Strony

2011-10-04

"Kwiat śniegu i sekretny wachlarz" Lisa See

„Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz” zaczęłam czytać zupełnie przypadkowo, i jak to bywa w tego typu przypadkach, książka ta okazała się, w pewnym sensie, odkryciem. „W pewnym sensie”, ponieważ wciąż zbyt wiele jej brakuje, żeby w jakiś emocjonalnym sensie, o intelektualnym nie wspominając, mną wstrząsnęła.

„Kwiat Śniegu” to powieść osadzona w XIX-wiecznych Chinach, będąca przedstawieniem losów dwóch kobiet, z których jedna jest narratorką. Lily, bo tak jej na imię, jako siedmioletnia dziewczynka podpisuje kontrakt z inną dziewczynką w jej wieku – Kwiatem Śniegu, kontrakt o przyjaźni mającej trwać całe ich życie. Taka przyjaźń, zwana laotong, może być tylko pomiędzy dziewczynkami, które wykazują podobieństwo w najważniejszych kwestiach. W przypadku bohaterek są nimi np. fakt, iż obie urodziły się w roku konia, mają identyczną liczbę rodzeństwa, oraz... równie malutkie stopy. Niestety, różnią się statusem społecznym, co zaważy na przyszłości ich związku, chociaż w dość nieoczekiwany sposób.

Główna bohaterka-narratorka jest raczej denerwująca w relacjach z Kwiatem Śniegu, chociaż wdzięcznie snuje nam ona całą historię. Jej przyjaciółka wydaje się znacznie bardziej skomplikowaną postacią, w której odnajdujemy jakiś cichy opór, nieuskrzydlonego ptaka, pasję, która znajduje ujście jedynie w kontaktach z Lily, ale także w łóżkowych zabawach z mężem. Relacja dwóch dziewczynek, a potem kobiet, jest najważniejsza dla całej powieści, jednak nie jest ona zbyt szczegółowo zgłębiona, podobnie jak psychika bohaterek. Z jednej strony to źle, ale z drugiej, takie rozwiązanie pozostawiam więcej pytań i niedopowiedzeń dla czytelnika, jego wyobraźni i doświadczeń.

Najciekawszym elementem tej książki jest zdecydowanie zanurzenie jej w kulturze Chin XIX wieku, i to jest właśnie to moje „odkrycie”. Wcześniej miałam do czynienia jedynie z twórczością Amy Tan, gdzie rzeczywistość amerykańska przeplata się z chińską, ale najwyraźniej to jeszcze nie było to. Nie wiem na ile realia opisane przez Lisę See są prawdziwe dla kultury chińskiej sprzed 150 lat, ale nawet jeśli w wielu tych niuansach jest chociażby i ziarnko prawdy, warto o nich czytać, poznawać je, próbować zrozumieć, jak żyli tamci ludzie, jakie były ich problemy, i jak odległe były one od problemów europejczyków. Dość szczegółowy opis krępowania stóp jest naprawdę przerażający ale obnażył on moją prawie zupełną jak dotąd ignorancję w tym temacie. Bardzo ciekawe są opisy przedślubnych, wieloletnich obrzędów, kiedy to dziewczynki przygotowują swój posag, ale nie znają nawet twarzy swojego przyszłego męża. Albo obrzędy pogrzebowe, gdzie najbliższa rodzina zobowiązuje się przemierzyć drogę z domu na miejsce pochówku na kolanach.

Nie zapomnijmy również o skandalicznym traktowaniu kobiet, która była mniej warta od krowy, czy konia, chyba że udało jej się "zabezpieczyć swoją pozycję" w domu rodząc wielu synów. Narodziny córki były bowiem najgorszym nieszczęściem. Córka była dodatkową gębą do wykarmienia, którą i tak trzeba było oddać kiedyś innej rodzinie. W tak podłych warunkach kobiety zdołały stworzyć jednak własne pismo – nüshu, którym mogły się posługiwać pisząc do siebie listy. Tak jak robią to bohaterki tej powieści.

Ciekawa, wartka lektura. Nie zmieniła może mojego wszechświata, ale sprawiła, że zainteresowałam się podobnymi lekturami, które zamierzam niedługo zamówić. (Bardzo pomocna okazała się lista Great Chinese Historical Fiction na goodreads.com). A może ktoś z Was mógłby mi coś podobnego również polecić?

8 komentarzy:

pandorcia pisze...

A mi się ta książka naprawdę bardzo spodobała, tak jak i inne książki tej autorki :)

oladios pisze...

Zgadzam sie z pandorcia .
Spodobala mi sie ta ksiazka , jednak tez zasmucila , nie wyobrazam sobie zyc w tamtym swiecie i ze spokoje znosic takie traktowanie . Z jednej strony dziwi mnie to , ze setkami lat kobiety cicho zgadzaly sie na takie traktowanie oraz stajac sie troche starsze czynnie braly w tym udzial , popierajac 'kierunek myslenia' mezczyzn . Ciarki przechodzily mnie po plecach czytajac o losach kobiet niezameznych , ktore musialy oddawac sie mezczyzna zamieszkujacym pod tym samym dachem brrr...

