałam - poszczególne tomiki poezji Różewicza. Nie żeby mój budżet bardzo tego pragnął, ale daje to obraz jak bardzo przekonywująca, motywująca i inspirująca jest ta książka. Chociaż mimo wszystko trzeba przyznać, że z rozmówców czasem wychodzą tacy zasadniczy, zdystansowani, lekko zarozumiali starsi panowie dwaj, którzy przyszłość postrzegają raczej pesymistycznie. Może nie jeżeli chodzi o samo istnienie książki, ale co do tego w jaki sposób i w jakim celu będzie się z niej korzystało. Ja mimo wszystko wierzę, że nie będzie tak źle.&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-2892559329111563558?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/2892559329111563558/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=2892559329111563558' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2892559329111563558'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2892559329111563558'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/01/nie-mysl-ze-ksiazki-znikna-jean-claud.html' title='&quot;Nie myśl, że książki znikną&quot; Jean-Claude Carrière, Umberto Eco'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TUC2KmbZwwI/AAAAAAAAANQ/gaxZaCqwuzc/s72-c/Nie-mysl-ze-ksiazki-znikna.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-9082857826593085343</id><published>2011-01-24T20:34:00.004+01:00</published><updated>2011-01-24T21:12:57.397+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos'/><title type='text'>Stosiki styczniowe.</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Stosy są styczniowe, aczkolwiek w większości zakupione w grudniu. Najpierw prezentuję zakupy z merlina, wyprzedażowe, gdzie te tytuły ze Znaku (jak i wiele więcej) były za jakąś połowę ceny:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TT3bOZZ9naI/AAAAAAAAANA/lFd0mrR-bd8/s1600/stos_znak.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 226px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TT3bOZZ9naI/AAAAAAAAANA/lFd0mrR-bd8/s320/stos_znak.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5565845754884234658" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od góry:&lt;br /&gt;&lt;b&gt;J.M. Coetzee&lt;/b&gt; x 3 - "Mistrz z Petersburga", "Życie i czasy Michaela K." oraz "Czekając na barbarzyńców". Najbardziej nie mogę się doczekać lektury "Mistrza...", ale ogólnie to zacieram ręce na wszystkie te tytuły. W tym roku w mojej czytelniczo-obsesyjnej świadomości zdecydowanie będzie królował ten południowoafrykański pisarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rabih Alameddine&lt;/b&gt; "Hakawati. Mistrz opowieści" - kiedyś przeczytałam jedną z takich książeczek-ulotek reklamujących ten tytuł, gdzie można było przeczytać kilka stron z powieści i zaintrygowały mnie one. Jak dotąd pierwsza i ostatnia tego typu reklama, na którą ostatecznie dałam się 'złapać'. Zobaczymy czy było warto ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Margaret Atwood&lt;/b&gt; "Rok potopu" - Powinnam czytać trochę więcej Atwood. Na razie chyba przeczytałam zaledwie jej dwie rzeczy (w tym zbiór opowiadań).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TT3bXFSfDnI/AAAAAAAAANI/-L3MKK3Wejo/s1600/stos_allegro.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 210px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TT3bXFSfDnI/AAAAAAAAANI/-L3MKK3Wejo/s320/stos_allegro.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5565845904102985330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A oto stosik allegro. Także od góry:&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tadeusz Różewicz&lt;/b&gt; x 3 - tomiki poezji "Twarz", "Srebrny Kłos" i "Duszyczka". Wzięłam się za kolekcjonowanie jego poszczególnych tomików, pomimo tego, że w różnych przepastnych dziełach zebranych i wybranych skompletowałam prawie całość jego poezji. Niedługo, mam nadzieję, dotrą też do mnie "Echa leśne" i "Na powierzchni poematu i w środku".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Jan Kochanowski&lt;/b&gt; "Sobie śpiewam a Muzom" - mam duży sentyment do Kochanowskiego, już sam tytuł tego tomiku z wybranymi utworami napawa mnie optymizmem. Jestem przede wszystkim ogromną fanką Pieśni ("Nie porzucaj nadzieje / Jakoć się kolwiek dzieje"!). Tego trzeba czasem takim zgorzkniałym pesymistom jak ja ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Eugeniusz Zamiatin&lt;/b&gt; "My" - jedna z najsłynniejszych dystopii, pojawiła się jeszcze przed "1984" i "Nowym wspaniałym światem". Mam wrażenie, że chyba bardziej znana np. w USA, niż u nas. Dostałam ją po niewiarygodnej cenie 3,33 zł ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;William Shakespeare&lt;/b&gt; "Perykles władca Tyru" - mniej znana sztuka Shakespeare'a. Potrzebny mi tylko fragment do pracy magisterskiej, ale na pewno i tak przeczytam całość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;David Lodge&lt;/b&gt; "The British Museum is Falling Down" - Dawno nie czytałam Lodge'a, a on ma niesamowite poczucie humoru (które jest raz wzmożone, raz trochę osłabione, zależy w której książce). Eksploruje on tu zresztą swoje ulubione tematy - katolicy i seks w czasach przedpigułkowych ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ian McEwan&lt;/b&gt; "Atonement" - wstyd i sromota, ale "Pokuty" jeszcze nie czytałam. Nie wiem na co czekałam. Nie mam absolutnie nic na swoje usprawiedliwienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Angela Carter&lt;/b&gt; "Wise Children" - muszę koniecznie się obłowić w większość dzieł Angeli Carter. Stanowi to od jakiegoś czasu jeden z wielu milionów moich małych priorytetów ;)&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-9082857826593085343?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/9082857826593085343/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=9082857826593085343' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/9082857826593085343'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/9082857826593085343'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/01/stosiki-styczniowe.html' title='Stosiki styczniowe.'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TT3bOZZ9naI/AAAAAAAAANA/lFd0mrR-bd8/s72-c/stos_znak.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-5285447871327905896</id><published>2011-01-20T01:22:00.003+01:00</published><updated>2011-10-26T22:29:34.928+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura turecka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyzwanie - nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Orhan Pamuk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Muzeum niewinności" Orhan Pamuk</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TTeAyxF0u7I/AAAAAAAAAMo/T4RZfK2mOMw/s1600/Muzeum-niewinnosci.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 196px; height: 280px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TTeAyxF0u7I/AAAAAAAAAMo/T4RZfK2mOMw/s320/Muzeum-niewinnosci.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5564057474299116466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;i&gt;"Opowieści mające szczęśliwe zakończenie nie zasługują bowiem na więcej niż kilka zdań!"&lt;/i&gt; to zdanie które znajdujemy na 659 stronie powieści. I dlatego właśnie ma ona ponad 700 stron. "Muzeum niewinności" zaczyna się od romansu, jaki nawiązuje się między głównym bohaterem, który właśnie ma się zaręczyć, 30-letnim Kemalem, a jego daleką, "ubogą kuzynką" Füsun. Z ich regularnymi spotkaniami trwającymi zaledwie półtora miesiąca mamy do czynienia na pierwszych 200 stronach. Potem nie dzieje się nic...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic, co można byłoby opowiedzieć bez odwoływania się do zapachów, kolorów, kształtów, spojrzeń i, przede wszystkim, przedmiotów. Przedmioty są tutaj najważniejsze, jako nośniki ulotnych chwil, mini-wehikuły czasu zdolne do przenoszenia nas tam, gdzie kiedyś byliśmy szczęśliwi. Na uwagę zasługują także próby wskrzeszenia zainteresowania muzeami, tymi mniej znanymi, ze skrzypiącą podłogą i strażnikami, którzy z przejęciem opowiadają o eksponatach. Podobnie z obroną kolekcjonerstwa, zbieractwa. Jest ono sensem, ale "zamiast czegoś", jest przesytem, który ma wypełniać jakąś pustkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta lektura przede wszystkim boli. Jakkolwiek patetycznie to brzmi, nie jest to ból, który wywołuje łzy, wspomnienia. To jest ból współczucia, nie tylko dla bohatera, obsesyjnie pragnącego być przy Füsun, by tylko na nią patrzeć, tracąc przy tym narzeczoną, przyjaciół, kontrolę nad firmą, a wreszcie godność. To jest ból współczucia samemu sobie, że nigdy się nie potrafiło być aż tak nisko, ani nigdy tak wysoko, jak Kemal. A jeżeli się zdarzyło, to gdzieś to zaginęło, przepadło. Nie powstało żadne muzeum...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;"A przecież jeśli rzeczy, których się wstydzimy, wystawić w muzeum, natychmiast zmienią się w rzeczy będące powodem do dumy."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to chyba jednak dobrze. Muzeum to nie jest życie. To tylko miejsce w którym nie ma Czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie spodziewałam się tego, że historia skończy się właśnie tak, chociaż jest w tym coś banalnego. Ale banał w stylu Pamuka, to "banał odarty z banalności", powrót pierwotnych emocji, odruchów. Jego banały mówią: "Jeśli to jest gorące, to oparzysz się". I parzysz sobie rękę. A potem płaczesz, tak jak płakałeś wcześniej z tysiąca innych, znacznie bardziej skomplikowanych powodów. Ale powody dla których reagujemy na "banały" Pamuka tak emocjonalnie jest jasny, jest prosty. Jest równie oklepany, ale nieśmiertelny jak róża. Nie wiem jak on to robi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najwyraźniej tak już zostanie, że zawsze kiedy piszę o książkach tego pisarza, to włącza mi się ton podniosły i melancholijny. W jego przypadku nie umiem go wyłączyć. Nie chcę.&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-5285447871327905896?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/5285447871327905896/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=5285447871327905896' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5285447871327905896'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5285447871327905896'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/01/muzeum-niewinnosci-orhan-pamuk.html' title='&quot;Muzeum niewinności&quot; Orhan Pamuk'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TTeAyxF0u7I/AAAAAAAAAMo/T4RZfK2mOMw/s72-c/Muzeum-niewinnosci.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-25275579531345832</id><published>2011-01-14T21:57:00.006+01:00</published><updated>2011-01-20T01:35:21.504+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='organizacyjne i życiowe'/><title type='text'>Impasse...</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Cóż, na razie jestem mało płodna, bo dokańczam pracę magisterską i doczytuję jeszcze parę rzeczy do niej. Poza tym brak mi tak zwanej energii i nawet zupka pięć minut pikantny rosół nic tu nie pomaga. Mimo to znajduję czas na czytanie i, jak to ja mam w zwyczaju, czytam sto tysięcy książek na raz, a konkretniej trzy: "Muzeum Niewinności" &lt;b&gt;Pamuka&lt;/b&gt;, "Nie myśl, że książki znikną" &lt;b&gt;Eco &amp; Carrière&lt;/b&gt; oraz "Lost in the Funhouse" &lt;b&gt;Bartha&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakiś tydzień temu skończyłam czytać eseje &lt;b&gt;Zadie Smith&lt;/b&gt;, "Jak zmieniałam zdanie", miała być recenzja, ale mi się zapomniało. Zresztą nie wiem czy na świeżo napisałabym wiele więcej niż teraz, bo miałam mieszane uczucia po lekturze. Po pierwsze, myślałam, że będzie więcej o literaturze, a tymczasem o (starych i nowych) filmach było niemalże tyle samo. Co więcej, okazało się, że eseje o filmach są znacznie ciekawsze niż te o książkach. Nie chcę ujmować Zadie Smith błyskotliwości, ale jej literackie rozważania jakoś mnie nie ruszyły. Wyjątkiem był rozdział, gdzie pisarka przedstawia nam jak zabiera się do tworzenia powieści, jak podejście do własnej twórczości, i do pisania w ogóle, z czasem się u niej zmieniało. Nie wiem, może nie jestem dostatecznie gorącą fanką Smith, żeby docenić w pełni każdy esej tutaj z osobna, może lepiej skupię się na jej powieściach (przyszłych, bo przeszłe mam już przeczytane).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jezu, jaki durny mi ten opis wrażeń wyszedł. Ale takie były właśnie moje wrażenia - durnie niewiadomojakie ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest kocyk, jest herbatka. Biorę się do czytania.&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-25275579531345832?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/25275579531345832/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=25275579531345832' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/25275579531345832'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/25275579531345832'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/01/impasse.html' title='Impasse...'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-843669068663300370</id><published>2011-01-06T18:24:00.003+01:00</published><updated>2011-10-26T22:29:46.617+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura japońska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Haruki Murakami'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"1Q84" Haruki Murakami</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TSX7HHe7_xI/AAAAAAAAAMY/wUGKi0E8gsE/s1600/murakami1q84.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 249px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TSX7HHe7_xI/AAAAAAAAAMY/wUGKi0E8gsE/s320/murakami1q84.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5559125414745210642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Po pierwszych dwudziestu stronach "1Q84" wyraziłam swój entuzjazm w bardzo elokwentnych słowach i na głos: "Pi****ony Murakami!". Miało to oznaczać, że po raz kolejny mnie wciągnęło i że ciężko będzie mi przychodzić zajęcie się czymś innym oprócz czytania. Jak on to robi, ten Murakami, że wszystko u niego płynie, narracja jest tak oszczędna a jednocześnie niepozbawiona absolutnie niezbędnych opisów? Skąd on bierze tych bohaterów?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak gdzieś w połowie przestałam już przeżywać. Bo tak naprawdę nie za bardzo jest co. Aomame zabija na zlecenie mężczyzn, którzy stosują przemoc wobec kobiet i w zasadzie niewiele snuje refleksji w tym temacie, bo i po co? Zabijam, przechodzę nad tym do porządku dziennego, oni wszyscy nie zasługiwali, żeby żyć przecież. No ołkej. W ogóle "1Q84" jest jakąś gęstą kompilacją cierpiących kobiet, a wszystko co je spotyka jest tak boleśnie schematyczne. Molestowano mnie w dzieciństwie, to ja teraz nie umiem być na stałe z jednym mężczyzną. Najlepsza przyjaciółka się zabiła, bo mąż ją bił, to ja będę teraz zabijać bijących mężczyzn. Ech. Jakie to nie-Murakamiczne!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tengo. I co z tym Tengo poczciwym? Pomimo swoich pasji (matematyka, pisanie powieści) i izolacji od świata na własne życzenie, pozostaje on ździebko wtórny i przewidywalny. Gdzieś już tego pana znałam, może to trochę Toru Okada z "Kroniki ptaka nakręcacza", trochę bohater "Końca świata...", a nawet odrobinę pan Nakata z "Kafki..." A może po prostu Murakami po którejś z kolei książce już, że tak brzydko się wyrażę, nie wchodzi, bo nastąpiło jego przesycenie? Najciekawszą postacią jest tu jeszcze Fukaeri, chociaż bywa irytująca. Poza tym, najbardziej Murakamiczną rzeczą w całej powieści są właśnie te drobiazgi, których dowiadujemy się z "Powietrznej poczwarki".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A reszta... Reszta w większości brzmi jakby była napisana przez kogoś, kto chce być jak Haruki Murakami, ale wyobraźnię ma dosyć sztampową. Po pierwszym rozanieleniu, zaczęłam zauważać, że wiele zdań jest tak boleśnie powierzchownych, byle jakich. Jakby ktoś to pisał na kolanie. Może nie nazwałabym "1Q84" wielkim rozczarowaniem, w końcu czytało się bardzo dobrze. Wiem też, że jest to dopiero jakiś tam "tom 1", więc może potem coś się rozwinie i &lt;i&gt;udziwni&lt;/i&gt; (Ale jeżeli nie to, na boga, dostanę szału chyba!