Strony

2012-05-21

"Powiedział mi wróżbita" Tiziano Terzani

Podziwiam Terzaniego, tak po prostu i pomimo tego, że nie w każdej kwestii się z nim zgadzam. Nie, nie jestem ogromną fanką, w końcu to pierwsza jego książką, jaką przeczytałam. Podziwiam go za podróż, która go zmieniła jednocześnie pozostawiając go całym - nie naruszyła go, nie pokruszyła. Zestawiam jego postawę trochę z tą Paula Therouxa (pewnie dlatego, że to jedyna książka podróżnicza, z którą miałam do czynienia przed Wróżbitą) - podróż także po Azji, także „naziemna”, podróż będąca rozbiciem i scaleniem, niekoniecznie fortunnym. Bardzo imponowało mi ukazanie specyficznej nostalgii samotności w świecie, takie 'alone with everybody' w Wielkim bazarze kolejowym, ale postawa włoskiego reportera jest równie godna podziwu. Terzani ukazał mi się jako człowiek niezwykle silnego charakteru, mimo iż czasem przypłaca to pewnego rodzaju zafiksowanym postrzeganiem zasad rządzących światem.

No dobrze, więc Tiziano Terzani pamięta, co 'powiedział mu wróżbita' w Hong Kongu, lata wstecz – że w roku 1993 nie powinien latać, bo może się to dla niego skończyć tragicznie. Kiedy znamienny rok się zbliża, reporter postanawia wziąć wróżbę na serio i faktycznie organizuje swoje podróże po południowo-wschodniej Azji z wykluczeniem lotów samolotami, co nie jest łatwe (już na początku lat 90-tych, teraz byłoby chyba jeszcze trudniej?). Jego wyprawy nie polegają tylko na przyglądaniu się zmianom politycznym i kulturalnym zachodzącym w danych państwach, ale i na odkrywaniu azjatyckiej podszewki – niewidocznej często, specyficznej duchowości, wiary w przepowiednie, amulety, wróżby, wiary, która rządzi życiem wielu mieszkańców tych rejonów na równi z kwestiami materialnymi. Terzani prawie w każdym miejscu w którym się zatrzymuje, wybiera się do wróżbity. Większość z nich wróży z daty urodzenia, niektórzy proszą go o wybranie liczby z danego przedziału, inni wróżą z kości, z kart, z twarzy, z rąk, a czasem stóp. To co wyjawiają autorowi to informacje na temat jego przeszłości, jego charakteru, bądź charakteru bliskich, a także przyszłości. W tym ostatnim przypadku są to najczęściej ostrzeżenia. Przepowiednie, które otrzymuje nasz reporter można podzielić na trzy grupy: 1) ogólne stwierdzenia, które mogą być zinterpretowane tak, by pasować do sytuacji autora – i te są najczęstsze, 2) stwierdzenia (przerażająco) trafne, a o których wróżbici za nic nie mogli wiedzieć, 3) stwierdzenia kompletnie błędne.

Mnie, jako osobę zainteresowaną astrologią, i która zna oprócz swojego zodiakalnego znaku słonecznego (Wodnik), także swój znak księżycowy (Skorpion) i ascendenta (Rak), interesowały przede wszystkim omawiane przez wróżbitów rysy charakterologiczne, często trafne, choć to właśnie one były najczęściej dość ogólne. Uważam, że znaki zodiaku, zwłaszcza wszystkie trzy wyżej wymienione, mają spory wpływ na nasz charakter (Zbyt dużo dowodów mam na to, żeby myśleć inaczej), aczkolwiek mniej wierzę w to, że można wyczytać, z nich, albo z jakichkolwiek innych danych, przyszłość. Terzani chyba także do końca nie jest o przyszło-widzeniu tak przekonany, chociaż niektóre z przepowiedzianych wydarzeń spełniły się.

Zwraca on też uwagę na psychoterapeutyczny charakter wróżb. Przepowiednie zmuszają do zastanowienia się nad swoim życiem, nad przeszłością i chwilą obecną, zmuszają także do zmian, często bardzo potrzebnych.

