Strony

2015-03-21

Wielki Powrót Pani Pandy


Żyję i mam się dobrze. Jednak ostatnio zaczęło brakować mi tego bloga. Potrzebuję pisać, nie tylko o sobie, jak zdarza mi się czasem na blogu prywatnym. Ile zresztą można pisać o sobie? Pragnę skupić się na innych, mniej emocjonalnych, a bardziej trwałych, przedmiotach. Głównie na książkach, na tym o czym mówią, co przedstawiają. Może na muzyce. Może na błądzeniu przez gąszcze hiszpańskiego i raczkowanie z rosyjskim.

Dwa tygodnie temu zdarzyło mi się przeczytać pewną recenzję "Norwegian Wood" Murakamiego. Nie była to recenzja zbyt pochlebna, ale ten fakt jest bez znaczenia. Nie mogłam sobie przypomnieć, czy w ogóle tę książkę czytałam. Po przeczytaniu recenzji, która opisywała i postacie i pewne wydarzenia z tej powieści, stwierdziłam, że nie, raczej nie. A potem włażę na mój profil na goodreads.com, a tam, jak byk, zaznaczone, że przeczytana. Wracam ponownie do recenzji i tak coś mi się słabiutko zaczęło tlić, że owszem, coś pamiętam...

Przeraża mnie, kiedy tak zapominam kompletnie i niemal doszczętnie książki, nad którymi musiałam spędzić wiele godzin i dni. Zauważyłam, że o wiele lepiej pamiętam niektóre tytuły zrecenzowane na tym blogu, niż wiele z tych powieści, które przeczytałam przez ostatnie dwa lata. I gdy zostawiam recenzje jest do czego wrócić w razie poważniejszej książkowej amnezji - wystarczy kliknąć.

Czy będę potrafiła powrócić na dobre (przynajmniej na kolejny rok, czy dwa) i pisać regularnie? Na pewno mam o wiele mniej czasu niż kiedyś, ale zauważyłam, że to zazwyczaj bardziej mnie motywuje. Wiem, że będę chciała mieć więcej miejsca dla przeróżnych aktualnych zainteresowań, oraz że moje "recenzje" książek będą mało recenzyjne. Muszę także "ćwiczyć polski", jakkolwiek pretensjonalnie to brzmi, bo czasem wydaje mi się, że go tracę.

 
Obecnie czytam "Muzykofilię" Olivera Sacksa oraz "Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk. Ta pierwsza jest trochę wyściubianiem nosa poza sferę komfortu i przywyczajeń, ale nie żałuję. Muszę jednak przyznać, że jest to trochę przygnębiająca lektura, obnażająca cierpienia ludzkie (amnezje, afazje, halucynacje), o których zbyt wiele dotąd nie myślałam. Jeśli chodzi o cegłę Tokarczuk, to idzie mi ona bardzo powolutku, ale nie wynika to z braku zainteresowania, głównie z braku czasu (a także z dyskomfortu czytania jej przed pójściem spać ze względu na jej wagę i rozmiar, przynajmniej w moim przypadku). Podoba mi się pewien rodzaj tajemnicy unoszący się nad tą prozą, no i oczywiście znany i zawsze bardzo lubiany przeze mnie styl autorki. Tęksniłam za nim.

2 komentarze:

naia pisze...

Fajnie, że znowu jesteś! Będę trzymać kciuki, żeby jednak udało Ci się wrócić na dobre, i już jestem ciekawa, co napiszesz o „Księgach Jakubowych”. Ja się za nie póki co zabieram. Lubię Tokarczuk, to zdecydowanie moja ulubiona polska pisarka i od początku wiedziałam, że muszę mieć tę książkę, ale odczekam jeszcze chwilę z lekturą, aż całkiem minie medialny szał.

5000lib pisze...

Do S, mnie nie ciągnie, ale Jakubowe czekają na swoją kolej...