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnia uwaga, ale wcale nie najmniej ważna, dotyczy &lt;i&gt;literówek&lt;/i&gt;, od których aż się roi i koci w tej książce. Są to czasami widoczne jakieś niedociągnięcia w korekcie. Podobnie, zastanawiałam się, czy czasami bylejakość sformułowań w książce nie wynika może z pospiesznego tłumaczenia. Nie zarzucałabym jednak niczego pani Zielińskiej-Elliott, ani pani korektorce, tylko samemu wydawnictwu Muza, które pewnie cisnęło obie panie, i nie tylko je, jak się da, żeby powieść szybko wydać. I potem są takie efekty. A jak już się natrafi na piętnastą z rzędu literówkę, to można się trochę zdenerwować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Morał z tego taki, że co nagle to po diable.&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-843669068663300370?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/843669068663300370/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=843669068663300370' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/843669068663300370'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/843669068663300370'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/01/1q84-haruki-murakami.html' title='&quot;1Q84&quot; Haruki Murakami'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TSX7HHe7_xI/AAAAAAAAAMY/wUGKi0E8gsE/s72-c/murakami1q84.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-4255852598976009465</id><published>2011-01-04T22:11:00.005+01:00</published><updated>2011-01-04T23:12:57.546+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='organizacyjne i życiowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura popularnonaukowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>Noworoczne książkowe postanowienia + krótka recenzja</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Od wielu lat nic sobie na nowy rok nie postanawiałam, ale teraz mam ochotę na odmianę, więc postanowiłam okrutnie dużo, ZA DUŻO, w życiu prywatnym (np. ćwiczyć mięśnie brzucha, pić dużo wina), jak również i w życiu książkowym. I jeżeli chodzi o to ostatnie, pomysły przedstawiają się następująco:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Naturalnie: &lt;b&gt;przeczytać więcej książek&lt;/b&gt;. Zawsze dążę do magicznej liczby 100, ale niewiele z tego wychodzi, bo nie ma czasu. Ale zapowiada się, że drugą połowę roku spędzę na nieokreślonym bezrobociu, więc z całej tej niemiłej sytuacji może tyle wyniknie, że przeczytam więcej lektur.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Złamać zasadę i zacząć czytać niektóre książki &lt;b&gt;ponownie&lt;/b&gt;. Zawsze byłam przeciwniczką ponownego czytania podczas gdy na półkach zalegają wciąż nowe i nowe tytuły. W sumie słusznie, ale kiedy tak jakiś czas temu podczytywałam eseje Umberta Eco, a teraz trawię eseje Zadie Smith, wynika z nich, że jednak ulubionych autorów warto czytać ponownie. Od razu pomyślałam o "moim" Gombrowiczu i o tym, że taką "Pornografię", czy "Ferdydurke" czytałam lata temu i że wskazane byłoby odświeżenie pamięci. Więc co najmniej 3 książki w tym roku będą przeczytane ponownie, uważnie, z fiszkami i wszystkim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Posiadam parę takich gigantycznych lektur z &lt;b&gt;klasyki&lt;/b&gt;, które wypadałoby w końcu przeczytać. Mam tu na myśli szczególnie "Don Kichota" i "Boską komedię". Szkoda tylko, że mam je z Zielonej Sowy, ich czcionka doprowadza mnie do ślepoty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;b&gt;Więcej poezji!&lt;/b&gt; Zarówno w moim życiu, jak i na tym blogu. Może nawet jakieś moje własne przekłady z angielskiego... No ale to wiąże się już z postanowieniami w życiu prywatnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ruszyć &lt;b&gt;królowe&lt;/b&gt;. Posiadam już mini-biblioteczkę (czyli pół półki ;)) tytułów o przeróżnych królowych, albo żonach króli, mimo to ostatnio niespecjalnie się tym parałam. Oprócz tej wymęczonej biografii królowej Elżbiety, którą recenzowałam chyba w listopadzie; może to ona mnie tak zniechęciła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No cóż, życzę sobie szczęścia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TSOZAcH5KkI/AAAAAAAAAMQ/v4NAr-s6328/s1600/seksnarkotykiiczekolada.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 210px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TSOZAcH5KkI/AAAAAAAAAMQ/v4NAr-s6328/s320/seksnarkotykiiczekolada.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558454597933673026" /&gt;&lt;/a&gt;A teraz pora na krótką recenzję książki ukończonej niecały tydzień temu. Recenzja krótka, bo "Seks, narkotyki i czekolada" Paula Martina, to pozycja popularnonaukowa studiująca naturę przyjemności i ewentualnych uzależnień do których różne przyjemności prowadzą. A ja specjalnie dużo refleksji na temat tego typu książek nie snuję. Mówi ona głównie, jak sam tytuł mówi, o seksie, alkoholu, tytoniu, narkotykach i czekoladzie. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się opracowania aż tak skupionego na biologicznych i chemicznych wyjaśnieniach problemu, no ale autor jest biologiem, więc nie ma co się dziwić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak obawiać też się nie trzeba, bo nie są to jakieś mętne, skomplikowane wyjaśnienia. Nie ma tu wzorów i wykresów, ani tabelek. Książkę czyta się naprawdę dobrze i czytelnik co chwila jest zasypywany różniastymi ciekawostkami, np. że wibrator powstał pod koniec XIX wieku, jako lekarstwo na kobiecą histerię; że picie eteru, kiedy jego spożycie było u szczytu popularności, powodowało łatwopalne beknięcia i pierdnięcia, co w połączeniu z pomieszczeniami ogrzewanymi kominkami prowadziło czasem do zgubnych skutków; czy, w końcu, że "[l]udzie, którzy zbudowali cywilizację europejską, w większości permanentnie znajdowali się na rauszu", ponieważ czysta pitna woda stała się powszechnie dostępna dopiero w XIX wieku, więc ludzie woleli się napić np. wina...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obok tych sensacji, Martin szkicuje również postać hedonisty, objaśnia jaki wpływ ma na nas nuda i jak bardzo poczucie przyjemności różni się od pragnienia. Większość z tych przemyśleń jest twardo jednak sprowadzona do biologiczno-chemicznych enzymów, hormonów i części mózgu, więc nie ma tu miejsca dla rozmetafizycznionych i gdybaczy (do których pewnie jakoś się zaliczam). Warto też wspomnieć, że książka uczyniła dla mnie dwie ważne rzeczy: Nakłoniła mnie do przejścia z czekolady mlecznej na czarną (autor o tej pierwszej mówi "podróbki" ;D) i uspokoiła, że kofeina jakoś specjalnie nie szkodzi, a jeśli już, to raczej pomaga (kocham kawusię!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawa rzecz. Nie samą fikcją człowiek żyje!&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-4255852598976009465?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/4255852598976009465/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=4255852598976009465' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/4255852598976009465'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/4255852598976009465'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/01/noworoczne-ksiazkowe-postanowienia.html' title='Noworoczne książkowe postanowienia + krótka recenzja'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TSOZAcH5KkI/AAAAAAAAAMQ/v4NAr-s6328/s72-c/seksnarkotykiiczekolada.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-6628713723977372695</id><published>2011-01-02T16:19:00.009+01:00</published><updated>2011-01-02T17:39:14.247+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzycznie'/><title type='text'>Muzyczne smaczki z roku 2010.</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Książkowego podsumowania w tym roku nie sporządzam, ponieważ bloga &lt;i&gt;regularnie&lt;/i&gt; prowadzę dopiero od listopada. Co prawda przez cały rok dodawałam książki na GoodReads i oceniałam, ale bez jakichś bardziej rozwiniętych recenzji, a nie chcę się opierać na "gwiazdkach" w swoich rankingach ;) Jak dobrze pójdzie, chętnie sporządzę takie książkowe podsumowanie za rok...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem chciałam jakoś sensownie, ale niezbyt rozwlekle, ogarnąć ten rok muzycznie. Wybrałam 5 najlepszych piosenek tego roku, każda z konkretnych (czyli wymyślonych przeze mnie) kategorii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kategoria: piosenka wykonana przez plumkające na gitarze dziewczę śpiewające o smutnych rzeczach, ale w miarę żywo:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TSCnazqBVDI/AAAAAAAAAL4/gfnRLRaaUNs/s1600/SarahJaffe.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 174px; height: 241px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TSCnazqBVDI/AAAAAAAAAL4/gfnRLRaaUNs/s320/SarahJaffe.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5557626019160085554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sarah Jaffe - "Better than Nothing"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sarę lubię nie tylko za to, że jest w moim wieku (prawie co do dnia), ale także za niewiarygodną zdolność do brzmienia inaczej od innych plumkających na gitarze i fortepianie dziewcząt, pomimo stosowania tych samych środków. Jej wokal jest mocny, jednocześnie brzmi tak jakby jej na niczym nie zależało. To co niepozorne potrafi przekuć w monumentalne, to co na pozór ugładzone w bezkompromisowe i szczere. Ten utwór idealnie to obrazuje. Mam nadzieję, że przy następnych płytach (W tym roku wyszła jej pierwsza), pozostanie Sarą Jaffę, i nie przeistoczy z jedną z tych innych tonących w morzu kobiecych singerek songwriterek, których czasem nie odróżniam od siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" codebase="http://fpdownload.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=8,0,0,0" width="335" height="28" id="divplaylist"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.divshare.com/flash/playlist?myId=13660077-5ee" /&gt;&lt;embed src="http://www.divshare.com/flash/playlist?myId=13660077-5ee" width="335" height="28" name="divplaylist" type="application/x-shockwave-flash" pluginspage="http://www.macromedia.com/go/getflashplayer"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kategoria: piosenka wykonana przez plumkającego na gitarze faceta, który na dodatek dobrze wygląda:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;The Tallest Man on Earth - "The Wild Hunt"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak naprawdę jakakolwiek piosenka z "The Wild Hunt" byłaby dobra jako reprezentacyjna i zabijająca swoim prostym, folkowym geniuszem. Jest to dla mnie płyta roku i jedno z muzycznych odkryć życia. To taka muzyka, która sprawia, że czuję się dobrze sama w sobie. Słuchanie jej przypomina odkrycie po kilkugodzinnej wędrówce w śniegu i ciemnościach chatki w lesie, w której pali się pozytywne, ciepłe światło. Poza tym tak rzadko dzisiaj o głos równie niepowtarzalny... Tak, tak. Jestem zauroczona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" codebase="http://fpdownload.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=8,0,0,0" width="335" height="28" id="divplaylist"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.divshare.com/flash/playlist?myId=13660095-18b" /&gt;&lt;embed src="http://www.divshare.com/flash/playlist?myId=13660095-18b" width="335" height="28" name="divplaylist" type="application/x-shockwave-flash" pluginspage="http://www.macromedia.com/go/getflashplayer"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kategoria: piosenka do baunsów:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Yeasayer - "Rome"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TSCn2d0kCPI/AAAAAAAAAMA/guuQM0P29lU/s1600/Yeasayer.png"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 270px; height: 198px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TSCn2d0kCPI/AAAAAAAAAMA/guuQM0P29lU/s320/Yeasayer.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5557626494335060210" /&gt;&lt;/a&gt;Yeasayer mieli jednak lepszą płytę pierwszą, "All Hour Cymbals", i nie jestem zbyt oryginalna mówiąc to. Ale płyta z tego roku ma jednak kilka utworów, które są wyjątkowe, do nich zalicza się właśnie "Rome". Nietypowe aranżacje, tuziny dźwięków i motywów atakujących znienacka. Zupełne szaleństwo, a jednak oswojone, przemyślane. Sposób śpiewania także jest bardzo nietypowy, co również odzwierciedla ta piosenka. Rzadko słucham muzyki tak żywej, bo wydaje mi się, że w tej "dziedzinie" ciężko o rzeczy dobre. Że łatwiej znaleźć ambitnych smutasów, niż wesołków ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" codebase="http://fpdownload.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=8,0,0,0" width="335" height="28" id="divplaylist"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.divshare.com/flash/playlist?myId=13660196-457" /&gt;&lt;embed src="http://www.divshare.com/flash/playlist?myId=13660196-457" width="335" height="28" name="divplaylist" type="application/x-shockwave-flash" pluginspage="http://www.macromedia.com/go/getflashplayer"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TSCoWXxlVBI/AAAAAAAAAMI/9wNqAYD83Ws/s1600/MaxRichter.png"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 224px; height: 307px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TSCoWXxlVBI/AAAAAAAAAMI/9wNqAYD83Ws/s320/MaxRichter.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5557627042467763218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;Kategoria: utwór zaliczany do jakiegoś dziwnego gatunku zwanego 'neoklasycznym', a w rzeczywistości są to po prostu muzyczne doły z przodującym udziałem skrzypiec i fortepianu:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Max Richter - "Infra 5"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie mogłabym tę kategorię nazwać Max Richter. On nie tylko powinien zwyciężać we wszystkich kategoriach, ale i być kategorią samą w sobie. Wielbię jego muzykę od paru dobrych lat i wciąż nie mogę uwierzyć, że to się DZIEJE, że ta muzyka żyje i że ja, taka mróweczka, mogę sobie ją puścić i ona dla mnie gra. Smutek w czystej postaci, przeszłość w formie absolutnej, kołdra z nostalgii, wieczna jesień. A "Infra 5" chyba najdobitniej to wyraża z całego nowego albumu. Polecam dla wywoływania dogłębnej egzaltacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" codebase="http://fpdownload.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=8,0,0,0" width="335" height="28" id="divplaylist"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.divshare.com/flash/playlist?myId=13660305-93f" /&gt;&lt;embed src="http://www.divshare.com/flash/playlist?myId=13660305-93f" width="335" height="28" name="divplaylist" type="application/x-shockwave-flash" pluginspage="http://www.macromedia.com/go/getflashplayer"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kategoria: utwór do spania:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Eluvium - "Cease to Know"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słucham bardzo dużo takiej sennej muzyki, przez wytrawnych znawców zwanej muzyką ambientową. ;) Eluvium samo w sobie w zasadzie pasuje również do poprzedniej kategorii, ale na tegorocznym albumie mniej fortepianu niż na poprzednich (Zresztą i tak nikt z Maxem Richterem nie da rady wygrać). "Cease to Know" daje niesamowite poczucie okiełznania i opisywania czasu, który jest, ale nie upływa. Który jest tak naprawdę wyobrażeniem, a nie faktem realnym. Który temat mógłby być lepszą kołysanką?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" codebase="http://fpdownload.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=8,0,0,0" width="335" height="28" id="divplaylist"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.divshare.com/flash/playlist?myId=13660166-387" /&gt;&lt;embed src="http://www.divshare.com/flash/playlist?myId=13660166-387" width="335" height="28" name="divplaylist" type="application/x-shockwave-flash" pluginspage="http://www.macromedia.com/go/getflashplayer"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli ktoś byłby z jakichś względów zainteresowany jakie albumy, moim zdaniem, były najlepsze w roku 2010, może zajrzeć &lt;a href="http://rateyourmusic.com/list/poziomka/2010" target="new"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-6628713723977372695?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/6628713723977372695/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=6628713723977372695' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/6628713723977372695'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/6628713723977372695'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/01/muzyczne-smaczki-z-roku-2010.html' title='Muzyczne smaczki z roku 2010.'