Polecam goraca Pearl Buck , corke misjonarzy wychowana w China , zdobywczynie Nagrody Nobla , ktora opisuje Chiny w podobnym okresie czasu .Romans z jej ksiazkami rozpoczelam od 'Spowiedzi Chinki' , oprocz tego moge polecic wszystkie inne jej powiesci , sa naprawde dobrej jakosci , przyjemnie sie je czyta , wydaje mi sie , ze pani Buck 'wgryzla sie' troche glebiej niz pani See .
Pozdrawiam

oladios pisze...

Sprawdzilam liste na goodreads ( na marginesie - link nie dziala poprawnie ) i widze , ze jest tam duzo tytulow pani Buck .

Balzac and the Little Chinese Seamstress - nie znam ksaizki , film jest piekny , oj , chyba obejrze go znowu , rowniez polecam goraco .

pani Katarzyna pisze...

Pearl S. Buck zamówiłam "Łaskawą ziemię" pośród kilku innych tytułów, na pewno się pojawią jako stos w którymś z wpisów, jak już wszystko do mnie przyjdzie pocztą. Pearl S. Buck czytałam dotąd "Peonię" i muszę przyznać, że średnio mi się podobała, dlatego zapomniałam wspomnieć o niej w tej notce obok Amy Tan... Ale zobaczymy jak będzie z "Łaskawą ziemią". "Spowiedź Chinki" także wydaje się bardzo ciekawa, dzięki za rekomdację, będę pamiętać o tym tytule. :)

"Balzac and the Little Chinese Seamstress" także zakupiłam i idzie do mnie pocztą.

Wydaje mi się, że kobiety zgadzały się na to, bo nie wyobrażały sobie przede wszystkim, że może być inaczej. A obejmowały męski kierunek myślenia, bo tak było bezpieczniej, bo tylko taki kierunek dawał szansę na przynależenie do społeczności. A wykluczenie ze społeczności zazwyczaj oznaczało śmierć.

oladios pisze...

'Spowiedz chinki' bardzo latwo sie czyta i jest to dobre czytanie rowniez. Zycze Ci , aby zamowione pozycje przyniosly Ci duzo przyjemnosci .

Wiem , ze to przeciwstawienie moglo by oznaczac smierc , ale zawsze przychodzi mi mysl 'razem' do glowy i tak sie zastanawiam czy kobiet nie sa wstanie razem wspolpracowac ? Mezczyzni robia to od wiekow , razem sie trzymaja i nawzajem sobie pomagaja . To , ze dzisiaj wspoldecyduje lub decyduje sama jest zasluga kobiet , ktore walczyly wczesniej i one musialy trzymac sie razem . Jestem im bardzo za to wdzieczna , bo wydaje mi sie , ze sytuacja kobiet chinskich z XIX wieku jest sytuacja dzisiejsza hindusek .Nie wyobrazam sobie zycia w takim swiecie . Mozliwe tez , ze 'krotka pamiec' kobiet starszych jest zwiazana z brakiem wspolczucia , brakiem checi przypomnienia sobie jak to bylo 'kiedy bylam mlodsza i mnie zle traktowano ' , a szkoda bo pamietajac takie zachowanie i wlasna poniewierke mozna by pomoc nowej generacji i powoli wprowadzic jakies zmiany na lepsze .

pani Katarzyna pisze...

Masz dużo racji i obecnie taki brak wspólnoty i niezdawanie sobie sprawy, że "w kupie siła" wydaje się niezrozumiały. Jednak kobiety nie są w stanie współpracować nawet i dziś, niestety, i wiele, chociaż o wiele łagodniejszych, wydań takich chińskich kobiet można znaleźć obecnie nawet zbyt długo nie szukając wśród rodziny, znajomych, bądź znajomych znajomych. ;) Prawdopodobnie tamtym kobietom nie przyszło do głowy, aby współpracować, a już na pewno nie współpracować przeciwko mężczyznom, których uważały za swoich żywicieli i sens istnienia. Czasem zastanawiam się ile współczesny człowiek wciąż nie potrafi sobie wyobrazić, przez co jest nieświadomie ograniczany... Tak jak kiedyś kobiety nie wiedziały, że nadają się do czegoś więcej niż rodzenie dzieci.

oladios pisze...

Zazdroszcze mezczyzna tego wspoldzialania , tego dystansu do pewnych spraw . Sama powoli staram sie tak zyc , czasami moze nie jestem bardzo pomocna dla innych kobiet , ale staram sie przynajmniej ukrocic moj jezyk i nie produkowac niepotrzebnej trucizny , staram sie zauwazac plusy i szczodrze komplementowac inne panie.

Masz racje co do ograniczen , ja zapominam ze swojej strony , ze ich sposob myslenia byl wtedy tez calkiem inny.
Ostatnio gdzies czytalam o tym , ze podzial obowiazkow na mezczyzna pracujacy poza dome + kobieta w domu wychowujaca dzieci byl starym stylem myslenia . Czyms co spelnialao sie setkami lat , bo inne wtedy byly czas , ale teraz swiat wyglada inaczej i potrzebujemy calkiem innego modelu . Zgadzam sie z tym i mam nadzieje , ze sprawy zmienia sie na lepsze i powoli zamilkna glosy konserwatywnych malkontentow ;)

niesamowity' pisze...

nie można czynić postępu myśląc po staremu,