Strony

2019-02-06

Ostatnio.

Jedną z książek, które ostatnio przeczytałam jest Dziś wolałabym siebie nie spotkać Herty Müller. Czytałam ją co prawda po angielsku, gdzie występuje pod znacznie mniej poetyckim tytułem The Appointment. Krótka powieść z narracją w pierwszej, jakże nieidealnej, ale boleśnie spostrzegawczej, osobie. Główna bohaterka relacjonuje nam swoje dotychczasowe życie w drodze na przesłuchanie, a że jedzie tramwajem niemalże w nieskonczoność, dowiadujemy się sporo. Rumunia pod rządami Ceaușescu, związki międzyludzkie i wpływ na nie totalitaryzmu, zachowanie ludzkości i indywidualizmu pomimo duszącej inwiligacji. A przy tym, jak to u Müller, niezwykły poetycki, lecz prostolinijny styl, niektóre frazy, słowa, czy porównania, autorka lubi powtarzać i przeplatać przez całą powieść. Chętnie przeczytam pozostałe jej książki, w angielskim, bądź polskim tłumaczeniu.


Z 1491. New Revelations of the Americas Before Columbus Charlesa C. Manna męczyłam się przez około pół roku. Nie jest to wina samej książki, ale moja, bo mam w zwyczaju czytać zbyt wiele książek naraz i niestety cokolwiek innego zawsze wygrywało z 1491. Być może te nowe badania nad Amerykanymi i rdzennymi ich mieszkańcami miejscami były dość suche i przywalone kupą nazwisk archelogów i badaczy, ale ogólnie to czytało się całość całkiem dobrze. Mann wyciąga na światło dzienne wiele argumentów na to, że Kolumb i ci, którzy po nim przyszli, nie natknęli się na dziewiczą dzicz, ale wysublimowane i zaawansowane kultury, które bardzo szybko wykończyły nie tyle przemoc, co choroby zakaźne. W ten sposób przyjezdni sto-dwieście lat po Kolumbie faktycznie natykali się już tylko na resztki tamtych mieszkańców. Podsumowaniem jest nadzieja, że odkrywając coraz więcej odnośnie tamtych zapomnianych kultur możemy dowiedzieć się więcej o tym jak niegdyś liczni mieszkańcy tych terenów pozostawali w równowadze z ostaczającą ich naturą i dzięki tej wiedzy polepszyć stan naszej planety obecnie.




Film Doktór Murek z 1939 roku. Obejrzenie tego filmu było dla mnie swojego rodzaju ciekawostką, nie jestem koneserką starego kina, chociaż dostrzegam jego historyczną wartość (te stroje, fryzury, rekwizyty, wystroje wnętrz). Nie spodziewałam się wszak, że ogromna część depresyjnych perypetii Murka nawet nie będzie w tym filmie odzwierciedlona, a wątki, które się uchowały zostaną przeinaczone. Brakuje tu tego mroku i przygnębienia, które znajdziemy w książce. Postacie też zostały szalenie okrojone, przypuszczam, że w latach 30-tych liczba postaci w filmach musiała być ograniczona. Ruch komunistyczny nie zostaje wspomniany absolutnie wcale, czyżby było to wówczas w jakiś sposób wzbronione, czy też było tak wygodniej z czysto fabularnego punktu widzenia? Od samego filmu ciekawsi są aktorzy i ich wojenne oraz powojenne losy. I tak mamy tutaj: Franciszka Brodniewicza (w roli Murka), który zmarł na skutek zawału serca wywołanego wybuchem bomby lotniczej obok jego kamienicy w 1944; Norę Ney (w roli Arlety) - po wybuchu wojny zbiegła na wschód razem z córką, po czym została zesłana w głąb Rosji. Po wojnie wróciła do Polski, ale nie mogąc odnaleźć się w nowych realiach wyemigrowała do Stanów. Doktór Murek był właściwie ostatnim filmem, w którym zagrała znaczącą rolę. Niesamowicie intrygujące są też wojenne losy Iny Benity (w filmie: Karolka), które potoczyły się, cytując za Filmwebem, o tak: "Ze względu na jej żydowskie pochodzenie, ona i austriacki oficer Wehrmachtu, z którym była w związku, zostali oskarżeni o Rassenschande (zhańbienie rasy). Ona została uwięziona na Pawiaku, gdzie 8 kwietnia 1944 roku urodziła ich wspólne dziecko, syna Tadeusza Michała. Oficera wysłano na front wschodni, z którego nie wrócił. Benita została zwolniona z Pawiaka 31 lipca. Zginęła podczas Powstania Warszawskiego." Chociaż ponoć są i nowe dowody na to, że wojnę przeżyła i zmarła dopiero w latach 80-tych.



Powinien ktoś nakręcić film o nich wszystkich.