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TSCnazqBVDI/AAAAAAAAAL4/gfnRLRaaUNs/s72-c/SarahJaffe.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-8662925710802732687</id><published>2010-12-31T17:33:00.005+01:00</published><updated>2011-10-26T22:30:00.824+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyzwanie - klasyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zofia Nałkowska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Romans Teresy Hennert" Zofia Nałkowska</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TR4Ov4s7RrI/AAAAAAAAALg/jCtZ5c1AIuA/s1600/romansteresyh.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 221px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TR4Ov4s7RrI/AAAAAAAAALg/jCtZ5c1AIuA/s320/romansteresyh.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5556895206059230898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Oto i Nałkowska. Znamy "Medaliony", znamy "Granicę". Ta ostatnia zresztą, kiedy czytałam ją jako lekturę szkolną, przyprawiała mnie o siermiężną nudę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Romans" jest książeczką krótką (180 stron), więc postanowiłam dać jej szansę. Tematem powieści jest... cóż, romans, a raczej obsesyjne zauroczenie jakim darzy Teresę Hennert, zamężną kobietę w średnim wieku, enigmatyczny pułkownik Omski. Oprócz nich poznajemy całe tabuny innych bohaterów: profesora Laternę o epikurejskim spojrzeniu na świat, pogardzającego nim syna przesyconego chęcią zmian i rewolucji, wrażliwą kurę domową z wyboru - Binię, zmęczonego wyrzutami sumienia poetę Lina itede itepe, na tym lista naturalnie się nie kończy. Przy tak małej objętości i tylu bohaterach czasem ciężko ogarnąć i zrozumieć na czym polegają ich problemy i skąd się biorą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezrozumienie bierze się także skąd indziej. Powieść jest głęboko osadzona w realiach Polski po I Wojnie Światowej często mówi mimochodem o aktualnych ówcześnie problemach, o których trudno wiedzieć współczesnemu czytelnikowi. Chyba że jest on specjalistą od historii międzywojennej. Tak naprawdę czasami ma się wrażenie, że cały "romans" i inni bohaterowie są tylko pretekstem do snucia różnych polityczno-społecznych rozważań. Niektóre z nich są jednak uniwersalne, jak np. długi wywód profesora Laterny pod koniec utworu przekonywujący o tym, że choćbyśmy nie wiem jak się zapierali, polityka jest w naszym życiu, jesteśmy poddani jej działaniom, tworzymy ją. Albo następujący wywód jego syna, Andrzeja: &lt;i&gt;"To, co było wszędzie i co kompromituje ludzi, przerzuca się na jedną stronę frontu, aby kompromitowało nację. I oto te fakty są potrzebne jako zarzewie. Są płodne, są wciąż rodzące nienawiść i chęć odwetu, są nieśmiertelne."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Styl Nałkowskiej jest dość przejrzysty, a jednocześnie gęsty. Opisy są nie za długie, ale zawierają w sobie wiele szczegółów. Bardzo filmowe sceny. W niektórych opisach ukryta jest symbolika. Na przykład w kilkustronicowej relacji z konkursu hippicznego, gdzie konie zostają podzielone na te piękne i te bez gracji, niezależnie od tego jak dobrze udaje im się pokonywać przeszkody. A "przecież jednak biegają, skaczą, trudzą się, nie wiedząc o tym, że żyją bez piękności."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam tę książkę fanom dwudziestolecia międzywojennego i klasycznie skonstruowanych powieści do przeczytania w dwa wieczory. Na mnie nie wywarła ona szczególnego wrażenia, pomimo ciekawych fragmentów, ale cieszę się, że dałam Zofii Nałkowskiej drugą szansę. Żeby nie było, że szkoła mi ją obrzydziła!&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-8662925710802732687?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/8662925710802732687/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=8662925710802732687' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/8662925710802732687'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/8662925710802732687'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/12/romans-teresy-hennert-zofia-nakowska.html' title='&quot;Romans Teresy Hennert&quot; Zofia Nałkowska'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TR4Ov4s7RrI/AAAAAAAAALg/jCtZ5c1AIuA/s72-c/romansteresyh.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-5530882563388960240</id><published>2010-12-29T18:08:00.004+01:00</published><updated>2011-10-26T22:30:19.081+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lit studies'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Umberto Eco'/><title type='text'>"O literaturze" Umberto Eco</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TRt5LkzzlyI/AAAAAAAAALY/YoNSAWS-l7Q/s1600/O-literaturze.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 228px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TRt5LkzzlyI/AAAAAAAAALY/YoNSAWS-l7Q/s320/O-literaturze.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5556167805058127650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Ten ładnie wydany zbiór esejów zakupiłam już dość dawno w jakiejś miłej duszy i portfelowi cenie. Leżało to na półce i czekało na swój szczęśliwy dzień. W końcu, skoro czeka na mnie także lektura "Dzieła otwartego" oraz "Nie myśl, że książki znikną", stwierdziłam, że nie warto się opierać, chodzić wkoło Umberto Eco na palcach, tylko się za to zabrać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jest to jednak pierwsza rzecz Eco, z jaką miałam do czynienia. Wieki temu przeczytałam "Tajemniczy płomień królowej Loany" i jedyne co z tego pamiętam, to że główny bohater kolekcjonował cytaty o chmurach. Więc nie bardzo wiem, czy to się liczy. Była też krótka i urocza przygoda z "O bibliotece". Przez ostatnie 2 lata na pewno miałam też styczność z jego paroma artykułami, lub ich fragmentami, z dziedziny semiologii / teorii literatury. A więc teraz nareszcie coś mającego znamiona CAŁOŚCI. Eseje na mój ulubiony temat: "O literaturze".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Umberto Eco jest fanem Joyce'a i Borgesa, czego bynajmniej nie ma ochoty ukrywać. Wreszcie rzucił mi trochę świata na ogólny sens "Finnegans Wake" tego pierwszego i zaintrygował hipertekstualnością twórczości drugiego. Naturalnie musiał tu znaleźć się również esej "O symbolu" będący przyganą do przyzwyczajenia jakim stało się wywalanie każdego tekstu "na lewą stronę", doszukiwanie się wszędzie drugiego znaczenia. Są rozważania o stylu, pouczenia na temat pożyteczności fałszu, nie tylko w literaturze. Eseje lawirują pomiędzy filozofią, teorią literatury, historią, lingwistyką. Prawdziwa uczta dla mojego mózgu, a jednocześnie doświadczenie uczące pokory - jeszcze dużo nauki przede mną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej przypadł mi do gustu esej zatytułowany "Ironia intertekstualna i poziomy lektury", bo intertekstualność należy do moich głównych pod-zainteresowań (Szuflada: literatura, przegródka: teoria literatury, pudełeczko: intertekstualność ;)), a włoski badacz wszystko ciekawie przedstawia nam, także na podstawie własnych dzieł, problem spostrzegania przez czytelnika elementów intertekstualnych, odniesień do innych tekstów; określa kim jest czytelnik semantyczny, a kim czytelnik krytyczny. Drugim naprawdę fascynującym dla mnie rozdziałem był ten ostatni, w którym Eco opowiada o własnym pisarstwie, o tym jak skrupulatnie przygotowywał się do kreowania świata swoich powieści, o tym jak wielokrotnie poprawiał maszynopisy, notatki i wydruki, o tym jaki smutek ogarniał go za każdym razem kiedy pisanie dobiegało końca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wszystko jednak jest aż tak cudowne, bo trzeba przyznać, że momentami eseje trochę nużą. Sam autor wydaje się czasem zmęczony zazwyczaj klarownym, nawet lekko żartobliwym, stylem, i zaczyna sadzić zdania niezwykle i uczenie ciężkie. Niektóre szkice cierpią przez to bardziej, niż inne. Jeden z nich całkowicie pominęłam, nie ze względu na zawiłości jednak, a na całkowitą nieznajomość tematu. Chodzi o esej zatytułowany "Mgły Valois" - bardzo szczegółowa (nawet opatrzona dwoma rysunkami!) analiza opowiadania "Sylwia" Gérarda de Nervala, którego nie znam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo wszystko zaznaczyłam sobie wiele fragmentów i lekturę uważam za udaną. Polecam wszystkim, którzy lubią czytać... właśnie "o literaturze" :)&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-5530882563388960240?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/5530882563388960240/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=5530882563388960240' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5530882563388960240'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5530882563388960240'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/12/o-literaturze-umberto-eco.html' title='&quot;O literaturze&quot; Umberto Eco'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TRt5LkzzlyI/AAAAAAAAALY/YoNSAWS-l7Q/s72-c/O-literaturze.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-2826096649150674031</id><published>2010-12-26T19:53:00.005+01:00</published><updated>2010-12-26T20:40:06.142+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos'/><title type='text'>Wypasione stosy świąteczno-zbierackie</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Nareszcie po raz pierwszy od X czasu publikuję porządne stosy zamiast 2-3 nowych książeczek (bo zawsze chcę się szybko pochwalić, a nie czekać aż się z nich uzbiera pełnokrwisty stos).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy z nich, ten bardziej kolorowy, to prezenty na święta:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TRePvKNlfXI/AAAAAAAAALI/1t03qoPq68Y/s1600/P1060506.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 228px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TRePvKNlfXI/AAAAAAAAALI/1t03qoPq68Y/s320/P1060506.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5555066705742757234" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od dołu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Dziennik, tom 1" &lt;b&gt;Sławomir Mrożek&lt;/b&gt; - Bardzo się cieszę z tej pozycji. Jakoś fakt wydania tych dzienników umknął mojemu wrażliwemu na nowości literackie oku, ale teraz będę trzymać rękę na pulsie, bo w drodze są jeszcze dwa tomy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Muzeum niewinności" &amp; "Cevdet Bej i synowie" &lt;b&gt;Orhan Pamuk&lt;/b&gt; - Czy muszę tu coś dodawać? Przechodzę metafizyczne szczytowanie à la Kordian, kiedy myślę o lekturze tych dwóch książek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"1Q84" &lt;b&gt;Haruki Murakami&lt;/b&gt; - No to zobaczymy co tam nowego Haruki nawymyślał i czy będzie warto czekać na następną część. Miejmy nadzieję. Aczkolwiek, szczerze powiedziawszy, wszelkie pomysły "trylogiczne" przyprawiają mnie o lekkie mdłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wykluczeni" &lt;b&gt;Elfriede Jelinek&lt;/b&gt; - Nareszcie, nareszcie. Chora powieść napisana chorym stylem Jelinek. Dla takich doznań się żyje. W ogóle muszę zakupić więcej jej rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz pora na stos trochę bardziej wymięty i blady. Pierwsze cztery książki od góry pożyczyłam od babci, a pozostałe zakupiłam na allegro:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TReSW4iGF-I/AAAAAAAAALQ/AnvGv5tvnDw/s1600/P1060508.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 222px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TReSW4iGF-I/AAAAAAAAALQ/AnvGv5tvnDw/s320/P1060508.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5555069587214964706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od góry jadąc:&lt;br /&gt;Dwie małe książeczki z opowiadaniami &lt;b&gt;Tadeusza Różewicza&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Tadeusza Hołuja&lt;/b&gt;. Tego pierwszego opowiadania raczej znam wszystkie, ale nie szkodzi przeczytać je jeszcze raz w takim jednowieczorowym formacie. Tego drugiego nie znam, aczkolwiek nazwisko obiło mi się o uszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Romans Teresy Hennert" &lt;b&gt;Zofia Nałkowska&lt;/b&gt; - Zaczęłam nieopatrznie czytać pierwsze kilka stron i... chyba się wciągnęłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Dubrowski" &lt;b&gt;Aleksander Puszkin&lt;/b&gt; - Ładne stare wydanie z drzeworytami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Matka i córka" &amp; "Raj" &lt;b&gt;Alberto Moravia&lt;/b&gt; - Nie czytałam jeszcze nic tego autora, a ostatnio wydawnictwo Znak (bodajże) go ożywiło na polskim rynku, więc warto się obznajomić. "Matka i córka" to powieść wydana w starej serii Nike Czytelnika (Ta grafika przedstawiająca rzeźbę Nike z Samotraki zawsze wyglądała dla mnie raczej jak jakiś przerażający kaszaloto-słoń. Ups.). "Raj", natomiast, to zbiór opowiadań, który ma okładkę tak idiotycznie brzydką, że jest to aż niewiarygodne. Przy okazji recenzji, kiedyś tam, na pewno nie omieszkam jej ujawnić w pełnej krasie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te pisma wybrane &lt;b&gt;Norwida&lt;/b&gt;, które tu widnieją, to listy. Jestem jego wielką fanką i bardzo chętnie poczytam sobie go także w wersji bezrymowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Proza nagła" &amp; "Gwiazda spada" &lt;b&gt;Jalu Kurek&lt;/b&gt; - Te dwie książki zamówiłam przez przypadek, ale to za długa i zbyt nudna historia, żeby ją przytaczać. Wszystkiemu winne jest moje nieogarnięcie. Ale kosztowały mnie dodatkowo tylko 6 złociszy, więc niech będzie. "Proza nagła" wydaje się ciekawa. Są to różnego rodzaju zapiski i pomysły na opowiadania jednego z naszych czołowych futurystów. "Gwiazda spada" jest natomiast dość podejrzaną pozycją, bo nigdzie nie ma do niej jakiegokolwiek opisu i w ogóle NICZEGO. No zobaczymy, takie niespodzianki też są czasem dobre.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to już wszystko na teraz. Czytam dalej, bo nowe nabytki zobowiązują (?) ;)&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-2826096649150674031?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/2826096649150674031/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=2826096649150674031' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2826096649150674031'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2826096649150674031'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/12/wypasione-stosy-swiateczno-zbierackie.html' title='Wypasione stosy świąteczno-zbierackie'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TRePvKNlfXI/AAAAAAAAALI/1t03qoPq68Y/s72-c/P1060506.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-8717398571179690134</id><published>2010-12-25T19:10:00.006+01:00</published><updated>2011-10-26T22:30:31.649+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura brytyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Angela Carter'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"The Bloody Chamber" Angela Carter</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TRY9tRtqy7I/AAAAAAAAALA/I7cI6uk_MBU/s1600/thebloodychamber.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 209px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TRY9tRtqy7I/AAAAAAAAALA/I7cI6uk_MBU/s320/thebloodychamber.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5554695038466444210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Jedną z największych zbrodni polskich wydawców jest niemal całkowity brak zainteresowania prozą Angeli Carter. Kilka jej powieści zostało przetłumaczonych, w tym niedawno wydana przez Znak pt. "Mądre dzieci". Jednak mały zbiorek opowiadań będący tematem tego wpisu, czy chociażby "Love", książkę, którą uważam za arcydzieło, chociaż czytałam ją dobre parę lat temu, ich czytelnik polski, a niezainteresowany czytaniem w oryginale, raczej nie pozna. A szkoda!