Strony

2012-06-22

Robaczki świętojańskie śpią

Nie mam ostatnio weny do pisania o książkach, chociaż od samych książek nie stronię. Sam zamysł blogowania o lekturach nie był nigdy dla mnie do końca przekonywujący. Chciałam mieć "ściągawkę" z wrażeń i tematów książek, które czytam, bo w przeszłości wiele z nich zupełnie zapominałam. Zostawał tylko tytuł, autor i mgliste wrażenie: pozytywne bądź negatywne. I faktycznie, taka baza wrażeń cieszy oko i ducha. Czasami przeglądam stare recenzje, przypominam sobie dane historie... Ale od kilku tygodni, kiedy próbuję zasiąść do napisania recenzji, odczuwam jakąś nieprzyjemną blokadę. Wiąże się ona przede wszystkim ze streszczaniem fabuły - okazuje się, że nienawidzę tego robić, i przypomniałam sobie, że nawet kiedy chodziłam do podstawówki prawdziwą zmoro-nudą było wypunktowywanie planu akcji lektury. Być może powinnam porzucić tykanie fabuły zupełnie, nakreślić ją zaledwie w dwóch zdaniach. Ale czy to mój jedyny problem? Chyba nie.

Zawsze kochałam pisanie, ale to dziwna miłość. Kiedyś pisałam wiele. Od paru lat stronię od pisania, boję się stawiać słowa i próbować nadawać im znaczenie. Mam na myśli pisanie kreatywne; książkowe recenzje tylko częściowo podchodzą pod ten termin, chociażby dlatego, że recenzując nie fantazjujemy (chyba, że jesteśmy Lemem). Obecnie jestem więc tylko przywiązana do pisania cienkim sznureczkiem tego bloga. I nie jest to dla mnie pisanie satysfakcjonujące, jakoś mi się tak rozłazi i nie klei, niczym źle zrobione ciasto na pierogi. Uciekam w to recenzowanie, a jednocześnie odsuwam od siebie pisanie własne; czytam książki i recenzuję, zamiast czytać je, by inspirować własne pisarstwo.

Wciąż chcę się dzielić tytułami, które uważam za niezwykłe, ale muszę się zastanowić nad zmianą formy, muszę otworzyć i wywietrzyć umysł. Tradycyjne recenzowanie wynudziło mnie niemiłosiernie, więc pozostaje mi je zarzucić. Co powstanie nowego? Naprawdę nie wiem.

A zmieniając temat: Robaczki świętojańskie! W Polsce nie widziałam ani jednego, chociaż mieszkałam wiele lat na wsi, a potem na obrzeżach małego miasta. Tutaj, w Pensylwanii, można je spotkać każdej czerwcowej nocy, chyba że akurat jest chłodniej (poniżej 15 C). Zielone świateka, małe myślniki wśród pustosłowia nocy. Widze też tutaj więcej gwiazd, a samoloty w ciemności błyskając swoimi światłami udają robaczki świętojańskie. Piękne są tutaj wieczory i noce. A za dnia: mnóstwo fauny! Króliki, świstaki, wiewiórki, sarny, a nawet szopy. Dziś zdybałam małego królika koło ganku podlewając kwiatki. Drozdy oblegają trawniki, stoją wyprostowane niemalże na baczność i uważnie się mi przyglądają.

Istnieje również szansa, że za dwa tygodnie na kempingu zobaczę niedźwiedzia.

Cóż... Wracam do lektur, do całego świata, do jednego miejsca.

7 komentarzy:

joly_fh pisze...

Moją ambicją jest tak napisać recenzję, żeby nie streszczać książki - uważam, że jest to bez sensu, bo o czym jest książka każdy może sobie poczytać w jej opisie i na licznych portalach. Piszę o swoich wrażeniach. Nie wiem czy takie podejście jest słuszne, ale sama też nigdy nie czytam przydługich streszczeń fabuły. Może więc między własnym pisaniem, a recenzowaniem jest jakieś "kreatywne recenzowanie"? :)

pani Katarzyna pisze...

Na pewno takie recenzowanie istnieje i chyba teraz moim zadaniem będzie znaleźć formę, która mi odpowiada. Zawsze czułam, że jak tę fabułę pominę, to coś będzie nie tak, niezrozumiałe i niewyraźne. Ale tak nie musi być.

Przyjrzę się Twoim recenzjom, zobaczę, jak Ty to robisz :)

Karol Górski pisze...

Świetnie Cię rozumiem. Ja od jakichś 3 miesięcy nie mam natchnienia na pisanie bloga. Ostatnio podjąłem próby, reanimacja trwa, ale nie wiem, jak się skończy... Jeśli coś nie daje nam satysfakcji, po co to robić?

Zacząłem za to pisać opowiadania! (Mam dopiero 12 stron hehe) Tak więc z niecierpliwością czekam, czy wymyślisz coś nowego :)

pani Katarzyna pisze...

Super! Mam nadzieję, że jak napiszesz, to się gdzieś pochwalisz. Jestem bardzo ciekawa! Ja wielokrotnie zaczynałam opowiadania, ale chyba nigdy żadnego nie skończyłam. Nie wiem czy ze strachu, czy z lenistwa ;)

Karol Górski pisze...

Ja nie skończyłem nigdy żadnej z około 20 powieści (a próbuję to zrobić od czasów gimnazjum hehe). Dlatego przerzuciłem się na opowiadania :) Ale nie wiem, czy to okaże się sukcesem, bo zazwyczaj najpierw popadam w samouwielbienie, a po dwóch tygodniach czytam ponownie i stwierdzam, że jest beznadziejnie ;)

pani Katarzyna pisze...

No ja mam tak samo! Choć okazjonalnie, po latach nawet, czytam zarzucone projekty i nawet mi się niektóre podobają i jestem zła na siebie, że ich nie skończyłam.

Cóż, czekam na Twoje opowiadania, może jednak uda się postawić ostatnią kropkę w to lato :)

Chihiro pisze...

Trudno jest pisać recenzje, unikając zupełnie streszczania fabuły - wydaje mi się, że żeby recenzja była recenzją choć trochę o fabule napisać trzeba. Niekoniecznie streszczając i zachowując chronologię wydarzeń, ale to często niełatwa sztuka. Dla mnie trudno wyważyć własne, subiektywne podejście z obiektywnym spojrzeniem, wciąż się tego uczę, ale po czterech latach stałam się śmielsza. Potrafię w miarę jasno argumentować, co mi się podoba, a co nie, choć oczywiście niekiedy polegam - zwłaszcza przy recenzowaniu książek non-fiction, gdy brakuje mi wiedzy i nie jestem w stanie ocenić, czy pisarz prezentuje prawdę, a nie plecie głupstwa.

A co do fauny... Robaczki świętojańskie widziałam w Polsce, ale tylko raz. W Londynie ich nie widuję, ale żyję w samym sercu miasta, może dlatego. Za to widuję regularnie lisy, które nocą łażą po ulicach i skwerkach, wiewiórki oczywiście, no i przychodzą do mnie codziennie dwie myszki - które dokarmiałam przez dwa lata (domyślam się, że być może nie je konkretnie, a ich mamy czy babcie), ale obecnie próbuję wypłoszyć cierpliwie, bo za miesiąc wyprowadzam się i nie chcę, by nowy lokator zastawił na nie pułapkę. Chcę, by wyniosły się same, dlatego nie dokarmiam ich już wcale.

Pozdrawiam serdecznie!