"Można jednak sądzić, że właśnie na znikaniu za obrazami polega boska strategia. Bóg korzysta z obrazów, by się ulotnić, sam we władzy popędu uchylającego się od pozostawiania jakichkolwiek śladów. W ten sposób spełnia się przepowiednia: żyjemy w świecie symulacji, w którym najwyższą funkcją znaku jest wymazanie rzeczywistości i jednoczesne ukrycie jej zniknięcia. Sztuka nie czyni niczego innego."
"Obraz nie może już wyobrażać rzeczywistości, gdyż sam nią jest, nie może już jej przekraczać, przemieniać ani o niej śnić, gdyż jest jej rzeczywistością wirtualną."
"[Sztuka] zatraciła pragnienie złudzenia na rzecz przedmiotów podniesionych do poziomu estetycznego banału, zyskując tym samym charakter transestetyczny."
"Któregoś dnia wszystko zostanie już skulturalizowane, każdy przedmiot stanie się tak zwanym przedmiotem estetycznym, i wówczas już nic nim nie będzie."
"Biedny nasz nieoszacowany phofesoh chhonicznie chohy na nieuleczalny wymiot" - mistrz Gombro
2010-05-03
2010-03-21
"Namiętność" Jeanette Winterson

Tę książkę czytałam po raz pierwszy parę lat temu, teraz zrobiłam to po raz drugi na potrzeby naukowo-magisterskie. I dobrze, że tak się stało, gdyż, z tego co pamiętam, nie polubiłam wówczas tej powieści (króciutkiej, bo króciutkiej) tak jak powinnam. Czyli TOTALNIE.
Zagadnienie namiętności jest dla mnie chyba jednym z ciekawszych. Nie można go jednoznacznie określić, zdefiniować. Przede wszystkim - nie można zrozumieć.
W książce jest ono rozważone z różnych stron, ale rozważania te zadają tylko tony pytań i tak zasypanego zostawiają czytelnika. Według moich wniosków wysnutych na podstawie lektury, namiętnością jest obsesja, która jest jednocześnie przeznaczeniem. Obsesja, która jest ponad dobrem i złem, ponad białym i czarnym. Ponad wszystkimi kolorami.
Przy tym jednak, ludzka wola nie jest tak zupełnie bez znaczenia. Powieść ma dwóch narratorów. Mężczyzna, Henri, wydaje się bezwolny i niezdecydowany. Jego miłość (namiętność ślepego oddania?) do Bonapartego wynika z wpływu księdza-nauczyciela, opowieści o wybrańcach, świętych, męczennikach. Drugi narrator jest kobietą. Villanelle od początku kształtuje siebie, wie czego chce, dlatego jej namiętność nie rujnuje jej. Wie, kiedy się od niej odciąć, i dokładnie rozumie dlaczego.
Czy namiętność zawsze musi prowadzić do ruiny? Jeżeli się nie płonie, aż do ostatecznego spalenia fundamentów, to nie jest namiętność. Ale to już moja własna interpretacja zjawiska.
"Twierdzę, że ją kocham. Co to znaczy?
Oznacza to, że oglądam moją przeszłość i przyszłość w świetle tego uczucia. To tak jakbym pisał w obcym języku, który nagle potrafię przeczytać. Ona wyjaśnia mi mnie samego bez słów. Jak geniusz nie jest świadoma tego, co czyni"
2010-03-15
Ostrów Tumski, a w zasadzie katedra.
Mówi się katedra, bo to szybko i zwięźle, ale pełna nazwa brzmi Bazylika archikatedralna św. Piotra i św. Pawła w Poznaniu. Raczej nie spamiętam.


Raz mi się tam wyskoczyło przy pięknej pogodzie (jak widać). Normalnie nie interesuję się tematyką kościołów i sztuki sakralnej, ale jednocześnie mam upodobanie do robienia rzeczy, których normalnie nie robię. Więc wsiadłam w odpowiedni tramwaj i siup.
Przyjemne miejsce, z ciszą, z Wartą, i bez tłoków.
W środku masa kaplic z obrazami i płaskorzeźbami, wszystko w tonacji potępieńczej, podniosłej, lekko ciężkostrawnej. Anioły grają na trąbach, siedzą na obłokach, unoszą się na skrzydłach. Króluje czerń, rembrandtowska kolorystyka i oświetlenie. I złoto. Mury katedry ciężkie, w środku oddychać można tym ciężarem i zimnem. Nie można oprzeć się wrażeniu, że jednak to wszystko martwe. Umartwiające się, cierpiące postacie. Ubolewające. A wszystko martwe.
Jedyny element wiosenny, żywy, nawet, powiedziałabym, figlarny, to witraże. Niestety nie mam zdjęć ich, bo wewnątrz nie robiłam, co by nie dostać jakiejś kary od samych zakonnic, czy też innych instancji. Ale witraże były śliczne. Pozwalały trochę zapomnieć o ogólnym *ciężarze*. I na koniec jeszcze jedno zdjęcie, które zrobiłam jak ostatni kiep pod słońce i w cieniu. Ale je lubię:

Na sam Ostrów Tumski może jeszcze kiedy podjadę się poszlajać, bo to dla mnie dość nieznane tereny. Centrum wydaje się stamtąd taaaakie malutkie.
Raz mi się tam wyskoczyło przy pięknej pogodzie (jak widać). Normalnie nie interesuję się tematyką kościołów i sztuki sakralnej, ale jednocześnie mam upodobanie do robienia rzeczy, których normalnie nie robię. Więc wsiadłam w odpowiedni tramwaj i siup.
Przyjemne miejsce, z ciszą, z Wartą, i bez tłoków.
W środku masa kaplic z obrazami i płaskorzeźbami, wszystko w tonacji potępieńczej, podniosłej, lekko ciężkostrawnej. Anioły grają na trąbach, siedzą na obłokach, unoszą się na skrzydłach. Króluje czerń, rembrandtowska kolorystyka i oświetlenie. I złoto. Mury katedry ciężkie, w środku oddychać można tym ciężarem i zimnem. Nie można oprzeć się wrażeniu, że jednak to wszystko martwe. Umartwiające się, cierpiące postacie. Ubolewające. A wszystko martwe.
Jedyny element wiosenny, żywy, nawet, powiedziałabym, figlarny, to witraże. Niestety nie mam zdjęć ich, bo wewnątrz nie robiłam, co by nie dostać jakiejś kary od samych zakonnic, czy też innych instancji. Ale witraże były śliczne. Pozwalały trochę zapomnieć o ogólnym *ciężarze*. I na koniec jeszcze jedno zdjęcie, które zrobiłam jak ostatni kiep pod słońce i w cieniu. Ale je lubię:
Na sam Ostrów Tumski może jeszcze kiedy podjadę się poszlajać, bo to dla mnie dość nieznane tereny. Centrum wydaje się stamtąd taaaakie malutkie.
2010-03-13
Stos drobny.
Miałam już jakiś czas temu wrzucić zdjęcie antykwariackiego stosiku, ale że w mojej głowie trochę mętnie się dzieje, poza nią również, to mi się zapomniało. Dziś, po 9 godzinach pracy, czuję się jakoś bardziej na to nastrojona, no więc:

Od góry:
- "Pod słońce", znane również jako "Staring at the Sun", Julian Barnes. Chude to, nie wiem czemu myślałam, że jest to co najmniej rozmiarów "Arthur & George". Koszt: 3,5 zł.
- "Zamek nadziei" Bułat Okudżawa. Och, ach, dwujęzyczne wydanie. Będę sobie po rosyjsku czytać, myląc akcent boleśnie. Miła rzecz. Koszt: 8,5 zł.
- "Martwe dusze" Nikołaj Gogol - ten to sobie też długo nie pożył. Rosyjska klasyka. Koszt: 5 albo 6 zł.
- "Matka" Maksym Gorki - z tym panem też ciekawa sprawa jest ogólnie. Odznakę Lenina posiadł. Koszt: 6 zł.
I żeby było miło w książeczkach znalazłam następujące skarby:

Aha, jeszcze za 3,5 zł zakupiłam jakiś malutki tomik wierszy Wojaczka, którego nie darzę sympatią szczególną, ale nie przeszkadza mi to w zapoznaniu się z jego twórczością, głębszym zapoznaniu się niż to dotychczasowe przynajmniej.
Także taniutko się okupiłam. Co zaoszczędziłam, to wydałam w Ikei :/
Od góry:
- "Pod słońce", znane również jako "Staring at the Sun", Julian Barnes. Chude to, nie wiem czemu myślałam, że jest to co najmniej rozmiarów "Arthur & George". Koszt: 3,5 zł.
- "Zamek nadziei" Bułat Okudżawa. Och, ach, dwujęzyczne wydanie. Będę sobie po rosyjsku czytać, myląc akcent boleśnie. Miła rzecz. Koszt: 8,5 zł.
- "Martwe dusze" Nikołaj Gogol - ten to sobie też długo nie pożył. Rosyjska klasyka. Koszt: 5 albo 6 zł.
- "Matka" Maksym Gorki - z tym panem też ciekawa sprawa jest ogólnie. Odznakę Lenina posiadł. Koszt: 6 zł.
I żeby było miło w książeczkach znalazłam następujące skarby:
Aha, jeszcze za 3,5 zł zakupiłam jakiś malutki tomik wierszy Wojaczka, którego nie darzę sympatią szczególną, ale nie przeszkadza mi to w zapoznaniu się z jego twórczością, głębszym zapoznaniu się niż to dotychczasowe przynajmniej.
Także taniutko się okupiłam. Co zaoszczędziłam, to wydałam w Ikei :/
2010-02-11
"Kłącze" G. Deleuze & F. Guattari
"Spójrzcie na psychoanalizę i lingwistykę" pierwsza wydobywała zawsze tylko odbitki albo fotografie nieświadomości, druga, odbitki albo fotografie mowy, wraz ze wszystkimi zdradami, jakie to zakłada (...). Kiedy kłącze zostaje zatkane, kiedy nada mu się charakter drzewa, to koniec, nic więcej nie wydobędzie się z pożądania; pożądanie bowiem porusza się zawsze i wytwarza poprzez kłącze. Każdorazowo, gdy pożądaniu przydajemy charakter drzewa, mają miejsce wewnętrzne obsunięcia, które powodują jego upadek i prowadzą na śmierć; kłącze jednak działa na pożądanie przez wewnętrzne i produktywne parcie."
"Zaleta krótkiego Pomysłu: pisze się przy pomocy pamięci krótkiej, a zatem przy pomocy krótkich pomysłów, nawet jeśli długie pojęcie czyta się i odczytuje przy pomocy długiej pamięci. Pamięć krótka obejmuje zapomnienie jako proces; nie łączy się ona nierozdzielnie z chwilą, ale z kłączem zbiorowym, czasowym i nerwowym."
"Zaleta krótkiego Pomysłu: pisze się przy pomocy pamięci krótkiej, a zatem przy pomocy krótkich pomysłów, nawet jeśli długie pojęcie czyta się i odczytuje przy pomocy długiej pamięci. Pamięć krótka obejmuje zapomnienie jako proces; nie łączy się ona nierozdzielnie z chwilą, ale z kłączem zbiorowym, czasowym i nerwowym."
2010-01-25
Russian Formalists (1920's)
"Poetry exercises a controlled violence upon practical language, which is thereby deformed in order to compel our attention to its constructed nature."
"It is the special task of art to give us back the awareness of things which have become habitual objects of our everyday awareness."
Tomashevsky - 'Bound' and 'free' motifs. "A bound motif is one which is required by the story, while a free motif is inessential from the point of view of the story. However, from the literary point of view, the free motifs are potentially the focus of art."
DEFAMILIARIZATION (остранение)
Bakhtin - carnivalization as defamiliarization (I guess).
"It is the special task of art to give us back the awareness of things which have become habitual objects of our everyday awareness."
Tomashevsky - 'Bound' and 'free' motifs. "A bound motif is one which is required by the story, while a free motif is inessential from the point of view of the story. However, from the literary point of view, the free motifs are potentially the focus of art."
DEFAMILIARIZATION (остранение)
Bakhtin - carnivalization as defamiliarization (I guess).
2010-01-01
"The Secret Life of Bees" Sue Monk Kidd
Moją główną lekturą ostatnimi dniami są "Biesy" Dostojewskiego, więc pomiędzy stronicami tego obszernego dzieła zdążyłam też łyknąć i coś lżejszego.Książeczka ta po polsku nosi tytuł "Sekretne życie pszczół" i swojego czasu była po przecenie w mojej księgarni. Ja kupiłam swoją w oryginale za 99 centów. Jest to niesamowicie wzruszająca historia, nad którą możemy się niesamowicie wzruszać, ale to by było na tyle doznań. Przypomina mi o tych wszystkich klientach w księgarni, co to przychodzą i chcą, żebym im poleciła książkę, która będzie fajna i na końcu będzie happy end. Teraz wiem, co polecać, bo ja raczej z zasady takie książki wymijam. Nie jest to wcale o pszczołach tylko o wkurzającej 14-letniej dziewczynce (one zawsze są wkurzające. Wiem, bo sama kiedyś byłam jedną), która ucieka z domu od wstrętnego ojca i trafia do domu czarnych kobiet, które zajmują się produkcją miodu. Aha, i zapomniałabym, absofuckinglutely najważniejszego, na koniec zostaje rozwiązana wielka zagadka odnośnie matki owej wkurzającej dziewczynki. Jest to swoisty przepis na udaną książeczkę do sfilmowania, i na udaną książeczkę do bestsellerowania.
Plus się należy za obecność miodu i ciekawe jego wykorzystanie jako motyw przewodni w całej powieści. Mały plusik także za przytoczenie paru historii z życia FAKTYCZNYCH pszczół. Książkę polecam ciepłym kluseczkom na dogrzanie.
Miała to być lektura na odprężenie, i trochę była, ale wolę relaksacyjnie czytać jednak książki takie jak opisywana poniżej "Tajemnica Abigél".
Subskrybuj:
Posty (Atom)