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"The Bloody Chamber" to na nowo przez Carter napisane bajki... Czerwony Kapturek, Sinobrody, Piękna i Bestia, Kot w Butach. Czy muszę dodawać, że nie są to bajki dla dzieci? Przede wszystkim dlatego, że przesycone są cielesnością, tą drugą stroną legend i baśni, która nigdy nie jest w nich eksponowana, a jedynie sugerowana przez wilka pożerającego babcię, albo przez Sinobrodego zabijającego swoje żony. Autorka daje tym ziarnkom przemocy i związków męsko-damskich, jakimi raczą nas oryginalne opowieści, rozkwitnąć w baśnie pełne namiętności. Namiętności, które jest jak róża - odurza zapachem, rani do krwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie opowiadania skupiają się na związkach między kobietą a mężczyzną, gdzie więcej się traci, niż zyskuje. Te związki są pułapką, odosobnieniem, przekleństwem, ale jednocześnie są nieuniknione. Kobiety z tych opowiadań nie są zakochującymi się słodkimi idiotkami. Są, owszem, bezbronne, ale bezbronne wobec tego, co dzieje się z nimi, wewnątrz, nie bezbronne wobec tego co na zewnątrz. Ich ciało nie jest ofiarą dla mężczyzn. Jest zagadką, to w nim mieszka zagubiona, ale namiętna, dusza, więc posiada ono tajemniczą siłę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TRY9jT1b8KI/AAAAAAAAAK4/m-yorYy5fuQ/s1600/redriding.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 243px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TRY9jT1b8KI/AAAAAAAAAK4/m-yorYy5fuQ/s320/redriding.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5554694867237204130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Język. Jest piękny. Gęsty jak miód, odurzający. Zdania następują po sobie jak leniwe koty, trudno oderwać wzrok od ich majestatycznych niespiesznych kroków. Takie bajki mogłabym czytać często ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeden z cytatów, który sobie wypisałam. Nie reprezentuje on może piękna stylu Angeli Carter w 100%, ale jest niezwykły, mimo (czy może właśnie dlatego) iż mówi o powszechnym, dobrze znanym (każdemu kto kocha) pragnieniu:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;"His skin covers me entirely; we are like two halves of a seed, enclosed in the same integument. I should like to grow enormously small, so that you could swallow me, like those queens in fairy tales who conceive when they swallow a grain of corn or a sesame seed. Then I could lodge inside your body and you would bear me."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę zapolować na więcej jej powieści gdzieś, może nawet kupię te "Mądre dzieci". Bo warto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, wiedziałam, że jak zacznę Witkacego, to będę go miętlić długo, więc w międzyczasie czytam też inne rzeczy... Zwłaszcza, że mam nowy świąteczny stos z książkami, które najchętniej zaczęłabym czytać wszystkie na raz od razu. Stos może zaprezentuje jutro ;)&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-8717398571179690134?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/8717398571179690134/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=8717398571179690134' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/8717398571179690134'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/8717398571179690134'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/12/bloody-chamber-angela-carter.html' title='&quot;The Bloody Chamber&quot; Angela Carter'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TRY9tRtqy7I/AAAAAAAAALA/I7cI6uk_MBU/s72-c/thebloodychamber.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-4027667289120173574</id><published>2010-12-17T20:52:00.003+01:00</published><updated>2010-12-17T21:10:13.789+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos'/><title type='text'>Ponownie nowe książki.</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Wiecznie tylko kupuję i kupuję, aż jestem tym znudzona. Jeszcze za chwilę powinny przyjść jakieś dziwne tytuły z allegro. Oj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TQu_7VzaW9I/AAAAAAAAAKs/iegIzS9yXQM/s1600/P1020063.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 178px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TQu_7VzaW9I/AAAAAAAAAKs/iegIzS9yXQM/s320/P1020063.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5551741991850236882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od lewej:&lt;br /&gt;"No właśnie co" &lt;b&gt;Samuel Beckett&lt;/b&gt; - wreszcie żeśmy się w tym zimnym kraju doczekali dzieł wybranych Becketta. O jak dobrze. Jestem ogromną, niemalże wyznaniowo-opętańczą, fanką "Czekając na Godota", ale niczego więcej nie czytałam jeszcze. Wstyd i żal.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nauczyciel pożądania" &lt;b&gt;Philip Roth&lt;/b&gt; - znowu jakieś hardkory dołujące Philipa Rotha. Na razie nie przeczytam, bo mam dosyć dołów i bez tego :P Okładka brzydka jak obrażony pawian, ale trzeba pochwalić Zysk, że wydał na niefajnym papierze, w miękkiej nijakiej oprawie, ale dzięki temu UWAGA! cena jest normalna, czyli 19 zł. A z drugiej strony druk sam w sobie jest przyzwoity i nie za mały. Żeby tak wszyscy chcieli wydawać takie tanie pockety takich nazwisk jak Roth... Ech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ciotka Julia i skryba" &lt;b&gt;Mario Vargas Llosa&lt;/b&gt; - bo to sromota okrutna, że jeszcze nic nigdy nigdzie jego. Oprócz napoczętych "Miasta i psów" lata temu... Ale to się nie liczy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książki zakupiłam w przypływie gotówki w poznańskiej księgarni "Jedynka". Chodziły jakieś słuchy, że księgarnia miała upaść, ale na razie działa i bardzo się cieszę, że udało mi się ją wesprzeć, zamiast wtykać pieniądze do i tak już nimi zapchanego Empiku (Wystarczy, że tam film na prezent kupiłam, bo nie znam alternatywy jeśli chodzi o filmy. Chyba, że jakaś inna sieciówa :/).&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-4027667289120173574?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/4027667289120173574/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=4027667289120173574' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/4027667289120173574'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/4027667289120173574'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/12/ponownie-nowe-ksiazki.html' title='Ponownie nowe książki.'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TQu_7VzaW9I/AAAAAAAAAKs/iegIzS9yXQM/s72-c/P1020063.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-181460398269673767</id><published>2010-12-14T23:28:00.006+01:00</published><updated>2011-10-26T22:30:50.067+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura węgierska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyzwanie - nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Imre Kertész'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Likwidacja" Imre Kertész</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TQf2h-s3FDI/AAAAAAAAAKQ/UpjfTc4nY4U/s1600/likwidacja-kertesz.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 271px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TQf2h-s3FDI/AAAAAAAAAKQ/UpjfTc4nY4U/s320/likwidacja-kertesz.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5550676129384698930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Kupiłam "Likwidację" już dawno za kilka złotych, bez przekonania, ot tak. Bez przekonania dlatego, że lata temu przeczytałam "Kadysz za nienarodzone dziecko" i nie przypadła mi ta książka do gustu ani trochę. Ale cóż, miałam wtedy jakieś 17-18 lat, w głowie bajzel stylu Żeromskiego i poezji Skamandrytów, to co się dziwić, że Kertésza nie czułam ni w ząb.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tej książeczki, cieniutkiej, podeszłam więc bez żadnych specjalnych oczekiwań. I rozczarowałam się, tak jak lubię najbardziej, czyli pozytywnie. Główny bohater, redaktor Keserű, po śmierci tłumacza i pisarza B. poszukuje "powieści życia", którą B. &lt;i&gt;musiał przecież napisać&lt;/i&gt;. I napisał. Ale nikt nigdy jej nie przeczyta, bo powieść ta jest tylko eksplikacją odmowy radości życia przez B., a także, pod jego wpływem, przez jego żonę, Judit. Nikt nigdy jej nie przeczyta, bo ta powieść pozostanie tylko pomiędzy nimi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dużo tutaj refleksji na temat czytania i pisarstwa. "Tak drzemie we mnie wiele książek, lepszych i gorszych. Najrozmaitszych. Zdania, słowa, akapity i wersy, niczym niespokojni sublokatorzy, nagle budzą się do życia, wałęsają się samotnie, albo rozpoczynają w mojej głowie hałaśliwy dialog, którego nie potrafię uciszyć". Redaktor nazywa to "chorobą zawodową", ale to może tyczyć się każdego, kto nie potrafi żyć bez książek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Związki i relacje międzyludzkie stanowią esencję tej krótkiej powieści. Zwłaszcza damsko-męskie. Zastanawia, na początku, że tak dużo w nich goryczy a tak mało miłości. Ale już za chwilę okazuje się, że dużo w nich miłości, a goryczy jest tylko odrobina, ale jest to absolutnie niezbędna odrobina. Ponadto - historia, obezwładniająca, dusząca, ale nadająca kształt. Koniec komunistycznej dyktatury, kolejna zmiana, nie jest w tej książce czymś pozytywnym. Oznacza kres ucisku, ale stanowi nieznane, wątpliwe, puste. Odkształceni przez poprzednie wydarzenia bohaterowie mogą się wreszcie rozrosnąć według własnej woli. Ale chyba już nie potrafią...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz moją lekturą jest "Pożegnanie jesieni" Witkacego, tak się cieszę, że nareszcie się za niego zabrałam, bo to był czas najwyższy! No!&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-181460398269673767?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/181460398269673767/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=181460398269673767' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/181460398269673767'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/181460398269673767'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/12/likwidacja-imre-kertesz.html' title='&quot;Likwidacja&quot; Imre Kertész'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TQf2h-s3FDI/AAAAAAAAAKQ/UpjfTc4nY4U/s72-c/likwidacja-kertesz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-948824048037990957</id><published>2010-12-12T18:37:00.008+01:00</published><updated>2011-10-26T22:30:59.684+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura turecka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyzwanie - nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Orhan Pamuk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Nowe życie" Orhan Pamuk</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TQUX0NUuUzI/AAAAAAAAAJ4/tF2kgqys9ZU/s1600/Nowe-zycie.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 216px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TQUX0NUuUzI/AAAAAAAAAJ4/tF2kgqys9ZU/s320/Nowe-zycie.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5549868301501223730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Z początku, po kilkudziesięciu pierwszych stronach, miałam wrażenie, że przechodzę przez odczarowanie. Że jednak nie wszystko co Pamuk napisał jest świętością i że nie trzeba tak przeżywać. I kiedy właśnie zaczęłam sobie tak arogancko poczynać w myślach, pod koniec musiałam przyznać ze skruchą: To jednak mnie &lt;i&gt;rozwala&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczyna się od książki. Książki, która może tak naprawdę symbolizować je wszystkie. Główny bohater po jej przeczytaniu rozpoczyna nowe życie, rozpoczyna je, chociaż wydaje mu się, że tylko go poszukuje. Spotyka również inne osoby, także czytelników tej samej książki, które radzą sobie z ciężarem nowego życia jak mogą. Czy książka symbolizuje tylko i wyłącznie intertekstualną plątaninę cytatów, wizji, opisów przeżyć, znaków? Oznacza ona również ciężar egzystencji świadomej, ciężar wszystkich uczuć i poczynań, kronikę konfliktu świata rzeczywistego i świata naszej wyobraźni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nowe życie" jest dosłownie kopalnią symboli i tysięcy możliwych odczytań. Kiedy wracam do tej, ukończonej poprzedniego dnia, powieści, jedno skojarzenie goni drugie, nie dając dojść do słowa trzeciemu (Chociaż to nic dziwnego, w moim mózgu tak się często dzieje). Jazda autobusami po całym kraju, dusze przedmiotów, filmy, zapamiętane i postrzegane fragmentami, upał o 9-tej rano. Z prozą Pamuka jest jak z poezją, trzeba, za przeproszeniem, obnażyć wszystkie swoje emocjonalne sensory w kontaktach z nią. Nie ma co za dużo wątpić, rozmyślać o noblach, ani o stosunkach wschód-zachód za bardzo też nie, ani nawet o literackich wpływach. Trzeba po prostu czytać i poddać się przygniatającej nostalgii za tym co było i przeleciało przez palce szybciej niż zdążyliśmy się temu przyjrzeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co podoba mi się też u tego autora, a to dopiero trzecia jego powieść, którą przeczytałam, to absolutny brak stygmatyzacji czynów i uczuć powszechnie uznawanych za karygodne (morderstwa, zazdrości, nienawiści, zawiści). Refleksja na ich temat jest pełna pokory. Wszystkie te mroczne aspekty są nieuniknione, są nieodłączną częścią życia, włącznie z morderstwem, choć może postrzeganym bardziej metaforycznie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cytat z recenzji "The Guardian" walnięty na przodzie okładki mówi: "Można na punkcie tej książki obsesji". Zazwyczaj jak czytam takie rzeczy to prycham, i tak też musiałam na początku na to zareagować, ale po skończonej lekturze książki, nie mogę się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. "Nowe życie" przyprawiło mnie o co najmniej jeden sen bezpośrednio zainspirowany książką, o którym nie mogę przestać myśleć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale pora kończyć te wynurzenia. Jeszcze tylko dodam, że cieszę się, że od Świętego Mikołaja dostanę "Muzeum niewinności" i "Cevdet bej i synowie" :D&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-948824048037990957?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/948824048037990957/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=948824048037990957' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/948824048037990957'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/948824048037990957'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/12/nowe-zycie-orhan-pamuk.html' title='&quot;Nowe życie&quot; Orhan Pamuk'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TQUX0NUuUzI/AAAAAAAAAJ4/tF2kgqys9ZU/s72-c/Nowe-zycie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-6206721927007584284</id><published>2010-12-11T00:43:00.007+01:00</published><updated>2010-12-11T01:18:18.778+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzycznie'/><title type='text'>A teraz muzycznie...</title><content type='html'>&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Wygląda na to, że 90% notek, które tu zamieszczam jest o książkach. Jednak nie żywię się tylko książkami. Bo muzyki, na przykład, słucham kiedy tylko mogę. Może nie wywołuje ona u mnie tyle żrąco-palących emocji, co za nastolatki (&lt;i&gt;ech tobyłyczasy!&lt;/i&gt;). Ale wciąż ciężko by było bez niej żyć...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od jakiegoś roku, dwóch lat zrobiłam się też dość muzycznie patriotyczna i regularnie śledzę bloga &lt;a href="http://wearefrompoland.blogspot.com/"&gt;We Are from Poland&lt;/a&gt;, a jak mnie coś zaciekawi, to kupuję. Bo to co leci po radiach, ci polscy wykonawcy mainstreamowi, to jakiś żart jest. Można by się załamać, ale jak dobrze poniuchać i poszukać, okazuje się, że polskiej ambitnej muzyki jest sporo. Szkoda tylko, że wielu z tych wykonawców decyduje się tak ostro obstawiać przy śpiewaniu po angielsku. No ale to taki trend wszędzie na świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc zaprezentuję pokrótce, bo czemu i nie, co tam ostatnio u mnie gra, śpiewa i brzęczy polskiego właśnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TQLCQhSAowI/AAAAAAAAAJo/esUvSp93NQw/s1600/indigo_tree_blanik_mini.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 191px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TQLCQhSAowI/AAAAAAAAAJo/esUvSp93NQw/s320/indigo_tree_blanik_mini.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5549211279941477122" /&gt;&lt;/a&gt;Po pierwsze, nie będę oryginalna, album "Blanik" &lt;a href="http://www.myspace.com/indigotree"&gt;Indigo Tree&lt;/a&gt;. Minimalistyczna okładka niewiele mówi o ich klimatach, ale okładka debiutanckiej płyty już tak. Znajduje się na niej zdechła żaba z wywalonym jęzorem. Ale jak to, taka urzekająca muzyka, jak to do żaby zdechłej tak przyrównywać? No bo to się ze stawem kojarzy, a muzyka jest jak ze stawu, tu rzęsa wodna, tam żaba, tu muł i błoto. Ale jest słonecznie, mimo wszystko zielono, ciepło i naturalnie. Bo melodie są ciepłe i naturalne, aczkolwiek przynależą tylko do mikrokosmosu jedynego w swoim rodzaju stawu jakim jest Indigo Tree. Można usiąść na brzegu, zamoczyć stopy w ciepłej wodzie, trochę się zamulą pięty, co tam. Trzeba dać się ponieść, a raczej położyć. I słuchać. Nie wiem jak to zrobili, ale druga płyta jest tak samo dobra jak pierwsza. Znowu staw, żaba, rzęsa, trzcina. Wszystko takie znane, a tak nowe. Każda melodia już zasłyszana, a jednak nieznana. Naprawdę dobra rzecz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TQLCcU-pbRI/AAAAAAAAAJw/A__0q4Kwtnc/s1600/kristen_westernlands.