A same podróże? Można by wiele opowiadać, ale ja wspomnę jedynie dwa miejsca, zupełnie odmienne, które mnie najbardziej zaintrygowały: Singapur i Mongolia. Singapur, miasto-państwo położone na samym kraniuszku półwyspu Malajskiego, to jak ogromne klimatyzowane, zmodernizowane do granic możliwości pomieszczenie, gdzie obywatele są ciasno trzymani w ryzach przez autorytarne rządy. Nie wiem co mnie tak zaintrygowało w tym miejscu, wyobraziłam sobie taki ogromny moloch, gdzie wszystko jest skomputeryzowane, zmechanizowane i betonowe, a ludzie, którzy zamieszkują ten moloch są mali, poprawni, wiedząc, że są takie rzeczy o których nie mogą mówić. To jak jakieś smutne science fiction, tylko że prawdziwe. Mongolia natomiast, zamieszkała przez jedynie dwuipółmilionową ludność, to dość rozległy, pustynno-górzysty kraj, gdzie życie toczy się w zasadzie jedynie w stolicy, Ułan Bator. Nawet tam jednak życie to wydaje się toczyć niespiesznie, trochę szaro i niepewnie. Widać ciekawy amalgamat wpływów Rosji, jak i Chin, jedynych siąsiadów Mongolii.

Wracając na koniec do samej postaci Terzaniego, jest jedna rzecz, która mnie czasem irytowała w jego spostrzeżeniach: to namiętne wypatrywanie we wszystkim wpływu Złego Zachodu i głęboki żal, że ten zachodni wirus ogarnął Wschód. W wielu kwestiach zgadzam się z autorem – ostra krytyka wszędobylskiego kapitalizmu była niczym miód na moje serce. Jednak krytyka ta często implikowała, iż dobrze by było gdyby kraje azjatyckie zamknęły się na zachodni rynek i na wpływy stamtąd idące, że najlepiej by było gdyby Azjaci nie mieli wyboru typu 'spokojne życie w rodzinnej wiosce, albo skorumpowane życie w mieście' – bo nie podoba mi się, że Terzani chciałby odbierać ludziom wybór tylko po to, by Azja pozostała w ramach jego romantycznych wyobrażeń o niej. Wolałabym, żeby zaproponował jakieś rozwiązanie, jak edukować ludzi, by wybierali nie tylko potfelem, ale i sercem, by umieli pogodzić obie drogi, albo wybrać jedną, a drugą odrzucić, ale wiedzieć dokładnie dlaczego to robią. Smęcenie nad wpływem Zachodu nic tutaj nie pomoże, a obecnie, biorąc pod uwagę powszechność Internetu, nie ma co liczyć, że ten proces się odwróci, zniknie. Trzeba poszukiwać jakiegoś połączenia, splecenia kultur. Poza tym zauważyłam lekki seksizm w uwagach reportera – w opisach kobieta albo jest jakaś tam, nijaka, bez-przymiotnikowa, albo 'piękna' (I tyle. Czy to nie wystarczy? ;)), poza tym jakiś brak refleksji nad problemami kobiet, chociaż były po temu okazje (prostytucja na granicy Tajlandia-Malezja, wzmożony rygor religijny w Malezji), ale to nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy takie refleksje w literaturze faktu nie występują (nie tylko u autora-mężczyzny), więc trudno.

Mimo drobnych utarczek, bardzo chętnie przeczytałabym jeszcze jakieś reportaże Tiziana Terzaniego. Było to udane wprowadzenie w region południowo-wschodniej Azji, więc nie pozostaje mi nic innego, jak dalej podróżować po tych fascynujących krajach, wraz z wspaniałą literaturą o nich.

1 komentarz:

Kaye pisze...

A ja jestem teraz w trakcie lektury "Nic nie zdarza się przypadkiem" Terzaniego i jestem pod sporym wrażeniem. Jest to z jednej strony zapis podróży w głąb siebie po wykryciu raka, z drugiej zapis jego peregrynacji po różnych zakątkach świata w poszukiwaniu uniwersalnego lekarstwa na jego chorobę. Bardzo wiele jego spostrzeżeń jest przerażająco aktualnych i docierających do sedna (zwłaszcza w odniesieniu do analizy sytuacji w USA). Jego narzekania na uwspółcześnienie Azji, a zwłaszcza Indii, które w jego mniemaniu są jednym z nielicznych krajów, gdzie duchowość ma się nieźle, są również obecne :)
Pozdrawiam!