Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura węgierska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura węgierska. Pokaż wszystkie posty

2010-12-14

"Likwidacja" Imre Kertész

Kupiłam "Likwidację" już dawno za kilka złotych, bez przekonania, ot tak. Bez przekonania dlatego, że lata temu przeczytałam "Kadysz za nienarodzone dziecko" i nie przypadła mi ta książka do gustu ani trochę. Ale cóż, miałam wtedy jakieś 17-18 lat, w głowie bajzel stylu Żeromskiego i poezji Skamandrytów, to co się dziwić, że Kertésza nie czułam ni w ząb.

Do tej książeczki, cieniutkiej, podeszłam więc bez żadnych specjalnych oczekiwań. I rozczarowałam się, tak jak lubię najbardziej, czyli pozytywnie. Główny bohater, redaktor Keserű, po śmierci tłumacza i pisarza B. poszukuje "powieści życia", którą B. musiał przecież napisać. I napisał. Ale nikt nigdy jej nie przeczyta, bo powieść ta jest tylko eksplikacją odmowy radości życia przez B., a także, pod jego wpływem, przez jego żonę, Judit. Nikt nigdy jej nie przeczyta, bo ta powieść pozostanie tylko pomiędzy nimi.

Dużo tutaj refleksji na temat czytania i pisarstwa. "Tak drzemie we mnie wiele książek, lepszych i gorszych. Najrozmaitszych. Zdania, słowa, akapity i wersy, niczym niespokojni sublokatorzy, nagle budzą się do życia, wałęsają się samotnie, albo rozpoczynają w mojej głowie hałaśliwy dialog, którego nie potrafię uciszyć". Redaktor nazywa to "chorobą zawodową", ale to może tyczyć się każdego, kto nie potrafi żyć bez książek.

Związki i relacje międzyludzkie stanowią esencję tej krótkiej powieści. Zwłaszcza damsko-męskie. Zastanawia, na początku, że tak dużo w nich goryczy a tak mało miłości. Ale już za chwilę okazuje się, że dużo w nich miłości, a goryczy jest tylko odrobina, ale jest to absolutnie niezbędna odrobina. Ponadto - historia, obezwładniająca, dusząca, ale nadająca kształt. Koniec komunistycznej dyktatury, kolejna zmiana, nie jest w tej książce czymś pozytywnym. Oznacza kres ucisku, ale stanowi nieznane, wątpliwe, puste. Odkształceni przez poprzednie wydarzenia bohaterowie mogą się wreszcie rozrosnąć według własnej woli. Ale chyba już nie potrafią...


Teraz moją lekturą jest "Pożegnanie jesieni" Witkacego, tak się cieszę, że nareszcie się za niego zabrałam, bo to był czas najwyższy! No!

2009-12-25

"Tajemnica Abigél" Magda Szabó

Węgierska powieść dla dziewcząt, której akcja toczy się w latach czterdziestych, podczas II Wojny Światowej zresztą. Napisana zgrabnie, z polotem i przekazująca smutne prawdy czytelnikom odnośnie wchodzenia w dorosłość. Obecna literatura młodzieżowa raczej z rzadka, jeżeli w ogóle, zawiera w sobie coś takiego. Raczej wręcz przeciwnie, stara się nawet i dorosłego pochwycić i wciągnąć w świat dziecięcy, niewinny i boleśnie nierealny.

Tak sobie wyobrażam właśnie Czytelnictwo Relaksacyjne - książka dla młodzieży, najlepiej napisana Kiedyś Tam Dawno, kiedy nie było komórek i Internetu. Drobny wątek kryminalny, ciekawe postacie, bogaty język.

A propos języka, dobrze, że są tłumacze z węgierskiego. To zakręcony język! Wiem co mówię, bo się go uczę od przypadku do przypadku.

To w zasadzie druga powieść tej pisarki, którą przeczytałam. Kiedyś, za komuny, trochę jej nadrukowali. Obecnie chyba nic Szabó się nie wydaje. A szkoda. Solidna pisarka węgierska (Solidna, w sensie, wie dobrze jak skonstruować powieść, żeby tą powieścią, z rękami i nogami, była). Jak już Wydawnictwo Czytelnik napłodziło tyle Sándora Máraia (do którego mój Szacun jest przytwierdzony na zawsze za "Pierwszą Miłość"), to ktoś inny mógłby wznowić Magdę Szabó. Chciałabym przeczytać więcej jej książek, ale z biblioteki miejskiej zostałam wyklęta, bo od roku trzymam "Otella". Albo i od dwóch lat. Więc chyba zostały mi antykwariaty.

Tak zresztą udało mi się zdobyć książkę, odnośnie której jest (i nie jest) ten wpis.

Ciekawostka: Pierwszy tekst (literacki) napisany po węgiersku zwał się "Mowa pogrzebowa i błaganie", a pierwszy wiersz - "Starowęgierski lament maryjny". Także nie tylko u nas wczesne średniowiecze było wesołe.