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 229px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TQLCcU-pbRI/AAAAAAAAAJw/A__0q4Kwtnc/s320/kristen_westernlands.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5549211482797468946" /&gt;&lt;/a&gt;Po drugie, "Western Lands" &lt;a href="http://www.myspace.com/kristenband"&gt;Kristen&lt;/a&gt;. Posiadam dwie pierwsze płyty tej grupy, zakupiłam je w dość zamierzchłych czasach (być może był to jakiś przed-zryw muzycznego patriotyzmu), a pozostałe dwie znam tylko pobieżnie, trochę i z doskoku. A tę zakupiłam sobie i nie za bardzo wiem, co o niej myśleć. Specyficzny klimat z pierwszych płyt pozostaje, słuchanie Kristen można porównać do pobudki w nieznanym, pustym mieszkaniu na blokowisku o godzinie piątej nad ranem, kiedy wschodzące słońce odbija się od białych ścian. I niekoniecznie jest to pobudka na kacu (chociaż jest taka opcja). Ich muzyka ma też w sobie coś jazzującego. Podsumowując te bajzlaste spostrzeżenia, nowa płyta jest jak poezja Franka O'Hary, nie do końca kumam, ale czasem znajdę wyrywek i skrawek, który mnie olśni, dlatego czytam / słucham dalej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po trzecie, będzie bardzo króciutko, bo chciałam tylko zachęcić wszystkich, którzy lubią Muzykę Naprawdę Dziwną, do ściągnięcia albumu Maria Celeste, za darmochę na &lt;a href="http://www.mariaceleste.pl/"&gt;ich stronie&lt;/a&gt;. Fajnie grają, ale nie każdemu może to przypaść do gustu. Trochę momentami "łoją", mało słucham muzyki "łojącej", jednak czasem trzeba. Dziś sobie zapuściłam tę płytę i niektóre teksty mnie rozwaliły, są absurdalne i mocne. No i po polsku!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro wieczorem będzie recenzja Pamuka chyba, bo zostało mi tylko 60 stron, a po południu będę miała 3 godziny bardzo nudnych wykładów... Boję się nawet, że te 60 stron nie wystarczy :P&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-6206721927007584284?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/6206721927007584284/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=6206721927007584284' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/6206721927007584284'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/6206721927007584284'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/12/teraz-muzycznie_11.html' title='A teraz muzycznie...'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TQLCQhSAowI/AAAAAAAAAJo/esUvSp93NQw/s72-c/indigo_tree_blanik_mini.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-2532397565023895326</id><published>2010-12-06T01:15:00.007+01:00</published><updated>2011-10-26T22:31:10.264+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kazuo Ishiguro'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura brytyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"When We Were Orphans" Kazuo Ishiguro</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TPwwuRJW8dI/AAAAAAAAAJY/M0RXIO2Xc_M/s1600/when_we_were_orphans.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 221px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TPwwuRJW8dI/AAAAAAAAAJY/M0RXIO2Xc_M/s320/when_we_were_orphans.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5547362412448379346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;To pierwsze moje spotkanie z Ishiguro i oceniam je raczej nijak. A wielka to szkoda i lekka rozpacz, bo to w końcu nie byle kto, ale I-shi-gu-ro. Nie wiem czego się spodziewałam, może krzyżówki McEwana i Murakamiego z domieszką jakiejś grzmiącej postkolonialnej nuty. No postkolonializm zarysowany jest w tej powieści, owszem. Ale grzmi słabo. Raczej pobrzmiewa z lekka...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka ma jakieś 370 stron z czego pierwsze 250 można uznać za długą, bardzo długą uwerturę. Mamy w tym mega wstępie wspomnienia głównego bohatera, co nieco o jego obecnych poczynaniach, oraz opis poznania tej Kobiety (a na imię jej Sarah było). Sam nasz bohater jest dość nudnawy i beznamiętny. W zasadzie niewiele się o nim dowiadujemy. Może tylko tyle, że jest detektywem i że jest irytujący. Jego Kobieta jest równie denerwująca. Fakt, że mówiła całkiem serio (chociaż kto ją tam wie) o związku tylko ze znanym, ogółowi "dobrze robiącym", mężczyzną jak o życiowej misji, nie przekonuje mnie do niej ani trochę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jaki styl! Każde zdanie jest odmierzone linijką i chyba suwmiarką również. Czegoś takiego nie widziałam jeszcze. Ja rozumiem, akcja się odbywa z dawien dawna, głównie pod koniec lat 30-tych, ale TE zdania, TE zdania! Ktoś by powiedział "No to co, elegancki, smokingowy, operetkowy styl pisania. Co w tym złego?" Niby nic. Ale po stu takich stronach człowiek się czuje taki zmaltretowany przez krystaliczność angielskiej składni, że nie wie co ma ze sobą zrobić. Kazuo, poluzuj!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No więc jeśli bohaterowie tacy sobie, styl nie-tego, to może akcja? Akcja, owszem, na ostatnich 100 stronach. Nawet nie najgorsza, aczkolwiek nie pozbawiona patetyczności. Smutne zakończenie, nawet (NAWET!) nasuwa parę refleksji ogólnie egzystencjalnych, ale trochę za późno, trochę za słabo, i trochę zbyt naiwnie to nasuwanie się odbywa. Plus chyba tylko za zobrazowanie pewnego okresu historii Chin, o którym nie miałam zbyt wiele pojęcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to może wina nieadekwatnego czytelnika, czyli mnie. Pewnie jestem trochę niesprawiedliwa, ale rozczarował mnie ten Ishiguro. Seriously.&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-2532397565023895326?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/2532397565023895326/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=2532397565023895326' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2532397565023895326'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2532397565023895326'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/12/when-we-were-orphans-kazuo-ishiguro.html' title='&quot;When We Were Orphans&quot; Kazuo Ishiguro'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TPwwuRJW8dI/AAAAAAAAAJY/M0RXIO2Xc_M/s72-c/when_we_were_orphans.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-5382544450767263416</id><published>2010-12-03T19:20:00.007+01:00</published><updated>2011-10-26T22:31:21.534+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pierre Thomas Nicolas Hurtaut'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura francuska'/><title type='text'>"Sztuka pierdzenia" Pierre Thomas Nicolas Hurtaut</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TPk5msl-wiI/AAAAAAAAAJQ/4-E2R0hSsH0/s1600/Sztuka-pierdzenia.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 188px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TPk5msl-wiI/AAAAAAAAAJQ/4-E2R0hSsH0/s320/Sztuka-pierdzenia.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5546527753051750946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Nie wiem co mnie pokusiło, ale od pierwszych zapowiedzi wydawnictwa słowo / obraz / terytoria wiedziałam, że muszę tę książkę zdobyć. Uwielbiam absurd w postaci czystej, czy, jak w tym przypadku, trochę przybrudzonej "mokrą materią". Na szczęście to mała książeczka, taka kieszonkowa, więc była niedroga. Mimo wszystko ładnie wydana, na grubym papierze. W środku ryciny (bez obawy, bardzo neutralne), starodawna stylizacja druku i, co zabawniejsze, strony pachną wydatnie nową książką nie bacząc na to, co opisują ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama treść jest naturalnie żartem, esejem w pseudonaukowym stylu o rodzajach pierdnięć i o zbawiennym ich skutku. Można jednak odczytać puszczanie wiatrów w szerszym sensie, jako... radość życia, nie podleganie konwenansom (takie staromodne słówko, ale jak bardzo zawsze aktualne!), pozbywanie się tego co nas zatruwa (a nie są to zawsze przecież tylko bąki ;)).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba też przyznać, że tłumacz, Krzysztof Rutkowski, musiał wykonać kawał dobrej roboty nad tą malutką ciekawostką. Niełatwo tłumaczyć teksty, które są żartobliwe, mimo iż utrzymane w poważnym tonie. Zresztą być może język polski jest też dostatecznie wdzięczny i obfity w rubaszności, podobnie jak francuski, co mogło ułatwić tłumaczowi zadanie. Ale i tak chwała mu za to, że na polski grunt sprowadził ten raczej nieznany drobiazg. Wydaje mi się, że angielskie tłumaczenie, na przykład, chyba nie istnieje...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam na dobre trawienie!&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-5382544450767263416?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/5382544450767263416/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=5382544450767263416' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5382544450767263416'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5382544450767263416'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/12/sztuka-pierdzenia-pierre-thomas-nicolas.html' title='&quot;Sztuka pierdzenia&quot; Pierre Thomas Nicolas Hurtaut'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TPk5msl-wiI/AAAAAAAAAJQ/4-E2R0hSsH0/s72-c/Sztuka-pierdzenia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-6760443586521510780</id><published>2010-12-01T23:28:00.005+01:00</published><updated>2010-12-01T23:45:50.712+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos'/><title type='text'>Mini stosik</title><content type='html'>&lt;p align="center"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TPbPcoSWAXI/AAAAAAAAAJI/U1XEzr4QUp8/s1600/stosdec01.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 173px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TPbPcoSWAXI/AAAAAAAAAJI/U1XEzr4QUp8/s320/stosdec01.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5545848081910989170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Skromny ten stos, odrobinę zaśniedziały, naukowy i natchniony. Dziś wolę od góry:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Sztuka pierdzenia" &lt;b&gt;Pierre-Thomas-Nicolas Hurtaut&lt;/b&gt; - Niezmiernie mnie cieszy posiadanie tej książeczki. Zaczęłam już ją poczytywać w przerwach między Ishiguro (który ani mnie grzeje, ani ziębi, szczerze powiedziawszy). Określenie "uroczo obrzydliwy" nabiera nowego znaczenia, jeśli kiedykolwiek jakieś miało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Córka Tuśki" &lt;b&gt;Gabriela Zapolska&lt;/b&gt; - pora na klasykę! Mieszczańska duszna atmosfera, gra pozorów i inne przyjemności. Spodziewam się dołów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nikt nie rodzi się kobietą" - wybór tekstów feministycznych. Zaintrygowała mnie wzmianka o tej pozycji w "Gender dla zaawansowanych" Ingi Iwasiów, a na allegro była za prawie bezcen. Takie deale to ja lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Seks, narkotyki i czekolada" &lt;b&gt;Paul Martin&lt;/b&gt; - ostatnio interesuję się tematyką przyjemności (głównie seksualnej, ale nie tylko) od strony socjologicznej i kulturoznawczej (+ różnych okołodziedzin), a ta książka wspaniale się wpisuje w mój coraz to większy zbiór na ten temat.&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-6760443586521510780?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/6760443586521510780/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=6760443586521510780' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/6760443586521510780'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/6760443586521510780'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/12/mini-stosik.html' title='Mini stosik'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TPbPcoSWAXI/AAAAAAAAAJI/U1XEzr4QUp8/s72-c/stosdec01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-5158515845259385618</id><published>2010-11-29T01:26:00.006+01:00</published><updated>2011-10-26T22:31:40.398+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura południowoafrykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyzwanie - nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='J.M. Coetzee'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"W sercu kraju" J.M. Coetzee</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TPL9kKEHzII/AAAAAAAAAIs/y09TtL8cCuE/s1600/W-sercu-kraju.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 210px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TPL9kKEHzII/AAAAAAAAAIs/y09TtL8cCuE/s320/W-sercu-kraju.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5544772888865262722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;p align="justify"&gt;No, to jest dopiero książka! Chociaż naprawdę nie wiem, co mam myśleć o Coetzee'm. To trzecia jego powieść, którą przeczytałam. Wszystkie mną wstrząsnęły. Ale to dziwny wstrząs. To trochę wstrząs, a trochę i otrząs - z plugastwa, ciemności, zła. I nie to, że Coetzee mnie tym obrzuca. To jeszcze nie byłoby najgorsze. On to ze mnie &lt;u&gt;wydobywa&lt;/u&gt;. Więc z jednej strony zastanawiam się zawsze, czytając go, dlaczego on mi to robi i czym sobie na to zasłużyłam. A z drugiej strony, cóż, podoba mi się to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie było z tą powieścią. Stanowi ona monolog wewnętrzny kobiety żyjącej w kompletnym odosobnieniu, jeśli nie liczyć szorstkiego ojca-mruka i służby, która zwraca się do niej per "panienko". Niech nikogo nie zwiodą niepozorne dialogi. One też przynależą do tego, przesiąkniętego mroczną poezją, monologu. Biała kobieta, chuda i zniszczona, "w sercu kraju" jakim jest Południowa Afryka. Czy to nie przywodzi trochę na myśl "Jądra ciemności" Conrada?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie motywy przewodnie były dwa:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;b&gt;Seksualność, namiętność, pożądanie&lt;/b&gt; jako siły nad którymi nie można zapanować, ani nakierować. Siły, które niszczą, spalają, ale są nie do odrzucenia. Może zwłaszcza dla kobiety, tak odosobnionej. Stają się wszystkim, nie mając nigdzie ujścia. Zastanawia mnie co właściwie Coetzee w swoich książkach wyprawia z kobietami. Czy chce dać im głos? Czy chce je do walki o głos jakoś zmusić? Czy wręcz przeciwnie, chce je go pozbawić? Ale to ostatnie byłoby zbyt proste... "[P]ytam tylko o jedno, pytam nieśmiało, z powątpiewaniem, płaczliwie - czy nie można zrobić z pożądaniem czegoś innego, niż wyłącznie starać się ze wszystkich sił posiąść przedmiot żądzy, planując tak czy siak nadaremnie, ponieważ całe przedsięwzięcie może się skończyć jedynie zagładą rzeczy pożądanej?" Jesteśmy skazani na sianie zniszczenia, podczas gdy sami rozpadamy się na kawałki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;b&gt;Umowność i iluzja&lt;/b&gt;, czyli co stanowi nasze życie, to co w wyobraźni, czy to co poza nią, to co zwą rzeczywistością? Czy może jedno i drugie nieskończenie nakłada się na siebie i nadpisuje się wzajemnie? Czy to co zdarzyło się w powieści, wszystkie morderstwa, ucieczki, nocne wędrówki po domu, strzały, filiżanki kawy, wydarzyły się naprawdę, czy były tylko opowieścią snutą przez znudzoną zaschniętą starą pannę? Nie dowiemy się prawdy, nie poznamy czym jest prawda z tej książki. Być może ona nie istnieje, bo żyjemy wszyscy w jakimś "sercu kraju", gdzie nie ma nikogo, kto by nam powiedział czym ona jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skończyłam ją wczoraj w nocy i wciąż jestem pod wrażeniem. Trochę wstyd mi, że nie przeczytałam jej w oryginale, jednak... trzeba przyznać, że jest fantastycznie przełożona przez panią Magdalenę Konikowską. Myślę, że to dobrze, że przetłumaczyła to kobieta. Chociaż byłoby super, gdyby przetłumaczył ją również i mężczyzna. Można by zrobić niezmiernie ciekawe porównanie obu tłumaczeń i oryginału!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, i jeszcze taka mała uwaga. Z tyłu książki, na okładce, tam gdzie zwykle są streszczenia fabuły i parę słów o pisarzu, Znak walnął jeszcze dobitnie napis "Studium psychozy". O rany, nie znoszę jak mi tak walną na okładce, studium psychozy, studium schizofrenii, studium klimakterium. Nie chcę, żeby szufladkowano tak dla mnie książkę. Czytam czyjąś historię, bohater jest na równi ze mną, czytam go i jednocześnie czytam siebie. Jeżeli z góry mi ktoś mówi, że to jest studium choroby jakiejś, to tak jakby kazał mi patrzeć na tego bohatera przez szybkę jak na zwierzę. Dajcie sobie spokój, wydawnictwa, z takimi sensacjami. Literatura piękna, to nie podręczniki do psychiatrii.&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-5158515845259385618?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/5158515845259385618/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=5158515845259385618' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5158515845259385618'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5158515845259385618'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/11/w-sercu-kraju-jm-coetzee.html' title='&quot;W sercu kraju&quot; J.M. Coetzee'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TPL9kKEHzII/AAAAAAAAAIs/y09TtL8cCuE/s72-c/W-sercu-kraju.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-742829944383819390</id><published>2010-11-28T19:37:00.009+01:00</published><updated>2010-11-28T19:52:06.531+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos'/><title type='text'>Nowe książki! Znowu.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TPKjZbxol1I/AAAAAAAAAIk/RyczpkmjUvs/s1600/P1020049.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 170px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TPKjZbxol1I/AAAAAAAAAIk/RyczpkmjUvs/s320/P1020049.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5544673748594497362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;br /&gt;"Jak zmieniałam zdanie" i "Nie myśl, że książki znikną" na zasadzie: Mówisz, masz. Tzn. zapragnęłam ich i poszłam sobie je kupić. A przy okazji kupiłam tego niepozornego Borgesa, bo był przeceniony na 9 złotych. Niewiarygodne! Mogliby wszystkie jego książki tak wycenić, bo wszystkie ceny jakie wyśrubowali w kosmos Prószyński i S-ka tym jego wspaniałym, ale cienkim książeczkom, są smutne i przykre.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w domu, dokąd jadę jutro, czekają na mnie cztery inne książki... Szkoda, że tak szybko ich nie czytam, jak nabywam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Okropne to zdjęcie wyszło! Myślałam, że każdy cymbał umie robić zdjęcia, ale jednak nie. Ups.&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-742829944383819390?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/742829944383819390/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=742829944383819390' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/742829944383819390'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/742829944383819390'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/11/nowe-ksiazki-znowu.html' title='Nowe książki! Znowu.'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TPKjZbxol1I/AAAAAAAAAIk/RyczpkmjUvs/s72-c/P1020049.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-2933346189371812582</id><published>2010-11-23T02:49:00.010+01:00</published><updated>2011-10-26T22:32:51.654+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Elif Şafak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura turecka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Pchli pałac" Elif Şafak</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TOsiIfTLCVI/AAAAAAAAAIM/c6_4Tn7QZS0/s1600/Pchli-palac.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 188px; height: 280px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TOsiIfTLCVI/AAAAAAAAAIM/c6_4Tn7QZS0/s320/Pchli-palac.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5542561295645739346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Jest takie jedno marzenie wielu ludzi, uchodzące za odwieczne, żeby podglądać sąsiadów, albo lokatorów jakiegoś bloku, domu czy kamienicy. Marzenie, żeby oglądać te bloki tak, jakby ktoś (lub coś) usunął z nich jedną ścianę odsłaniając wszystkie mieszkania. To nigdy nie należało do moich marzeń, ale i tak podobała mi się powieść Elif Şafak, gdzie autorka usuwa ścianę z jednej kamienicy zwanej Pałacem Cukiereczek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię, kiedy bohaterów jest wielu, a mimo wszystko ich losy współoddziałują na siebie. Lubię to, mimo iż, lub właśnie dlatego że, to takie nierealne. Nawet ostateczne podsumowanie, bardzo humanistyczne, ale również złowieszcze, twierdzące, że "to, co uważamy za przypadek, podkreśla jedynie znaczenie tego, co jest wynikiem naszych osobistych działań", jest równie nierealne. Ale czaruje mnie. Jedno drugiego wcale nie wyklucza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydaje mi się, że ta książka, przede wszystkim, poza przypadkami, logiką, nieznanym i realnym, poza owadami i ludźmi, opiewa władzę jaką posiada twórca. To właśnie on usuwa dla nas tę ścianę, tworzy lokatorów, rozstawia ich dla nas jak lalki w domu dla lalek... A potem na końcu przyznaje się, że napisał tę powieść w więzieniu, aby przezwyciężyć strach przed robactwem. Wiem, że ujawnianie się twórcy, zwłaszcza we wstępach i zakończeniach, czy &lt;i&gt;gdziekolwiek&lt;/i&gt;, była praktykowana już milion razy. Ale Şafak robi to tak rozbrajająco szczerze. "Podobało się wam przedstawienie? No, mnie też, mogłam zabić jakoś czas tworząc je dla was. Dziękuję."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A poza tym: Ach, ta Turcja. Taki mi się ten kraj odległy wydaje, a taki bliski przez swoje hermetyczne szaleństwo.&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-2933346189371812582?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/2933346189371812582/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=2933346189371812582' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2933346189371812582'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2933346189371812582'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/11/pchli-paac-elif-safak.html' title='&quot;Pchli pałac&quot; Elif Şafak'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TOsiIfTLCVI/AAAAAAAAAIM/c6_4Tn7QZS0/s72-c/Pchli-palac.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-5502039046460043425</id><published>2010-11-20T20:02:00.005+01:00</published><updated>2010-11-22T16:41:43.840+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czyhanie'/><title type='text'>Nowości, na które czyham</title><content type='html'>Przede wszystkim: nowy &lt;b&gt;Murakami&lt;/b&gt;. To się rozumie samo przez się. Można dyskutować, czy Murakami to tylko postmodernistyczne wypociny, czy sztuka przez szumiące SZ, ale to się po prostu &lt;u&gt;bardzo dobrze&lt;/u&gt; czyta. Za każdym razem, kiedy obcuję z jego prozą, mam wrażenie, że jestem zmuszona zejść do najniższych i najbardziej obmierzłych piwnic swojego mózgu, i jeszcze na dodatek mi się to podoba. Więc nic więcej nie pozostaje, tylko go czytać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym, nie taka znowu bardzo nowa nowość, ale jeszcze tego nie posiadam: "Jak zmieniałam zdanie" &lt;b&gt;Zadie Smith&lt;/b&gt;. Parę lat temu przeczytałam w jakiejś gazecie jej bardzo motywujący ni to esej, ni to artykuł, o tym dlaczego pisarz MUSI pisać. Zastanawiam się, czy jest zawarty w tym tomie, albo czy w ogóle reszta esejów jest równie dobra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i "Noc i dzień" &lt;b&gt;Virginii Woolf&lt;/b&gt;. Generalnie to nie jestem jej wielką fanką, za bardzo to trochę ą ę na moje prostackie gusta, ale ta książka wydaje się mieć &lt;a href="http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka.php?ID=2106"&gt;naprawdę intrygującą fabułę&lt;/a&gt;. I jest gruba, a to zawsze dobrze. Przez ostatnie lata się tyle Woolf nawydawali, za moment okaże się, że napisała tego więcej niż Nora Roberts. Ale to dobrze, dobrze. Lubiana przeze mnie, czy raczej niekoniecznie, takie przypływy dobrej literatury są zawsze mile widziane, a na polskim rynku wydawniczym nie zdarzają się zbyt często.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[EDIT] I zupełnie, ale to zupełnie zapomniałam o "Nie myśl, że książki znikną" &lt;b&gt;Eco &amp; Carrière&lt;/b&gt;. Jak mogłam!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-5502039046460043425?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/5502039046460043425/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=5502039046460043425' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5502039046460043425'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5502039046460043425'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/11/nowosci-na-ktore-czyham.html' title='Nowości, na które czyham'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-718925865691463642</id><published>2010-11-16T23:32:00.005+01:00</published><updated>2011-10-26T22:33:03.428+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyzwanie - klasyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Theodore Dreiser'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Sister Carrie" Theodore Dreiser</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TOMO79DMoII/AAAAAAAAAH4/y9RhTD_UOps/s1600/sister-carrie.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 188px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TOMO79DMoII/AAAAAAAAAH4/y9RhTD_UOps/s320/sister-carrie.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5540288389758886018" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jest rok 1889 i 18-letnie dziewczątko o imieniu Caroline Meeber wyjeżdża z rodzinnego miasta do ogromnego Chicago. W pociągu spotyka młodego mężczyznę, wyśmienicie ubranego. A ubrania mówią same za siebie, sugerują nieodkryty świat materialnych cudów. W ten oto sposób nasza Carrie zakochuje się w tych materialnych cudach, w tym co one reprezentują - jakiś nowy wspaniały świat. I już się nie odkocha. Ale nieszczęśliwa to miłość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jak już jesteśmy przy miłości, Carrie nie pała miłością do tych dwóch mężczyzn, którzy stają się częścią jej życia. Nie kocha i nie pragnie ich. Są oni jedynie rzeczami, które można otrzymać od świata, są tymi rzeczami, dzięki którym otrzymuje się inne, jeszcze lepsze, rzeczy. Pierwszy z nich, Drouet, ten spotkany w pociągu, zostaje zupełnie naturalnie poświęcony na rzecz starszego, ale i bogatszego, Hurstwooda. Nie żeby jeden czy drugi posiadał wiele bezcennych zalet, bardzo zwyczajni ci panowie, świecą pierścieniami, spinkami do krawata, ale poza tym nie wychylają się ze zbyt wielkimi tkliwościami i niepokojami serca. Tak więc pewnego dnia zakochany w Carrie (a raczej w tym co ona reprezentuje - młodości) Hurstwood popełnia (dość naciągane, ale to literatura w końcu) szaleństwo i podstępem "porywa" dziewczynę najpierw do Montrealu, potem do Nowego Jorku... Nowy Jork jest wspaniały i straszny jednocześnie, wspaniałość udziela się Carrie, a straszność Hurstwoodowi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chcę męczyć fabuły, bo po co wszystkim ją zdradzać. Powieść, naturalistyczna, nie szokuje jednak jak np. "Nana" Emila Zoli, czy chociażby nasze rodzime "Dzieje grzechu" Żeromskiego. Jest raczej grzeczna w opisach. Jeśli ktoś czyta w oryginale, to interesujące będzie oddanie przez Dreisera potocznej mowy, a czasem slangu, amerykańskiego angielskiego. A miłośnik dużych miast zakocha się w sugestywnych opisach Chicago i Nowego Jorku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem czy wszyscy polubią Carrie. Nie wiem czy wszyscy będą współczuć Hurstwoodowi. Ale właśnie tacy bohaterowie, wzbudzający dużo sprzecznych uczuć, odnajdują coś w nas samych, jakieś cechy z których może nie jesteśmy zadowoleni, ani dumni. Odnajdują je, wyciągają na światło dzienne, musimy stawić im czoła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może nie jest to cudo światowej beletrystyki. Ale to dobry, solidny kawałek literatury, książka którą mogę polecić na te smętne listopadowe wieczory. Mam nadzieję, że polskie tłumaczenie (a istnieje chyba tylko jedno stare wydanie) można gdzieś znaleźć w bibliotekach!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako bonus, dwa cytaty:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;"The world is full of desirable situations, but, unfortunately, we can occupy but one at a time. It doesn't do us any good to wring our hands over the far-off things."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"If honest labour be unremunerative and difficult to endure; if it be long, long road which never reaches beauty, but wearies the feet and the heart; if the drag to follow beauty be such that one abandons the admired way, taking rather the despised path leading to her dreams quickly, who shall cast the first stone?"&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-718925865691463642?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/718925865691463642/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=718925865691463642' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/718925865691463642'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/718925865691463642'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/11/sister-carrie-theodore-dreiser.html' title='&quot;Sister Carrie&quot; Theodore Dreiser'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TOMO79DMoII/AAAAAAAAAH4/y9RhTD_UOps/s72-c/sister-carrie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-1656272464158746819</id><published>2010-11-14T23:05:00.005+01:00</published><updated>2011-10-26T22:33:12.493+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Alison Weir'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biografia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"The Life of Elizabeth I" Alison Weir</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TOBjT56xrZI/AAAAAAAAAHY/HQfd8DwPy-8/s1600/thelifeofeliz.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 128px; height: 192px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TOBjT56xrZI/AAAAAAAAAHY/HQfd8DwPy-8/s320/thelifeofeliz.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539536735281720722" /&gt;&lt;/a&gt;UFF! Męczyłam tę książkę trochę ponad rok, i powiadam wam, zmęczona jestem jak diabli. Ostatnie dwa rozdziały czytałam tylko wybiórczo, bo już nie mam siły się z tym użerać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego tak ciężko jak na ugorze? Jakie ku temu powody? Sama się zastanawiam. Czy to wina pisarki, czy samej Elżbiety. Bo nudne miała to życie, trzeba to przyznać otwarcie. Wiem, że w porównaniu z akcjami jakie odwalała Maria Stuart każdy prawie wychodzi blado, ale np. Maria Antonina - niby klaustrofobiczna atmosfera trochę, ale jej biografię pióra Antonii Fraser czytało się wyśmienicie. No ale po kolei, po kolei. Czyja to wina?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autorki? Alison Weir. Bardzo się sprzedaje w Stanach, masę tych książek napisała, głównie o Tudorach (dzieciach, żonach, kochankach, stajennych i podczaszych Henryka VIII), ale też np. o Eleonorze Akwitańskiej. Biografia Elżbiety jest dobrze opracowana, każdy moment jej życia opisany, wszystko poparte cytatami z samych &lt;i&gt;źródeł u źródeł&lt;/i&gt;. Wszystko pięknie, ale jakoś się tego czytać nie chce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wina samej bohaterki? Cóż, królowa miała swoich faworytów, jeździła sobie po państwie, straszliwie się wkurzała (jeśli już się wkurzyła), pakowała często różnych lordów do więzień, bo się żenili bez jej zgody. I takie tam. W zasadzie to wszystko działo się w kółko: faworyci, wyjazdy, wkurzanie się, pakowanie lordów to Tower. Aha, nie zapomnijmy też o tym, że przez długi czas żonglowała różnymi międzynarodowymi potencjalnymi wybrankami na męża. To zresztą było chyba najmądrzejsze, co mogła zrobić. I skąpa była jak szkot z Poznania (co może też, w gruncie rzeczy, nie jest takie złe). No cóż, nie zapałałam do niej zbyt wielkim uczuciem. Jej historia jakoś mnie nie urzekła. Jak by ktoś się mnie zapytał (na podobnej zasadzie jak się pyta na maturze "Na czym polega artyzm &lt;i&gt;Bogurodzicy&lt;/i&gt;?"): Na czym polega wielkość tej królowej? Odpowiedziałabym, że: No właśnie nie wiem, co bym odpowiedziała. Może na tym, że naprawdę zależało jej na zwykłych ludziach, a przynajmniej umiała przekonywająco to okazać. Za to na pewno duży plus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To ja już wolę kolejną z rzędu biografię Marii Stuart przeczytać. Wygląda na to, że kocham tragizm, nie lubię solidnego, ale nudnego, status quo. Więc idę się utopić w łyżce maślanki. Na razie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-1656272464158746819?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/1656272464158746819/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=1656272464158746819' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/1656272464158746819'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/1656272464158746819'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/11/life-of-elizabeth-i-alison-weir.html' title='&quot;The Life of Elizabeth I&quot; Alison Weir'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TOBjT56xrZI/AAAAAAAAAHY/HQfd8DwPy-8/s72-c/thelifeofeliz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-4857459439136326349</id><published>2010-11-13T01:43:00.003+01:00</published><updated>2010-11-13T01:58:59.707+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos'/><title type='text'>Nowe książki!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TN3ic_rg4fI/AAAAAAAAAHI/BZXyYEKZNDA/s1600/P1020001.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TN3ic_rg4fI/AAAAAAAAAHI/BZXyYEKZNDA/s320/P1020001.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5538832104493736434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowe książki, nowe zakupy, ajajaj!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wygląda jakbym była trzepnięta na punkcie tureckiej literatury, ale nie jestem. Przeczytałam jak dotąd dwie powieści Pamuka ("Nazywam się czerwień" i "Śnieg"), które niezwykle mi przypadły do gustu, i ogólnie mam do tego pisarza jakiś dziwny i tajemniczy (i jaki przyjemny!) pociąg (oj!). A na tę książkę Elif Şafak, to od dawna się przymierzałam, wydaje się być naprawdę ciekawa, w stylu "co tam słychać u różnych ludzi, wejdźmy im do domu z buciorami i obaczmy." Jednocześnie nie wygląda na zbyt ciężkostrawną lekturę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ach jak dobrze, jak dobrze znów coś mieć na koncie, kupować książki, ja dada di da DA!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałabym już teraz, natychmiast czytać nowe książki. I te powyżej i inne nowości, co smętnie poustawiane są po kątach, Coetzee, Eco, "Historia seksualności", cuda niewidy. Ale na razie czasu NI MA.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-4857459439136326349?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/4857459439136326349/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=4857459439136326349' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/4857459439136326349'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/4857459439136326349'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/11/nowe-ksiazki.html' title='Nowe książki!'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TN3ic_rg4fI/AAAAAAAAAHI/BZXyYEKZNDA/s72-c/P1020001.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-2636971999045438589</id><published>2010-11-10T00:18:00.006+01:00</published><updated>2011-10-26T22:33:22.712+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Erica Jong'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Fear of Flying" Erica Jong</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TNnfgtsRG_I/AAAAAAAAAHA/ZtET5MGwE1Y/s1600/fearofflying.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TNnfgtsRG_I/AAAAAAAAAHA/ZtET5MGwE1Y/s320/fearofflying.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5537702969942809586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Bohaterka tej książki jest bardziej pretensjonalna ode mnie, co jest niezwykłe. Ale nie ma to znaczenia, gdyż ta powieść i tak jest fenomenalna. Jedna z tych, które ratują życie, jeżeli tylko im na to pozwolić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A nie każdy może dać jej wejść na głowę, bo może go będzie raził język, może, tak zwana, "postawa bohaterki", może fakt, że powieść nie opiera się w zasadzie na jakiejś niezwykłej fabule.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kobieta opowiada o swoim życiu i zastanawia się co z nią nie tak, że zawsze czuje się winna i zawsze potrzebuje być kochana. W pogoni za jakimś nieokreślonym mężczyzną, który ją wybawi. Żeby nareszcie, w końcu, wpaść na to, że najważniejsze, to nie potrzebować NIKOGO. Wydaje się proste w teorii, ale jak ciężko osiągnąć taki stan w rzeczywistości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed rozpoczęciem lektury, drogie Panie (bo co tam Panowie myślą, jak to czytają, to któż to może wiedzieć?), należy porzucić wszelkie nadzieje; wszystkie wstydliwe fantazje, samooszukiwanie się, bezpieczna wizja przyszłości, wszystko to Erica Jong rozdziobie na kawałki, wywali wronom na pożarcie. Nie ma, że boli. Bo najgorsze to przyglądać się sobie poprzez oczy bohaterów własnych fantazji, poprzez oczy mężów i rodziców (związek z rodziną także jest szeroko dyskutowany), byłych kochanków i sióstr. I w efekcie zupełnie stracić kontakt z samą sobą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dużo tu też o pisarstwie, o spełnianiu się pisząc. O ucieczce w pisanie (jak również i czytanie). Bohaterka ostatecznie właśnie pisanie rozumie jako narzędzie, dzięki któremu może nawiązać ze sobą kontakt, wystarczyć sama sobie. To jest tylko jej na zawsze. Jej praca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lektura ta wpasowała się idealnie w moje życie. Bo jestem obecnie w jednym z tych schyłkowych, kiedy nie wiadomo co ze sobą zrobić (Zresztą w książce gdzieś tam napisane jest "your twenties are as screwed up as your teens"). "Fear of flying" bije po twarzy, ale jak dobrze potem się dochodzi do siebie. Na przykład w wannie z gorącą wodą rozmyślając o poezji bez, nawet w wyobraźni, liczenia się z niczyim zdaniem, bez chęci przypodobania się jakimkolwiek fantazjom, bez dopasowywania się do wizji siebie jako kochanki, żony, córki. Może matki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzecz czytałam po angielsku. Po polsku chyba Kameleon to wydał jako "Strach przed lataniem" wraz z innymi powieściami Jong, ale kiedy, to licho wie. Może po allegro krąży. Pewnie zresztą ma jakąś koszmarną okładkę, ale niech ona nikogo nie zmyli, to nie jest romansidło! A odwołań do literatury i popkultury tam tyle, że czasem igły wcisnąć nie idzie. Są też dalsze części przygód tej samej bohaterki. Nigdy nie przepadałam za sequelami i duperelami, ale skoro ta powieść i tak opiera się w lwiej części na życiu samej autorki, więc może i sequele mają jakiś sens.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatecznie w naszym życiu aż się roi od sequeli.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-2636971999045438589?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/2636971999045438589/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=2636971999045438589' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2636971999045438589'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2636971999045438589'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/11/fear-of-flying-erica-jong.html' title='&quot;Fear of Flying&quot; Erica Jong'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TNnfgtsRG_I/AAAAAAAAAHA/ZtET5MGwE1Y/s72-c/fearofflying.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-6268686383991230463</id><published>2010-11-09T00:51:00.004+01:00</published><updated>2010-11-09T01:30:10.565+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kącik językofila'/><title type='text'>Tęcza w językach kilku.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TNiNKxSMvaI/AAAAAAAAAG4/yhiEFPYoQtQ/s1600/Rubens-PejzTecza.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 210px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TNiNKxSMvaI/AAAAAAAAAG4/yhiEFPYoQtQ/s320/Rubens-PejzTecza.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5537330958019902882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rubens maznął sobie kiedyś taką oto tęczę (podwójną). Trochę niemrawa, ale kobity są, owce są, woły, ktoś tam na flecie zaiwania, więc tragedii nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Parę dni temu podjęłam się przeczytania paru wierszy Federica Garcíi Lorci (o jeny, jak ciężko z tymi odmianami) w oryginale jak i w tłumaczeniu na angielski. W ten oto sposób dowiedziałam się jak jest po hiszpańsku "tęcza", a potem sprawdziłam jak to zjawisko się mieni po rosyjsku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczniemy jednak klasycznie, imperialistycznie, po angielsku, skoro już tak świat opanował:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;b&gt;rainbow&lt;/b&gt; (Old English: reġnboga) - prozaiczne jak sam diabeł, bo: jest &lt;i&gt;deszcz&lt;/i&gt;, który formuje &lt;i&gt;łuk&lt;/i&gt;. Naturalnie każdy jak to słyszy, to widzi te tęczowe kolory, bo wiadomo, że to co tym słowem znaczone, to właśnie ten kolorowy łuk. Ale analizując samo słowo - zero w nim koloru. Więc prędzej to będzie coś w stylu tęczy z powyższego obrazu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hiszpański:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;b&gt;arco iris&lt;/b&gt;, gdzie &lt;i&gt;arco&lt;/i&gt; to &lt;i&gt;łuk&lt;/i&gt;, a &lt;i&gt;iris&lt;/i&gt;... przede wszystkim &lt;i&gt;tęczówka&lt;/i&gt; (w angielskim także - &lt;i&gt;iris&lt;/i&gt;), ale czemu również nie miałby to być &lt;i&gt;irys&lt;/i&gt;? Czasem samo &lt;b&gt;iris&lt;/b&gt; także może oznaczać tęczę. Uroczo to brzmi, działa na wyobraźnię, tak jak język (gdy był żywym, myślącym tworem) by chciał we wszystkich słowach zawsze wybrzmiewać. No ale to hiszpański przecież.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rosyjski:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;b&gt;радуга&lt;/b&gt; (wym: RAduga) - rosyjski przykład obrazuje, jak dla mnie, pewnego rodzaju masakrę brzmieniowo-skojarzeniową. Brzmienie nieładne, niemiłe. Trochę jak imię wiedźmy, która ma oswojonego szczura. Przyznam się, że moje kompetencje nie brną tak daleko, żeby zbadać etymologię tego słowa. Tyle tylko wiem, że &lt;i&gt;дуга&lt;/i&gt;, to &lt;i&gt;łuk&lt;/i&gt;. &lt;i&gt;рад&lt;/i&gt; natomiast to bycie &lt;i&gt;radym&lt;/i&gt; i gdyby złożyć to w całość powstałaby sielska wizja zaprzeczająca brzmieniu słowa ALE obawiam się, że w tym dzieleniu słowa na wyrazy trochę mnie poniosło i to wcale nie jest tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale poeta by powiedział, że czemu nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale i tak dłuuugo jeszcze irysowego, radego, deszczowego łuku na razie nie zobaczymy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-6268686383991230463?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/6268686383991230463/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=6268686383991230463' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/6268686383991230463'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/6268686383991230463'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/11/tecza-w-jezykach-kilku.html' title='Tęcza w językach kilku.'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TNiNKxSMvaI/AAAAAAAAAG4/yhiEFPYoQtQ/s72-c/Rubens-PejzTecza.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-6862833674340429091</id><published>2010-11-09T00:30:00.002+01:00</published><updated>2010-11-09T00:47:26.138+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wypisy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><title type='text'>Cytaty - "Fear of Flying" Erica Jong</title><content type='html'>"Was it a voice? Or was it a thump? Something even more primitive than speech. A kind of pounding in my gut which I had nicknamed my 'hunger-thump'. It was as if my stomach thought of itself as a heart. And no matter how I filled it - with men, with books, with food, with gingerbread cookies shaped like men and poems shaped like men and men shaped like poems - it refused to be still. Unfillable - that's what I was. Nymphomania on the brain. Starvation of the heart."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"How can I know what I think unless I see what I write? My writing is the submarine or spaceship which takes me to the unknown worlds within my head. And the adventure is endless and inexhaustible. If I learn to build the right vehicle, then I can discover even more territories. And each new poem is a new vehicle, designed to delve a little deeper (or fly a little higher) than the one before."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"When a man says no, it's no. When a woman says no, it's yes, or at least maybe. There is even a joke to that effect. And little by little, women begin to believe in this view of themselves. Finally, after centuries of living under the shadow of assumptions, they no longer know what they want and can never make up their minds about anything. And men, of course, compound the problem by mocking them for their indecisiveness and blaming it on the biology, hormones, premenstrual tension."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Write for your own eyes only. If you think about the public, any public, you're likely to be blocked."&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-6862833674340429091?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/6862833674340429091/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=6862833674340429091' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/6862833674340429091'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/6862833674340429091'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/11/cytaty-fear-of-flying-erica-jong.html' title='Cytaty - &quot;Fear of Flying&quot; Erica Jong'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-2328186488621923428</id><published>2010-11-03T23:48:00.005+01:00</published><updated>2011-10-26T22:33:34.247+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dramat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tennessee Williams'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"The Rose Tattoo" Tennessee Williams</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TNHw2O2f9iI/AAAAAAAAAGo/NWlNZzKkJKg/s1600/therosetattoo.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 210px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TNHw2O2f9iI/AAAAAAAAAGo/NWlNZzKkJKg/s320/therosetattoo.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5535470231505335842" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wydana w 1951 roku sztuka znana (czy tam "znana") w Polsce pod tytułem "Tatuowana róża". To trzecia sztuka Williamsa, którą przeczytałam. Może nie równie delikatna jak "Szklana menażeria", ale i tak pomyślana w ten sposób, żeby chciało się myśleć. To lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co mi się podoba u Williamsa? Te niezrównoważone bohaterki! O ileż lepiej reprezentują faktyczną, wewnętrzną kobiecą energię, niż to oklepane i sztucznie im (nam) doklejone "ciepło" i "chęć tworzenia domowego ogniska". Skąd on zresztą to wszystko wiedział? Ano niektórzy krytycy twierdzą, że wszystkie te kobiety, to tak naprawdę stłamszeni homoseksualni mężczyźni. Czyli Williams we własnej osobie. Ale myślę, że w zasadzie wychodzi na to samo, jedni i drudzy reprezentują grupy, którym poważnie okrojono prawo do opowiedzenia swojej historii, do wyrażenia się. "Nikt mnie nie bierze serio. Jak tu nie zwariować?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"The Rose Tattoo" różni się trochę od "The Streetcar Named Desire" i "The Glass Menagerie" przesadnym nagromadzeniem symboli (zwłaszcza do przesadyzmu postąpiono z różą), znaków i przesądów. Główna bohaterka wywołuje sprzeczne uczucia. Trzy lata po śmierci męża, który zresztą miał inną babę, ona wciąż żyje tylko wspomnieniami o nim. Temperamentna kobieta, która potem opowiada ku uciesze sąsiadek tuż przed swoim domem, jak to kochała się ze swoim mężem codziennie, teraz odmawia sobie wszelakiej przyjemności i tego samego oczekuje od dorastającej córki. Swój temperament okazuje w inny sposób i po prostu SZALEJE i doprowadza do szału innych. Aż do spotkania pewnego faceta, który jest kopią (kiepską) jej męża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko to niby zawiera jakieś elementy komediowe i slapstickowe, ale ja się aż tak specjalnie ich nie dopatrzyłam. Dla mnie większość miała charakter bardziej tragiczny i tragizujący. Motyw tłumionej seksualności, która wpływa na nasze życie i (tak!) samopoczucie, został przez wielu skrytykowany jako płytki. Płytki czy nie, i jakkolwiek nie każdy lubi się do tego przyznawać, wpływ seksualność na nasze życie ma OGROMNY. Trzeba zresztą pamiętać, że sam Williams nie oddzielał seksu od uczuć, emocji, pasji. Bo i zresztą na co komu taki seks.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"The memory of a love don't make you unhappy unless you believe a lie that makes it dirty".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak sobie trochę czytałam na temat tej sztuki w "Tennessee Williams: a guide to research and performance" i "Tennessee Williams: a casebook" (do obczajenia na Google Books) i nie zauważyłam w tych opracowanio-esejach wzmianki o zazdrości, chęci posiadania całego człowieka. Serafina, główna bohaterka, myślała, że mąż należał tylko do niej (także w łóżku). Kiedy okazało się, że się co do tego pomyliła, roztrzaskała urnę z prochami męża o ścianę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To samo robimy my, kiedy kogoś mocno kochamy. Wysłuchujemy o przeszłości tej drugiej osoby, kiwamy głowami, tak miałeś kiedyś kogoś tam i kogoś jeszcze. Ale szybko, jak najszybciej wyrzucamy to z pamięci. "Nie chcę tego wiedzieć. Jesteś MÓJ".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednocześnie wiedza o tym, że ktoś nie był, nie jest, i być może nie będzie należał tylko do nas, czyni nas wolnymi. Nie ponosimy już tej strasznej odpowiedzialności za bycie dla kogoś osobą JEDYNĄ. Rzucamy urną o ścianę i nakierowujemy swoją energię na rzeczy słuszne, na rzeczy, których potrzebujemy, na rzeczy, w które głęboko wierzymy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uff. No i dobrze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-2328186488621923428?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/2328186488621923428/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=2328186488621923428' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2328186488621923428'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/2328186488621923428'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/11/rose-tattoo-tennessee-williams.html' title='&quot;The Rose Tattoo&quot; Tennessee Williams'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/TNHw2O2f9iI/AAAAAAAAAGo/NWlNZzKkJKg/s72-c/therosetattoo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-7120191385892001674</id><published>2010-05-03T16:42:00.003+02:00</published><updated>2010-11-03T23:39:14.065+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wypisy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lit studies'/><title type='text'>Jean Baudrillard "Spisek Sztuki"</title><content type='html'>"Można jednak sądzić, że właśnie na znikaniu za obrazami polega boska strategia. Bóg korzysta z obrazów, by się ulotnić, sam we władzy popędu uchylającego się od pozostawiania jakichkolwiek śladów. W ten sposób spełnia się przepowiednia: żyjemy w świecie symulacji, w którym najwyższą funkcją znaku jest wymazanie rzeczywistości i jednoczesne ukrycie jej zniknięcia. Sztuka nie czyni niczego innego."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Obraz nie może już wyobrażać rzeczywistości, gdyż sam nią jest, nie może już jej przekraczać, przemieniać ani o niej śnić, gdyż jest jej rzeczywistością wirtualną."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"[Sztuka] zatraciła pragnienie złudzenia na rzecz przedmiotów podniesionych do poziomu estetycznego banału, zyskując tym samym charakter transestetyczny."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Któregoś dnia wszystko zostanie już skulturalizowane, każdy przedmiot stanie się tak zwanym przedmiotem estetycznym, i wówczas już nic nim nie będzie."&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-7120191385892001674?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/7120191385892001674/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=7120191385892001674' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7120191385892001674'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/7120191385892001674'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/05/jean-baudrillard-spisek-sztuki.html' title='Jean Baudrillard &quot;Spisek Sztuki&quot;'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-3995376447180489497</id><published>2010-03-21T17:38:00.006+01:00</published><updated>2011-10-26T22:33:46.426+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura brytyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jeanette Winterson'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytkanie'/><title type='text'>"Namiętność" Jeanette Winterson</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/S6ZRNxASleI/AAAAAAAAAGU/7DqNYNe5DLU/s1600-h/namietnosc.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 120px; height: 185px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/S6ZRNxASleI/AAAAAAAAAGU/7DqNYNe5DLU/s320/namietnosc.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5451133695913268706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tę książkę czytałam po raz pierwszy parę lat temu, teraz zrobiłam to po raz drugi na potrzeby naukowo-magisterskie. I dobrze, że tak się stało, gdyż, z tego co pamiętam, nie polubiłam wówczas tej powieści (króciutkiej, bo króciutkiej) tak jak powinnam. Czyli TOTALNIE.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zagadnienie namiętności jest dla mnie chyba jednym z ciekawszych. Nie można go jednoznacznie określić, zdefiniować. Przede wszystkim - nie można zrozumieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W książce jest ono rozważone z różnych stron, ale rozważania te zadają tylko tony pytań i tak zasypanego zostawiają czytelnika. Według moich wniosków wysnutych na podstawie lektury, namiętnością jest obsesja, która jest jednocześnie przeznaczeniem. Obsesja, która jest ponad dobrem i złem, ponad białym i czarnym. Ponad wszystkimi kolorami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy tym jednak, ludzka wola nie jest tak zupełnie bez znaczenia. Powieść ma dwóch narratorów. Mężczyzna, Henri, wydaje się bezwolny i niezdecydowany. Jego miłość (namiętność ślepego oddania?) do Bonapartego wynika z wpływu księdza-nauczyciela, opowieści o wybrańcach, świętych, męczennikach. Drugi narrator jest kobietą. Villanelle od początku kształtuje siebie, wie czego chce, dlatego jej namiętność nie rujnuje jej. Wie, kiedy się od niej odciąć, i dokładnie rozumie dlaczego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy namiętność zawsze musi prowadzić do ruiny? Jeżeli się nie płonie, aż do ostatecznego spalenia fundamentów, to nie jest namiętność. Ale to już moja własna interpretacja zjawiska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;"Twierdzę, że ją kocham. Co to znaczy?&lt;br /&gt;Oznacza to, że oglądam moją przeszłość i przyszłość w świetle tego uczucia. To tak jakbym pisał w obcym języku, który nagle potrafię przeczytać. Ona wyjaśnia mi mnie samego bez słów. Jak geniusz nie jest świadoma tego, co czyni"&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-3995376447180489497?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/3995376447180489497/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=3995376447180489497' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3995376447180489497'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/3995376447180489497'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/03/namietnosc-jeanette-winterson.html' title='&quot;Namiętność&quot; Jeanette Winterson'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/S6ZRNxASleI/AAAAAAAAAGU/7DqNYNe5DLU/s72-c/namietnosc.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-53853659934261890</id><published>2010-03-15T19:24:00.004+01:00</published><updated>2010-03-15T19:48:53.467+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poznań'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyprawy dla zabawy'/><title type='text'>Ostrów Tumski, a w zasadzie katedra.</title><content type='html'>Mówi się katedra, bo to szybko i zwięźle, ale pełna nazwa brzmi Bazylika archikatedralna św. Piotra i św. Pawła w Poznaniu. Raczej nie spamiętam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/S5577cOPSII/AAAAAAAAAF8/3dHLc2ae0PQ/s1600-h/ostrowt01.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/S5577cOPSII/AAAAAAAAAF8/3dHLc2ae0PQ/s320/ostrowt01.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448928860283291778" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/S558FGKLwVI/AAAAAAAAAGE/R9CLN4OyYfM/s1600-h/ostrowt02.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/S558FGKLwVI/AAAAAAAAAGE/R9CLN4OyYfM/s320/ostrowt02.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448929026159395154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Raz mi się tam wyskoczyło przy pięknej pogodzie (jak widać). Normalnie nie interesuję się tematyką kościołów i sztuki sakralnej, ale jednocześnie mam upodobanie do robienia rzeczy, których normalnie nie robię. Więc wsiadłam w odpowiedni tramwaj i siup.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjemne miejsce, z ciszą, z Wartą, i bez tłoków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W środku masa kaplic z obrazami i płaskorzeźbami, wszystko w tonacji potępieńczej, podniosłej, lekko ciężkostrawnej. Anioły grają na trąbach, siedzą na obłokach, unoszą się na skrzydłach. Króluje czerń, rembrandtowska kolorystyka i oświetlenie. I złoto. Mury katedry ciężkie, w środku oddychać można tym ciężarem i zimnem. Nie można oprzeć się wrażeniu, że jednak to wszystko martwe. Umartwiające się, cierpiące postacie. Ubolewające. A wszystko martwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedyny element wiosenny, żywy, nawet, powiedziałabym, figlarny, to witraże. Niestety nie mam zdjęć ich, bo wewnątrz nie robiłam, co by nie dostać jakiejś kary od samych zakonnic, czy też innych instancji. Ale witraże były śliczne. Pozwalały trochę zapomnieć o ogólnym *ciężarze*. I na koniec jeszcze jedno zdjęcie, które zrobiłam jak ostatni kiep pod słońce i w cieniu. Ale je lubię:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/S56A75mRWJI/AAAAAAAAAGM/9Rjae5LS8ms/s1600-h/ostrowt03.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/S56A75mRWJI/AAAAAAAAAGM/9Rjae5LS8ms/s320/ostrowt03.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448934365726857362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na sam Ostrów Tumski może jeszcze kiedy podjadę się poszlajać, bo to dla mnie dość nieznane tereny. Centrum wydaje się stamtąd taaaakie malutkie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-53853659934261890?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/53853659934261890/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=53853659934261890' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/53853659934261890'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/53853659934261890'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/03/ostrow-tumski-w-zasadzie-katedra.html' title='Ostrów Tumski, a w zasadzie katedra.'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/S5577cOPSII/AAAAAAAAAF8/3dHLc2ae0PQ/s72-c/ostrowt01.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-5725925464871349645</id><published>2010-03-13T23:00:00.004+01:00</published><updated>2010-03-13T23:26:13.192+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos'/><title type='text'>Stos drobny.</title><content type='html'>Miałam już jakiś czas temu wrzucić zdjęcie antykwariackiego stosiku, ale że w mojej głowie trochę mętnie się dzieje, poza nią również, to mi się zapomniało. Dziś, po 9 godzinach pracy, czuję się jakoś bardziej na to nastrojona, no więc:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/S5wMtI_dGLI/AAAAAAAAAFs/aLlylNKiqqg/s1600-h/stos_antykwariat.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/S5wMtI_dGLI/AAAAAAAAAFs/aLlylNKiqqg/s320/stos_antykwariat.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448243618858735794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od góry:&lt;br /&gt;- "Pod słońce", znane również jako "Staring at the Sun", Julian Barnes. Chude to, nie wiem czemu myślałam, że jest to co najmniej rozmiarów "Arthur &amp; George". Koszt: 3,5 zł.&lt;br /&gt;- "Zamek nadziei" Bułat Okudżawa. Och, ach, dwujęzyczne wydanie. Będę sobie po rosyjsku czytać, myląc akcent boleśnie. Miła rzecz. Koszt: 8,5 zł.&lt;br /&gt;- "Martwe dusze" Nikołaj Gogol - ten to sobie też długo nie pożył. Rosyjska klasyka. Koszt: 5 albo 6 zł.&lt;br /&gt;- "Matka" Maksym Gorki - z tym panem też ciekawa sprawa jest ogólnie. Odznakę Lenina posiadł. Koszt: 6 zł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I żeby było miło w książeczkach znalazłam następujące skarby:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/S5wP3SYXEkI/AAAAAAAAAF0/Iz1F7-z10EQ/s1600-h/mis_uszatek.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/S5wP3SYXEkI/AAAAAAAAAF0/Iz1F7-z10EQ/s320/mis_uszatek.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448247091712692802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, jeszcze za 3,5 zł zakupiłam jakiś malutki tomik wierszy Wojaczka, którego nie darzę sympatią szczególną, ale nie przeszkadza mi to w zapoznaniu się z jego twórczością, głębszym zapoznaniu się niż to dotychczasowe przynajmniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Także taniutko się okupiłam. Co zaoszczędziłam, to wydałam w Ikei :/&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-5725925464871349645?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/5725925464871349645/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=5725925464871349645' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5725925464871349645'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/5725925464871349645'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/03/stos-drobny.html' title='Stos drobny.'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jdg4SXBveho/S5wMtI_dGLI/AAAAAAAAAFs/aLlylNKiqqg/s72-c/stos_antykwariat.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-1985157283888350566</id><published>2010-02-11T19:36:00.005+01:00</published><updated>2010-11-03T23:38:53.599+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wypisy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lit studies'/><title type='text'>"Kłącze" G. Deleuze &amp; F. Guattari</title><content type='html'>"Spójrzcie na psychoanalizę i lingwistykę" pierwsza wydobywała zawsze tylko odbitki albo fotografie nieświadomości, druga, odbitki albo fotografie mowy, wraz ze wszystkimi zdradami, jakie to zakłada (...). Kiedy kłącze zostaje zatkane, kiedy nada mu się charakter drzewa, to koniec, nic więcej nie wydobędzie się z pożądania; pożądanie bowiem porusza się zawsze i wytwarza poprzez kłącze. Każdorazowo, gdy pożądaniu przydajemy charakter drzewa, mają miejsce wewnętrzne obsunięcia, które powodują jego upadek i prowadzą na śmierć; kłącze jednak działa na pożądanie przez wewnętrzne i produktywne parcie."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Zaleta krótkiego Pomysłu: pisze się przy pomocy pamięci krótkiej, a zatem przy pomocy krótkich pomysłów, nawet jeśli długie pojęcie czyta się i odczytuje przy pomocy długiej pamięci. Pamięć krótka obejmuje zapomnienie jako proces; nie łączy się ona nierozdzielnie z chwilą, ale z kłączem zbiorowym, czasowym i nerwowym."&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8696954739051208116-1985157283888350566?l=thegiantbookpile.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/feeds/1985157283888350566/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8696954739051208116&amp;postID=1985157283888350566' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/1985157283888350566'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8696954739051208116/posts/default/1985157283888350566'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thegiantbookpile.blogspot.com/2010/02/kacze-g-deleuze-f-guattari.html' title='&quot;Kłącze&quot; G. Deleuze &amp; F. Guattari'/><author><name>pani Katarzyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02635400444110819656</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='31' src='http://4.bp.blogspot.com/-mpfdOxDVuRI/TblLkO-kitI/AAAAAAAAASw/eFZXp-McAQU/s220/avat-May.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8696954739051208116.post-2747950066501608060</id><published>2010-01-25T22:11:00.006+01:00</published><updated>2010-11-03T23:38:35.402+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wypisy'/><category scheme='http://www.blogger
